Mecze następują jeden po drugim, nie ma czasu na nic, a teraz przyjeżdża Real Madryt. Jak czuje się zespół? Jak podchodzicie do tego spotkania? Jest duża ekscytacja?
Zawarł pan to już w pytaniu. Nie mamy zbyt wiele czasu, żeby zatrzymać się i zastanowić nad tym, co zrobiliśmy, czy dogłębnie przeanalizować poprzedni mecz. Trzeba już myśleć o następnym. Wczoraj mieliśmy dzień regeneracji, dzisiaj trochę popracujemy nad przygotowaniem do spotkania i nad tym, co możemy jutro zrobić, żeby przeciwstawić się tak wielkiej drużynie jak Real Madryt. Myślę jednak, że sposób, w jaki rywalizowaliśmy na San Mamés, bez wątpienia nas wzmocnił. Czujemy, że jesteśmy razem, że jesteśmy zjednoczeni i że właśnie tą drogą powinniśmy iść.
Jakiego meczu spodziewa się pan z Realem Madryt? Jaki Real zobaczymy na Martínez Valero? Czy w takich spotkaniach drużyny jak Elche, które walczą o inne cele i mają zupełnie inne budżety, mogą znacznie więcej zyskać niż stracić? Czy podchodzą do nich przede wszystkim z nadzieją na sprawienie niespodzianki?
Do takich meczów można dopisać mnóstwo rzeczy, danych i kontekstów. Ja staram się skupiać, i chcę, żebyśmy wszyscy się skupiali, na tym, czym to spotkanie jest: grą jedenastu na jedenastu. Oczywiście po drugiej stronie są zawodnicy o ogromnej klasie. Jeśli zostawisz im przestrzeń i pozwolisz zdobywać teren, wykorzystają to, bo mają do tego umiejętności. Właśnie dlatego kosztują tyle, ile kosztują, i grają tam, gdzie grają. Uważam jednak, że u siebie musimy starać się utrzymywać przy piłce. To będzie najlepszy sposób, żeby się bronić. Musimy cierpliwie i spokojnie budować każdy atak, bo jeśli szybko oddajesz im piłkę, zwiększasz ryzyko, że zrobią ci krzywdę. Potrzebujemy więc takiej samej determinacji w obronie jak w poprzednim spotkaniu, choć oczywiście naprzeciwko staną inni piłkarze, mecz będzie wyglądał inaczej i przyniesie inne sytuacje. Ale kiedy już będziemy mieli piłkę, musimy potrafić bronić się poprzez jej posiadanie i utrzymywać ją jak najdłużej. Dzięki temu rywal będzie miał mniej okazji, żeby nam zagrozić.
Jak zamierza pan rozplanować ten tydzień? Po meczu z Realem zostaną jeden lub dwa treningi przed piątkowym spotkaniem z Espanyolem, a jeśli nie liczyć regeneracji, to właściwie jeden. Czy jutro możemy spodziewać się wielu zmian, czy wystawi pan możliwie najlepszą jedenastkę, bez oglądania się na kolejny mecz za trzy dni?
Uważam, że najważniejszy zawsze jest najbliższy mecz. Od tego trzeba zacząć planowanie, uwzględniając to, co już za nami, i to, co nas czeka. Trzeba ocenić, kto jest w najlepszej dyspozycji, i tak rozłożyć obciążenia, żeby w każdym spotkaniu móc rywalizować na jak najwyższym poziomie. Jesteśmy dopiero dwa dni po poprzednim meczu, a jednocześnie już dzień przed następnym. Do przyjazdu zawodników mamy jeszcze dzisiejsze popołudnie, żeby dalej wszystko oceniać i omawiać plan. Poprzednie spotkanie skończyło się przecież bardzo niedawno. Musimy ustalić, jakie rozwiązania będą najlepsze na najbliższego rywala, bez nadmiernego wybiegania w przyszłość, ale też mając ją na uwadze. W tygodniu, w którym gramy trzy razy, trzeba odpowiednio rozłożyć obciążenia. Do poprzedniego spotkania również przystępowaliśmy po krótkim odpoczynku, w dodatku o dwa dni krótszym niż nasz rywal. To zmęczenie się kumuluje i musimy bardzo rozsądnie nim zarządzać.
