[Real Madrid TV] Po wtorkowym meczu, zwycięstwie, wysiłku i pracy pańskich zawodników – jak czuje się drużyna i jak podchodzi do jutrzejszego spotkania z Rayo Vallecano, które przystępuje do niego po wygranej?
Jesteśmy szczęśliwi, zjednoczeni i dobrze pracujemy. Oczywiście dobra praca oznacza również dobrą regenerację. Dzisiaj odbyliśmy trening taktyczny, oczywiście niezbyt intensywny i krótki, ale z wielkim szacunkiem do naszego przeciwnika. Jak mówisz, przystępuje do tego meczu po zwycięstwie, a w innych spotkaniach, nawet jeśli nie wygrywał, pokazywał swoją jakość i udowadniał, dlaczego w jutrzejszym meczu musimy być bardzo skoncentrowani. Wykorzystam twoje pytanie, żeby podziękować trenerowi Beñatowi San José, ponieważ skierował pod moim adresem bardzo miłe słowa, na które aż tak nie zasługiwałem [uśmiech]. Jednak o czywiście chcę mu publicznie podziękować, a jutro będę miał okazję go uściskać.
[Chiringuito] Korzystając z tego, że jesteśmy na Santiago Bernabéu, że jest pan Portugalczykiem i że Portugalia zorganizuje mundial w 2030 roku wspólnie z Hiszpanią i Marokiem: gdzie pańskim zdaniem powinien odbyć się finał albo gdzie chciałby pan, żeby się odbył?
Jedną rzeczą jest to, gdzie powinien się odbyć, a inną to, gdzie chciałbym, żeby się odbył [uśmiech]. Wybaczcie mi, chciałbym, żeby finał rozegrano w Lizbonie [śmiech], ale już cieszę się z tego, że kraj taki jak nasz będzie gospodarzem jakichś meczów mundialu. Przy tym moja odpowiedź nie wynika z tego, że jestem dzisiaj trenerem Realu Madryt. Myślę, że już trochę mnie znacie. Jeśli można zagrać na legendarnym stadionie, na historycznym stadionie, na którym grali jedni z najlepszych piłkarzy w historii, na stadionie najważniejszego klubu w historii futbolu, to uważam, że finał powinien odbyć się tutaj. I mówię to niezależnie od tego, że jestem trenerem Realu Madryt. Gdybym był trenerem Benfiki, powiedziałbym ci dokładnie to samo.
[AS] Teraz, gdy wraca La Liga, chciałem zapytać, żeby trochę zamknąć ten rozdział, o konkretną sytuację z rzutem karnym przeciwko Betisowi, którego nie powtórzono. Jak pan ocenia to, że Komitet Arbitrów poparł decyzję sędziego, by nie powtarzać karnego? Że zatwierdzono tamtą decyzję?
Nie zaskakuje mnie to, ponieważ jedną z rzeczy, które ogromnie podziwiam u sędziów, jest to, że zawsze istnieje między nimi wielka solidarność. Zawsze istnieje ogromna ochrona ze strony instytucji. To coś, co naprawdę bardzo podziwiam w środowisku sędziowskim. I nie mówię tylko o Hiszpanii. We wszystkich krajach, w których pracowałem, spotykałem dokładnie taką samą sytuację. Bardzo, bardzo, bardzo rzadko się zdarza i jest bardzo, bardzo, bardzo trudno, żeby wystąpili, powiedzmy, z krytyką jakiejś sytuacji sędziowskiej. Są bardzo zjednoczeni, a w jedności siła.
[Radio Nacional] Chciałem zapytać o Viníciusa. Podczas meczu z Interem zobaczyliśmy statystykę wskazującą, że był zawodnikiem, który odzyskał najwięcej piłek w obronie. Przeciwko Betisowi był decydujący w kilku akcjach, ale jest takie poczucie, że jak to mówimy w Hiszpanii, jego gra wciąż nie cieszy oka kibica. Dlaczego pańskim zdaniem tak się dzieje? Dlaczego ludzie oczekują więcej od Viníciusa, jeśli w niektórych momentach jest decydujący albo wyróżnia się w danych, o których wspomniałem?
