Menu
Qras / Redakcja/RealMadryt.pl

Okoński: Ramos to jeden z najlepszych trenerów świata

Wywiad z dziennikarzem <em>Tygodnika Powszechnego</em>, autorem bloga <a href="http://okonski.blog.onet.pl/" target="_blank"><em>Futbol jest okrutny</em></a> i kibicem Tottenhamu

Wyłącz AdBlocka, żeby zobaczyć pełną treść artykułu.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!

Michał Okoński jest dziennikarzem Tygodnika Powszechnego, autorem bloga Futbol jest okrutny i kibicem Tottenhamu. Zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących, przede wszystkim, osoby seńora Ramosa, jeszcze nie tak dawno menedżera Tottenhamu, a od niedawna trenera Realu Madryt.

Dlaczego Juandemu Ramosowi nie powiodło się w Londynie?
A nie powiodło się? Wiosną, po zwycięstwie w finale Pucharu Ligi nad Chelsea, w Anglii mówiono o Ramosie-cudotwórcy, a podczas wakacji wróżono walkę o Ligę Mistrzów... Kłopoty zaczęły się w czasie letniego okienka transferowego, a właściwie w samej jego końcówce: z Tottenhamu odeszli dwaj najlepsi napastnicy, Dimitar Berbatow i Robbie Keane, a klubowemu dyrektorowi sportowemu nie udało się znaleźć wartościowych następców. W drużynie brakowało (szczerze mówiąc wciąż brakuje) piłkarzy, u których technika idzie w parze z wolą walki albo takich, którzy w trudnej chwili nie boją się wzięcia na siebie odpowiedzialności.

W gruncie rzeczy wszystko, co złe, i co doprowadziło do odejścia Ramosa, działo się właśnie w głowach piłkarzy: seria mniej lub bardziej pechowych porażek kompletnie odebrała im pewność siebie, więc kolejne mecze przegrywali przede wszystkim we własnych głowach. A trener, ze swoją fatalną angielszczyzną, nie potrafił im pomóc. Co innego jasne komunikaty taktyczne (tu radził sobie całkiem dobrze, zważywszy jak dokonując odważnych zmian kilkakrotnie potrafił odwrócić losy spotkania, i to mając naprzeciwko siebie Arsène’a Wengera albo Avrama Granta), a co innego rola psychologa, rozmawiającego z każdym z tych młodych chłopców i umiejącego ich przekonać, że naprawdę coś potrafią.

Mówiąc najprościej: w ciągu paru miesięcy Juande Ramos nie zapomniał, jak się prowadzi zespół. Do Tottenhamu przychodził jako jeden z najlepszych trenerów świata i jednym z najlepszych trenerów świata pozostał – a zatrudnienie w Realu jest tego kolejnym dowodem.

Tottenham pod batutą Juandego Ramosa sprowadził wielu zawodników, z tym, że większość z nich było nikczemnej postury. Po pewnym czasie pojawiły się głosy mówiące, że tacy filigranowi piłkarze, jak choćby Modrić czy Dos Santos nie mają prawa poradzić sobie wśród atletów ligi angielskiej. Czy można w tym doszukiwać się przyczyn niepowodzenia Ramosa?
Odpowiedź nie będzie prosta. Giovani dos Santos odniósł poważną kontuzję zanim jeszcze na dobre zgrał się z kolegami, a Modrić, choć niewysoki, nie boi się wchodzić w zwarcia i często odbiera piłki przeciwnikom.

Faktem jest, że Ramos nie znalazł temu ostatniemu właściwej pozycji na boisku: Chorwat często biegał po lewym skrzydle, daremnie oczekując na podanie od kolegów. Nowy menedżer ustawia go między drugą linią a atakiem i chce, by zagrywać do niego piłkę jak najczęściej się da. Efekty widać.

Natomiast czy Ramos miał decydujący głos w klubowej polityce transferowej, pozostaje kwestią niewyjaśnioną: z przecieków wynika, że w przypadku kilku zawodników miał poważne wątpliwości.

Wiele mówiono o buncie piłkarzy przeciwko trenerowi "od dziecięcych papek". Ile jest w tym prawdy, a ile wymysłów prasy? Czy sytuacja może się powtórzyć w Madrycie?
I znowu: o sprawie diety media pisały dwa razy. Zaraz po przyjściu Ramosa cytowano wypowiedź Marcosa Álvareza, trenera od przygotowania fizycznego, który mówił, że jak zobaczył menu w klubowej kantynie, to kazał je sfotografować, bo w Hiszpanii nikt by nie uwierzył, że zawodowy sportowiec może się odżywiać tak niezdrowo. Kilku odchudzonych piłkarzy (np. Tom Huddlestone) zaczęło wkrótce grać lepiej.

Temat wrócił dopiero po katastrofalnym początku sezonu. Dowiedzieliśmy się, że popołudniami piłkarze potajemnie jeździli do położonej w pobliżu ośrodka treningowego włoskiej restauracji i że dieta Ramosa potwornie im doskwierała. Wciąż nie bardzo mogę w to uwierzyć: od czasu przybycia na Wyspy Arsène’a Wengera menu we wszystkich praktycznie klubach zmieniło się nie do poznania – i w tym sensie myślę, że w Madrycie również nie będzie z tym najmniejszego problemu. Inna sprawa, że – jak mówi Harry Redknapp – kiedy umiesz grać w piłkę, jeden talerz makaronu tego nie zmieni.

