REKLAMA
REKLAMA

Cucurella: Wszyscy widzimy, że łamiemy się na dwie części, atakujemy zbyt szybko i nie uspokajamy gry

Marc Cucurella na zgrupowaniu reprezentacji Hiszpanii udzielił wywiadu radiu SER. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi obrońcy Realu Madryt z tej rozmowy.

REKLAMA
REKLAMA
Cucurella: Wszyscy widzimy, że łamiemy się na dwie części, atakujemy zbyt szybko i nie uspokajamy gry
Marc Cucurella. (fot. Getty Images)

Luis de la Fuente widział już na żywo twój tatuaż? Co ci powiedział? [Cucurella zrobił sobie tatuaż z podobizną selekcjonera]
Jest zadowolony. Powiedział mi, że dotrzymałem słowa i tak dalej. Ja powiedziałem mu, że trochę mi spieprzył życie, ale wszystko dobrze. Takie rzeczy się zdarzają. Nie żałuję, bo inne opcje, które mi proponowano, nie były zbyt dobre. A to zawsze będzie pamiątka, prawda? Tatuaż związany z mundialem, kolejna anegdota, którą zawsze będziemy mu przypominać.

REKLAMA
REKLAMA

W razie czego zawsze można go też usunąć.
Nie sądzę, żebym go usuwał. Na pewno zrobię sobie więcej tatuaży dookoła, żeby aż tak się nie wyróżniał [śmiech], bo wszyscy mnie później o niego pytają. Trochę go zamaskuję. Ale wszystko dobrze. Wygranie mundialu jest bardzo trudne. Zdobycie tej drugiej gwiazdki pozostanie z nami na zawsze, więc wypada mieć po tym dobrą pamiątkę.

Gdybyście na przykład wygrali z Realem Ligę Mistrzów, zrobiłbyś sobie gdzieś obok tatuaż z Mourinho?
[śmiech] Nie, nie pakuj mnie już w takie zobowiązania. Powoli, powoli, bo później… [śmiech] Nie wiem, czy to szczęście, czy pech, ale ostatecznie muszę spełniać wszystkie obietnice, które składam. Więc poczekajmy, poczekajmy [śmiech].

Może Mou będzie przykro, jeśli tego nie zrobisz.
Nie sądzę, nie sądzę. Naprawdę mnie zaskoczył, bo jest bardzo... Znałem go z telewizji i tak dalej, ale to naprawdę bardzo dobry i bliski ci człowiek. Jak dotąd zawsze jest w dobrym humorze, a to ważne. Chcę dalej z nim pracować i obyśmy mogli razem przeżyć okres pełen sukcesów.

Gdzie biegasz więcej: w reprezentacji czy w Realu?
[śmiech] Myślę, że to różne style…

A może w Chelsea?
To różne style. W Realu, przede wszystkim ze względu na charakterystykę naszych zawodników, bardzo lubimy biegać i przeprowadzać bardzo szybkie ataki. Przez to często musimy więcej biegać. Myślę jednak, że nie zakończyliśmy tego okresu przed przerwą reprezentacyjną w najlepszy sposób. Zaczęliśmy dobrze, ale spokojnie, krok po kroku. To wszystko jest procesem. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy wysoko wygrywać każdy mecz, ale najważniejsze jest chyba zbudowanie solidnych podstaw. Zazwyczaj wszystko rozstrzyga się w ostatnich miesiącach. Jeśli znajdziemy odpowiednią równowagę, stworzymy dobrą, zżytą grupę… To talent mamy. Musimy dotrzeć do końcówki z dobrym samopoczuciem. Jeśli sezon zakończy się tak, jak wszyscy chcemy, zapewne nikt nie będzie pamiętał tego początku: czy graliśmy lepiej, czy gorzej, czy byliśmy zgrani, czy przegraliśmy dwa mecze.

