Oficjalna strona Sevilli zatytułowała relację z porażki 1:4 „Łokieć i po meczu”. Jak ocenia pan sędziowanie?
Mam nadzieję, że wszyscy tak zatytułujecie swoje relacje. Naprawdę, mam nadzieję, że wszyscy, a nie tylko strona Sevilli. Jeśli chodzi o sędziowanie, to obejrzeliśmy mecz jedenastu na jedenastu, w którym Real Madryt bez żadnych wątpliwości zasłużył na zwycięstwo. Ale pozbawiono nas możliwości rozegrania zupełnie innego spotkania. W trakcie sezonu zdarzają się mecze, w których grasz w osłabieniu, i takie, w których masz przewagę liczebną. Dzisiaj od 25. minuty powinniśmy grać jedenastu na dziesięciu. Nie pozwolono nam na to. I tyle. W zasadzie nie chcę już mówić o niczym innym. Powinniśmy grać w przewadze od 25. minuty. Jeśli ktoś o tym nie napisze albo tego nie powie, to będzie coś niewiarygodnego. Na boisku nie widziałem dokładnie tej sytuacji, ale Peque już w przerwie powtarzał: „Przecież on mnie uderzył! Uderzył mnie!”. Teraz obejrzałem powtórkę i dla mnie to ewidentna czerwona kartka. Koniec tematu. Możemy później rozmawiać o wszystkim innym. Przy drugim golu Realu był jeszcze faul na Robbiem. Nie na czerwoną kartkę, bo do bramki pozostawało jeszcze sporo miejsca, ale faul był. Cała ta akcja nie powinna mieć miejsca. Może i tak byśmy przegrali. Ostatnio sam musiałem rozgrywać spotkanie w osłabieniu i rywale zdołali wyrównać. Dzisiaj jednak mieliśmy grać na stadionie Realu Madryt od 25. minuty przy wyniku 0:0, jedenastu na dziesięciu. To 65 minut przewagi liczebnej. Co by się wydarzyło? Nie wiem. Może byśmy przegrali. Real Madryt zasłużył na zwycięstwo w meczu jedenastu na jedenastu. Nie mam do niego żadnych pretensji. Ale był jeszcze inny mecz, którego nie mogliśmy rozegrać. I nigdy nie dowiemy się, jak by wyglądał.
Siedzi pan przy tym samym stole, przy którym często słyszymy skargi na sędziów i zarzuty dotyczące manipulowania rozgrywkami. Dzisiaj mamy sytuację z Ardą Gülerem, której powtórki nie pokazano w telewizji. Nie pokazano również sytuacji z Robbiem. To wszystko wydaje się trochę dziwne, prawda?
Właśnie o tym mówię. Powiedzcie to również dzisiaj. Sam nie oglądałem transmisji, ale przekazano mi, że nie pokazano sytuacji z Robbiem. Nie wiem też, czy pokazano tę pierwszą. A przecież jest ona bardzo wyraźna. I powtarzam, Real mógłby nas pokonać nawet w dziesiątkę. Pamiętam, jak kiedyś grałem przeciwko Realowi, który przez jakieś 20 minut występował w osłabieniu, a i tak nas pokonał. To znakomici piłkarze, naprawdę znakomici. Ale odebrano nam szansę przekonania się, co wydarzyłoby się w takiej sytuacji. Może i tak byśmy nie wygrali, ale powinniśmy przez długi czas grać jedenastu na dziesięciu. W tym sezonie rozegraliśmy chyba trzy mecze w osłabieniu i dwa w przewadze liczebnej, jeśli dobrze pamiętam. Dzisiaj powinien być trzeci taki mecz w przewadze. A nie był.
Wspomniał pan o dwóch kontrowersyjnych sytuacjach. Dlaczego pańskim zdaniem VAR nie wezwał sędziego do monitora, żeby obejrzał uderzenie Ardy Gülera?
Druga sytuacja ma dla mnie mniejsze znaczenie, przede wszystkim przez tę pierwszą. Gdyby Arda Güler został wyrzucony z boiska, być może to my dominowalibyśmy, zamiast być zdominowanymi. Nie wiem, dlaczego VAR nie wezwał sędziego. Naprawdę nie wiem. Może dlatego, że gdybyśmy wygrali, Real Madryt przystępowałby do Klasyku z dziewięciopunktową stratą do Barcelony? Nie wiem.
