Menu
/ FourFourTwo

David Silva - piłkarz pożądany

Jeśli Villa strzela dla kraju i klubu, to Silva dostarcza mu naboje

Coś specyficznego jest w Arguineguinie. Słońce, to na pewno. Morze, zdecydowanie. Futbol, jak najbardziej. Mówi się, że nazwa miasteczka znaczy "niech stanie się światłość". Ta malutka część wybrzeża Wysp Kanaryjskich rzeczywiście razi blaskiem cały hiszpański futbol. Kiedyś wioska rybacka na południu Gran Canaria, teraz cel podróży turystycznych, ponad tysiąc kilometrów od wybrzeży Hiszpanii. Arguineguin liczy sobie nie więcej niż siedem tysięcy mieszkańców. A wychowało się tutaj dwóch najbardziej utalentowanych atakujących pomocników hiszpańskiej kadry w ostatniej dekadzie.

Pierwszy był zawodnik Deportivo Juan Carlos Valerón. Najbardziej popularna gazeta sportowa w Hiszpanii napisała kiedyś - "Nasz Zidane. Tyle że lepszy". Niewiele później nastał czas chłopaka, którego tato grał z Valerónem, którego Valerón trenował i który jest teraz odpowiednikiem Valeróna w Valencia CF. Tyle że jest lepszy. Były trener la Furia Roja José Luis Aragonés mówi o Davidzie Silvie, jako o "przyszłość reprezentacji". Antonio Núńez twierdzi, że "nigdy nie grał z kimś, kto wywarłby na nim takie wrażenie". A grał w drużynie pierwszych galaktycznych. Obecny trener kadry narodowej Vicente del Bosque uważa, że Silva sięgnie kiedyś po Złotą Piłkę.

Największe kluby w Europie stawiają go na czele transferowej listy życzeń. Wpisz w Google hasło bid for Silva (oferta za Silvę - przyp. red.), a otrzymasz prawie milion wyników dotyczących Davida. Manchester United, Manchester City, Liverpool, Juventus, Milan, Real i Barcelona są zainteresowane jego sprowadzeniem. Wizjoner o szybkich stopach, czujący się komfortowo po obu stronach boiska, za napastnikami, a nawet jako środkowy pomocnik. Jego pierwszy błysk w Europie miał miejsce podczas meczu Valencii z Chelsea na Stamford Bridge, w kwietniu 2007 roku, gdy zdobył wspaniałego gola. Trochę wcześniej strzelił bramkę Interowi na San Siro. W Hiszpanii poznano się na nim wcześniej.

"To dziwne, że Valerón i ja wychowaliśmy się w tak małej miejscowości", przyznaje Silva, gdy spotyka się z dziennikarzami magazynu FourFourTwo w małym biurze przy boiskach treningowych Valencii, w rześki, poniedziałkowy poranek listopada. "Gdy byłem mały nie zdawałem sobie sprawy, jak życie na wyspie może ograniczać. Opuściłem ją w wieku czternastu lat. To właśnie była najważniejsza decyzja. Musiałem wyjechać, aby nadal się rozwijać. Teraz jest nas trzech piłkarzy z Arguineguinu w pierwszej lidze: ja, Valerón i Aythami Artiles grający w Xerez CD. To niebywałe, żeby tak mała miejscowość dochowała się aż trzech piłkarzy w najwyższej klasie rozgrywek. To wręcz intrygujące". Intrygujące to za mało powiedziane. Tym bardziej, że Valerón i Silva mają już razem 76 występów w reprezentacji kraju.

Z drugiej strony nic nie dzieje się przypadkiem. "Piłką byłem otoczony od zawsze", mówi Silva. "Mój tato grał dla miejscowego, trzecioligowego zespołu razem z Valerónem, wspaniałym człowiekiem, który był także moim trenerem. Brat Juana również był utalentowany piłkarsko. Tato potrafił grać lewą i prawą nogą, był szybki i miał uderzenie." Tak mocne, że złamało kiedyś synowi rękę. "Grałem sobie wtedy za bramką, a tato trenował. No i trafił mnie piłką", wspomina Silva.

U podstaw genezy futbolowej tego piłkarza leży jednak znacznie więcej. Denominacion de origen, jak mówią Hiszpanie. To termin wzięty z klasyfikacji win. Można to przetłumaczyć jako świetny produkt posiadający charakterystykę zgodną z krainą z jakiej pochodzi. Pytany o Silvę, Valerón odpowiada: "On ma najlepsze zalety kanaryjskiej szkoły gry. Piłkarze z Wysp Kanaryjskich świetnie dbają o piłkę."

