Sergio Carranza jest szefem realizacji telewizyjnej La Ligi. W latach 2005–2010 pracował w Real Madrid TV, gdzie zajmował się realizacją programów informacyjnych, dyskusyjnych oraz transmisji meczów drużyn młodzieżowych. Na ten etap jego kariery zwróciła uwagę katalońska telewizja Esport3, która w kontekście kontrowersji z niedzielnego spotkania zasugerowała manipulowanie obrazem na korzyść Królewskich. Carranza nie odpowiadał jednak osobiście za realizację meczu z Sevillą. Jak wyjaśnił w rozmowie z Cadena COPE, transmisję przygotowywał Víctor Ayón, który regularnie obsługuje spotkania Realu Madryt i innych czołowych drużyn. Ten fakt o dziwo umknął jednak niektórym portalom, które przytaczają jego słowa.
Esport3 opublikowało również artykuł zatytułowany „Potwierdzona manipulacja: La Liga przyznaje, że ukryła nagrania uderzenia łokciem Gülera”. Kataloński nadawca połączył jednak dwie odrębne sytuacje. Wypowiedź Carranzy o świadomej decyzji niepokazywania powtórki dotyczyła możliwego faulu Konaté na Ure, a nie starcia Gülera z Peque. W przypadku tureckiego pomocnika szef realizacji La Ligi tłumaczył, że kamery skupiały się na piłce znajdującej się kilkadziesiąt metrów od miejsca zdarzenia. Zapewniał przy tym, że realizatorzy nie ukrywają żadnych ujęć, a sędziowie VAR mają niezależny dostęp do obrazu ze wszystkich kamer.
Sergio, ile kamer było podczas wczorajszego meczu Realu Madryt?
Mieliśmy do dyspozycji 26 kamer.
26 kamer. Jak więc wytłumaczyć, że przy tych dwóch kontrowersyjnych sytuacjach, przede wszystkim przy starciu Gülera i możliwym faulu Konaté, nie było żadnego wyraźnego ujęcia, które można byłoby pokazać zarówno widzom, jak i sędziom VAR, żeby mogli podjąć decyzję?
Myślę, że wyjaśnienie jest dość proste i dotyczy nie tylko ligi hiszpańskiej, ale wszystkich rozgrywek na świecie. Naszym zadaniem podczas realizacji transmisji jest pokazywanie przebiegu meczu. Najważniejsze wydarzenia rozgrywają się tam, gdzie znajduje się piłka. W tym przypadku było jasne, że znajdowała się ona co najmniej 30 metrów od kontrowersyjnej sytuacji, o której rozmawiamy. Dlatego wszystkie kamery pracujące na bliskich planach, a trzeba pamiętać, że chociaż mamy ich 26, to spokojnie około 15 służy właśnie do pokazywania szczegółów, zbliżeń i przygotowywania powtórek, skupiały się na czymś innym. Pozostawały nam więc szerokie ujęcia, które pokazaliśmy wczoraj. Jak wspominał Fouto, mieliśmy obraz z lewej kamery ustawionej na linii spalonego, kamerę podwieszaną nad boiskiem oraz kamerę umieszczoną wysoko za bramką po prawej stronie stadionu Santiago Bernabéu.
Ale przecież w innych meczach udaje się uchwycić wiele rzeczy, które dzieją się z dala od piłki.
Czasami jest to kwestia szczęścia albo tego, że operator kamery akurat zdecyduje się skierować ją w odpowiednie miejsce. Powtarzam jednak, że jeśli coś dzieje się poza obszarem, w którym rozgrywana jest akcja, to zazwyczaj tego nie pokazujemy. Nie możemy mieć kamery śledzącej każdego zawodnika, bo byłoby to niewykonalne. Zresztą nawet wtedy nie sądzę, żebyśmy byli w stanie uchwycić absolutnie wszystkie sytuacje.
W przypadku Gülera piłki rzeczywiście nie było w pobliżu. Ale przy starciu Ure z Konaté futbolówka zmierzała już w tamtym kierunku.