[do oficera prasowego] Czy po hiszpańsku używa się słowa „przysłowie”? Tak? W Portugalii mamy przysłowie – nie wiem, czy w Hiszpanii istnieje takie samo albo podobne: rzucasz kamieniami tylko w drzewa, które dają owoce. Nie będziesz rzucać kamieniami w drzewo, które niczego ci nie daje. Rzucasz w drzewo pełne owoców… I co Vini zrobił tutaj w ostatnich latach? Ile wygrał Lig Mistrzów? Ile strzelił goli? Ile wygrał dwumeczów? Co Vinícius zrobił tutaj w ostatnich 5-6 latach, od kiedy tu jest? Nie wiem, może nawet dłużej. To drzewo, które daje mnóstwo owoców. A ludzie rzucają kamieniami, ponieważ chcą owoców. Chcą tego, co najlepsze u Viníciusa. I jego najlepsze nadejdzie. Nadejdzie. Ten Vinícius, który w ubiegłym sezonie przeciwko Benfice, gdy Santiago Bernabéu było przestraszone, sam rozstrzygnął dwumecz – ten Vinícius nadejdzie. Ale na razie jeszcze go nie było – tego Viníciusa, który sam wygrywał mecze. W tej chwili mamy Viníciusa, który pracuje więcej niż kiedykolwiek. Żyjemy w erze danych, a dane są bardzo obiektywne. Jest bardzo, bardzo, bardzo, bardzo blisko swojej prędkości maksymalnej. Bardzo blisko. Jeśli chodzi o dystans pokonywany w biegu o wysokiej intensywności, w tym sezonie pobił swoje rekordy. Liczba odzyskanych piłek – rekordy. Liczba piłek odzyskanych w tercji obronnej – rekord. Jeszcze nadejdzie. Jeszcze nadejdzie...
[COPE] Jutro rozegracie pierwszy z trzech meczów w 9 dni. Można powiedzieć, że zamyka się pierwszy mikrocykl sezonu, bo nadchodzi przerwa na reprezentacje. Jak ważne są dla was te trzy mecze i czy rozmawialiście już o tym z zawodnikami? I czy nadszedł już czas na rotacje, skoro po stopniowych powrotach są mniej więcej na podobnym poziomie fizycznym? I czy w ramach tych rotacji Diomandé otrzyma jutro pierwszą szansę na występ od początku?
Nie odpowiem ci bezpośrednio na to pytanie, ponieważ nie chcę mówić, kto gra, a kto nie. Nie chcę odpowiadać, czy Diomandé zagra, czy nie, ponieważ jeśli powiem ci, że zagra, będziesz wiedział, że zagra. A jeśli powiem ci, że nie zagra, będziesz wiedział, kto zagra. Nie pójdę w tym kierunku [krzywi się]. W tej chwili nie myślę o tych trzech meczach. Myślę o jutrzejszym spotkaniu. To mecz, który chcemy wygrać, który musimy wygrać i do którego musimy przystąpić z pełną siłą. Ale w tym określeniu „z pełną siłą” oczywiście jest miejsce… Być może „rotacja” nie jest słowem, które szczególnie mi się podoba, ale będzie miejsce na… nową energię. Na nogi z pełnym bakiem. Oczywiście we wtorkowym meczu wykonaliśmy ogromną pracę. W tej chwili mamy już kadrę dającą bardzo wiele możliwości. Jeśli spojrzymy na ostatni mecz, odzyskaliśmy Camavingę, Bernardo, Ardę… Więc mamy już grupę wystarczająco silną, żeby dać szansę niektórym nogom z dużym zapasem paliwa, a innym zapewnić trochę odpoczynku, który również jest ważny. I masz rację, to trzy mecze w 9 dni, Elche już za 3 dni… Ale skupiamy się na jutrzejszym spotkaniu: jak je wygrać, jak możemy je wygrać? W ramach tego zastanawiania się, jak możemy wygrać, uważamy, że ważne jest, aby dwóch czy trzech zawodników, którzy nie grali w ostatnim meczu, mogło wystąpić i dać drużynie trochę więcej energii.
[SER] Powiedział nam pan ostatnio, że nie będzie oceniał kryteriów oceny ze strony publiczności, ale chciałem zapytać, co czuje José Mourinho, kiedy słyszy gwizdy na swojego zawodnika, który próbuje, popełnia błędy, jak wszyscy je popełniamy, a kibice na niego gwiżdżą? Co czuje w środku José Mourinho przy linii bocznej, kiedy gwiżdżą na przykład na Viníciusa?