Mówi się, że Baskowie są jak wielkie dęby taranujące sobie drogę na boisku, a Kanaryjczycy to Brazylijczycy Hiszpanii. Silva nie przywiązuje do tego większej wagi. "W Hiszpanii są różne style. Są piłkarze techniczni i piłkarze waleczni. Brazylijczycy Hiszpanii? To stereotyp, chociaż prawdą jest że wyspiarze z Kanarów bardzo lubią mieć piłkę przy nodze. "

Silva pasuje do tego jak ulał. Magazyn Don Balon ocenia jego lewą nogę na dziesięć w dziesięciostopniowej skali - "posiadanie większej precyzji w nodze jest niemożliwe". Silva nie jest wielkim strzelcem, w najlepszym pod tym względem sezonie zdobył pięć bramek. Potrafi jednak uderzyć z półdystansu, a przez trzy sezony z rzędu był najlepszym asystującym w Valencii. Jeden z mikrusów w reprezentacji, wspaniale jej styl ucieleśnia. Styl, który został wyniesiony na piedestał podczas Euro 2008, jak nalega piłkarz. Silva to demon kreatywności. Zauważył to Fernando Torres i publicznie nalegał na transfer zawodnika do Liverpoolu, aby mieć w kadrze kogoś, kto "otwiera piłkarzom grę w meczu".

A i to nie wszystko. Kiedyś Aragonés powiedział do Silvy: " Chłopie, ty nie jesteś Kanaryjczykiem, ty jesteś Baskiem." I tu tkwi klucz do fenomenu dwudziestotrzyletniego piłkarza. O ile Valerón był czasami uznawany za piłkarza niewystarczająco twardego, jak to typowyCanario, takiego samego zarzutu Silvie postawić nie sposób. Ci, którzy oglądali w akcji tatę Davida twierdzą, że do zrobienia kariery zabrakło mu właśnie odpowiedniego charakteru. Syn jest taty przeciwieństwem. Ma we krwi i walkę, i fantazję. Wojownik z piłkarskim talentem.

Być może tłumaczą to życiowe decyzje Davida. Wyspy opuścił w wieku czternastu lat. Trafił do Valencii, przyglądał mu się wtedy również Real Madryt. Piłkarz przyznaje, że początki łatwe nie były. Skarżył się rodzicom, że chciałby wrócić do domu. W końcu dołączyła do niego mama i brat. Rok później przyjechał tato i siostra. Tato otrzymał pracę ochroniarza w centrum treningowym Valencii o nazwie Valencia Paterna. "Klub wiedział, że jest mi ciężko. Znalazł pracę tacie i wszystko zaczęło się układać", wspomina piłkarz.

Niezupełnie. Rodzice długo z Davidem nie byli. Silva został najpierw wypożyczony do baskijskiego Eibar, następnie do Celty Vigo w Galicji. Te miejsca z Wyspami Kanaryjskimi dzieli wszystko - społecznie, kulturalnie i klimatycznie. Nie mówiąc o futbolowym stylu. Silva przyznaje jednak, że te wypożyczenia pomogły mu dojrzeć. Do Valencii wrócił w wieku dwudziestu lat. Miał już za sobą 35 meczów w drugiej lidze i 34 w pierwszej.

Rozwój Davida Silvy był bardzo regularny. Poczynając od reprezentacji U-15 stopniowo awansował do kolejnych reprezentacji kraju, wraz z Ramosem i Fàbregasem. W klubie tylko raz opuścił więcej niż cztery mecze w sezonie. Teraz po raz drugi notuje podobną przerwę.

W tym sezonie, dopóki grał, prezentował się najczęściej jako typowy środkowy pomocnik i to według definicji wręcz ortodoksyjnej. Najszczęśliwszy jest wtedy, gdy asystuje przy golach innych. "Zawsze podejmuje właściwe decyzje", mówi trener Valencii Unai Emery. "Sprawia, że grający z nim stają się lepszymi piłkarzami", dodaje Vicente del Bosque.

Silva - niski, zgrabnie wypowiadający się chłopak. Okazuje emocje, gdy pojawia się temat wyjazdu z domu w dzieciństwie. Pewny siebie, nawet zuchwały, gdy mówi o celach, jakie chce osiągnąć.

