Co słychać?
Jest dobrze, bardzo dobrze. Teraz jestem w Brazylii, mam na głowie dużo rzeczy. Jestem biznesmenem, dzisiaj w sekcji sportowej, a poza tym również w nieruchomościach, finansach… Wszystkiego po trochu. Prawda jest taka, że obecnie jestem bardzo zadowolony w Brazylii.
Co pan czuje po powrocie do Madrytu po raz pierwszy od czterech lat?
To dla mnie dużo czasu, ponieważ to miasto, które uwielbiam. Bardzo je lubię. To miasto, w którym byłem bardzo szczęśliwy i za każdym razem, gdy przyjeżdżam do Madrytu, to mam napływ wspomnień tego wszystkiego, tego czasu, jaki tutaj spędziłem.
Co pamięta pan ze swoich pierwszych dni w Realu Madryt?
Cały czas pamiętam sam początek. Przyszedłem w zimowym okienku. Opuściłem gorącą Brazylię i przyleciałem do mroźnego Madrytu. Ale to było dla mnie coś fantastycznego. Pierwsze momenty, adaptacja, ciepło kibiców, Bernabéu… Zawsze mówiłem, że jedyne, czego chcę, to wybiec na boisko i grać swój futbol. Pokazać kibicom trochę tego, co przywiozłem z Brazylii.
Co było takiego szczególnego w tej pańskiej więzi z kibicami?
Nie wiem. Prawda jest taka, że to pytanie, które sam sobie zadaję. Do dzisiaj.
Wciąż rozpoznają pana na ulicy?
Tak, tak. Dużo rzadziej, ponieważ trochę mnie tutaj nie było. Ale wielokrotnie sam siebie pytałem, co takiego zrobiłem, aby zasłużyć sobie na takie ciepło, taką uwagę ze strony kibiców na Bernabéu. Było tego dużo. To wszystko sprawiało mi wielką radość i jedyne, czego chciałem, to wybiec na boisko, przejąć piłkę i postarać się zrobić coś, aby odwdzięczyć się kibicom. Wielokrotnie sam siebie o to pytałem. To ciekawe.
Który moment z pańskiego etapu w Realu Madryt był najlepszy?
Było ich wiele. Myślę, że tym jednym bardzo, bardzo szczególnym momentem było to, co wydarzyło się w moim pierwszym sezonie. Wiedziałem, jaka w klubie panuje presja wokół Ligi Mistrzów, której nie wygrano od 32 lat. I właśnie w moim pierwszym sezonie wygraliśmy. Pamiętam, że wróciliśmy do Madrytu i wyjechaliśmy kilkoma samochodami. Po raz pierwszy pojechałem na Cibeles, spojrzałem na to wszystko i pomyślałem sobie: „Co to jest? To jakieś szaleństwo!”. To było dla mnie coś niesamowitego. Wiedziałem, że wtedy zostawialiśmy za sobą te 32 lata, ale to dla mnie również było bardzo ważne, że przyszedłem, wygraliśmy i miałem ten spokój, aby kontynuować mój etap w Madrycie. Myślę, że zdobycie La Séptimy było niezwykle ważne, ponieważ dodało mi sił i dużo więcej spokoju, aby iść do przodu.
Wygrał pan trzy Ligi Mistrzów. Która była najbardziej wyjątkowa?
Oczywiście wszystkie trzy były wyjątkowe. Jak mówiłem, La Séptima ze względu na to wszystko, co znaczyła. La Octava pod względem indywidualnym była najbardziej szczególna. Nie mówię, że była najważniejsza, ale dla mnie najbardziej szczególna, ponieważ rozgrywałem wtedy ważne mecze. W Monachium zanotowałem asystę przy bramce Anelki, która była bardzo ważna, ponieważ dała nam awans do finału. A w Paryżu asystowałem przy bramce Raúla, która praktycznie zabiła mecz. To była szczególna Liga Mistrzów. W 2002 roku również, ponieważ była moją ostatnią. Rozgrywałem ważne mecze, strzelałem gole, również asystowałem. Zamknięcie mojego etapu w klubie z kolejną Ligą Mistrzów było czymś fenomenalnym.
