REKLAMA
REKLAMA

Asencio: Będziemy więcej pracować, a mniej mówić

Raúl Asencio udzielił wywiadu dziennikowi AS, w którym opowiedział o operacji kości piszczelowej, grze z bólem i wsparciu José Mourinho. Obrońca Realu Madryt odniósł się również do swoich błędów poza boiskiem, rozczarowania kibiców oraz sytuacji Viníciusa i Kyliana Mbappé.

REKLAMA
REKLAMA
Asencio: Będziemy więcej pracować, a mniej mówić
Raúl Asencio. (fot. as.com)

Chciałem się z tobą spotkać. To nie był dla ciebie łatwy rok, a tydzień temu przeszedłeś operację kości piszczelowej. Tylko ty wiesz, ile przez ten czas wycierpiałeś…
Cieszę się, że możemy porozmawiać. To prawda, że zawsze wolałem pozostawać z dala od rozgłosu i rzadko udzielałem się publicznie, ale jestem pewien, że ta rozmowa dobrze mi zrobi. Piszczel? Wszystko zaczęło się rok temu. Od stycznia próbowaliśmy leczyć pęknięcie zachowawczo, ale ból się nasilał. Cierpiałem, jednak nie mogłem się zatrzymać, bo drużyna była najważniejsza, a ja zawsze kieruję się dobrem tego klubu i tego herbu. W pewnym momencie pęknięcie się jednak powiększyło i zrozumiałem, że muszę poddać się operacji.

REKLAMA
REKLAMA

W pamięć zapadło zdjęcie Mourinho, który odwiedził cię w szpitalu zaraz po zabiegu.
Ta wizyta dała mi ogromny zastrzyk energii. W takich chwilach pojawiają się wątpliwości, w głowie kłębią się myśli o tym, jak będzie przebiegać rehabilitacja i jak długo nie będę mógł grać. Wtedy przychodzi Mou i okazuje mi takie samo wsparcie, jakie wszyscy czujemy z jego strony w szatni od początku sezonu. To bardzo podnosi na duchu. Mou jest serdeczny, skromny, życzliwy i ambitny. Poza tym, że jest wielkim trenerem, jest też wspaniałym człowiekiem.

Jaki jest Mou w codziennej pracy, kiedy nie ma kamer?
Jest jednym z nas. Z zewnątrz patrzy się na piłkarzy jak na ludzi niedostępnych i oderwanych od rzeczywistości, a przecież jesteśmy zwyczajnymi ludźmi. Pamiętamy Mourinho z czasów, kiedy byłem mały, jako człowieka o bardzo mocnym charakterze. Ale za zamkniętymi drzwiami to świetny, zabawny facet, który chce spędzać z nami dużo czasu, a my z nim. W szatni jest po prostu jednym z nas.

Mocno męczy was analizami wideo?
Oczywiście poświęca dużo czasu na przygotowanie do meczów i analizę rywali, ale dzięki swojemu doświadczeniu wie, co i w jakim momencie nam przekazać. Wie, kiedy przycisnąć, a kiedy trochę odpuścić.

REKLAMA
REKLAMA

Jesteś młodym chłopakiem, nie masz jeszcze żony ani dzieci. Jak wygląda twoje codzienne życie?
Rodzina zawsze jest przy mnie. W zeszłą środę przyszedł doktor Leyes, któremu chciałbym przy tej okazji podziękować, podobnie jak klubowym służbom medycznym. Powiedział mi, że następnego dnia trzeba operować piszczel. Zrobili wszystko, żebym mógł znów być sobą. Zadzwoniłem do rodziny i szybko przylecieli z Gran Canarii do Madrytu. Teraz mi pomagają, bo nadal chodzę o kulach i dopóki nie dojdę do siebie, mam trudności z poruszaniem się.

Spędziłeś pięć lat w szkółce Las Palmas, a gdy miałeś zaledwie 14 lat, Real sprowadził cię do drużyny kadetów. Przyjechałeś sam?
Tak, byłem jeszcze dzieckiem, kiedy zamieszkałem w klubowym internacie. W tym samym czasie trafił tam Álvaro Carreras, który przyjechał z Galicji. Koledzy z czasem stają się twoją rodziną, bo spędzasz z nimi całe dnie, z dala od bliskich. Kiedy mieszkałem na Wyspach Kanaryjskich i chorowałem albo miałem gorączkę, mama była obok. Tutaj musiałem nauczyć się sam radzić sobie z problemami. To trudne doświadczenie, ale dzięki niemu szybciej dojrzewasz i już w młodym wieku uczysz się panować nad emocjami. Kiedy przyjechałem tu jako czternastolatek, od razu poczułem ciężar tej koszulki. Widzisz, jak o ciebie dbają, masz niesamowite warunki do treningu… Wymagania są równie wysokie i właśnie dzięki nim Real jest najlepszym klubem na świecie. A kiedy przychodzi wymarzony debiut w pierwszym zespole, jesteś gotowy na ten krok.

