REKLAMA
REKLAMA

Víctor Muñoz: Krytyka kibiców po zmarnowanej okazji w Klasyku uczyniła mnie silniejszym

Víctor Muñoz udzielił wywiadu dziennikowi AS. Atakujący występował w poprzednim sezonie w Osasunie, a Królewscy mieli zachowane do niego częściowe prawa i rozważali jego powrót. Ostatecznie Hiszpan trafił do Liverpoolu za 40 milionów euro. W sezonie 2024/25 zanotował cztery wejścia z ławki w pierwszym zespole Królewskich, w tym między innymi w Klasyku, w którym nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Przedstawimy pełen zapis rozmowy z Hiszpanem.

REKLAMA
REKLAMA
Víctor Muñoz: Krytyka kibiców po zmarnowanej okazji w Klasyku uczyniła mnie silniejszym
Víctor Muñoz. (fot. Getty Images)

Víctor, jak ci idzie z angielskim?
Coraz lepiej. Każdego dnia ćwiczę z nauczycielką i kolegami z zespołu, którzy są tak naprawdę najlepszymi nauczycielami, bo spędzam z nimi dużo czasu i bardzo mi pomagają.

REKLAMA
REKLAMA

W debiucie wywalczyłeś rzut karny w końcówce meczu z Newcastle, a później strzeliłeś pięknego gola przeciwko Nottingham. Ogólnie dostajesz sporo minut. Spodziewałeś się tak szybkiej adaptacji?
Przyjechałem z wielką chęcią i entuzjazmem, licząc na to, że wszystko dobrze się ułoży. Na szczęście tak właśnie jest i teraz trzeba dalej podążać tą samą drogą. Z drugiej strony nie myślę zbyt dużo o przyszłości i staram się iść krok po kroku, każdego dnia.

Nawet Gerrard pogratulował ci w mediach społecznościowych…
Czuję się tutaj bardzo kochany, mimo że jestem tu dopiero od niedawna. Wszyscy traktują mnie wyjątkowo i dzięki temu jestem bardzo szczęśliwy.

Czego brakuje Liverpoolowi, żeby znaleźć się wyżej w tabeli?
Poziom w Anglii jest bardzo wysoki, każdy mecz jest inny i każdy rywal może wyrządzić ci dużą krzywdę. O wyniku spotkań decydują najmniejsze szczegóły i nie jest łatwo wygrywać. Jesteśmy na fali wznoszącej, staramy się realizować plan trenera i to kwestia czasu, aż zaczniemy się rozpędzać i osiągać lepsze wyniki.

Spośród wszystkich gwiazd zespołu, jest ktoś, kto zaskoczył cię pod względem technicznym?
Wszyscy są tutaj światowej klasy. To ogromna przyjemność móc dzielić z nimi szatnię. Wszyscy są tak dobrzy, że nie sposób wskazać tylko jednego.

REKLAMA
REKLAMA

Kto najbardziej pomaga ci w integracji?
Mac Allister bardzo mi pomaga, podobnie jak Mamardaszwili. Bardzo dobrze dogaduję się również z Ronaldem Araújo od momentu, gdy do nas dołączył.

Madridista i culé razem na Anfield?
Tak właśnie jest. I bardzo dobrze się dogadujemy.

Czego Iraola od ciebie oczekuje, kiedy pojawiasz się na boisku?
Realizowania jego pomysłu na grę. Wysokiego pressingu i atakowania bocznego obrońcy, gdy pojawia się przestrzeń. Prosi mnie, żebym grał swoją piłkę, żebym był sobą. Jego pomoc jest kluczowa w mojej adaptacji, ponieważ krok, który zrobiłem, jest ogromny.

