Dyrektor sportowy dziękował ci za to, że od pierwszej chwili byłeś otwarty na przyjście do Getafe. Co przekonało cię do tego klubu? I jeszcze jedna kwestia: mówiło się o klauzuli, która mogłaby pozwolić ci odejść zimą. Możesz to wyjaśnić?
Przede wszystkim chcę powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwy, że mogę dzisiaj tutaj być. Chcę podziękować Tony'emu i prezesowi za propozycję. Myślę, że emocje były obustronne i dlatego dzisiaj jestem zawodnikiem Getafe. Kiedy skończył mi się kontrakt z Realem Madryt, mój umysł potrzebował zmiany otoczenia. Chciałem wyjechać do trochę bardziej egzotycznego kraju, spróbować innych lig i przeżyć inne doświadczenia. Ale lato mijało, a każdy, kto dobrze mnie zna, wie, że moim życiem jest gra w piłkę. Jestem pasjonatem tego sportu. Napędza mnie rywalizacja, granie i bycie na boisku. Tym bardziej po tych ostatnich dwóch latach, w których miałem problemy z kontuzjami i nie mogłem złapać takiej regularności, jakiej bym chciał. Bardzo chciałem znowu odnaleźć samego siebie i trochę się po tym wszystkim odbudować. Kiedy pojawiło się Getafe, spełniało wszystkie wymagania, które mieliśmy z rodziną. Decyzja była naprawdę łatwa. A jeśli chodzi o tę klauzulę, zostaję tutaj przez cały sezon. Nie mamy możliwości odejścia zimą. Chyba że ktoś zapłaci za mnie 50 milionów, wtedy może się zastanowicie [śmiech]. Ale nie, pomysł jest taki, żeby zostać przez cały sezon i pomóc Getafe osiągnąć jego cele.
Negocjacje trochę trwały, szczególnie przez konieczność zatwierdzenia kontraktu przez La Ligę i kwestie limitu wynagrodzeń. Jak przeżywałeś ten tydzień? Nie mogłeś się już doczekać podpisania umowy?
Oczywiście. Wszystko wydarzyło się właściwie w ciągu tygodnia. Kiedy rozpoczęły się rozmowy i zaczęliśmy analizować różne możliwości przeprowadzenia tego transferu, wszyscy próbowaliśmy dołożyć coś od siebie i znaleźć sposób, żeby wszystko można było sfinalizować. Nie zależało to wyłącznie od klubu i zawodnika. Była też La Liga i limit wynagrodzeń, więc sprawa zrobiła się trochę bardziej skomplikowana. Ostatecznie udało się ją rozwiązać i wszyscy jesteśmy zadowoleni.
Jakie wyobrażenie miałeś o José Bordalásie przed przyjściem do Getafe i jak wyglądają wasze pierwsze kontakty?
Bardzo dobrze. Pierwszego dnia, kiedy przyjechałem, długo rozmawialiśmy. Wymieniliśmy się tym, czego chcemy i jak widzimy drużynę. To trener z ogromnym doświadczeniem, który wiele wymaga od zawodnika i próbuje wydobyć z niego maksimum. Bardzo mi się to podoba. Podzielam też jego sposób rozumienia futbolu: iść do przodu, naciskać, nie odpuszczać. Myślę, że nie będę miał z nim żadnego problemu.
Spędziłeś 23 lata w Realu Madryt, a teraz zaczynasz nowy etap w Getafe. Wyobrażałeś już sobie moment, w którym zagrasz przeciwko klubowi swojego życia i wejdziesz na Bernabéu w innej koszulce?
Szczerze mówiąc, jedyne, co sobie teraz wyobrażam, to że trener wystawi mnie w poniedziałek i znowu będę mógł zagrać. Myślę tylko o meczu z Rayo. Nie zamierzam przejmować się rzeczami, które wydarzą się w przyszłości. Chcę grać, bardzo chcę znowu znaleźć się na boisku i myślę wyłącznie o następnym meczu. Brzmi to jak banał, ale naprawdę tak jest. Nie mogę cię okłamywać.
Co powiedziałbyś kibicom Getafe, którzy mogą mieć wątpliwości co do twojego zaangażowania? Wygrałeś praktycznie wszystko, masz ogromne doświadczenie, a Getafe nie było twoją pierwszą opcją.