REKLAMA
REKLAMA

Widziałem cię ostatnio w derbach… W meczach dzieje się wiele rzeczy, ale chwilami wyglądałeś tak, jakbyś prosił: „Cholera, jestem tu sam”. Pamiętam, że w okresie przygotowawczym mówiłeś, żeby Vinícius biegał z przodu, ile potrzebuje, a ty już zajmiesz się resztą. Jednak w derbach momentami wyglądało to tak, jakby brakowało ci wsparcia. Jakbyś mówił komuś: „Cholera, sam tutaj nie dam rady”.
Na końcu to trudne, nie jest łatwo. Inne zespoły też grają, też mają swoją taktykę, a my wciąż dopracowujemy pewne rzeczy. W moim przypadku, jeśli chodzi o współpracę z Vinim, praktycznie nie mieliśmy meczów treningowych, tylko od razu przeszliśmy do rywalizacji. Zgranie się ze mną zapewne też wygląda inaczej niż z innymi kolegami czy bocznymi obrońcami, z którymi grał. To proces i rozumiem, że musi przebiegać stopniowo. Rozgrywamy też wiele meczów, trudno jest to trenować i nad tym pracować. Ale przynajmniej to, co widzę i wysiłek, jaki wkłada, bardzo mi się podobają. Być może to nie jest jego największa zaleta ani coś, w czym najlepiej się odnajduje, ale widzę, że pracuje dla drużyny i próbuje dawać coś od siebie. Myślę, że to dobry początek.

Niemal wszyscy zgadzamy się co do jednej rzeczy, choć nie wiem, czy ty też. Jeśli chodzi o twoją rolę na początku przygody z Realem, mniej widać cię w ataku niż w reprezentacji czy w Chelsea. Od czterech lat grasz praktycznie wszystko i w reprezentacji, i w Chelsea. Nie wiem, czy chodzi o przygotowanie fizyczne na początku sezonu, czy o konieczność większej ostrożności w obronie. Zgadzasz się z tym? Masz poczucie, że ruszasz do przodu rzadziej, niż byś chciał? Jak to widzisz?
Tak, tak, zgadzam się. Często, kiedy chcę zaatakować, oni ruszają tak szybko, że zdążyli już oddać strzał, a ja nie mam czasu dobiec. [śmiech] Ale tak jak mówię, to są rzeczy, które…

REKLAMA
REKLAMA

Do przodu biegnie się szybko, ale później trzeba jeszcze wrócić.
Tak, tak. Właśnie dlatego. Ze względu na swoją charakterystykę Vinícius, Mbappé i Bellingham bardzo lubią biegać. Kiedy my, obrońcy, odzyskujemy piłkę, ona od razu idzie do przodu i już ruszamy. Przez to nam, bocznym obrońcom, być może trudniej jest dobiegać do linii końcowej, bo po prostu brakuje czasu. W tym przypadku my, obrońcy, musimy trochę dostosować się do nich, do ich stylu. Wyobrażam sobie, że stopniowo oni też będą musieli trochę dostosować się do naszego. Też zrozumieć, że być może są momenty meczu, w których musimy dłużej utrzymywać się przy piłce i bardziej kontrolować spotkanie. W ten sposób dajesz całej drużynie czas na wejście na połowę przeciwnika. Wtedy również jeśli stracisz piłkę, jesteśmy bliżej siebie. To są rzeczy, nad którymi trzeba pracować, a tego lata praktycznie nie mieliśmy okresu przygotowawczego. Ostatnio spojrzałem: mamy dwudziesty września, a ja zacząłem pracę dziesiątego sierpnia. Minął ledwie miesiąc. Zwykle tyle trwa okres przygotowawczy, podczas którego grasz sparingi, żeby się poznać i złapać odpowiednie czucie. W tym roku wszystko odbywa się trochę w pośpiechu. Mamy rzeczy do poprawy, robimy pewne rzeczy źle i musimy je poprawić, ale dostrzegam też wiele pozytywnych oznak. Mamy bardzo wysoką jakość i myślę, że stopniowo możemy stworzyć świetną, solidną drużynę.