Zgadza się. Piłka leciała w tamtym kierunku, była w powietrzu. Widać było przepychankę między zawodnikami, po której piłkarz Sevilli upadł. W takiej sytuacji patrzymy również na reakcję sędziego. A było doskonale widać, że arbiter uznał, iż nic się nie wydarzyło, i nakazał kontynuowanie gry. Trzeba też pamiętać, że piłka znajdowała się wtedy w powietrzu, nikt jej nie kontrolował. Dlatego tę sytuację widzieliśmy właśnie na szerokim planie. Chciałbym przy okazji wyjaśnić coś, o czym chyba wspominał już Fouto. VAR ma dostęp do obrazu ze wszystkich kamer wykorzystywanych podczas transmisji i jest całkowicie niezależny od realizatora. Sędziowie VAR nie są uzależnieni od tego, jakie ujęcia wybieramy do transmisji telewizyjnej. Przekazujemy im sygnał ze wszystkich kamer i w dowolnym momencie mogą przeanalizować każdy obraz, którego potrzebują do oceny sytuacji.
Dlaczego jednak nie pokazano ani jednej powtórki możliwego faulu Konaté? Nawet jeśli dysponowaliście tylko jednym ujęciem, to przecież można było spróbować je powiększyć, jakoś przeanalizować. Tymczasem nie było nawet jednej powtórki. Kto o tym decyduje?
O wyborze powtórek i całej zawartości transmisji decyduje oczywiście ekipa realizacyjna pracująca w wozie transmisyjnym. To duży zespół ludzi, który wybiera najlepsze ujęcia i powtórki. Musimy jednak pamiętać, że w La Lidze najważniejsze jest dla nas pokazywanie wydarzeń na żywo. Staramy się ograniczać liczbę powtórek do niezbędnego minimum. Oczywiście powinniśmy pokazywać najlepsze ujęcia pozwalające wyjaśnić daną sytuację, ale jeśli możemy to zrobić za pomocą dwóch powtórek, to lepiej pokazać dwie niż trzy. Wczoraj uznano, że skoro sędzia nakazał kontynuowanie gry, a następnie padł gol Mbappé, to należy skupić się na tej bramce. Gdyby VAR zatrzymał grę, żeby przeanalizować tę sytuację, wtedy oczywiście szukalibyśmy odpowiednich ujęć.
Sergio, ale przecież sędziowie bardzo często podejmują błędne decyzje. Nie możecie zawsze kierować się decyzją arbitra na boisku przy ustalaniu, czy daną sytuację należy pokazać ponownie.
Nie, nie. Chodzi mi o to, że sędziowie VAR działają niezależnie od nas. Mają dostęp do wszystkich kamer i sami podejmują decyzje.
Ale ja mówię o arbitrze głównym. Jeśli sędzia na boisku mówi: „Gramy dalej”, to niech sobie mówi, co chce. Jeżeli jednak doszło do sytuacji, którą warto pokazać ponownie, to jakie znaczenie ma dla mnie to, że arbiter nakazał kontynuowanie gry?
Rzeczywiście, można było rozważyć pokazanie tej powtórki. Jednak w tamtym momencie zdecydowano, żeby jej nie emitować i zamiast tego pokazać bramkę. Zresztą, o ile dobrze pamiętam, tej sytuacji później nie analizowano i chyba nie było też żadnych protestów. Uznano więc, że sprawa została rozstrzygnięta, sędzia nie dopatrzył się przewinienia i mogliśmy przejść dalej. Ale podkreślam, że była to decyzja redakcyjna podjęta w wozie transmisyjnym. Chciałbym też powiedzieć coś bardzo ważnego. Pracujemy bez jakiejkolwiek presji i mamy pełną swobodę podejmowania decyzji w ramach naszych obowiązków zawodowych. To ludzie z wieloletnim doświadczeniem. Nikt nam nie wydaje poleceń, żeby coś pokazywać albo czegoś nie pokazywać. Przykro jest słyszeć oskarżenia, że celowo ukrywamy jakieś powtórki. Mogę was zapewnić, że wszyscy przychodzą do pracy po to, żeby jak najlepiej wykonać swoje obowiązki. Oczywiście ktoś może kibicować jednej drużynie, ktoś innej, ale przychodząc do pracy, każdy zostawia swoje klubowe sympatie za drzwiami. Jesteśmy uprzywilejowani, że możemy robić to, co robimy. I powiem jeszcze jedno: moim zdaniem wczorajszy mecz był naprawdę dobrym widowiskiem, które również dobrze pokazaliśmy w telewizji. Padły piękne bramki, które mogliśmy przedstawić z wielu efektownych ujęć dzięki technologii, jaką dysponujemy...