Dobrze, zacznijmy od tego, co już powiedziałeś: nie chcę nawet wyrażać opinii. Nie chodzi już o krytykowanie, ale nawet o wyrażanie opinii. Jestem trenerem, nikim więcej. Jestem nikim, żeby to choćby oceniać. Jest mi smutno, ponieważ jestem wymagający wobec swoich zawodników. Bardzo wymagający. Na przykład, ostatnio przeczytałem jakąś wypowiedź Deana Huijsena, w której mówił, że jestem bardzo uciążliwy, że ciągle nad nim stoję. I jest w tym trochę prawdy. Jestem bardzo wymagający wobec swoich zawodników, ale moje wymaganie brzmi: musisz dać z siebie wszystko, co masz do zaoferowania, a kto daje z siebie wszystko, nie jest zobowiązany dawać więcej. W tym sensie bardzo szanuję zawodnika, który popełni jakiś błąd, który nie rozegrał nadzwyczajnego meczu, ale dał z siebie wszystko: bo chciał grać, chciał pomagać, grał zespołowo, z empatią wobec kolegów, z szacunkiem dla herbu i bardzo mocno walczył o wynik. Taki zawodnik zawsze ma mnie po swojej stronie. Zawsze. Nie oznacza to, że zawsze będzie grał – oczywiście, że nie. Ale oznacza, że zawsze będę po jego stronie. Kiedy nasz stadion gwiżdże na zawodnika, oczywiście jest mi bardzo smutno ze względu na mojego piłkarza. Ale jak powiedziałem wcześniej, nie chcę oceniać ani krytykować. Ale z mojego doświadczenia, nie tylko z Realu Madryt, ale z całej mojej pracy trenerskiej, wynika jednak, że kiedy istnieje jedność między drużyną a stadionem, to… Nie chcę powiedzieć, że jesteś niepokonany, bo niepokonany to bardzo mocne słowo, ale jesteś niemal nie do pokonania. To mogę powiedzieć, bo chyba ciągle mam rekord Guinnesa w meczach domowych bez porażki w 5 największych ligach w Europie. Byłem… Nie wiem… Z 7-6 lat bez porażki. Kiedy istnieje to zjednoczenie między drużyną pracującą jak drużyna a jej stadionem, to jest niepokonana. To mogę powiedzieć. Każdy stadion ma jednak prawo w określonym momencie reagować i zachowywać się tak, jak chce.
[MARCA] Niedawno Mbappé udzielił wywiadu, w którym odniósł się do krytyki i do tego, co ludzie mówią, kiedy strzela i kiedy nie strzela. Powiedział też, że zawodnik, który zdobywa bramki, nigdy nie będzie problemem dla drużyny. Jak pan rozumie tę krytykę? Co pan czuje albo jak pan tłumaczy to, że Kylian Mbappé jest krytykowany w taki sposób?
Nie, nie będę mówił o tych, którzy krytykują. Posłużę się tym samym przysłowiem, którego użyłem wcześniej w odniesieniu do Viniego: to drzewo, które daje mnóstwo owoców. Mnóstwo owoców. Natomiast wypowiedzi Kyliana mogę skomentować: ma rację. Zawodnik, który strzela ci 40 goli, nigdy nie jest problemem dla drużyny. A kiedy udaje ci się sprawić, że istnieją empatia, przyjaźń, zaangażowanie i szacunek, to sam sobie wyobraź… Przy tym są też rzeczy, które ja jako trener widzę i ogromnie doceniam. I w tym są ludzie, którzy… Jedni nie rozumieją, co jest normalne. Jest wielu ludzi, którzy kochają futbol, ale nie znają go dogłębnie. Są też inni, którzy doskonale rozumieją futbol, ale korzystne dla nich jest nie mówić o dobrych rzeczach. Widziałem drużynę grającą w dziesiątkę przez 2 minuty. I nie w 5. czy 10. minucie, tylko w 90. Graliśmy 2 minuty w dziesiątkę i widziałem Mbappé grającego jako lewoskrzydłowy, broniącego w dziesiątkę przed Cucurellą, który był już martwy. Widziałem Kyliana, również martwego, jak przez dwie minuty harował jak zwierzę w obronie na lewej stronie, z bardzo upierdliwym trenerem, który nie przestawał krzyczeć i go motywować. Ja widziałem to i jako trener doceniam to w niewiarygodnym stopniu. Takie zachowanie sprawia mi radość. Są ludzie, którzy znają się na futbolu tak samo dobrze jak ja i też to widzieli, ale o tym nie mówią. Nie mówią. Później mówią, że nie broniliśmy dobrze i mogliśmy stracić 3 czy 4 gole. Nie mówią jednak, że mogliśmy strzelić 8. Mogliśmy strzelić 8. Są mecze bardzo nudne i być może jakiś taki jeszcze nam się trafi. W Lidze Mistrzów często zdarzają się nudne spotkania, w których drużyny się siebie boją, bardzo mocno się bronią, niczym nie ryzykują, kończy się 0:0, a ludzie wracają do domów ze złym posmakiem. Czasem wygrywa się 1:0 po golu z kontrataku w 90. minucie i wtedy już wszyscy jesteśmy szczęśliwi. W tym meczu mogli nam strzelić 4 gole? Tak, tak. Ale my mogliśmy strzelić 8. I po raz kolejny, ludzie, którzy rozumieją futbol tak samo dobrze jak ja, tego nie mówią. Dlaczego nie mówią? [cmoka] Nie cieszą się, że wygraliśmy? To jest powód? [cmoka] My idziemy swoją drogą. Ja, zawodnicy, sztab – wszyscy czujemy tę jedność w Valdebebas. Razem przegraliśmy z Betisem, razem cierpieliśmy po meczu z Betisem i nasze życie toczyło się dalej. A zobowiązanie, które mamy wobec siebie, polega na tym, żeby pracować dla Realu Madryt, a nie po prostu być w Realu Madryt. Będziemy nadal wypełniać to zobowiązanie i zrobimy wszystko, co możliwe, żeby ludzie byli szczęśliwi.
