REKLAMA
REKLAMA

Przed meczem z Milanem

Wtorek, 20.45
REKLAMA
REKLAMA

Aż chciałoby się zaśpiewać, że już za dzień matura. Egzamin nie z matematyki, na szczęście, ale z dojrzałości piłkarskiej. Po wiadomej klęsce w Copa del Rey kolejne mecze mają pokazać, czy ten wstrząs obudził drużynę Manuela Pellegriniego, czy też ostatecznie zepchnął ją w niebyt. Spotkanie z Getafe tchnęło w nas trochę optymizmu, ale przyznajmy: nie za wiele. Dopiero teraz nadchodzą spotkania, które zadecydują o przyszłości chilijskiego trenera w Madrycie. Seria remisów i porażek oznaczać będzie koniec jego pracy przy Concha Espina, lecz jeśli uda mu się zanotować w najbliższych meczach komplet zwycięstw, nie tylko sam zachowa posadę, ale i jego piłkarze być może znajdą wreszcie rytm, który doprowadzi ich do triumfalnego zakończenia sezonu.

Jednakże o ile Los Blancos dopiero będą się wygrzebywali z dołka, o tyle Rossoneri już się z niego wygrzebali – a wręcz wyskoczyli. Jeszcze przed meczem w Madrycie wygrali u siebie z Romą, a pokonawszy Królewskich, zdobyli trzy punkty na Chievo Werona. Następnie zremisowali w Neapolu, ale gdy na San Siro przyjechała Parma, znów górą byli nasi rywale. Poza tym zawodnicy Milanu najwyraźniej przypomnieli sobie, jak strzelać bramki; bramkarza Chievo dwukrotnie pokonał Alessandro Nesta (jest to jedna trzecia dorobku bramkowego Nesty w Serie A!), bramkarza Napoli – Pato i Inzaghi, a bramkarza Parmy – dwa razy Marco Borriello.

Nadzieja matką… wynalazku?

Przed pierwszym spotkaniem liczyliśmy w pewnym sensie na słabość Milanu bardziej aniżeli na własną siłę. Nie dość, że wtedy srodze się przeliczyliśmy, to jeszcze teraz Leonardo i jego piłkarze zabrali nam nawet tę nadzieję. Nie oszukujmy się: to AC Milan będzie faworytem w tym pojedynku. Nie jesteśmy oczywiście bez szans – w końcu poprzednio to my byliśmy faworytem i co z tego? – ale nawet remis będzie dla nas korzystnym rozstrzygnięciem. Tego musimy mieć świadomość już teraz. W ostatecznym rozrachunku nie musi to zresztą działać na naszą niekorzyść. Może dzięki temu nasi zagrają lepiej.

W naszej kadrze nieobecni pozostają kontuzjowani Cristiano Ronaldo i Ezequiel Garay, ale szczególnie dotkliwa może się okazać nieobecność Gutiego. Los blondwłosego pomocnika zawisł na włosku i w tej chwili pewne jest tylko jedno: iż sam Guti nie wpłynie na los meczu z Milanem. A skład Królewskich na ten mecz, a ściślej mówiąc: zestawienie formacji ofensywnej, to spora niewiadoma. W obronie wystąpią (o ile w ostatniej chwili nie dopadną nikogo problemy zdrowotne) Sergio Ramos, Albiol, Pepe i Arbeloa, przed nimi zaś Xabi Alonso i Lassana Diarra. Co się zaś tyczy ataku, jedną z opcji jest cokolwiek zaskakujące uczynienie z Raúla lewoskrzydłowego (wtedy w ataku zagrają Gonzalo Higuaín i Karim Benzema), drugą natomiast – atak w postaci Higuaín-Raúl i Marcelo na lewym skrzydle.

Trenujący Milan Leonardo Nascimento de Araújo ma w zasadzie tylko jedną zagwozdkę: czy Alessandro Nesta da radę zagrać? Doświadczony obrońca z powodu kontuzji wypadł ze składu na mecz z Parmą i teraz do ostatnich godzin ważyć się będzie jego występ przeciwko Realowi Madryt. Oprócz Alessandra brazylijski szkoleniowiec będzie mógł liczyć na wszystkich swoich najważniejszych piłkarzy. Z pewnością zagrają nasi kaci – Alexandre Pato i Andrea Pirlo, na występ może też liczyć Marco Borriello, natomiast mocno wątpliwe jest pojawienie się na murawie Klaasa-Jana Huntelaara. Kariera Holendra stanęła w miejscu podczas jego pobytu w Madrycie i póki co ani drgnie.

Smutne wspomnienia

Zasadniczo nasz bilans z Milanem przedstawia się korzystnie, nawet mimo ostatniej porażki. Jednakże to właśnie Rossoneri zadali Królewskim jedną z najbardziej bolesnych klęsk w całej historii naszego klubu. Był to półfinał Pucharu Mistrzów 1988/1989. Dwie rundy wcześniej Los Blancos wyeliminowali Górnik Zabrze, w ćwierćfinale zaś – holenderski PSV. W pierwszym meczu półfinałowym padł remis 1:1 po golach Sáncheza i van Bastena. Taki rezultat dawał nam pewne szanse w rewanżu, ale niestety, szans tych nie dali nam rywale. W 19. minucie, po golu Carla Ancelottiego, było 1:0, a pięć minut później podwyższył Frank Rijkaard. Jeszcze przed przerwą trzeciego gola wbił nam Ruud Gullit. W drugiej połowie piłkarze Arriga Sacchiego (tak, tego, co to niedawno pracował w Madrycie) dobili nas trafieniami van Bastena i Donadoniego.

Zwróćcie uwagę, jak niezwykła była to wówczas drużyna, jakie to były nazwiska. I uprzedzając pytania: tak, w tej drużynie grał Maldini. Jeszcze nie jako kapitan (tym był wówczas Baresi), ale grał i wraz z kolegami wzniósł na Camp Nou (!) Puchar Mistrzów, gdy Rossoneri pokonali bukareszteńską Steauę aż 4:0.

Teraz taki łomot raczej nam nie grozi, ale ku przestrodze:



I tak na marginesie: miejmy nadzieję, że sędzia tego meczu, pan Felix Brych, spisze się lepiej niż swój kolega po fachu z poprzedniego spotkania.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (417)

REKLAMA