Jak wygląda teraz atmosfera w szatni? O czym rozmawiają zawodnicy? Czy mimo wszystkich kontrowersji można wyciągnąć z tego meczu jakieś wnioski czysto piłkarskie?
Tak. Jeśli chodzi o grę jedenastu na jedenastu, to są rzeczy, z których muszę wyciągnąć wnioski. Są elementy, które musimy poprawić, i sytuacje, w których powinniśmy zachować się lepiej. W drugiej połowie potrafiliśmy przedostawać się pod bramkę rywala, mieliśmy okazje i strzeliliśmy gola. Później trochę się rozsypaliśmy. Myślę, że wpływ na to miała również ta kontrowersyjna sytuacja. Zawodnicy byli naprawdę oburzeni. Bardzo ich to dotknęło, szczególnie kiedy zobaczyli powtórki. Byli wściekli. Rozumiem, że sędzia na boisku mógł tego nie dostrzec, ale to sytuacja, w której VAR musi interweniować. W stu procentach. To zupełnie oczywiste.
Zasugerował pan, że Real Madryt nie mógł przystępować do Klasyku z dziewięciopunktową stratą do Barcelony. Kto pańskim zdaniem podejmuje takie decyzje i kto może na nie wpływać?
Nie, nie. Po prostu się pomylili. Popełnili błąd i tyle. Nie ma co dalej tego roztrząsać. Powiem wam natomiast, że nie uważam, by Real Madryt był w aż tak złej sytuacji. Widzę mnóstwo krytyki pod jego adresem, ale moim zdaniem nie wygląda tak źle. Podobnie Atlético. Problem polega na tym, że ten trzeci zespół zdobył komplet punktów. To, co robi Barcelona, jest po prostu szalone. Atlético punktuje chyba w tempie, które dałoby ponad 90 punktów na koniec sezonu. Ale jeśli Barcelona wygrywa wszystkie mecze, bardzo trudno z nią rywalizować. Uważam, że zarówno Real, jak i Atlético prezentują się dobrze. Myślę też, że Klasyk będzie bardzo ciekawym spotkaniem i Real ma swoje szanse.
Juan Iglesias powiedział po meczu: „Wiedzieliśmy, po co tutaj przyjeżdżamy, wiedzieliśmy, jak to wszystko będzie wyglądać”. Czy pan również tak uważa? Czy rozmawiał pan z sędzią? Wyjaśnił panu, dlaczego VAR nie wezwał go do monitora?
Tutaj trzeba rozmawiać przede wszystkim z ludźmi odpowiedzialnymi za VAR, a nie z sędzią na boisku. Sędzia mógł tego nie zobaczyć. Nie ma przecież oczu z tyłu głowy. Nawet nie wiem, w którym dokładnie miejscu znajdował się w tamtej chwili. Ale VAR? Przecież podczas meczów Realu Madryt, Barcelony czy Atlético jest znacznie więcej kamer niż na innych stadionach. Muszą mieć nagranie tej sytuacji. Gdyby wezwali sędziego do monitora, pokazałby czerwoną kartkę. Jestem o tym przekonany. Dlatego dla mnie to przede wszystkim błąd VAR-u, a nie arbitra głównego. Sędzia mógł skupiać się na innym fragmencie akcji i nie dostrzec uderzenia. Ale to była ewidentna sytuacja. Bardzo, bardzo wyraźna. To było agresywne zachowanie. Po prostu uderzenie rywala.
Czy wynik 4:1 odzwierciedla przebieg spotkania? A może to zbyt surowa kara dla Sevilli?
Myślę, że po tamtej sytuacji niewiele więcej można powiedzieć. Przegraliśmy 1:4, musimy wiele rzeczy poprawić, a Real Madryt ma ogromną siłę rażenia w ataku. Mogliśmy strzelić więcej goli, ale Real również. Być może wynik powinien być nawet wyższy. Mogło skończyć się 5:2 albo 6:3, bo obie drużyny stworzyły naprawdę dobre okazje. Ale cały czas wracam do tego samego. Nie wiem, co wydarzyłoby się w tamtym drugim meczu, którego nie pozwolono nam rozegrać. I nie twierdzę, że wygralibyśmy, co już wielokrotnie podkreślałem. Nie mówię, że pokonalibyśmy Real grający w dziesiątkę. Mówię jedynie, że odebrano nam możliwość rozegrania takiego spotkania.
