Być może nie codziennie, ale jednak przynajmniej od czasu do czasu zdarza nam się robić coś, gdzie z góry możemy założyć potencjalne niepowodzenie. Trochę na zasadzie: jeśli się uda, to fajnie, jeśli nie – trudno, przynajmniej warto było spróbować. Być może pomyślimy sobie jeszcze „no szkoda”, ale zasadniczo życie toczy się dalej. Któż z nas nie próbował magicznego triku z włączaniem i wyłączaniem urządzenia, by zaczęło ono poprawnie działać? Kto choć raz nie odświeżał strony internetowej w nadziei, że teraz się załaduje? Na punktualne wyjście rano z domu popularnym rozwiązaniem jest natomiast nastawianie budzika kilka minut szybciej. Czy zawsze się udaje?
Tego typu przykładów mnożyć można w nieskończoność, ale nie o to tutaj chodzi. Zmierzamy jedynie do tego, że mimo wszystko od czasu do czasu podejmujemy działania, mając pełną świadomość, że możemy zostać pokonani przez okoliczności lub że szanse na powodzenie przedsięwzięcia są trudne do ocenienia.
W piłce nożnej również zdarzają się mecze, w których słabszy podejmuje próbę postawienia się dużo silniejszemu lub będącemu najzwyczajniej w sporo lepszej formie rywalowi, ale w ogólnym rozrachunku zdaje sobie sprawę, że właśnie toczy bój, gdzie ewentualna porażka powinna być wkalkulowana w koszty, a szans na powodzenie misji znacznie łatwiej będzie szukać gdzie indziej.
W Klasykach takie oparte na racjonalnym myśleniu i realnej ocenie podejście nie ma jednak żadnej racji bytu. Gdyby El Clásico było totolotkiem, brak trafienia liczb gwarantujących główną wygraną, byłby postrzegany za dramat, którego w żaden sposób nie tłumaczyłby fakt, że szansa wynosiła jeden do kilku milionów. Zwycięstwo w tym starciu byłoby uważane za absolutny obowiązek oraz kwestię życia i śmierci, nawet gdyby czoła odwiecznemu rywalowi mieli stawić juniorzy, oldboje, czy przebrani w białe/bordowe stroje zawodnicy Rospudy Filipów. Masz po prostu wyjść i odnieść sukces bez względu na wszystko. Zdrowy rozsądek nie odgrywa tu żadnej roli. I bardzo dobrze, bo jedynie uwypukla to rangę i wyjątkowość jednej z najbardziej elektryzujących rywalizacji sportowych świata. Wliczanie w nich w koszta jakichkolwiek porażek należałoby uznawać za zbrodnię na futbolu.
Dzisiejsza konfrontacja na Camp Nou nie będzie wyjątkiem, nawet jeśli doskonale wiadomo, kto jest teoretycznym faworytem. Na przedmeczowej konferencji sam José Mourinho przyznał, że niektórzy patrzą na Królewskich, jak na gotowy produkt, podczas gdy do niego jeszcze daleko. Namiastkę tego, jak ma wyglądać docelowa wersja Realu Madryt, mogliśmy ujrzeć w meczach z Sevillą i Lipskiem. Te dwie dobre próbki to jednak wciąż zdecydowanie za mało, by z pełnym przekonaniem dojść do wniosku, że ekipa odnalazła już drogę, na której pojawić mogą się co najwyżej pojedyncze kamyczki.
Cieszy nas oczywiście to, że po raz pierwszy od długiego czasu obejrzeliśmy dwa z rzędu spotkania, po których mogliśmy stwierdzić, iż dobrze się bawiliśmy. Fajnie też, że trafiły się one akurat tuż przed El Clásico, bo pozwala to podejść do potyczki może nie tyle z większym spokojem, ile bez skrajnego niepokoju spowodowanego wizją kolejnej traumy. Jeśli jednak któryś z zespołów mierzących się w Klasyku można postrzegać jako produkt o wypracowanej jakości, to jest to jednak niewątpliwie Barcelona. Choć wiemy, jak bardzo Mourinho lubi ściągać presję z zawodników, to tym razem po prostu operował faktami.
Nasz rywal, przynajmniej na tym etapie sezonu, jest jednym z najlepiej grających i najbardziej regularnych zespołów w Europie. Jedyną porażkę jak dotąd zanotował zaś z bodaj jedyną jeszcze lepiej grającą i jeszcze regularniejszą drużyną, jaką jest PSG. To, czy obecny stan rzeczy utrzyma się do końca kampanii, jest oddzielną kwestią. Na tę konkretną chwilę staniemy jednak naprzeciwko rywala, dla którego wersja siebie, jakiej my dopiero poszukujemy (i być może powoli odnajdujemy), jest od dawna tą naturalną.
Gdyby uznać wieczorny mecz za starcie zespołu X z zespołem Y, na podstawie suchych analiz bardzo łatwo byłoby opracować możliwą prognozę tego, czego możemy spodziewać się na boisku. Jakkolwiek jednak uważać gospodarzy za faworytów, nie da się pominąć tych wszystkich czynników, które czynią z El Clásico właśnie coś więcej niż konfrontację drużyn X i Y. Sam historyczny ciężar tej rywalizacji bez względu na aktualne okoliczności sprawia, że nawet jeśli coś wydaje nam się na pierwszy rzut oka oczywiste, to trzeba podlać to odpowiednią ostrożnością.
Real Madryt na Camp Nou wciąż będzie miał w swoich szeregach piłkarzy, którzy mogą wymyślić coś genialnego w każdym momencie. Real Madryt pomimo różnicy w medialnym postrzeganiu wygrał w tym sezonie tylko jeden mecz mniej niż Barcelona. Real Madryt prowadzi też José Mourinho, za którego Klasyki płonęły żywym ogniem. Portugalczyk może milion razy powtarzać, że nie musi nikomu już nic udowadniać, ale trudno nie odnieść wrażenia, że najbardziej komfortowo czuje się, kiedy jednak wszyscy dookoła uważają, że musi.
No i chyba najważniejsze – w razie porażki Królewscy traciliby do Barcelony już 9 punktów w tabeli, co de facto można byłoby uznać za ligową śmierć. Nawet jeśli powtarzanie, że Realu nigdy nie można uznawać za martwy, bywa czasami nieco na wyrost, to jednak akurat dziś jesteśmy pewni, że drużyna zrobi wszystko, żeby nie umrzeć. Nie już w październiku. I nie z Barceloną.
Mecz z Barceloną rozpocznie się dzisiaj o 21:00 na Camp Nou. W Polsce to spotkanie pokażą CANAL+ Sport i CANAL+ Sport 6 w serwisie CANAL+ Online [współpraca].
Komentarze (16)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.