Jak ważna była osoba Roberto Carlosa podczas pańskiej adaptacji?
Z Roberto utrzymywałem relacje na i poza boiskiem, ponieważ zawsze był moim przyjacielem. Znałem go już wcześniej, ponieważ graliśmy w meczach Flamengo z Palmeirasem, a później spotkaliśmy się w reprezentacji. Wiedziałem jak gra. Ale oczywiście gdy przyjechałem do Madrytu, to był to dla mnie nowy kraj i futbol zupełnie inny od tego, jakiego doświadczyłem w Brazylii. Roberto był bardzo ważny, ponieważ zatrzymywał się, rozmawiał ze mną, wyjaśniał mi to wszystko, jak to wygląda tutaj w Madrycie, relacje z kibicami, znaczenie Santiago Bernabéu, taktykę… Ale była pewna rzecz, którą zawsze mi powtarzał i którą zachowałem na całe życie: „Przejmij piłkę i biegnij. Przejmij piłkę i rób to, co robisz w Brazylii. Kiwaj, a jeśli stracisz piłkę, to nic się nie stanie. Spróbuj jeszcze raz”. Poza tym, że dużo lepiej wyjaśnił mi, jak wszystko tutaj funkcjonuje, to dodał mi pewności siebie. I, tak jak mówiłem, chciałem jedynie przejąć piłkę i pokazać się na boisku.
Miał pan specjalne ochraniacze z włókna węglowego, aby uniknąć potencjalnych skutków ostrych wejść rywali. Dlaczego tak bardzo był pan na celowniku?
Tak było od zawsze. Ze względu na mój styl byłem już do tego przyzwyczajony w Brazylii. Dla mnie to nie było nic nowego. Wiedziałem, że tutaj również z tym się spotkam i nie bałem się. Pamiętam swój pierwszy mecz – w Sewilli z Betisem. Byłem na ławce i tuż po wejściu zostałem zaatakowany od tyłu. Spojrzałem na Roberto, który powiedział mi: „Witamy, witamy”. Pomyślałem sobie: „Cóż, jak dobrze, jakie miłe przyjęcie”. Ale tak to wyglądało i byłem do tego przyzwyczajony.
Czy ta esencja brazylijskiego piłkarza jest coraz bardziej zatracana?
Tak, coraz bardziej. Nie wiem. Prawda jest taka, że sam siebie wielokrotnie o to pytałem. Dlaczego? Ponieważ na początku mieliśmy w Brazylii coś innego. Ja zawsze mówię, że to była wtedy esencja brazylijskiego futbolu. Jak graliśmy na ulicach, szukając rozwiązań z niczego i po prostu improwizując. Ja dorastałem oglądając właśnie taki brazylijski futbol. Myślę, że kwestie fizyczne i taktyczne są oczywiście ważne w futbolu. Są jego częścią. Ale mówiąc bardziej o brazylijskim futbolu, myślę, że odkładamy na bok podstawową kwestię – esencję, DNA, które zawsze mieliśmy. Futbol jako sztukę. Futbol improwizacji. I oczywiście to wszystko razem z kwestiami fizycznymi i taktycznymi. Myśle, że wymyślono wiele nowych rzeczy i dzieje się to, że teraz już tego nie widzimy. Mamy talent, mamy ważnych zawodników, mamy zwinnych zawodników, ale niestety nie widzę już tego, co mieliśmy wcześniej.
Dlaczego pańskim zdaniem to zatracono?