REKLAMA
REKLAMA

Zrobiłeś ten krok, a do tego posłałeś świetne podanie do Jude’a Bellinghama w swoim debiucie przeciwko Osasunie na Bernabéu.
Takie rzeczy przychodzą naturalnie. Przygotowanie, jakie otrzymałem w szkółce, pozwoliło mi wyjść na boisko bez strachu i robić to, co potrafię. Już w pierwszym meczu w Realu wiedziałem, co oznacza gra dla tego klubu. La Fábrica to prawdziwa szkoła.

Zadebiutować pozwolił ci Ancelotti.
Kolejny wspaniały człowiek. Dla mnie był kimś znacznie więcej niż trenerem. Otoczył mnie opieką, postawił na mnie i powiedział: „Zostajesz z nami”. Zawsze będę go wspominał w wyjątkowy sposób.

Latem zmieniłeś numer. Koszulka leży tu obok ciebie. Nosisz „dwójkę” po samym Carvajalu. Jak ją wybrałeś?
Zadzwonił do mnie jeden ze znajomych pracujących w klubowym dziale protokołu i powiedział, że „dwójka” Daniego jest wolna. Nie zastanawiałem się ani chwili. Skontaktowałem się z Carvajalem. Napisałem do niego i zażartowałem, że mam nadzieję nie przynieść wstydu jego numerowi. Dla nas wszystkich, wychowanków, Dani był wzorem od dziecka. Widzieliśmy, jak bronił herbu i klubu, jak zostawiał wszystko na boisku, jakim był kapitanem… Zawsze był przy mnie i innych chłopakach ze szkółki. Jeśli trzeba było cię zrugać, robił to, a ty wyciągałeś z tego naukę. Niewielu jest takich zawodników. Carvajal miał na mnie duży wpływ, dlatego się nie wahałem. A dziś jest moim przyjacielem.

REKLAMA
REKLAMA

Aż śmiesznie brzmią opinie, że Real nie ma szkółki. Spotkałeś tu Lucasa, Nacho, Carvajala… Trudno zliczyć, ile trofeów zdobyli we trzech. Mieli dużo do powiedzenia w szatni?
Od najmłodszych lat Real kształtuje w La Fábrice twój charakter, dumę i postawę, którą później pokazujesz na boisku. Najpierw liczy się to, jakim jesteś człowiekiem, a dopiero potem piłkarzem. Oni mieli niezwykle silne osobowości. W szatni pełnej gwiazd byli dla ciebie oparciem i swoim podejściem sprawiali, że czułeś się częścią zespołu.

W obecnej kadrze zostało was trzech wychowanków: Carreras, Thiago Pitarch i ty. Im więcej by was było, tym lepiej. Pamiętasz przecież hasło Zidanes y Pavones…
Wielu chłopaków jest gotowych, by zrobić kolejny krok. Spójrz na zespół juniorów, który w poprzednim sezonie wygrał wszystko. Najważniejsze, żeby byli przygotowani, kiedy dostaną szansę, tak jak było ze mną. Byłbym dumny, gdyby w przyszłości w pierwszym zespole grało więcej wychowanków.

Skoro mowa o pierwszej drużynie, nie da się ukryć, że kibice są rozczarowani i oczekiwali innego początku sezonu. Co możesz im powiedzieć, żeby odzyskali nadzieję i wiarę w zespół?
Dopiero zaczęliśmy. Sezon jest bardzo długi. Jeszcze wiele się wydarzy i wszystko może się zmienić. Rozumiemy wymagania kibiców i sami stawiamy sobie takie same, bo właśnie dzięki nim jesteśmy najbardziej utytułowanym klubem na świecie. Będziemy więcej pracować, a mniej mówić, żeby udowodnić swoją wartość na boisku. Dzięki dobrym wynikom kibice znów będą coraz mocniej wierzyć w drużynę. Słowa ulatują, dlatego pora przemówić grą. Niestety ja na razie nie mogę tego zrobić z powodu operacji. Boli mnie, że nie jestem teraz w stanie pomóc. Rozumiem, że kibice Realu mogli w pewnym momencie poczuć się mną rozczarowani, ale zrobię wszystko, żeby to zmienić. Sam najbardziej przeżywam wszystko, co się wydarzyło. Wychowanek zawsze odda wszystko za ten herb. Już to pokazałem i kiedy wrócę na boisko, pokażę to ponownie.

REKLAMA
REKLAMA

Porozmawiajmy o tym, co wydarzyło się latem: twojej nieodpowiedzialnej jeździe samochodem i wysokiej grzywnie. Masz 23 lata. Publicznie przyznałeś się do błędu, a Mou stanowczo cię skrytykował.
To był bardzo trudny moment. W krótkim czasie nałożyło się na siebie kilka sytuacji w moim życiu. Mou się nie pomylił. Miał całkowitą rację. Ludzie oceniają to, co wychodzi na jaw i co widzą. Popełniłem błąd. Przyznałem to wtedy i przyznaję teraz, przeprosiłem i nadal będę przepraszał. Mam 23 lata i popełniłem błędy, jakie w tym wieku może popełnić każdy. Muszę jednak zdawać sobie sprawę z tego, gdzie jestem. Gram w Realu Madryt i to nie może się powtórzyć. Biorę za to odpowiedzialność i myślę wyłącznie o tym, jak odwrócić tę sytuację. Sam najbardziej to przeżywam. Marzę o tym, żeby wszystko naprawić i zdobywać trofea z tym klubem, w tej koszulce. Oby przez całą resztę kariery. Dlatego takie sytuacje już się nie powtórzą.

