Walka „o nic" jest najgorsza. Niby zapowiada się rywalizację o honor, o zwycięstwo, ale tak naprawdę trudno zmobilizować się, kiedy wiadomo, że wszystko jest już ustalone i nawet najokazalsza wygrana tego nie zmieni.
A wszystko zależy przecież od podejścia. Ricoh Manresa miała nadzieję na zajęcie ósmego miejsca, premiowanego udziałem w kolejnej fazie sezonu - wystarczyło tylko wygrać i liczyć na porażki rywali, Fuenlabrady i iurbentii. Real Madryt był pewny czwartego miejsca, a hasło na nadchodzący mecz brzmiało: „Zakończmy rundę zasadniczą godnie". Wiadomo jednak, iż grał „o nic".
Różnica w podejściu była widoczna. Gospodarze rozpoczęli z wielkim impetem, chcąc szybko odskoczyć faworyzowanemu przeciwnikowi. Głównym dostawcą punktów był Guillem Rubio - trafił osiem z jedenastu pierwszych - i nazwisko to warto zapamiętać, przynajmniej na czas czytania tej relacji.
Manresa zaczynała powoli dominować, ale pięć punktów z rzędu Kennedy'ego Winstona pozwoliło na pierwsze od startu prowadzenie Królewskich. Kolejne sześć dodali Raúl López, Axel Hervelle i Louis Bullock, skąd przewaga sięgnęła już siódemki (16:23).
Goście z Madrytu dobrze bronili, sprowadzając ataki Katalończyków do coraz bardziej chaotycznych i, co za tym idzie, nieskutecznych. Utrzymywanie korzystnego wyniki nie było dla madryckich koszykarzy rzeczą trudną, lecz Manresa w porę zareagowała.
Ich motywacja był spora, zważywszy na to, o co walczyli, a także doping wypełnionej po brzegi hali, liczącej na sukces. Celność z dystansu Rodriga San Miguela i Javiera Bulfoniego oraz podkoszowa zdobycz Rubio zbliżyły ich zespół do Realu Madryt na jeden punkt (39:40). Manewr wyprzedzania się nie udał, bowiem czujność zachował Felipe Reyes, tuż przed przerwą dodając do dorobku drużyny pięć punktów.
Powyższa sytuacja powtarzała się jeszcze nie raz - Manresa podganiała, nawet doszło do remisu (44:44), ale Real Madryt grał swoje i w ostatnim momencie „odskakiwał". Gospodarze starali się zagrać agresywniej w obronie, zmusić Królewskich do błędów, jednak to nie wystarczyło.
Siedem z dziewięciu ostatnich punktów zdobył Sergio Llull, powracający do hali Nou Congost, w której rozegrał niecałe dwa sezony. Ostatni rzut należał i tak do bohatera spotkania, Rubio, pozostawiającego rezultat na poziomie 81:84.
W taki oto sposób Real Madryt sprawił, iż Ricoh Manresa nie doczekała się w tym sezonie nagrody za całkiem niezłą grę - nagrody w postaci miejsca w play offach. W ramach pocieszenia warto nagrodzić ich oklaskami za walkę do samego końca, a Guillemowi Rubio, zdobywcy trzydziestu punktów, sprezentować standing ovation. Byli bliscy, zabrakło kilku punktów...
Koszykarzy Joana Plazy proponuję jeszcze nie oklaskiwać, oszczędzając dłonie przed pojedynkiem w pierwszej rundzie Play off. Mam nadzieję, że się przydarzą - do oklaskiwania Realu Madryt po awansie do półfinału, rzecz jasna.
81 - Ricoh Manresa (18+21+15+27): Rodríguez (6), Montanez (5), Grimau (8), Asselin (7), Rubio (30) - San Miguel (3), Bulfoni (16), Ibaka (2), Alzamora (4), Sánchez (-).
84 - Real Madryt (25+19+22+18): López (11), Bullock (14), Winston (5), Hervelle (12), Reyes (19) - Tomas (9), Llull (11), Massey (2), Van der Spiegel (1).
Liga ACB: Madryt pozbawia Manresę play offów
Ricoh Manresa 81:84 Real Madryt
REKLAMA
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się