Gra na Anfield robi duże wrażenie?
Dużo słyszałem o atmosferze na Anfield, ale dopiero kiedy sam tego doświadczysz, jesteś w stanie zrozumieć, o czym mowa. To niesamowite, jak nasi kibice przeżywają futbol. Ma to wyjątkowy smak. Słuchanie hymnu i śpiewających kibiców przyprawia o gęsią skórkę. Kiedy mecz się kończy, wychodzisz z dodatkową motywacją. Pasja kibiców bardzo nas napędza i jest kolejnym bodźcem dla piłkarzy.

Z jednej strony jesteś młodym zawodnikiem, który przychodzi z zespołu ze środka tabeli La Ligi, ale z drugiej jesteś mistrzem świata. Jak przyjęła cię szatnia?
Bardzo dobrze. Ponieważ nie mówię jeszcze zbyt dobrze w tym języku, wszyscy starają się pomóc mi w miarę swoich możliwości. Bardzo pomaga mi też obecność takiej postaci jak Mac Allister, który ma tutaj ogromne znaczenie. Jestem za to bardzo wdzięczny.

REKLAMA
REKLAMA

Do zespołu dołączył też Barcola, za którego zapłacono 145 milionów euro. Taka rywalizacja motywuje cię jeszcze bardziej?
Przyjście najlepszych zawodników jest sygnałem, że wszyscy musimy wymagać od siebie jeszcze więcej. Dla zespołu jego przyjście jest bardzo dobre i wiemy, że rywalizacja zmusza nas do dawania z siebie maksimum każdego dnia, na każdym treningu.

Jaka jest największa różnica na boisku między La Ligą a Premier League?
Zdecydowanie najbardziej uderzył mnie poziom fizyczny wszystkich zespołów. W Hiszpanii gra jest bardziej pozycyjna i taktyczna, a tutaj mamy ciągłą wymianę ciosów. Mecze są bardziej szalone, a wszystkie drużyny mają zawodników o ogromnych możliwościach fizycznych.

Liverpool ma za sobą słabszy sezon. Czuć presję, żeby ponownie znaleźć się w czołówce?
Po to właśnie pracujemy. Zespół jest pewny siebie, mamy jakość i z czasem wszystko będzie funkcjonowało coraz lepiej.

Jak przeżyłeś debiut w Lidze Mistrzów przeciwko Atlético?
Niesamowicie jest słuchać hymnu Ligi Mistrzów na stadionie, a jeszcze bardziej, gdy naprzeciwko masz kolegów, z którymi spędziłeś wspaniałe lato. Już nie mogę się doczekać kolejnych takich spotkań.

Marcos Llorente jest zmorą Anfield. Strzelił dziesięć goli w Lidze Mistrzów, z czego pięć właśnie na stadionie Liverpoolu…
Ostrzegałem przed nim jednego z kolegów jeszcze przed meczem i mimo że byliśmy uprzedzeni, znowu nam strzelił. Po spotkaniu nie mogłem mu nic powiedzieć, bo nie udało mi się z nim spotkać. To świetny piłkarz i po raz kolejny to udowodnił.

REKLAMA
REKLAMA

Jak wygląda typowy dzień Víctora Muñoza w Liverpoolu?
Śniadanie w ośrodku treningowym, zabiegi fizjoterapeutyczne, aktywacja, sesja z nagraniami wideo, trening, a później wracam do domu, żeby zjeść i odpocząć. Po południu idę na spacer, robię regenerację i gram na konsoli z przyjaciółmi. Moi rodzice i brat często mnie odwiedzają, a mieszkam z osobą, która zajmuje się moim odżywianiem. Prowadzę spokojne życie.

Twoja kariera rozwija się w zawrotnym tempie. Jaki jest klucz?
W moim przypadku najważniejsza jest konsekwencja. To jedna z moich największych zalet. Pracuję dzień po dniu, nie wyznaczam sobie długoterminowych celów i w dużej mierze właśnie to pozwoliło mi znaleźć się w miejscu, w którym jestem teraz.