W przerwie wprowadził pan Yuka, a później również Manu. Co chciał pan osiągnąć tymi zmianami i czego oczekiwał od zespołu w drugiej połowie?
Myślę, że drużyna zaczęła grać odważniej. Potrafiliśmy się przeciwstawić rywalowi i stworzyliśmy kilka dobrych okazji do zdobycia bramki. Chodziło również o wprowadzenie świeżych zawodników. Uważam, że wszystkie trzy zmiany były udane. Manu strzelił gola i zaprezentował się bardzo dobrze. Yuk wielokrotnie wygrywał pojedynki, a Lucas dobrze rozumiał, jak należy rozgrywać akcje. Jestem zadowolony z ich wejścia. Zresztą nawet zawodnicy, którzy pozostali na boisku na początku drugiej połowy, prezentowali się wtedy dobrze. Yuk wszedł już w przerwie, ale pozostali również dobrze rozpoczęli tę część spotkania.
Od kilku tygodni, a nawet miesięcy, Real Madryt bardzo mocno krytykuje strukturę sędziowską w Hiszpanii. Inne kluby i trenerzy również od czasu do czasu protestują przeciwko konkretnym decyzjom, tak jak dzisiaj Sevilla. Czy uważa pan, że hiszpański system sędziowski wymaga zmian?
Nie jestem odpowiednią osobą, żeby o tym rozstrzygać. Sam mam przecież swoje wady, popełniam błędy i często się mylę. Mam jednak pewne wrażenie. Wydaje mi się, że najbardziej narzekają ci, którzy mają najmniej powodów do narzekania. Real Madryt, Barcelona i Atlético Madryt. Moim zdaniem to właśnie te trzy kluby powinny skarżyć się najmniej. Spójrzcie na Levante, na nas albo na jakikolwiek inny zespół. Dzisiaj przychodzimy tutaj, komentujemy konkretną sytuację i tyle. Wczoraj Manuel Pellegrini, trener Betisu, również mówił o kilku decyzjach. Robimy to zupełnie naturalnie. Po meczu życzyłem sędziemu powodzenia, normalnie z nim porozmawiałem, nawet padły gratulacje. Wszystko odbyło się w spokojnej atmosferze. Ale nadal uważam, że najwięcej narzekają ci, którzy mają najmniej powodów. I mówię o wszystkich trzech klubach, nie o dwóch czy jednym. O całej trójce. Tak to wygląda od bardzo dawna. Zawsze ta sama historia. Być może między nimi samymi są jakieś różnice w traktowaniu, tego nie wiem. Ale jeśli porównamy ich sytuację z resztą ligi... Matko boska, naprawdę. To niewiarygodne.
Jak ocenia pan występ Rubéna Vargasa, który po dłuższej przerwie wrócił do podstawowego składu?
Dobrze. Powoli odzyskuje rytm meczowy i odpowiednie czucie gry. Wszystko przychodzi stopniowo. Zakładaliśmy, że być może damy mu 45 minut. Wiedzieliśmy, że pod koniec pierwszej połowy może już mieć problemy z wytrzymaniem intensywności spotkania. Ale to normalne, bo bardzo długo nie grał. Brakowało mu rytmu i było to widoczne. Mieliśmy nawet wątpliwości, czy w ogóle wystawić go od początku, bo nie wiedzieliśmy, jak długo będzie w stanie wytrzymać na boisku. Teraz będzie coraz lepiej. Myślę, że musi zrobić krok naprzód, szczególnie wobec kontuzji Miguela. Yuk bardzo dobrze zaprezentował się w drugiej połowie i teraz potrzebujemy, żeby inni również wzięli na siebie większą odpowiedzialność. Rubén jest jednym z naszych zawodników, ale nadal nie znajduje się w stu procentach formy. Każdy, kto przeszedłby przez to samo co on, potrzebowałby czasu na powrót do pełnej dyspozycji.
Komentarze (11)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.