José Mourinho przeprowadził kilka zmian względem meczu z Romą, ale ważniejsze niż pojedyncze roszady było to, jak wyglądała na papierze drużyna Realu Madryt. Wreszcie był rozłam środka pola, który przede wszystkim w rozegraniu nie wzbudzał zaufania, co wiązało się z przesunięciem Fede Valverde na prawą obronę i zaproszeniem Ardy Gülera do jedenastki. Poza tym zabrakło rzecz jasna pauzującego Viníciusa, a do jedenastki wrócił Huijsen. Wszystkie te zmiany mogły dać nadzieję na płynniejszą grę.
Królewscy nie tłamsili rywala od pierwszej minuty, nie prezentowali niezwykle szybkiej gry z pierwszej piłki i nie pokazali najlepszego pressingu od miesięcy, ale w każdym aspekcie przewyższali rywala i tyle wystarczyło. Wiele akcji kończyło się jednak stratami przez proste błędy techniczne, w czym wyróżniał się Mbappé, który zdołał nawet zablokować strzał Valverde. W 30. minucie błysnął Arda Güler, który bardzo ładnym strzałem zaskoczył Wlachodimosa i dał Realowi prowadzenie. Po golu nie było cofnięcia się, lecz kolejny błysk. Po dograniu Diomandé Bellingham piętą podał do Mbappé, który zrehabilitował się po wcześniejszej kiepskiej grze. W świetnym stylu przyjął piłkę z obrotem, uwolnił się obrońcom, szybkim dryblingiem minął bramkarza i jednocześnie podwyższył prowadzenie.
Real Madryt rozegrał niezłą pierwszą połowę, po której miał bardzo dobry wynik. Strzelił więcej goli niż stworzył wielkich sytuacji i jednocześnie nie pozwolił Sevilli na zbyt wiele. Mimo wszystko znów przydał się Courtois, który w doliczonym czasie pierwszej połowy obronił strzał Agoumé.
W drugiej połowie drużyna Mourinho kontynuowała to, co robiła w pierwszej połowie. Nadal nie szturmowała, ale grała rozsądnie, przyspieszała wtedy, kiedy trzeba było i strzelała wtedy, kiedy była ku temu okazja. To przyniosło trafienia Mbappé z karnego (wywalczony właśnie przez Francuza po podaniu Diomandé) i Diomandé, rozdzielone honorowym golem dla Sevilli po… stracie Mbappé.
To był mimo wszystko kolejny komfortowy mecz Realu w La Lidze na Bernabéu. Po raz czwarty (na pięć) Królewscy strzelili ligowemu rywalowi u siebie cztery gole i nie pozostawili złudzeń, że byli drużyną lepszą. Po tym meczu mimo wszystko trudno o większe wnioski, nadzieję przed Klasykiem czy też załamanie rąk przed tymże. Real po prostu zagrał swoje.
Real Madryt – Sevilla FC 4:1 (2:0)
1:0 Arda Güler 30' (asysta: Diomandé)
2:0 Mbappé 37' (asysta: Bellingham)
3:0 Mbappé 63' (rzut karny)
3:1 Manu Bueno 80' (asysta: Stassin)
4:1 Diomandé 82' (asysta: Tchouaméni)
Real Madryt: Courtois; Valverde (85' Militão), Konaté, Huijsen, Cucurella; Arda Güler (78' Camavinga), Tchouaméni; Endrick (70' Brahim), Bellingham (70' Bernardo), Diomandé; Mbappé (85' Espí)
Pozostali na ławce: Łunin, Trent, Dumfries, Rüdiger, Carreras i Thiago Pitarch
Sevilla: Odysseas; Iglesias (73' Carmona), A. Castrín, Kike Salas, Suazo; Agoumé, Fofana; Vargas (46' Ejuke), Félix (73' Alfon), Peque (56' Manu Bueno); Robbie Ure (56' Stassin)
Pozostali na ławce: Fran González, Rafa Romero, Julio Díaz, Sangante, Cardoso, Nico Guillén i Jesús Cruz
Komentarze (1548)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.