Ale Sergio, musisz zrozumieć, że mówienie teraz kibicom Sevilli, iż transmisja była piękna, może ich trochę urazić.
Bramki były przepiękne.
Oczywiście, gol Mbappé był piękny, gol Gülera też. Ale kibice chcą przede wszystkim wyjaśnienia dwóch sytuacji, które mogły mieć decydujący wpływ na wynik spotkania. Jasne, bramki pokazaliście fantastycznie, ale czy nie uważasz, że przy tych kontrowersjach realizacja transmisji zawiodła?
Mogę powiedzieć, że w przypadku tej drugiej sytuacji rzeczywiście być może należało pokazać powtórkę. Natomiast przy pierwszej absolutnie nie uważam, że był to błąd realizatora. Piłka znajdowała się w zupełnie innej części boiska.
Sergio, czy coś takiego może wydarzyć się również podczas Klasyku? Czy w najbliższą niedzielę może dojść do sytuacji podobnej do tej, którą widzieliśmy teraz?
Oczywiście. Coś takiego może wydarzyć się nawet w finale mistrzostw świata, w Premier League, w Lidze Mistrzów czy podczas dowolnego innego wydarzenia. Nigdzie na świecie nie ma kamer śledzących każdego zawodnika przez cały mecz. Zresztą liczba kamer wykorzystywanych w La Lidze jest znacznie większa niż w wielu innych rozgrywkach.
A nie ma kamery, która obejmuje całe boisko i której obraz można później powiększyć do jakości wystarczającej, żeby ocenić kontrowersyjną sytuację?
Ale przecież wczoraj pokazaliśmy trzy szerokie ujęcia. Co więcej, w twoim programie w Movistar później powiększyliście ten obraz i można było zobaczyć, co się wydarzyło.
To dlaczego nie możecie zrobić czegoś takiego podczas transmisji na żywo? Czy nie można było powiększyć obrazu i przyjrzeć się dokładniej zachowaniu Gülera? Czy może zasady realizacji transmisji La Ligi na to nie pozwalają?
Możemy to zrobić. Trzeba oczywiście uwzględnić zasady realizacji, ale taka możliwość istnieje. Jednocześnie warto pamiętać, że VAR również może przeprowadzić taką analizę. Gdyby sędziowie zdecydowali się dokładniej przyjrzeć tej sytuacji, mogliby powiększyć obraz, tak jak wielokrotnie już to robili. Zresztą później sami przesyłają nam taki materiał do pokazania podczas transmisji.
[Głos ze studia]: VAR rzeczywiście ma możliwość powiększania obrazu. Problem polega na tym, że nawet po powiększeniu nie dysponował wystarczająco wyraźnym ujęciem, żeby wezwać sędziego do monitora. Widać ruch zawodnika, ale trzeba jeszcze ocenić, czy doszło do nierozważnego zachowania, za które należy się żółta kartka, czy do użycia nadmiernej siły, które uzasadniałoby interwencję VAR i czerwoną kartkę. To znacznie bardziej skomplikowane, niż mogłoby się wydawać.