Jest coś jeszcze. Podczas powrotu ze zwycięskiego Euro Pepe Reina wziął do ręki mikrofon i zaczął przedstawiać każdego zawodnika w drużynie. Silvę opisał jako "malutkiego chłopaka" i wykonał ruch ręką, jakby głaskał berbecia po głowie. To był żart. Aragonés przyznał kiedyś, że mierzący 175 centymetrów wzrostu Silva był największym twardzielem w jego mistrzowskiej drużynie. Jeden z byłych kolegów z klubu przyznaje, że podziwia zachowanie Silvy, gdy ten jest nieustannie kopany po nogach. "On te ciosy po prostu przyjmuje i tyle. Musi mieć żyłach Horchatę zamiast krwi. Horchata to tradycyjny w Hiszpanii chłodny napój rodem z Walencji.

Ten twardy charakter zawodnika pojawia się w rozmowach wielokrotnie. Były trener Quique Sánchez Flores twierdzi, że Silva posiada, jak na tak młodą osobę, niezwykła osobowość. Trener Celty Fernado Vazquez dodaje, że "Silva zawsze gra na całego i gra tak wszędzie, obojętne czy to Wembley, czy Bernabéu. Nie gra na 8 czy 9 w dziesięciostopniowej skali. Zawsze to jest 10/10. Nigdy się nie chowa, nie przechodzi obok meczu".

"Eibar mi pomógł", przyznaje Silva. Jeżeli Wyspy Kanaryjskie są po jednej stronie skali, to Eibar jest dokładnie po drugiej. Eibar - typowe baskijskie walczaki grające na zabłoconym drugoligowym boisku. Silva trafił tam w wieku siedemnastu lat. Chłopak przeciwko mężczyznom. "Było ciężko, ale pomogło", zauważa. "Zarówno tamtejszy trener, José Luis Mendilibar, jak i Vazquez w Celcie uparli się na mnie. Zdałem sobie sprawę, że nic nie osiągnę, jeśli nie będę walczył. Przecież nie chodzi tylko o to, co robisz z piłką. Futbol to sport kontaktowy."

A nigdzie nie jest bardziej kontaktowy niż w Eibar. "Uczył się futbolu w drużynie, w której kontaktu fizycznego podczas gry jest ogrom", mówi wspomniany Mendilibar. "Nigdy nie trenowałem piłkarza tak utalentowanego jak Silva, który miałby zarazem tak rozwiniętą mentalność współzawodnictwa i tak twardą psychikę."

"Cóż, nie szukam na boisku sytuacji, w których mogę oberwać", Silva uśmiecha się szeroko, "ale czy tego chcesz, czy nie, na boisku i tak oberwiesz. A ja się nie cofnę".

Chociaż jest spokojny i rozważny w tym co mówi - określa nawet swoje wypowiedzi tak, jak określa swój styl gry, "krótko i przy nodze" - jest w nim wyraźna ambicja i twardość charakteru. Pytany o Ligę Mistrzów odpowiada szybko: "Nie lubię oglądać, jak grają tam inni. Być w Lidze Mistrzów to sprawa fundamentalna". Jest w nim też czysty realizm w temacie świata, gdzie "każdy musi radzić sobie sam i znaleźć własną drogę." Presja? "Piłkarze są do niej przyzwyczajeni. Trzeba zachować dystans i presję ignorować".

Temperamentny i utalentowany. Jak ujął to Aragonés, "Silva ma wszystko. Osobowość, zapał do pracy i jakość: może grać na różnych pozycjach, na obu skrzydłach, pomiędzy formacjami i jako drugi napastnik. A jeszcze tak świetnie panuje nad piłką."

Nie dziwi, że el presidente Valencii Manuel Llorente zarzeka się, że wolałby zaprzedać siebie niż sprzedać Davida Silvę, a Emery uzgodnił z klubem odejście Villi, o ile Silva zostanie. Problem w tym, że rzeczywistość boli, a rzeczywistością jest w tym przypadku prawie 500 milionów euro klubowego długu. Czy w takiej sytuacji uda się uniknąć sprzedaży najlepszych zawodników przez drugie lato z rzędu?

Silva na transfer specjalnie nie nalega, ale nie będzie miał również większych sentymentów, gdy przyjdzie mu Valencię opuścić. Z domu już raz wyjechał, dekadę temu. A jeśli potrafisz opuścić Arguineguin i odnieść jeszcze większy sukces niż bohater, który Arguineguin opuścił przed tobą, możesz zatriumfować wszędzie.

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!