[Onda Cero] Po meczu z Interem mówił pan o Thibaut Courtois i jego świetnym występie. Thibaut wchodzi w ostatni rok kontraktu. Trenował pan w swojej karierze wielkich bramkarzy, więc chciałbym, żeby określił pan znaczenie Courtois dla tego Realu Madryt, również z myślą o przyszłości i jego pozostaniu w klubie?
Ja nie jestem zmartwiony, on nie jest zmartwiony. Istnieje wielka wzajemna sympatia. On wie, że klub go chce, a klub również wie, że Thibaut chce zostać. Jak na bramkarza jest młody. Poza tym zdecydował, że w tym sezonie w Lidze Narodów nie będzie jeździł na reprezentację, co pozwoli mu jeszcze bardziej skupić się na Realu Madryt i mieć czas na odpoczynek w terminach UEFA czy FIFA. Tak to wygląda. Rozegrał wielki mecz, to prawda.
[El País] Ostatnio odzyskał pan Tchouaméniego. Mówił nam pan, chyba na pierwszej konferencji prasowej, że uważnie przygląda się jego powrotowi ze względu na wszystko, co wydarzyło się w ubiegłym sezonie z Valverde. Czy rozwiał pan już wszystkie wątpliwości dotyczące ich obu i możliwości ich regularnej wspólnej gry w Realu Madryt? Czy nadal obserwuje pan tę sprawę?
Posłuchaj, ja niczego nie zrobiłem. Oni zrobili wszystko, ja nic. Jest empatia, która istnieje dzisiaj w grupie, przyjaźń, która dzisiaj w niej istnieje, wspólna praca, wspólne wygrywanie, wspólne przegrywanie… Siadanie na ławce ze złością, bo nikt nie chce siedzieć na ławce, ale jednocześnie wspiera kolegów będących na boisku. Wchodzenie w ostatniej minucie, a nikt nie lubi wchodzić w ostatniej minucie, po to, żeby pomóc zamknąć mecz… Nie odpowiadając konkretnie na sytuację Tchouaméni-Valverde, ogólnie grupa jest fantastyczna. A bardziej konkretnie, jeśli chodzi o Valverde i Tchouaméniego: gdybym nic nie wiedział, zamiast wiedzieć wszystko, to gdybym wszedł do szatni bez żadnej wiedzy, wyglądaliby mi na dwóch wielkich przyjaciół. Oczywiście kiedy przyszedłem i kiedy Aurélien wrócił z mundialu, uważnie się temu przyglądałem, ponieważ musiałem zrozumieć, czy powinienem w jakiś sposób interweniować i odgrywać rolę ministra pokoju [uśmiech]. Nie zrobiłem jednak niczego. Ja niczego nie zrobiłem. Całe uznanie, cała zasługa należą do zawodników. Zbudowali grupę, która bardzo mi się podoba.
[DAZN] Chcę zapytać o Grand Prix Formuły 1. Czy trochę zmieniło pańskie plany albo zmieni je do czasu meczu, jeśli chodzi o zgrupowanie w Valdebebas lub spotkanie się bezpośrednio tutaj? My na przykład nie mogliśmy dzisiaj wejść na trening, co, jak rozumiem, dla pana było w cudzysłowie pozytywnym szczegółem. I z ciekawości, być może najważniejsze: czy ma pan już bilet na niedzielny wyścig?