Wielu chciałoby wiedzieć i wielu o to pyta. Myślę, że to trochę mieszanka wszystkiego. W momencie, w którym przestajemy być tymi, którymi zawsze byliśmy, to mamy problemy. Powtórzę – część taktyczna, część fizyczna… Futbol się zmienił. Futbol ewoluował ze względu na wiele rzeczy. Ale ta fundamentalna część, którą mieliśmy i której już nie widzimy lub widzimy coraz rzadziej, to coś, co dorastając widzieliśmy w brazylijskim futbolu. Tacy piłkarze jak Ronaldinho, Ronaldo, Romário, Rivaldo… Oni mieli to wszystko, ale przede wszystkim mieli magię. Magię brazylijskiego futbolu.
Uważa pan, że mógł pan zagrać na jakimś mundialu z Brazylią?
Tak. Myślę, że mogłem, ponieważ dobrze wyglądałem. Pamiętam 1994 rok, gdy byłem we Flamengo, później 1998 tutaj czy 2002. Myślę, że mógłbym dostać powołanie, ale wiedziałem też, że w tamtym momencie w brazylijskim futbolu było bardzo dużo piłkarzy o olbrzymiej jakości. Oczywiście, że chciałem, ale nie dało się. Życie toczyło się dalej, a ja podążałem swoją drogą.
Który brazylijski piłkarz najbardziej panu zaimponował?
To trudne, ponieważ grałem trzy lata z Romário we Flamengo i on był widowiskowy. Spędziliśmy razem dużo czasu. Taka ciekawostka – rozegraliśmy razem we Flamengo 105 meczów i zdobyliśmy wspólnie 140 bramek. Oczywiście Romário odpowiadał za dwukrotność tego co ja… Ale grałem również z i przeciwko Ronaldo, przeciwko Rivaldo, przeciwko Ronaldinho. Każdy z nich był inny. Jednak ze względu na styl, magię, improwizację i to wszystko to Ronaldinho uwielbiałem najbardziej. Uwielbiałem Ronaldinho Gaúcho. To była przyjemność oglądać w jego wykonaniu rzeczy, których niestety już nie widzimy.
Czym dla pana było dzielenie szatni z Zidane'em?
Z Zidane'em miałem okazję spędzić jeden rok i dla mnie to było coś niesamowitego. Dużo się nauczyłem. To było coś innego, ponieważ pamiętam, że w 2001 roku wygraliśmy ligę, Figo grał po prawej stronie, ja po lewej i zanotowaliśmy fantastyczne rozgrywki. Później Real Madryt sprowadził Zidane'a i on oczywiście miał grać w środku, ale bliżej lewej strony, więc ja wypadłem. Ale bycie tam razem z nim przez ten jeden sezon było czymś niesamowitym, ponieważ widziałem rzeczy, których wcześniej nie widziałem – aż tak profesjonalne podejście, talent, codzienna praca…
Później odszedł pan do Girondins.
Tak. Pamiętam, że Zidane udzielił jednego wywiadu i powiedział wtedy, że Girondins przeprowadziło najlepszy transfer w swojej historii. Byłem bardzo zadowolony, ale też pomyślałem sobie: „Spokojnie, spokojnie. To duża odpowiedzialność”. Ten rok we Francji był dla mnie ważny. Rozegrałem bardzo dobry sezon. Niczego nie wygraliśmy, ale po tym zrozumiałem, że chciałbym wrócić do Hiszpanii. To był futbol, który bardziej mi się podobał, styl gry, który bardziej mi się podobał. To było dla mnie ważne, aby wrócić.
Wielu uważa, że pański najlepszy etap miał miejsce w Realu Saragossa.