Najpierw chciałbym zapytać o nieobecnych. Czy Yago pozostaje jedynym zawodnikiem, którego nie ma pan do dyspozycji?
Tak.
W pierwszych czterech kolejkach oglądaliśmy chyba inne Elche niż w sobotę na San Mamés. Jakiego zespołu możemy spodziewać się jutro przeciwko Realowi?
Pod jakim względem? Sposobu gry czy składu?
Zarówno ustawienia, jak i pomysłu na grę.
W poprzednim meczu zmieniliśmy pewne elementy ustawienia. Każdy rywal stawia inne wymagania, a my potrafimy już dostosowywać się do różnych okoliczności. W jednym spotkaniu można grać w kilku ustawieniach. Tak było zresztą ostatnio. Wychodziliśmy czwórką w obronie, ale momentami zarówno Teté, jak i Germán cofali się tak głęboko, że w tej linii mieliśmy pięciu, a czasem sześciu zawodników. Broniliśmy z dwoma napastnikami, później z jednym, z dwoma środkowymi pomocnikami, a potem z trzema. Możliwość dostosowywania ustawienia, szczególnie w obronie, do tego, czego wymaga mecz, jest ważna. Pracowaliśmy nad różnymi wariantami i to daje nam elastyczność taktyczną, dzięki której możemy reagować na rozmaite sytuacje podczas spotkania. Jak mówiłem przy poprzednim pytaniu, choć kolejny mecz jest już bardzo blisko, na pewne decyzje wciąż jest za wcześnie. Dopiero co graliśmy, później była regeneracja, a teraz nadal omawiamy ze sztabem różne możliwości na jutro.
Mówił pan o rotacjach i obciążeniach. W obronie, szczególnie na środku, możliwości zmian są chyba najmniejsze. Kevin Lomónaco wciąż nie zagrał. Czy niepokoi pana, że dochodzenie przez niego do gotowości trwa dłużej, niż być może zakładaliście?
Nie. Rozmawialiśmy z Kevinem. Wiemy, że się adaptuje i pracuje nad dojściem do najlepszej formy, nie tylko fizycznej, ale też piłkarskiej. Rozgrywki, w których występował wcześniej, różnią się od tych. Jesteśmy bardzo zadowoleni z jego postępów i sądzimy, że prędzej niż później będzie gotowy na każde spotkanie. Ustaliliśmy z nim pewien plan, który realizuje wzorowo. Każdego dnia na treningach wygląda lepiej. Myślę, że już niedługo będzie mógł w pełni włączyć się do rywalizacji o grę. Zresztą jest do dyspozycji, bo wcześniej normalnie grał, więc nie chodzi o to, że w ogóle nie możemy z niego skorzystać. Ocenimy go jeszcze na ostatnim treningu i być może znajdzie się w kadrze już na jutrzejszy mecz.
Mourinho powiedział na swojej konferencji, że jeśli nie wydarzy się nic nietypowego, jutro ponownie wystawi w ataku Ardę Gülera, Viníciusa i Mbappé. Jak przygotować zespół do ograniczenia swobody tych piłkarzy, którzy tak często szukają wolnej przestrzeni, a jednocześnie nie rezygnować z własnego pomysłu na grę z piłką?