REKLAMA
REKLAMA

Nie wiem, czy widziałeś statystykę, według której Real Madryt przebiegł najmniej ze wszystkich drużyn ligi w pierwszych siedmiu kolejkach. Najwięcej Elche, druga jest Barcelona, a ostatni Real. Zaskoczyło cię to? Widziałeś te dane? A może nie pasują do tego, co widzisz na boisku? Statystyki mówią, że drużyna przebiegła najmniej. Nie ty indywidualnie, ale chodzi o zespół. Oczywiście w piłce nie zawsze wygrywa ten, kto najwięcej biega. Co pomyślałeś o tej statystyce?
Szczerze mówiąc, to mnie zaskakuje. Bo ja… Mógłbym po prostu powiedzieć, że tak nie jest. Albo gdybyś pytał mnie, czy długo utrzymujemy się przy piłce, powiedziałbym, że nie. Ale jeśli chodzi o bieganie, myślę, że biegamy dużo. Na końcu jednak nie wiem, dane są, jakie są. Ostatecznie też mówi się o tych statystykach, ponieważ przegraliśmy derby i przegraliśmy z Betisem. Gdybyśmy wygrali wszystkie mecze, nikt nie mówiłby, że mało biegamy. Albo mówiliby, że mało biegamy, ale jesteśmy bardzo skuteczni, albo wymyślono by jakiś inny nagłówek. Cóż, trzeba będzie to poprawić i wygrywać mecze, wtedy nikt nie będzie o tym mówić. Ale dane też służą temu, żeby się poprawiać, pracować nad tym, co pokazują i być może też zrozumieć, że trzeba dawać z siebie odrobinę więcej.

REKLAMA
REKLAMA

Nie wiem, czy rozmawiałeś już z Rodrim na zgrupowaniu. Jesteś szczerym człowiekiem: pod koniec mundialu rozmawiałeś z nim o tym, czy przyjdzie do Realu, czy odejdzie? Poruszaliście ten temat? Chciałbyś mieć go w drużynie? Zaskoczyło cię później, że poszedł do Barcelony?
Więc posłuchaj, chciałbym, przede wszystkim dlatego, że uważam go za świetnego zawodnika. Widzieliśmy już, co robi tutaj, w reprezentacji, bo właśnie tutaj miałem okazję z nim grać. Ale nie lubię tego… Nie chodzi nawet o wywieranie presji, tylko o takie ciągłe naciskanie na kolegów, bo to osobiste sprawy. Kiedy ktoś bez przerwy nad tobą stoi i naciska… Mnie na przykład to nie odpowiada. Rzeczywiście wysłałem mu jednak subtelną wiadomość…

Zanim wszystko stało się jasne?
Tak, zanim wszystko stało się jasne. Napisałem, że mam nadzieję, iż będziemy grać razem i tak dalej. Ostatecznie podjął inną decyzję.

Co ci odpowiedział?
Nie pamiętam, ale odpowiedział.

Zostawił cię z jednym ptaszkiem? Albo z tymi typowymi dwoma, po których nie ma odpowiedzi?
Odpowiedział, odpowiedział. Ale nie powiedział nic konkretnego. Napisał: „Zobaczymy”. Coś takiego, typowego. Ostatecznie zdecydował inaczej i cieszę się jego szczęściem. Mam nadzieję, że nie odniesie zbyt wielu sukcesów, bo to będzie oznaczało, że sukcesy odnosimy my.

REKLAMA
REKLAMA

Teraz jesteś kolegą Rodriego z reprezentacji, ale niedługo znów będziecie rywalami. Niemal od razu po zgrupowaniu czeka was Klasyk. Dużo mówi się o Złotej Piłce. Wolisz, żeby wygrał ktoś z reprezentacji, czyli Hiszpan, lub twój klubowy kolega Mbappé? Gdybyś miał zagłosować, kogo byś wybrał?
Szczerze mówiąc, nie wybrałbym. Na szczęście czy na nieszczęście mam możliwość grać z dwoma albo trzema zawodnikami, którzy są teraz kandydatami do Złotej Piłki. To doświadczenie, które zostanie ze mną na zawsze. Jeśli wygra Hiszpan, będzie to zasłużone ze względu na nasz mundial i historię, którą napisaliśmy. Jeśli wygra Kylian, też będę się cieszył z sukcesu kolegi z drużyny. Został przecież również najlepszym strzelcem w historii mundiali, zdobył Złoty But, a to nie jest łatwe. Gdyby ktoś mi to zaproponował, podpisałbym się pod tym od razu, z zamkniętymi oczami. W jego przypadku może się wydawać, że to łatwe, bo strzela mnóstwo goli, ale trzeba docenić, jak trudno jest dokonywać takich rzeczy.