To ciekawe, ponieważ mój etap w Madrycie był niezwykle ważny ze względu na całe to połączenie z kibicami i zdobyte trofea, ale wielu mówi, że mój najlepszy etap był w Saragossie. Real Saragossa sprowadził mnie po awansie z Segunda División i przeprowadzając do tego pięć czy sześć kluczowych transferów. Stworzyliśmy drużynę, która przeszła do historii klubu. Drużynę bardzo zamkniętą, bardzo silną mentalnie i do tego z wielką jakością. W pierwszym sezonie wygraliśmy Copa del Rey, co dla wielu było nie do pomyślenia. Później wygraliśmy Superpuchar na Mestalli z Valencią po tym, jak w pierwszym meczu w Saragossie przegraliśmy 0:1. Odrobiliśmy ten wynik i wygraliśmy tam 3:1. A w moim ostatnim sezonie zagraliśmy w kolejnym finale Copa del Rey. Myślę, że dla mnie to również był szczególny moment. Gdy tam przychodziłem, to wielu mówiło: „Co tutaj robi Sávio po tym, jak spędził tyle czasu w Realu Madryt i wygrał wszystko?”. Chciałem pokazać ludziom, że jestem tam po to, aby dać z siebie to, co najlepsze, aby sprawić radość również La Romaredzie. I dzięki Bogu myślę, że udało mi się przebić te wszystkie oczekiwania kibiców. Saragossa była dla mnie naprawdę szczególnym momentem.
Później przyszła pora na Real Sociedad i Levante.
Tak. Do Realu Sociedad przyszedłem w zimowym okienku. Mieliśmy wiele problemów, ponieważ drużyna naprawdę źle się prezentowała. Podjęliśmy próbę i ostatecznie byliśmy o krok, aby na sam koniec to uratować. Rozegrałem pół sezonu i byłem najlepszym strzelcem drużyny, ale ostatecznie się nie udało. Z Levante był trochę skomplikowany temat, ponieważ w tamtym czasie nie zrobiono tam niczego, co zapowiadano. Obiecywano wiele rzeczy i nic się nie wydarzyło. Ostatecznie rozwiązaliśmy kontrakt i później wróciłem do Brazylii.
Który moment był najgorszy w pańskiej karierze?
Najgorszy to na pewno kontuzje. Kontuzja zawsze jest dla piłkarza czymś bardzo trudnym, ponieważ niesie ze sobą wiele innych rzeczy. Chcesz grać, chcesz wrócić, a nie możesz, ponieważ jest pewien czas, który musisz respektować. Widzisz również zaniepokojenie rodziny, to wszystko dookoła… Ale wiedziałem też, że to stanowi część futbolu.
A najlepszy?
Wszystko, naprawdę, Nacho. Ponieważ gdy patrzę wstecz, myślę o tym 14-letnim chłopaku z malutkiego miasta w Brazylii, który w wieku 14 lat przychodzi do Flamengo, zaczyna grać i jest porównywany ze swoim największych idolem, Zico. Później, gdy dotarła do mnie wiadomość o zainteresowaniu Realu Madryt, pomyślałem: „Dobra, to na pewno kłamstwo”. Ale to nie był żart. Pamiętam, że Lorenzo Sanz osobiście przyleciał do Brazylii i powiedział mojemu agentowi: „Chcę teraz albo tak, albo nie od Sávio, ponieważ jadę na lotnisko, lecę do Madrytu i potrzebuję jego potwierdzenia na już”. I powiedziałem: „Oczywiście, że w to idziemy”. Gdy patrzę wstecz i myślę o tym wszystkim, czym był dla mnie futbol… Codziennie dziękuję Bogu za to, że dał mi tyle szans. To było wiele lat w Brazylii, we Flamengo, wiele lat w hiszpańskim futbolu, który bardzo mnie naznaczył. Futbol jest bardzo obecny w moim życiu, w moim sercu i każdego dnia jestem za to wdzięczny.
Jak postrzega pan obecnie Viníciusa?