Przynajmniej zbiegło się to z końcem postępowania sądowego, w które byłeś uwikłany z kilkoma byłymi kolegami. Przez tę sprawę musiałeś wysłuchiwać potwornych rzeczy z trybun niektórych stadionów…
Nikogo nie zabiłem, niczego nie zrobiłem. Musiałem po prostu przez to przejść. Miałem czyste sumienie i to jest najważniejsze. Kiedy wychodziłem na boisko, szedłem grać w piłkę, a nie walczyć z wrogo nastawionymi trybunami. Nie zamierzałem dać się wyprowadzić z równowagi. Uważam, że na stadion przychodzi się dopingować i wspierać swoich, a nie obrażać rywali. Wiemy, że na niektórych obiektach spotyka to Real i innych moich kolegów. Jeśli ma to być sposób na wytrącenie nas z równowagi, to nie przynosi efektów, bo jesteśmy najbardziej utytułowanym klubem w historii. Od dziecka byłem silny psychicznie i dojrzały, więc dobrze radziłem sobie z takimi sytuacjami. Moja rodzina znosiła je gorzej, to prawda, bo słuchanie takich rzeczy o własnym synu nie jest przyjemne. Mogę jednak opowiedzieć ci taką ciekawostkę: po tych meczach oglądałem nagrania w mediach społecznościowych, słyszałem, co krzyczano, a podczas gry nawet tego nie zauważałem. Skupiałem się na piłce. To na mnie nie wpływało.

REKLAMA
REKLAMA

Kibice na Bernabéu okazują ci sympatię mimo wszystkiego, co się wydarzyło.
Real Madryt dał mi wszystko. Dlatego ja w zamian dam z siebie wszystko dla Realu. Od pierwszego dnia czułem ich ciepło. Zawsze słyszałem dobre słowa, przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Teraz będę walczył o to, żeby znów byli ze mnie dumni.

Kiedy znów zobaczymy Viniego, który robił na boisku tak wielką różnicę?
Vini jest Vinim i zawsze nim będzie. Ma w sobie coś wyjątkowego. W szatni wszyscy go uwielbiają. Wszyscy. Jest niesamowity. Ale piłkarze nie są robotami, jesteśmy ludźmi. Być może teraz nie jest tym Vinim sprzed dwóch lat, ale wróci do takiej formy, bo na co dzień widzimy, na co go stać.

Czy Mbappé może zdobyć tegoroczną Złotą Piłkę?
Byłoby to sprawiedliwe. Obserwuję go codziennie i moim zdaniem jest najlepszy spośród wszystkich nominowanych. Pod względem piłkarskim Kylian jest najlepszy. Jest najlepszym strzelcem pod każdym względem. A to przecież nagroda indywidualna.

Pobyt na zgrupowaniu reprezentacji był dla ciebie pięknym doświadczeniem, ale pozostał niedosyt, bo nie zadebiutowałeś. To samo spotkało Carlosa Espíego. Jaką dałbyś mu radę?
Rozmawiałem z nim w ostatnich dniach i powiedziałem, żeby cieszył się tym doświadczeniem, bo jest wyjątkowe. Już sama obecność tam jest czymś niesamowitym. Ja nie miałem jeszcze okazji tego powtórzyć… choć wciąż jest na to czas. A Carlos, jeśli dalej będzie tak grał, dostanie wiele szans w reprezentacji Hiszpanii. Jest skromny, spokojny i za każdym razem, kiedy wychodzi na boisko, strzela gole ważne dla drużyny.

REKLAMA
REKLAMA

Puść wodze fantazji. Real zdobywa szesnasty Puchar Europy na Metropolitano. Niemożliwe?
Niemożliwe? Jak najbardziej możliwe. Dla Realu nie ma rzeczy niemożliwych. Z Mou mamy duże szanse pokazać, że znów jesteśmy najlepszą drużyną w Europie.

Negreira?
Cień sprawy Negreiry wciąż się kładzie. A skoro tak jest, to z jakiegoś powodu. Ale nic więcej nie powiem.

Mało kto wie o twojej pomocy dzieciom z ciężkimi chorobami. Elías, który przeszedł przeszczep szpiku, przeżył najszczęśliwszy dzień w swoim życiu, kiedy zaprosiłeś go na Bernabéu.
Mamy to szczęście, że drobnym gestem możemy uszczęśliwić innych. Zawsze wspierałem takie organizacje. Pomaganie dzieciom i spędzenie z nimi dwóch czy trzech godzin daje mi ogromną satysfakcję. Jestem piłkarzem… i człowiekiem.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (7)

REKLAMA