To kłopotliwe pytanie? Choćby dla ciebie. Myślisz: „Nie chcę źle wypaść w oczach Kyliana, Rodriego, Lamine’a czy Fabiána”. Czasem stawiamy was w takiej sytuacji, a to przecież koledzy, którzy grają o dużą stawkę. Nie chcę, żebyś wskazywał faworyta, bo nie chcę pakować cię w kłopot. Ale kiedy idziesz na wywiad, myślisz: „Zapytają mnie o Złotą Piłkę. Co zrobić, żeby nie zawieść ludzi, którzy o nią walczą i dla których deklaracja takiego zawodnika jak ja może mieć znaczenie”?
Nie uważam, żeby to był kłopot. Gdybym miał wśród kandydatów tylko jednego kolegę, byłoby bardzo łatwo, bo zagłosowałbym na niego. Ale jak mówiłem, nie wiem, czy mam szczęście, czy pecha, że muszę, w cudzysłowie, mierzyć się z tym „problemem” [śmiech]. Wśród kandydatów jest wielu moich kolegów i niezależnie od tego, kto wygra, będę się cieszył. Jeśli wygra Kylian, to będziemy musieli pomóc Lamine'owi, żeby w kolejnych latach, jeśli zdobędziemy trofea, miał więcej szans. A jeśli wygra Hiszpan, będziemy mieli jeszcze bardziej zmotywowanego Mbappé, który pomoże nam zdobywać tytuły. Wszystko ma swoje dobre i złe strony.

REKLAMA
REKLAMA

A to, że sami o nią proszą? Zaskakuje cię, że robią to tak otwarcie? Ty apelowałbyś o Złotą Piłkę dla Cucurelli?
No słuchaj, gdybym miał jakiekolwiek szanse… Mnie wystarcza, że jestem w najlepszej trzydziestce. Już jestem bardzo szczęśliwy. Sprawdzam, czy zabiorą mnie na galę. Mówię: „Skoro ten jeden raz mnie nominowali, to przynajmniej niech zobaczę całe to widowisko”. [śmiech] Cóż, oby zawsze mnie nominowano, obym zawsze był wśród kandydatów, bo to oznacza, że jesteś świetnym zawodnikiem.

Ale odpowiada ci to jako koledze? Każdy robi, co chce, ale takie mówienie: „Zasługuję na Złotą Piłkę”.
Gdybym miał szansę na Złotą Piłkę, też prowadziłbym kampanię. Na 100%. Trzeba korzystać, prawda?

Tam jest kamera.
Głosujcie na mnie! [śmiech] Oni prawdopodobnie przez wiele lat będą o nią walczyć. Zapewne będą tymi dwoma zawodnikami, którzy najczęściej będą rywalizować o Złotą Piłkę, z udziałem jeszcze kogoś. Ale być może właśnie w tym roku jest najwięcej wątpliwości i nie wiadomo, w którą stronę to pójdzie. Jeśli są ludzie, którzy wahają się, na kogo zagłosować…