Nie chcę zabrzmieć nieuprzejmie, ale każdy, kto zna mnie choć odrobinę, wie, że moje zaangażowanie jest maksymalne. Nieważne, czy gram tutaj, w Realu Madryt, czy robię omlet. Wszystko staram się robić z maksymalnym wysiłkiem i maksymalną pasją. Taki jestem i tak rozumiem życie. Oczywiście nie przychodzę tutaj po kontrakt życia pod względem finansowym. Nie powiedziałbym też, że musiałem dokonać jakiegoś wielkiego poświęcenia. Dla mnie osiągnięcie porozumienia było bardzo łatwe, bo wszystkie warunki mi odpowiadały. Getafe dawało mi wszystko, czego potrzebowałem, żeby tutaj być, a ja chcę rywalizować. Getafe gra teraz w europejskich pucharach, przebudowuje stadion i jest projektem, który pasuje do mnie idealnie. Nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł wątpić w moje zaangażowanie.
Mówiłeś o bardziej egzotycznych kierunkach, ale zapewne miałeś także propozycje z europejskich klubów. Odrzuciłeś wiele ofert, również z największych lig?
Miałem oferty. Miałem na przykład możliwość gry w Lidze Mistrzów. Ale dzisiaj, mając 34 lata, moim priorytetem są żona i dzieci. Jeśli warunki nie są odpowiednie albo nie uważam, że dany kierunek jest dla nas właściwy, to nie ma sensu. Każdy najlepiej zna swoją sytuację rodzinną i wie, co motywuje go w danym projekcie. Mnie ten projekt bardzo motywuje.
Co możesz wnieść do defensywy Getafe, szczególnie biorąc pod uwagę twoje doświadczenie z Realu Madryt? I co możesz przekazać młodym zawodnikom?
Nie lubię sam siebie definiować ani mówić, w czym mogę pomóc. Wolę pokazać to na boisku, robić to, czego wymaga ode mnie trener, i wykonywać jego polecenia. To prawda, że przy tak wielu młodych chłopakach chciałbym przyjąć trochę bardziej rolę doświadczonego, starszego zawodnika. Chcę im pomagać i być blisko nich, bo widzę tutaj chłopaków z naprawdę dużymi możliwościami i myślę, że mogę im sporo dać.
Hiszpania została tego lata mistrzem świata. Jak przeżywałeś ten turniej z na zewnątrz? I czy 34-letni Dani Carvajal może jeszcze wrócić do reprezentacji prowadzonej przez Luisa de la Fuente?
Przeżywałem to jak zwykły kibic. Nie opuściłem ani jednego meczu i świętowałem tak samo mocno jak wszyscy. Każdy wie, co znaczy dla mnie ten kraj i noszenie koszulki reprezentacji. Rozmawiałem o tym wiele razy z żoną: „A co, jeśli wrócimy do Europy, będziesz na wysokim poziomie i znowu pojawi się reprezentacja?”. Myślę, że nigdy nie powiem, że już nie założę koszulki kadry. Jeśli nie jestem powoływany, tak jak teraz, z różnych powodów czy przez swoją formę, to tak po prostu jest. Ale nigdy nie odrzucę możliwości ponownego założenia koszulki reprezentacji.
Jak odbierasz całe zainteresowanie, które wywołał twój transfer do Getafe? W Realu Madryt, mimo że byłeś kapitanem i wygrałeś wszystko, światła reflektorów często były skierowane na inne gwiazdy. Spodziewałeś się takiego poruszenia?
To prawda, że w Realu Madryt trochę żyjesz w cieniu wielkich gwiazd. Nawet będąc drugim najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii klubu i najbardziej utytułowanym wychowankiem, nie spodziewałem się aż takiego zainteresowania. Wszyscy przyjęli mnie z otwartymi ramionami: dyrekcja sportowa, sztab szkoleniowy, zawodnicy, pracownicy odpowiedzialni za sprzęt. Jestem zachwycony. Wracam do domu z uśmiechem od ucha do ucha. Tak samo kibice. Wszystkie wiadomości, które dostaję, życzą mi powodzenia i zachęcają do walki. To kolejny zastrzyk pozytywnej energii. Mam ogromną ochotę na ten etap.
Jak wygląda obecnie twój stan fizyczny? Powiedziałeś, że chcesz zagrać już w poniedziałek. Jak wyglądały te miesiące bez rywalizacji i czy czujesz się gotowy, żeby od razu pomóc drużynie?