Dojrzewa się również poprzez radzenie sobie z porażkami. Jak wpłynęła na ciebie fala krytyki i wyzwisk w mediach społecznościowych po tym, jak nie wykorzystałeś tamtej okazji w Klasyku w 89. minucie?
To doświadczenia, które czasami, niestety, trzeba przeżyć. Kiedy coś takiego ma miejsce, tak jak w moim przypadku, trzeba to zaakceptować i jak najlepiej sobie z tym poradzić. Z perspektywy czasu uważam, że dobrze mi to zrobiło, ponieważ uczyniło mnie silniejszym i przyczyniło się do tego, że jestem teraz takim piłkarzem, jakim jestem. Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.

REKLAMA
REKLAMA

Po tym, jak nie wykorzystałeś sytuacji sam na sam ze Szczęsnym, musiałeś wyłączyć komentarze w mediach społecznościowych. To były trudne dni?
Tak, ale starałem się nie przywiązywać do tego większej wagi, niż było to konieczne. Dobrą rzeczą w piłce jest to, że mecze odbywają się co kilka dni, co pomogło mi zamknąć ten rozdział. Czułem wsparcie wszystkich kolegów, ale potraktowałem to jako coś normalnego, jako kolejną sytuację, która może przydarzyć się w karierze piłkarza.

Grałeś na Camp Nou i Sánchez Pizjuán, ale nie zadebiutowałeś na Bernabéu. Został ci niedosyt?
Bardzo chciałbym tam zagrać, ale możliwość wystąpienia w barwach Realu Madryt, nawet jeśli na innych stadionach, była czymś niesamowitym.

Z Realu Madryt odchodzi bardzo wielu wychowanków. Gdybyś miał więcej ogrania i dostawał więcej szans, mógłbyś znaleźć miejsce w pierwszym zespole?
Trzeba zaakceptować, że było to trudne. Na początku, kiedy widzisz wokół siebie kolegów o tak ogromnej jakości, zdajesz sobie sprawę, że potrzebujesz się ograć i zdobyć doświadczenie, szczególnie gdy następuje zmiana poziomu i trafiasz do takiego zespołu jak Real Madryt.

Jako dziecko byłeś w akademii Barcelony, a później w akademii Realu Madryt… Bardzo się od siebie różnią?
Obie akademie są niesamowite i mogłem wyciągnąć z każdej z nich to, co najlepsze. Tak jak mówisz, w Barcelonie byłem bardzo mały, ale pozwoliło mi to nauczyć się gry kombinacyjnej i włączyć do mojego stylu metodologię oraz charakterystyczne DNA, które starają się wpajać wszystkim wychowankom. W Realu Madryt jest inny rodzaj gry, bardziej bezpośredni, i bardzo dobrze mi to zrobiło ze względu na moje cechy. Jestem wdzięczny, że mogłem być w obu akademiach.

REKLAMA
REKLAMA

Gdybyś miał wybrać jedno wspomnienie z mistrzostw świata, które byś wybrał?
Moment, kiedy wygraliśmy, a obok mnie byli moja rodzina i przyjaciele, z którymi mogłem świętować zdobycie trofeum. Będę to pamiętał przez całe życie.

Było ci żal, że nie mogłeś zagrać ani minuty?
Pod względem emocjonalnym było to doświadczenie pełne wzlotów i upadków. Dostałem powołanie po kontuzji, której doznałem w przedostatnim meczu sezonu z Espanyolem. Cały czas się z nią zmagałem, później doznałem nawrotu i nie byłem w stu procentach gotowy. Było mi żal, że nie mogłem bardziej pomóc na boisku, ale możliwość przeżycia takiego momentu ze wszystkimi kolegami z drużyny była czymś niezapomnianym.

Nie sposób uniknąć o tej porze roku pytania: komu przyznałbyś Złotą Piłkę?
Dałbym ją Lamine’owi. Jest moim kolegą z reprezentacji i uważam, że zapracował na jej zdobycie. Każdy zawodnik, który ją wygra, będzie na to zasługiwał, ale mój wybór padłby na Lamine’a.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

REKLAMA