Przyjemnie się ciebie słucha i patrzy na to, jak się wypowiadasz. Chyba dlatego tak trafiasz do ludzi. Nawet twoje gesty na stadionach, podczas mundialu robiłeś taki ruch jak pingwin i młodzi bardzo to podchwytywali. Ale przejdę wprost do sprawy. Kiedy oglądam cię w Realu, brakuje mi tego Cucurelli, który rusza do przodu i odbiera piłkę. Widzę cię, zrozum mnie dobrze, przytłoczonego. Masz tyle pracy w obronie, że nie wystarcza ci czasu, żeby pokazać się z przodu. Rozmawiasz o tym swobodnie z Vinim czy Mbappé? Nie masz problemu, żeby powiedzieć: „Słuchajcie, pomóżcie nam. To się zmieniło. Albo trochę wracacie, albo gramy 11 na 9”?
Tak jak mówię, konteksty są różne. Wyobrażam sobie siebie na miejscu Viniego czy Mbappé: za każdym razem, kiedy dostawałbym piłkę, próbowałbym ruszyć do przodu jak zwierzak i strzelić gola. Ale to często sprawia — mówię z perspektywy obrońcy — że jesteśmy bardzo daleko od siebie. Alen nie z ich winy. Być może to też nasza wina, bo musimy szybciej wychodzić wyżej i tak dalej. To rzeczy, które musimy jeszcze dopracować, żeby moim zdaniem stać się drużyną, którą chcemy być. Myślę, że wszyscy płyniemy na tej samej łodzi, w takim sensie, że wszyscy widzimy elementy wymagające poprawy. Wszyscy widzimy, że często zespół jest złamany na dwie części, że czasami atakujemy zbyt szybko i nie uspokajamy gry. Ale to trudne, bo wszyscy robią to z dobrymi intencjami. Jedni chcą strzelać gole, obrońcy chcą bronić, pomocnicy próbują rozgrywać. Stopniowo musimy zacząć działać wspólnie: wiedzieć, kiedy przyspieszyć, a kiedy dłużej utrzymać piłkę i odpocząć z nią przy nodze. Pracujemy już nad tym z trenerem, mamy analizy wideo. Wciąż jest wcześnie. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy grać pokazowo, wysoko wygrywać każdy mecz i zachowywać czyste konta, ale to długa droga. Liga ma 38 kolejek. To prawda, że nie mamy już dużego marginesu błędu, ale myślę, że idziemy w dobrym kierunku. Najważniejsze jest to, że widzę bardzo zaangażowany zespół, z ogromnymi chęciami. Mają za sobą trudne lata, bez trofeów, a bycie zawodnikiem Realu oznacza obowiązek ich zdobywania. Widzę jednak u wszystkich ogromną chęć poprawy, pokazania swojej najlepszej wersji, a przede wszystkim trzymania się razem i osiągnięcia czegoś ważnego.

REKLAMA
REKLAMA

Jesteś w Realu od kilku tygodni, ale człowiek zaczyna już rozumieć skalę tego stadionu i kibiców. Na przykład podczas meczu z Interem słyszysz gwizdy i myślisz: „Cholera, widziałem to, opowiadano mi o tym…”. Jak przeżyłeś ten moment, kiedy przy prowadzeniu 2:0 gwizdano na Viníciusa, a później na Mbappé? Co przeszło ci przez głowę?
Jestem już przyzwyczajony, bo należę do zawodników, na których często się gwiżdże, więc to dla mnie nic nowego [śmiech]. Ale rzeczywiście trochę mnie to uderza i myślę sobie: „Tutaj szybko zaczynają gwizdać”. [śmiech] Pamiętam, że właśnie przeciwko Interowi oni zaczęli od środka i chyba w 2. minucie jeszcze nie dotknęliśmy piłki, broniliśmy, a stadion już gwizdał. Pomyślałem: „Matko, przecież nawet nie zdążyliśmy dotknąć piłki”. [śmiech] Ale ta publiczność widziała wielu wielkich zawodników i przeżyła magiczne wieczory. Rozumiem, że to sygnał ostrzegawczy i sposób, żeby więcej od nas wymagać, bo wiedzą, że mamy talent i możemy grać lepiej. Jest też dobra strona: kiedy ten stadion naciska, to naprawdę naciska. Wychodzisz na boisko i robi to wrażenie. Naprawdę bardzo chciałbym przeżyć jedną z tych magicznych nocy, które oglądałem w telewizji. Zobaczymy, czy będę miał taką okazję.

REKLAMA
REKLAMA

Na pewno przyjdą. Na koniec chcieliśmy poruszyć jeszcze temat derbów. Czy zapewne wciąż wracając do obrazków z tego meczu, masz poczucie, że przegraliście przez sędziego?
Nie lubię mówić, że przegraliśmy przez sędziego, bo gdybyśmy strzelili 4 gole, zapewne byśmy wygrali i nie miałoby znaczenia, co zrobił arbiter. Ale przy takim przebiegu spotkania, w meczu na tym poziomie, moim zdaniem rzeczywiście dość mocno wpłynął na wydarzenia. Widzieliśmy, że mecz był bardzo wyrównany, a równowaga zachwiała się dopiero po rzucie karnym przeciwko nam i czerwonej kartce. Gdyby na przykład w którejś sytuacji pokazał czerwoną kartkę im, to… Oczywiście nie gwarantowałoby nam to zwycięstwa, ale przy obecnym poziomie futbolu gra z jednym zawodnikiem mniej robi ogromną różnicę.