Jeśli nie zagrają oni, zagra ktoś inny. W tej lidze po drugiej stronie zawsze jest jakość. Dopiero co mierzyliśmy się z bardzo dobrymi zawodnikami na San Mamés. Nico Williams bez przerwy szuka pojedynków jeden na jednego, a Hugo poradził sobie z nim znakomicie. Chodzi o podobne rzeczy. Trzeba uważać, żeby nie ruszać przedwcześnie do przeciwnika, który może zaatakować wolną przestrzeń, bo kiedy ty zrobisz krok do przodu, a potem będziesz musiał się cofnąć, on już zyska nad tobą przewagę. Zawsze łatwiej biegnie się do przodu niż do tyłu. Trzeba odpowiednio wyczuć moment doskoku, żeby wtedy, gdy rywal dostaje piłkę do nogi, móc podjąć pojedynek i nie dać się minąć jednym ruchem. Potrzebna jest też stała asekuracja. Jeśli jeden z nas zostanie ograny, drugi musi zablokować drogę do bramki i zmusić przeciwnika do zawrócenia albo podania, zamiast pozwolić mu tak łatwo dostać się w nasze pole karne. Choć oni potrafią sprawić, że bardzo trudne zagrania wyglądają na łatwe. Musisz być skoncentrowany i czujny, bo tacy zawodnicy zmuszają cię do gry na granicy możliwości. Trzeba skupiać się na każdej akcji, być myślami tu i teraz i wiedzieć, że nie można im niczego podarować. Liczy się każdy pojedynek i każda sekunda, bo za sekundę spóźnienia przeciwko takim piłkarzom płaci się wysoką cenę. Nad tym musimy pracować i każdy musi o tym pamiętać. Do tego dochodzi wzajemna pomoc, żeby zawodnik przystępujący do pojedynku wiedział, że ma za sobą kolegę. Takie indywidualności można zatrzymać pracą całego zespołu.
Facu Buonanotte został bohaterem meczu na San Mamés dzięki bramce z rzutu karnego. Jak ocenia pan jego początek sezonu? Czy może odegrać kluczową rolę w tak ważnym spotkaniu jak jutrzejsze?
W poprzednich klubach Facu nie grał aż tak regularnie. Myślę, że stopniowo odzyskuje tę iskrę, której potrzebuje, a którą można złapać tylko poprzez grę. Być może za mało się o tym mówi, ale daje nam bardzo dużo w defensywie. Nie tylko biega, lecz także odbiera wiele piłek i potrafi pracować w obronie z bardzo dużą intensywnością. Oczywiście on chce mieć piłkę, my też chcemy ją mieć, a im dłużej będziemy się przy niej utrzymywać, tym bardziej będą mogli pokazać się tacy zawodnicy jak on. Jak powiedziałem na początku, taki musi być nasz cel: z meczu na mecz coraz częściej bronić się poprzez posiadanie piłki. Wtedy Facu, Lemar i inni zawodnicy, od których oczekujemy wniesienia dodatkowej jakości, będą mogli nam ją dać. Buonanotte robi postępy i bez wątpienia jesteśmy z niego bardzo zadowoleni.
Po meczu na San Mamés powiedział pan w rozmowie z telewizją transmitującą spotkanie, że chciałby ponownie obejrzeć akcję przy wyrównującym golu Athleticu. Moim zdaniem ta bramka nie powinna zostać uznana. W ogólnokrajowych mediach praktycznie pominięto ten temat, choć my, dziennikarze lokalni, o nim informowaliśmy. Jak pan ocenia tę sytuację?
Uważam, że zadaniem trenerów nie jest komentowanie każdej decyzji sędziowskiej. Dzisiaj arbitrzy mają wszelkie narzędzia potrzebne do podejmowania decyzji. Dysponują odpowiednim wsparciem. Jeśli zarówno VAR, jak i sędzia prowadzący mecz uznali gola, to przecież właśnie oni analizują te sytuacje. Skoro tak zdecydowali, widocznie bramka została zdobyta prawidłowo. Później państwo możecie wyrażać swoje opinie, tak samo jak oceniacie piłkarzy i ich występy, trenerów czy grę naszych drużyn. Powinniście też oceniać sędziowanie, bo na tym polega wasza praca. Z tych opinii będą rodziły się dyskusje i kontrowersje, podobnie jak dzieje się to w przypadku zawodników, klubów i sztabów szkoleniowych. Naszym zadaniem jest natomiast rywalizować i akceptować każdą decyzję sędziego, bo nie mamy na nią wpływu.
Czy Marc Aguado nie dostaje ostatnio minut dlatego, że nie jest w pełni gotowy fizycznie? Coś mu dolega?