Jak zmienił się styl gry, taktyka Tottenhamu po przyjściu Ramosa i czy ten trener był w stanie odcisnąć na zespole swoje piętno?
Na konferencji prasowej w Krakowie zapytałem go o ulubione ustawienie. Niespodzianki nie było: zarówno Sevilla, jak Tottenham przed odejściem Keane’a i Berbatowa grały w systemie 4-4-2, z ofensywnie ustawionymi bocznymi obrońcami. Poprzednik Ramosa w Tottenhamie, Martin Jol, myślał podobnie – w tym sensie rewolucji nie było.

Po transferach Irlandczyka i Bułgara sytuacja się zmieniła, ale nie wynikało to z preferencji trenera, a raczej z konieczności: Darren Bent i Roman Pawliuczenko byli zbyt podobni, jak na duet napastników, więc Ramos próbował grać w systemie 4-5-1. Co ciekawe, Harry Redknapp zaczął podobnie – i dopiero teraz, po powrocie na White Hart Lane Jermaina Defoe, na dobre wróci pewnie do 4-4-2.

Czy gdyby mógł Pan decydować, zostawiłby Pan Ramosa na dłużej, mając również na uwadze wyniki Redknappa?
Gdybym mógł decydować, nie zwolniłbym Martina Jola i nie zastępował go Ramosem (Real też nie powinien przed laty rozstawać się z del Bosque...). To pierwsza sprawa. Druga: rozwiązanie umowy z Hiszpanem okazało się słuszne. On sam zresztą to przyznawał i w ogóle warto podkreślić, że rozstał się z Tottenhamem w znakomitym stylu – dziękując kibicom i władzom klubu za fantastyczną przygodę w Premiership. Tyle że – powtórzę – odszedł „dla dobra sprawy” („efekt nowego menedżera” umożliwił odbicie się od dna), a nie dlatego, że nie znał się na rzeczy.

Kogo z obecnej kadry Tottenhamu i całej Premier League (Ashley Young?) poleciłby Pan władzom Realu Madryt?
Z Tottenhamu oczywiście Jonathana Woodgate’a (uśmiech) – to świetny obrońca, a od czasu poprzedniego pobytu w Madrycie omijają go kontuzje. Objawieniem sezonu jest rzeczywiście Ashley Young z Aston Villi, podobnie jak inny piłkarz tego zespołu, Gabriel Agbonlahor. Z pewnością okażą się tańsi niż Cristiano Ronaldo.

Czy w świetle tych wszystkich wydarzeń z Londynu, a także osiągnięć z Sevillą, władze Realu Madryt podjęły dobrą decyzję, zatrudniając tego trenera?
Myślę, że tak. Obie strony – i piłkarze, i trener Realu – mają Hiszpanii i całemu światu coś do udowodnienia.

Czy obecny Real to także taki nearly team jak, jeszcze niedawno przynajmniej, Tottenham?
Pochlebne porównanie, zważywszy na ambicje kibiców obu drużyn. Real gra zawsze o to, żeby być najlepszy w świecie, a drugie miejsce w lidze jest klęską. Tottenham po trzech względnie dobrych sezonach pewnie znów nie zakwalifikuje się do europejskich pucharów.

Co najważniejsze: trzon dzisiejszego Realu to piłkarze młodzi, niewypaleni. Mój Boże, kto nie chciałby mieć w składzie Sneijdera, Robbena, van der Vaarta, Drenthego czy Huntelaara? Skądinąd ciekawe, że wymieniłem samych Holendrów...

Czy Liga Mistrzów w tym roku znów będzie należeć do zespołów z Premier League i skąd ta przewaga ligi angielskiej nad pozostałymi, choćby hiszpańską?
Losowanie ćwierćfinałów okazało się dla drużyn z Premiership nieszczęśliwe: zarówno Inter-MU, jak Liverpool-Real czy Chelsea-Juventus to przecież mogłyby być finały, a scenariusz niewykluczony to brak reprezentanta Premiership w półfinałach. Skąd natomiast bierze się dominacja zespołów z Wysp w ostatnich latach? Może stąd, że na co dzień mają wyjątkowo wysoko ustawioną poprzeczkę? W Primera División wciąż nie brakuje słabeuszy, z którymi Real nawet w kiepskiej formie wygrywa spacerkiem. W Premiership, zwłaszcza w tym sezonie, każdy może wygrać z każdym. Teoretycznie najlepsze zespoły nie mogą odpuścić ani na moment, więc ich piłkarze pewnie lepiej niż inni radzą sobie z presją. Mówienie, że Anglia jest krajem, w którym najlepsi piłkarze grają za najlepsze pieniądze to banał, więc zostawmy go na boku.

Czego życzyć kibicom Tottenhamu z okazji Nowego Roku?
Choćby jednej wygranej z Manchesterem United. Na zespół z Old Trafford drużyna trafi zarówno (wszystko na to wskazuje po pierwszych meczach półfinałowych) w finale Pucharu Ligi, jak w czwartej rundzie Pucharu Anglii. Zdobycie jednego z tych pucharów to udział w europejskich rozgrywkach w przyszłym sezonie.

Komentarze

Wyłącz AdBlocka, żeby brać udział w dyskusji.

Reklamy są jedyną formą, jaka pozwala nam utrzymywać portal, płacić za serwery czy wykorzystywanie zdjęć, by codziennie dostarczyć Ci sporą porcję informacji o Realu Madryt. Dlatego prosimy Cię o wyłączenie AdBlocka, jeśli w pełni chcesz cieszyć się możliwościami nowej strony i korzystać z naszej pracy. Gracias!