Jeśli Pepe znajduje się na boisku, można być prawie pewnym, że Real Madryt zakończy mecz zwycięstwem. Można się oczywiście przyczepić do ostatniego meczu z AS Roma, ale jak trafnie spostrzegł Bernd Schuster, Włosi "zdobyli bramki dopiero wtedy, kiedy na murawie nie było już wyrzuconego za czerwoną kartkę Pepego". Portugalczyk jest niezbędnym ogniwem defensywny Blancos, a statystyki tylko to potwierdzają - były obrońca FC Porto rozegrał do tej pory w La Liga dziesięć meczów, z których aż dziewięć zakończyło się zwycięstwem Królewskich, a tylko jeden remisem (z Realem Murcia). Ponadto w tych spotkaniach Los Merengues stracili zaledwie pięć bramek. Jednak jest pewien mecz, który zakończył się porażką Realu Madryt, mimo że na boisku był Pepe - mowa tutaj o przegranej z Werderem Brema w Lidze Mistrzów.
Po powrocie do składu Pepego, który zdążył już rozegrać dobre zawody z Recreativo i Espanyolem, Schuster znów będzie mógł zestawić defensywę, jaka zachwyciła na Camp Nou - wyżej wspomniany Portugalczyk, Cannavaro, Heinze i Ramos (musi jednak odczekać jeszcze jeden ligowy mecz). Naprawdę kuriozalne jest to, że Królewscy mogli zagrać z taką obroną tylko w meczu z Barceloną, a to wszystko z powodu licznych i częstych kontuzji. Wystarczy wspomnieć, że najdłuższy okres gry Pepego w tym sezonie, to sześć kolejek z rzędu, między 12. a 17. Teraz portugalski stoper jest już w pełni zdrowy i Schuster wie, że jeśli nie powrócą żadne kontuzje, to były zawodnik FC Porto będzie kluczowy w tej ostatniej fazie La Liga.
Pepe talizmanem Królewskich
Ani jednej porażki w La Liga, kiedy na boisku znajduje się Portugalczyk
REKLAMA
Komentarze (151)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się