Cóż, Nacho, to skomplikowane, ponieważ ja obserwuję to wszystko z Brazylii i nie jestem tam na codziennych treningach, nie wiem, co się dzieje. Znajduje się teraz w swoim najtrudniejszym momencie odkąd tutaj jest. Ale takie rzeczy się zdarzają. Wszyscy piłkarze mają lepsze i gorsze momenty. To jest część futbolu. Trzeba być mocno skoncentrowanym mentalnie i wyjść z tego. To talent. To chłopak, którego bardzo lubię. Ja zawsze o tym mówiłem już wcześniej, jeszcze jak dopiero tutaj przychodził. Wielu wtedy mówiło: „Ma duże trudności ze strzałami, z podaniami”. A ja mówiłem: „Dobra, spokojnie. Spokojnie. Jest jeszcze bardzo młody”. To chłopak, który praktycznie od razu przeszedł z juveniles do pierwszej drużyny Flamengo. Trzeba było trochę cierpliwości, opieki. Otrzymał zaufanie i naznaczył historię w klubie. Teraz oczywiście nie przechodzi przez swój najlepszy moment, ale wyjdzie z tego, ponieważ ma talent i możliwości. Trzeba poczekać.
Jak ocenia pan sytuację drużyny?
Śledzę ją z Brazylii. Jest jeszcze pewna niestabilność, ale mam nadzieję, że Mourinho ma wystarczające doświadczenie, aby wyciągnąć z tego drużynę. Ja jestem kibicem Flamengo i Realu Madryt. Zawsze podchodzę do tego z Brazylii z tą pozytywną energią.
Jest czas na reakcję?
Tak, myślę, że tak. Myślę, że są możliwości i jest na to czas. Oczywiście nie można zbyt długo czekać, ale są tam wielcy piłkarze o wielkim talencie. Trzeba to wszystko ułożyć i zobaczymy, co się wydarzy.
Jak pan sobie radził z tą presją, z jaką wiąże się gra w Realu Madryt?
Tak, tak, to szaleństwo. Cristiano… Nawet na niego gwizdano. Ale tak naprawdę ja nigdy nie wychodziłem na boisko z myślami o presji. Ja bardziej myślałem: „Mam tę szansę. Noszę koszulkę Realu Madryt. Boże, nigdy bym się tego nie spodziewał”. Gdy wychodziłem na boisko na tym stadionie, to od wszystkiego się odłączałem. Myślałem o grze i o tym, aby postarać się sprawić radość kibicom. Dlatego słowo presja było dla mnie bardzo… Nie chcę powiedzieć, że normalne, ponieważ oczywiście gra w Realu Madryt jest czymś wielkim, ale ja się tym cieszyłem. Ja chciałem się tylko cieszyć. I tak o tym myślałem.
Jak za pańskich czasów wychodziło się z tych trudniejszych momentów?
Ja przeżywałem bardzo konkretne momenty. Mieliśmy zawodników bardzo silnych mentalnie i zawodników, którzy bardzo dobrze mnie przyjęli, z wielkim szacunkiem – Sanchís, Fernando Hierro, Redondo, na początku Clarence, który mnie przytulił… To byli doświadczeni piłkarze. Gdy znajdowaliśmy się w trudnym momencie lub gdy czegoś brakowało, to właśnie ci zawodnicy z doświadczeniem docierali do pozostałych. Teraz trudno mi się tym wypowiadać, ponieważ nie jestem w środku, nie wiem, co się na co dzień dzieje w szatni. Ale my mieliśmy swoje trudniejsze momenty i bardzo często ci najsilniejsi ciągnęli resztę. Pamiętam sytuację z Fernando Hierro w szatni w Dortmundzie w półfinale z 1998 roku z Borussią. Awansowaliśmy do finału z Juve i ktoś przyniósł skrzynię szampana, aby świętować. Fernando otworzył drzwi, wystawił ją na zewnątrz i zaczął krzyczeć: „Co wy chcecie świętować? Co wy chcecie świętować?”. Pozostało pełne skupienie. Czas na świętowanie miał być w Amsterdamie w przypadku zwycięstwa. Widziałem, że ludzi byli bardzo zaangażowani. To była bardzo pozytywna wiadomość w tamtym momencie i pozostało we mnie to przesłanie całkowitego skupienia. Coś podobnego przeżyłem w finale na Montjuïc z Realem Saragossa przeciwko Realowi Madryt. To był bardzo trudny moment, przegrywaliśmy i ci najbardziej doświadczeni zawodnicy wyciągnęli drużynę mentalnie, aby odwrócić mecz. To były przesłania, które musiałem wziąć dla siebie, zachować i wykorzystywać w przyszłości.