Sędziowie VAR mogą powiększać obraz i analizować poszczególne sytuacje, ale nawet po takim powiększeniu nie uzyskali ujęcia, które mogliby przedstawić arbitrowi. Sędzia musi podejść do monitora i zobaczyć dowód. Jeżeli takiego dowodu nie ma, nie można go wezwać.
Sergio, byłeś wczoraj osobiście na Bernabéu czy pracowałeś z innego miejsca?
Nie, nie byłem na Bernabéu. Wczorajszy mecz realizował mój kolega z zespołu, Víctor Ayón. To on odpowiadał za transmisję. Zazwyczaj realizuje spotkania Realu Madryt i innych wielkich drużyn.
Czyli wasz zespół realizuje mecze zarówno dla Movistar, jak i dla DAZN? Pracujecie dla swojej firmy, ale bezpośrednio na potrzeby La Ligi? Ani DAZN, ani Movistar nie mogą ingerować w obraz, który im dostarczacie?
Dokładnie. Odpowiadamy za produkcję transmisji z La Ligi EA Sports oraz La Ligi Hypermotion.
Mam jeszcze jedno pytanie. Czy w La Lidze obowiązuje zakaz pokazywania transparentów na trybunach?
Nie, nie ma takiego zakazu.
Czy podczas wczorajszego meczu celowo unikano pokazywania transparentu znajdującego się za bramką?
Absolutnie nie. Najlepszym przykładem jest rzut karny wykonywany przez Mbappé. Transparent był widoczny w tle. Pokazywaliśmy to ujęcie przez dłuższy czas, nakładaliśmy na obraz grafiki i w żaden sposób nie próbowaliśmy ukrywać transparentu. Był widoczny również na szerokich ujęciach boiska. Nie pokazujemy natomiast zbliżeń takich transparentów. I nie dotyczy to tylko tego konkretnego, ale wszystkich transparentów tego rodzaju. Uważam, że takie rzeczy niczego nie wnoszą ani do La Ligi, ani do mistrzostw świata, ani do żadnych innych rozgrywek.
Skoro już rozmawiamy, to zapytam też o awantury między ławkami rezerwowych. Czy możecie je pokazywać? Jeśli dochodzi do przepychanek, przechodzicie na szeroki plan czy pokazujecie zbliżenia?
Możemy pokazywać takie sytuacje i rzeczywiście to robimy. Zazwyczaj zaczynamy od szerokiego planu, żeby widz wiedział, gdzie dochodzi do zdarzenia, ale później możemy przejść do zbliżeń. Nie mamy żadnych ograniczeń dotyczących pokazywania przepychanek, transparentów czy czegokolwiek podobnego. Naprawdę nie próbujemy niczego ukrywać. Staramy się po prostu jak najlepiej opowiadać przebieg meczu. Zapewniam cię o tym, Juanma. Czasami problem polega na tym, że do przepychanek dochodzi jednocześnie w kilku miejscach, między różnymi zawodnikami. Staramy się wtedy pokazać wszystko najlepiej, jak potrafimy. Jednemu może się wydawać, że zrobiliśmy to dobrze, innemu, że źle. To już kwestia subiektywnej oceny. Jedyną czerwoną linią są poważne kontuzje, utrata przytomności czy incydenty na trybunach. W takich przypadkach unikamy pokazywania drastycznych szczegółów, żeby nie wywoływać niepotrzebnego niepokoju i nie epatować nieprzyjemnymi obrazami. To zasada obowiązująca na całym świecie. Podobne wytyczne obowiązują również podczas mistrzostw świata. Chodzi o poszanowanie prywatności i godności osób, które znalazły się w trudnej sytuacji, na przykład doznały poważnej kontuzji albo uczestniczą w jakimś incydencie na trybunach.
Mam jeszcze jedno pytanie. Dlaczego praktycznie przestaliście pokazywać prezesów klubów siedzących w lożach? Czy ktoś się na to skarżył?
Pokazujemy ich podczas każdego meczu, Juanma.