Od tego jednak daleko do przekonania, że w rozgrywkach działa jakaś ukryta siła przeciwko Realowi. Co na to Cucurella?
W to się nie mieszam. Mam wystarczająco dużo własnych spraw i wystarczająco dużo pracy, żeby dobrze wykonywać swoje obowiązki [śmiech].

Krytykowanie sędziowania to jedno, a tamto jest już czymś innym, prawda?
Dopiero przyszedłem, jestem nowy i niewiele wiem o tych sprawach. Ale to rzeczywiście trochę pieprz**na niesprawiedliwość, bo przygotowujesz się do tego meczu przez cały tydzień. Myślę, że w pierwszej połowie wiele rzeczy zrobiliśmy bardzo dobrze, a później przez błędy z zewnątrz, niezależne od drużyny… Rozumiem też, że sędzia jest człowiekiem i może się pomylić, ale w meczach na takim poziomie te błędy mają ogromny wpływ. Tym razem los nam nie sprzyjał. Miejmy nadzieję, że od teraz będziemy mieli trochę więcej szczęścia i decyzje będą działały na naszą korzyść.

REKLAMA
REKLAMA

Kibic Realu, który od dwóch lat nie ogląda zdobytego trofeum, patrzy też na mecze innych ekip, podobnie jak wy. Widzi bardziej zgrane drużyny, z wypracowanymi podstawami, które grają jakby w innym rytmie, w inną grę. PSG, Barcelona, Bayern Monachium… Czy uważasz, że Real może w tym roku dojść do tego poziomu? Czy jednak potrzeba więcej czasu, żeby grać w taki sposób? Jak Hiszpania, futbol totalny, być może w nieco niższym tempie, ale oparty na posiadaniu piłki, bez takiego ciągłego pędu, jakiego być może potrzebuje Real z Vinim i Mbappé. Czy twoim zdaniem dystans między Realem a Barceloną jest aż tak duży?
Myślę, że to nie kwestia dystansu, tylko przede wszystkim różnych stylów. Pamiętam Real z BBC, kiedy strzelali 9 goli, a połowa padała po kontratakach. Pamiętam też wygrane Ligi Mistrzów, gdy z przodu grali Vini i Benzema. Też to, co się podoba i co jest symbolem Realu, to właśnie kontrataki, szybkie przejścia, ten sposób gry. To zupełnie różne style, zakorzenione od dawna. Nie uważam jednak, że jeden jest lepszy, a drugi gorszy. Kluczem do sukcesu, niezależnie od stylu, jest wygrywanie. Jeśli będziemy wygrywać i uda nam się w tym roku zdobyć trofea, ludzie nie będą mówić o stylach ani o niczym innym.

REKLAMA
REKLAMA

Wspomniałeś wcześniej, że kiedy pisałeś do Rodriego, sam byłeś już chyba zdecydowany. Napisałeś mu: „Obyśmy zostali kolegami z drużyny”. Latem łączono cię jednak też z Atlético, Barceloną i Realem. Pomijając to, że swoją decyzję miałeś już podjętą, a przynajmniej tak mówiłeś, to czy miałeś możliwość trafić gdzie indziej? Atlético i Barcelona też były zainteresowane twoim transferem? Dotarło to do ciebie?
Nie, nie. Mój agent odbierał telefony, ale nic więcej. Nie sądzę, żeby można było uznać to za rzeczywiste zainteresowanie. Klubem, który naprawdę się mną zainteresował — jak już opowiadałem, wszystko potoczyło się bardzo szybko — i dał mi do zrozumienia, że naprawdę mnie chce, był Real. Bardzo cieszę się z tego zainteresowania i z podjętej decyzji.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (1)

REKLAMA