REKLAMA
REKLAMA

Real, który narodził się w Rzymie

MARCA stwierdza, że bunt, który pozwolił odrobić straty z 1:3 na Stadio Olimpico, przerodził się w charakter drużyny, która pokonała Barcelonę i odniosła pięć zwycięstw z rzędu.

REKLAMA
REKLAMA
Real, który narodził się w Rzymie
Piłkarze Realu Madryt świętują zdobycie bramki na Camp Nou. (fot. Getty Images)

Wszystkie drogi nowego Realu Madryt prowadzą do Rzymu. Na Stadio Olimpico, na tej samej ziemi, na której niegdyś gladiatorzy podnosili się z piasku areny, narodziło się coś więcej niż tylko remontada. Zespół José Mourinho przegrywał już 1:3 po dublecie Malena, był na łopatkach i praktycznie skazany na porażkę, gdy postanowił walczyć o życie w tym współczesnym koloseum. Zmiany ożywiły zespół, Espí i Endrick wkroczyli na arenę z głodem przetrwania, a Rüdiger w 90. minucie zadał decydujący cios, ustalając wynik na 4:3. Ten bunt, o którym wtedy mówił chociażby Fede, nie pozostał we Włoszech. Przeprawił się przez Morze Śródziemne wraz z zespołem i zatknął swoją flagę na Camp Nou, opisuje Sergio Rodríguez Castellanos z dziennika MARCA.

REKLAMA
REKLAMA

Zawieszenie Viniciusa, które na pierwszy rzut oka wydawało się problemem, ostatecznie zadziałało na korzyść Mourinho. Pozbawiony swojego podstawowego skrzydłowego Portugalczyk został zmuszony do przebudowy ofensywy, a efekt tej konieczności okazał się lepszy niż niejeden starannie opracowany plan. Real znów zaczął skutecznie atakować wolne przestrzenie, natychmiast ruszać do biegu po odbiorze piłki i cierpliwie czekać, gdy rywale nie zostawiali zbyt wielu luk, jak na Camp Nou, kiedy w końcu znalazł szczelinę i trafił na 1:0. Do tej zmiany dostosowali się również Mbappé i Diomande, łącząc boiskową dojrzałość z dynamiką. Obaj znaleźli więcej miejsca do wykorzystania swoich atutów, a drużyna odkryła sposób, by straszyć rywali bez całkowitej zależności od błysków francuskiej gwiazdy.

Sergio Rodríguez Castellanos stwierdza, że cała konstrukcja tego futbolu opiera się na prawej stronie boiska. Dzięki wymienności pozycji Valverde, Bernardo Silvy i Gülera Real łata dziury jeszcze zanim się pojawią i odzyskuje piłkę daleko od własnego pola karnego, oszczędzając obrońcom wielu problemów. Dopóki starczało sił, korzyści były widoczne również w defensywie. Uwolnieni od ciągłego bronienia tuż przed własną bramką Huijsen i Konaté mogli ustawić linię wyżej, spokojnie wyprowadzać piłkę i podejmować pojedynki twarzą w twarz zamiast ratować sytuację desperackimi interwencjami.

REKLAMA
REKLAMA

Mbappé podpisał się pod występem na Camp Nou dwoma golami, lecz sukces był efektem wspólnej pracy całego zespołu i koncentracji utrzymywanej przez pełne 90 minut. Za zwycięstwem 2:1 kryła się również akcja Camavingi, która najlepiej pokazuje pojednanie drużyny z samą sobą. Na pierwszy plan wysunął się też inny symbol odrodzenia: Łunin. Po miesiącach bez gry, wrzucony do meczu o ogromnym ciężarze gatunkowym z powodu nieprzewidzianych okoliczności, odpowiedział występem godnym samego Courtois.

Po roku znów wraca optymizm

Na takich fundamentach pięć kolejnych zwycięstw przestaje wyglądać jak przypadek. Real nie notował takiej regularności od roku i czasów, gdy drużyna Xabiego Alonso rozpoczęła sezon serią siedmiu wygranych, zanim wszystko zaczęło się rozpadać. Dziś utracona stabilność wraca, a jej znaczenie wzmacnia fakt, że udało się pokonać rywala, którego trzeba było pokonać. Triumf na Camp Nou potwierdza przekonanie, że obrana droga jest właściwa, zaznacza dziennikarz Marki.

Listopad zachęca do podtrzymania tej serii. Real zagra z Racingiem na El Sardinero, AEK na OPAP Arena i z Valencią na Mestalli przed przerwą reprezentacyjną, a później na Santiago Bernabéu zawitają Celta, PSV i Deportivo Alavés. Terminarz wydaje się sprzyjający, choć niepozbawiony ostrzeżeń. El Sardinero nigdy nie było łatwym terenem dla wielkich drużyn, a Mestalla, niesiona przez swoich kibiców, potrafi ukarać każdego, kto przyjedzie zbyt pewny siebie. Tam nie wystarczy być lepszym i każde rozluźnienie słono kosztuje.

REKLAMA
REKLAMA

Kontrast z sytuacją sprzed zaledwie miesiąca jeszcze bardziej podkreśla skalę tej przemiany. Po potknięciu w derbach Real tonął w wątpliwościach, a jego pomysł na grę był nieustannym tematem debat. Pięć meczów później drużyna wygrywa, czerpie radość z gry i ponownie odnajduje własne DNA. To, co w Rzymie narodziło się z niepokoju i nagłej potrzeby działania, dziś ma już kształt charakteru, podsumowuje Sergio Rodríguez Castellanos.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (16)

REKLAMA