No proszę cię, Sergio. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio widziałem reakcję Florentino na gola Realu Madryt. Albo jego reakcję na straconą bramkę czy źle podyktowany rzut karny. Tego już nie pokazujecie.
Cóż, być może dlatego, że Florentino nie reaguje zbyt ekspresyjnie. Nie jest człowiekiem, który przesadnie gestykuluje. Ale oczywiście obserwujemy również to, co dzieje się w lożach. Robimy to od dawna, także w poprzednim sezonie. Nie mamy z tym żadnego problemu. Zresztą przed meczami pokazujemy obu prezesów.
Tak, ale przed meczem to oni podają sobie ręce i wszystko jest piękne. Mnie interesują ich reakcje wtedy, kiedy na boisku robi się gorąco. Chciałbym zobaczyć, jak zachowują się w kontrowersyjnych momentach. Kiedyś było to normalne. Pamiętam Lorenzo Sanza, Jesúsa Gila i innych prezesów, którzy potrafili urządzać prawdziwe przedstawienia w lożach.
Jeśli obejrzysz ostatnie derby Atlético z Realem Madryt, zobaczysz, że pokazywaliśmy lożę. Poza samym przebiegiem meczu staramy się również opowiadać historie, o których mówi się w mediach w ciągu tygodnia. Jeśli na przykład dużo rozmawia się o Juliánie Álvarezie w Atlético, próbujemy znaleźć odpowiednie ujęcia, reakcje ludzi w loży czy inne elementy związane z tym tematem. Zapewniam cię, że nie mamy żadnych ograniczeń dotyczących pokazywania lóż honorowych.
[Głos ze studia]: Mówisz, Sergio, że nie macie żadnych ograniczeń, ale przecież zdarzało się, że takie ograniczenia wprowadzano. Chociażby wtedy, kiedy piłkarze postanowili protestować i nie wznowili gry ze środka boiska. Wtedy przecież był zakaz pokazywania tego protestu.
Juanma Castaño: Tak, ale to są decyzje podejmowane na wyższym szczeblu. Nie chcę o to pytać Sergio, bo w takich przypadkach dostaje on po prostu polecenie z góry. Mnie interesują standardowe ograniczenia obowiązujące co tydzień podczas realizacji spotkań. Chcę wiedzieć, czego nie wolno pokazywać i czego tak naprawdę nie możemy zobaczyć. Przede wszystkim chciałem jednak dowiedzieć się, czy to, co wydarzyło się wczoraj na Bernabéu, może się powtórzyć. Z tego, co mówi Sergio Carranza, wynika, że tak, ponieważ nie ma kamer śledzących wszystkich piłkarzy i zawsze możemy coś przegapić.
Tak, zapewniam cię, że taka sytuacja może się powtórzyć. Na przykład podczas najbliższego Klasyku możemy mieć około 40 kamer. Być może niektóre z nich zostaną przeznaczone do śledzenia konkretnych zawodników. Zobaczymy, jakie ustalenia zapadną podczas spotkania zespołu realizacyjnego i jak zdecydujemy się podejść do tego meczu. Ale nie jesteśmy w stanie uchwycić wszystkiego, co robią wszyscy zawodnicy, kiedy piłka znajduje się daleko od nich. To po prostu niemożliwe.
[Głos ze studia]: Mam niemal cotygodniowy kontakt z realizatorami La Ligi i muszę powiedzieć, że nie wiedziałem, iż wczorajszy mecz na Bernabéu realizował Víctor. To naprawdę znakomity fachowiec i chcę to podkreślić.
To ludzie, którzy niezwykle starannie przygotowują się do spotkań. Mogę opowiedzieć ci wiele historii o realizatorach, którzy wiedzą o danym meczu rzeczy, o których ja sam dowiaduję się dopiero po przyjeździe na stadion. Doskonale znają zawodników, wiedzą, gdzie kto będzie ustawiony, i są świetnie przygotowani. Ale świat nie jest idealny. Wszyscy musimy o tym pamiętać.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.