Zwykle, kiedy nie nocuję w Valdebebas, wyjeżdżam z domu o 7:15. Dzisiaj wyjechałem o 6:30. Straciłem 45 minut snu. Niektórzy zawodnicy mieli podobnie, ale inni, którzy mieszkają bardzo, bardzo blisko, nie zmienili nic. Jeśli chodzi o trening, niczego nie zmieniliśmy z powodu waszej nieobecności. Przez pierwszych 15 minut znowu nic nie robiliśmy [śmiech], a później dobrze popracowaliśmy przez 45–50 minut. Dobrze pracowaliśmy. Przy niskiej intensywności, ale zrobiliśmy rzeczy, które musieliśmy przećwiczyć pod względem taktycznym. Na jutro daliśmy dwie możliwości. Pierwsza to pojechać bezpośrednio do Valdebebas. Druga to przyjechać tutaj, na stadion, zostawić samochody i pojechać autobusem do Valdebebas. A później mamy normalny dzień [meczowy]. Jestem wielkim przyjacielem – i mówię to z wielką dumą – ze Stefano Domenicalim [dyrektorem generalnym F1], jeszcze od moich pierwszych lat we Włoszech. I tak, mam bilet. Ale jestem taką bestię, że jeśli nie wygrywam, nie ma życia. [krzywi się] Jeśli nie wygram, nie ma życia. To znaczy, że jeśli będę zadowolony, być może wpadnę [uśmiech].
[El Mundo] Kontynuując temat Formuły 1: czy jest jakiś zespół, który przypomina panu Real Madryt pod względem historycznym i w tej chwili? Jest pan wiernym kibicem mistrzostw świata F1? Nie wiem, czy oglądał pan wyścigi w ostatnich tygodniach? Czy jakaś stajnia przypomina panu Real Madryt historycznie i obecnie?
Muszę bardzo uważać, ponieważ wszyscy są dla mnie bardzo mili [uśmiech]. Bardzo mili. Wszyscy zapraszają mnie tu i tam. Oczywiście jeśli chodzi o ten światowy wpływ klubu czy zespołu wyścigowego, które są czymś więcej niż klubem czy zespołem wyścigowym, to czerwoni [Ferrari] zawsze będą czerwonymi. To, co ten chłopak [Kimi Antonelli] robi w Mercedesie, jest niesamowite. Absolutnie niesamowite. Ale nawet jeśli nie ma samochodu pozwalającego wygrywać i praktycznie nie ma samochodu pozwalającego zdobywać punkty, to przyjaźnię się również z Fernando [Alonso]. Bardzo podoba mi się jego osobowość. Bardzo podoba mi się to, że jest jednym z najlepszych zawsze, nawet jeśli dają mu samochód, który nie jest dobry. Ogólnie bardzo lubię ten sport jako sport.
[OkDiario] Wracając do pytania o krytykę i Mbappé: powiedział pan, że są ludzie, którzy być może nie cieszą się z wygranej Realu Madryt. Są trenerzy, którzy mówią, że niczego nie słuchają i niczego nie czytają. Rozumiem, że pan jednak tak?
Ja niczego nie czytam, ale oni bywają bardzo upierdliwi [pokazuje na oficera prasowego]. Ja ci mówię: niczego nie oglądam. Niczego. Ani gazet, ani telewizji, ani mediów społecznościowych. Niczego nie śledzę, ale oni są bardzo upierdliwi. Kiedy przygotowują mnie, w cudzysłowie, do przyjścia tutaj, dają mi biblię ze wszystkim, co mówiliście w ostatnich dniach. To oni są bardzo upierdliwi.
Więc dział komunikacji bardzo dobrze pana przygotowuje. Chciałem zapytać, czy kiedy się pan przygotowuje i dowiaduje się, co mówimy i piszemy, uważa pan, że wobec tej drużyny jest się zbyt niesprawiedliwym?
Niesprawiedliwym?
Niesprawiedliwym albo surowym.
Nie, nie chcę iść w tym kierunku, bo wtedy znowu musiałbym wchodzić w to, co ludzie mówią i piszą. Nie chcę iść w tym kierunku. Jestem skupiony na swojej pracy, zawodnicy również. Jestem absolutnie spokojny o to, że ani krytyka, ani gwizdy nie zmienią stanu duszy tej drużyny. Myślę, że nikt nie zmieni duszy tej drużyny. Przy tym, oczywiście, oczywiście, oczywiście jedność i empatia są dodatkowym atutem, i to bardzo ważnym. Ale my dalej robimy swoje.
Komentarze (22)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.