Znów wracamy do pytań o poszczególnych zawodników. Marc Aguado jest dla mnie bardzo ważnym piłkarzem. Uważam, że w meczu z Deportivo La Coruña był najlepszy w naszym zespole. Javi Morcillo też spisywał się bardzo dobrze. Mam to szczęście, że mogę liczyć na dwóch defensywnych pomocników, co przy takim natężeniu spotkań będzie szczególnie istotne. Marc bardzo dobrze trenuje i jest gotowy do gry. Nic mu nie dolega. Dobrze sobie radzi i cieszy mnie ta zdrowa rywalizacja między nimi.
Wczoraj widziano pana na spacerze z Markiem Aguado przy ośrodku treningowym. Wiem, że wcześniej spacerował pan też z Fede Redondo, który później wyszedł w pierwszym składzie. Czy takie spokojne, indywidualne rozmowy to pana sposób na utrzymanie zaangażowania zawodników? To moje pierwsze pytanie.
Na poprzedniej konferencji zadał pan chyba cztery albo pięć.
Mam taki nawyk, lubię pytać.
Dobrze, ale pozwalają panu na dwa, a zadaje pan pięć. Do tego ma pan kamery w całym mieście! Prawda jest taka, że nie wyrabiałem dziennej liczby kroków, więc muszę wychodzić na spacery, żeby osiągać swój cel. Marc Aguado nie zdołał wsiąść do autobusu, więc postanowiliśmy przejść się razem.
Padło w tej rozmowie coś ciekawego?
Rozmawialiśmy o gastronomii w Elche.
To dobrze. Polecił panu jakieś dobre miejsca?
Takie rozmowy z piłkarzami są czymś naturalnym. Lubię się poznawać, rozmawiać, rozumieć, co komu chodzi po głowie, a przy okazji po prostu miło spędzić czas. W tym mieście mogę czuć się swobodnie i bardzo to doceniam. Teraz, kiedy temperatura trochę spadła, najchętniej chodziłbym wszędzie pieszo. Naprawdę bardzo lubię spacery. Kiedy nie pracuję i jestem w Buenos Aires, staram się wszędzie chodzić. Skończył się trening i postanowiliśmy z Markiem wrócić pieszo, żeby porozmawiać trochę o wszystkim.
Wspominał pan o klasie zawodników Realu Madryt. Czy przy ustalaniu składu szczególnie weźmie pan pod uwagę doświadczenie? Pedro Bigas ostatnio nie zagrał, a miejsce w jedenastce dostał Fede Redondo. Czy w takim meczu rozważa pan postawienie na nieco bardziej doświadczonych piłkarzy?
Nie odnoszę tego ani do Pedro, ani do żadnego konkretnego zawodnika, ale o doświadczeniu moglibyśmy długo dyskutować. Kiedy zaczynałem pracę trenera, być może mówiono, że go nie mam. Tylko że każdy kiedyś zaczyna, a przygotować się można jedynie poprzez uczestnictwo. Zdarzało mi się zdobywać trofea, kiedy nie miałem doświadczenia, i nie zdobywać ich, kiedy już je miałem. Myślę, że w życiu liczy się teraźniejszość. To, co zrobiłeś, już zrobiłeś, szczególnie w piłce. To obecna dyspozycja pokazuje, w jakim jesteś miejscu i kto jest lepszy w danym momencie. Na tej podstawie wybieram skład. Lubię opierać się na tym, co widzę teraz. Oczywiście każdy trener ma w kadrze zawodników, których klasa pomaga w określonych sytuacjach i okolicznościach. Nie zamierzam podważać ani doświadczenia, ani jakości Pedro czy choćby Matíasa, który bronił w poprzednim meczu. To wszystko jest dodatkowym atutem. Bierzemy pod uwagę plan na spotkanie, ustawienie i aktualną dyspozycję wszystkich piłkarzy, a potem wybieramy jedenastkę. Doświadczenie jest kolejnym elementem tej oceny, ale nie rozstrzyga o wszystkim.