Praktycznie przez całe lato pracowałem indywidualnie, także z moim szwagrem Joselu. Był tutaj ze mną w Madrycie. Skłamałbym, gdybym powiedział, że to nie było trudne. Trenowanie samemu jest ciężkie. Dużo myślisz i zastanawiasz się: „Pracuję na coś, co może się pojawić”. Ale cały czas powtarzałem sobie, że muszę być gotowy. Musisz być gotowy, bo kiedy najmniej się tego spodziewasz, pojawia się szansa. Myślę, że fizycznie czuję się dobrze. Oczywiście brakuje mi jeszcze tej iskry, którą daje trenowanie z drużyną. Będę ją odzyskiwał wraz z kolejnymi treningami. Pracuję jednak bardzo mocno i jeśli trener będzie mnie potrzebował, od tego poniedziałku będę gotowy. Oczywiście.
Po tylu latach w Realu Madryt, co oznaczało dla ciebie odejście z klubu twojego życia?
Myślę, że ten rozdział zamknęliśmy już w maju, kiedy przeżyłem to niesamowite pożegnanie. Jeszcze raz chcę podziękować wszystkim kibicom za to, jak sprawili, że się wtedy czułem. To był jeden z najszczęśliwszych, a nie najsmutniejszych dni w moim życiu, bo naprawdę zobaczyłem, jak wielkie uznanie mają dla mnie ludzie. Czuję to zresztą do dzisiaj. Idę do centrum handlowego i ludzie wciąż dziękują mi za poświęcenie przez wszystkie te lata. Z tym właśnie zostaję. Jako dziecko nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę mógł mieć aż tak udaną karierę.
Teraz, kiedy jesteś już zawodnikiem Getafe, jaka jest największa niewiadoma, którą chciałbyś rozstrzygnąć w trakcie tego sezonu?
Niewiadoma? Otworzono przede mną drzwi na oścież pod każdym względem. Czuję się jak jeden z nich, jakbym był tutaj od lat. Chcę po prostu pomóc w osiągnięciu głównego celu, czyli utrzymania w lidze, a przy okazji spróbować pomarzyć zarówno w Pucharze Króla, jak i w Lidze Konferencji. Myślę, że taki jest cel.
To był jeden z twoich pierwszych, jeśli nie pierwszy, okres bez klubu. Mijały kolejne miesiące, aż dotarliśmy do października. Co działo się wtedy w twojej głowie? Czy ten czas ci się dłużył?
To było bardzo nietypowe lato. Nie miałem normalnego okresu przygotowawczego, a mimo to codziennie trenowałem. Pamiętam, jak rozmawialiśmy w domu: „Może wyjedziemy gdzieś na tydzień?”. A ja odpowiadałem: „Nie, muszę być gotowy”. Od poniedziałku do piątku trenowałem, a kiedy przychodził weekend, myślałem: „Nie chce mi się nigdzie jechać tylko na dwa dni”. Cały czas żyłem z tym przekonaniem: „Bądź gotowy, bądź gotowy”. Jak mówiłem wcześniej, pod względem mentalnym było to trudne, bo trenowanie samemu nie jest łatwe. Ale trzeba być silnym. Takie sytuacje pojawiają się w życiu i w karierze piłkarza. Cały czas byłem przygotowany. Jeśli robisz wszystko, żeby być gotowym, w końcu mogą pojawić się okazje. Równie dobrze żadna mogła się nie pojawić, ale ja nie chciałem zawieść samego siebie.
Jeśli za kilka lat spojrzysz wstecz na swój pobyt w Getafe, co musiałoby się wydarzyć, żebyś uznał ten etap za udany, niezależnie od wyników sportowych?
Ten etap będzie udany, nie mam żadnych wątpliwości. Nie myślę o tym w taki sposób, że na koniec sezonu będę robił podsumowanie: było dobrze albo było źle. Wiem, że będzie dobrze. Ten projekt bardzo mnie motywuje. Rywalizacja jest w moim DNA. Jestem u siebie, jestem w Madrycie, tutaj dorastałem. Wszystkie okoliczności są pozytywne. Myślę, że mogę pomóc drużynie swoim doświadczeniem, sposobem gry i intensywnością, którą mogę wnieść do zespołu. Jestem przekonany, że to będzie dobry etap. Czy na koniec sezonu osiągniemy cele? Tego nie wiemy. Będziemy na to pracować. Ale poza samymi wynikami sukcesu nie wyznacza wyłącznie rezultat. Sukces polega też na podejmowaniu decyzji i dawaniu z siebie wszystkiego każdego dnia. Jeśli to robisz, możesz mieć spokojne sumienie i wiedzieć, że podjąłeś dobrą decyzję.
Komentarze (6)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.