Jak postrzega pan Endricka?
Cóż, w Brazylii był chłopakiem o wielkim talencie. W Palmeirasie dokonywał takich rzecz w tak młodym wieku, że zwróciłem na niego uwagę. Ale cóż, przyszedł do nowej drużyny, do wielkiej drużyny z wielką presją, a on wciąż jest młody. Trzeba zachować dużą cierpliwość. Myślę, że ma wielki talent do pokazania i mam nadzieję, że wyeksponuje go w Madrycie, ponieważ znam go, widziałem go w Brazylii i ma wielki potencjał.
Czy teraz inaczej jest przejść do Realu Madryt w wieku 18 lat niż to było za pańskich czasów?
Tak, tak, ponieważ dużo się zmieniło. Ja przychodziłem z Flamengo w 1997 roku mając rozegranych ponad 250 meczów. Przez trzy lata grałem z Romário. Nie przychodziłem jako świeżak. Oczywiście to wciąż była inna drużyna, inny kraj i futbol, w którym musiłem trochę zmienić swój styl. Nie sam mój styl gry, ale bardziej aspekt taktyczny. Ale ja miałem już wtedy większe doświadczenie. Teraz jak zawodnicy przychodzą w wieku 18 lat, to trzeba mieć większą cierpliwość. To proces. I myślę, że ten proces dochodzi już do momentu, w którym wykona ten kolejny krok i pokaże swój prawdziwy potencjał.
Czy Brazylia odzyskała swoją tożsamość?
Nie. Jeszcze tego nie widzę. Jeszcze tego nie widzę. To trudne. Tożsamość to ważne słowo. Ale jak już mówiłem, ja dorastałem i grałem w zupełnie innym brazylijskim futbolu, w którym improwizacja była przed wszystkim innym, przed kwestiami fizycznymi i taktycznymi. A teraz tego nie widzimy. Na mundialu wyglądało to słabo, bardzo słabo. Spodziewałem się więcej. Oczywiście było bardzo mało czasu na pracę, ale mundial ogólnie nie był dobry i kibice oczekiwali czegoś więcej. Nie sądzę, aby wielu liczyło na wygranie mundialu, ale na pewno na osiągnięcie czegoś więcej. Mam nadzieję, że teraz z lepszą znajomością brazylijskiego futbolu i tym wszystkim, z czym to się wiąże na co dzień, zawodnicy grający zarówno w Brazylii, jak i za granicą będą mogli się lepiej przygotować do kolejnego mundialu. Ja w to wierzę, ponieważ dla mnie Ancelotti jest jednym z najlepszych trenerów, jakiego poznałem i jakiego widziałem. I oczywiście mamy nadzieję, że krok po kroku wyciągnie reprezentację Brazylii, ale co jeszcze ważniejsze, że odzyska tożsamość brazylijskiego futbolu.
Czy zamieniłby pan jedną ze swoich Lig Mistrzów na jeden mundial?
Nie, żadnej. Oczywiście, że nie. Prawda jest taka, że chciałbym jeszcze jedną więcej. Chciałbym też mundialu. Ale po tym wszystkim, co przeżyłem, gdzie grałem i co wygrałem, to niczego bym nie zamieniał, ponieważ dla mnie wszystkie tytuły są ważne. Oczywiście gdybym w swojej karierze miał jeszcze mundial, to byłoby rewelacyjnie, ale niczego bym nie zmienił. Żadnej z Lig Mistrzów. Są naznaczone w mojej historii, w historii kibiców, klubu i również mojej rodziny. Za nic bym ich nie zamienił.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.