Czy zmierzenie się z José Mourinho, trenerem, który przez ostatnie dekady wygrał tak wiele, będzie dla pana czymś szczególnym również osobiście?
Bardzo lubię takie możliwości. Kiedy jedzie się na przykład na klubowy mundial, można zmierzyć się z trenerami z różnych krajów i kultur. Podobnie jest w innych rozgrywkach międzynarodowych czy w ligach takich jak ta, w których pracują najlepsi szkoleniowcy. Dla każdego trenera, a na pewno dla mnie, to niezwykle cenne doświadczenie. Uważam, że naszymi najlepszymi nauczycielami są rywale, ponieważ znajdują sposoby na nasze pomysły i zmuszają nas do ich zmieniania lub udoskonalania. Uczą nas albo sprawiają, że musimy nauczyć się nowych sposobów na wygrywanie. Im lepszych trenerów spotykasz na swojej drodze, tym lepszym trenerem sam się stajesz. Dlatego możliwość zmierzenia się ze szkoleniowcem światowej klasy, takim jak Mourinho, jest dla mnie bez wątpienia przywilejem.
Mija pierwszy miesiąc rozgrywek. Jak pan go ocenia? Kiedy ogłoszono terminarz, początek z wizytami Barcelony i Realu budził obawy. Ten trudny etap dobiega już końca. Co dało zespołowi wejście od razu na tak wysokie obroty i rywalizacja z przeciwnikami tej klasy? Czy teraz będzie można trochę odetchnąć?
Mówi pan o miesiącu rozgrywek, ale my pracujemy już znacznie dłużej. W tym miesiącu wydarzyło się naprawdę wiele. Jeden zawodnik zdążył na przykład rozegrać z nami trzy spotkania, a dzisiaj już go tutaj nie ma. Początki zawsze są intensywne, zwłaszcza przy takim terminarzu. Wszystko dzieje się w zawrotnym tempie. Myślę jednak, że potrafiliśmy stopniowo pewne rzeczy odnajdywać, porządkować i sami dostosowywać się pod wieloma względami, żeby zbliżać się do swojej najlepszej wersji. Jeśli chodzi o terminarz, dobra wiadomość jest chyba taka, że gdy dotrzemy do 38. kolejki, będziemy już po meczach ze wszystkimi. Ostatecznie każdy musi zagrać z każdym. A jeśli los chciał, żebyśmy zaczęli właśnie w ten sposób, to może miał ku temu jakiś powód.
Jutrzejszy mecz odbędzie się w środku tygodnia o 21:30. Co chciałby pan powiedzieć kibicom, żeby zachęcić ich do przyjścia na Martínez Valero i wsparcia zespołu?
Myślę, że kibice nie potrzebują żadnych apeli, żeby jutro przyjść na Martínez Valero i nas wspierać. Już to robią, a my o tym wiemy. To sprawia, że czujemy odpowiedzialność za godne ich reprezentowanie. Być może właśnie to jest naszym najważniejszym celem w każdym meczu. Bielsa powiedział kiedyś, że jedynymi ludźmi, których nie da się zastąpić, są kibice. Zgadzam się z nim, bo bez nich trudno byłoby sobie wyobrazić piłkę nożną. Naszym podstawowym obowiązkiem jest więc reprezentowanie ich w każdym spotkaniu. Oni nie potrzebują naszych słów, tylko czynów na boisku.
Real Madryt stracił w tym sezonie ligowym zaledwie cztery gole. Jak trudne będzie jutro przeciwstawienie się wiceliderowi tabeli?
Myślę, że już o tym mówiłem. Musimy mieć piłkę i starać się im jej nie oddawać, bo kiedy ją mają, potrafią zrobić krzywdę. Broniąc się poprzez posiadanie, musimy szukać takich przewag, które pozwolą nam stwarzać sytuacje bramkowe. Trzeba też bardzo pilnować szczegółów: przy naszych stałych fragmentach, ale również przy wznowieniach od bramki czy wrzutach z autu. Dużo pracujemy nad takimi sytuacjami i mogą nam one otworzyć drogę do bramki w każdym meczu.
Komentarze (1)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.