10 wrzesień 2006 roku. Real Madryt dowodzony przez Fabio Capello odnosi pierwsze ligowe zwycięstwo, pokonując w Walencji Levante cztery do jednego, w meczu, który przeszedł do historii z powodu goleady Ruuda van Nistelrooya. Po tym spotkaniu dziennik Marca wymyślił Holendrowi przydomek van Gol.
Napastnik z Kraju Tulipanów zaczął z wysokiego tonu: hat-trick na początek. W pierwszej kolejce na Santiago Bernabéu gola nie zdobył, ale w drugim ligowym meczu już tak. Holender pokazał, dlaczego był jednym z pożądanych przez włoskiego trenera piłkarzy, w 90 minut wyszedł z cienia Ronaldo i udowodnił, że jeśli w Madrycie jest jakiś niepotrzebny napastnik, to na pewno nie jest to van Nistelrooy.
Później van Gol zdobył jeszcze 22 bramki, sięgnął po Trofeo Pichichi i był jednym z najważniejszych piłkarzy w końcówce sezonu, gdy drużyna dokonywała niesamowitych remontad, które na zawsze zapadną nam w pamięci.
Dziś Ruud wraca do miejsca, gdzie narodziła się legenda van Gola. W obecnym sezonie Holender w lidze ustrzelił jak na razie dziewięć bramek, w Lidze Mistrzów natomiast cztery. Około dziewiętnastej, gdy rozpoczynać się będzie spotkanie w Walencji, van Nistelrooy stanie się główną i najlepszą na Levante bronią w ataku Schustera.
Ruud najlepszą bronią na Levante
W zeszłym sezonie w Walencji Ruud zdobył hat-tricka
REKLAMA
Komentarze (30)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się