REKLAMA
REKLAMA

Prezes La Ligi: Angielski regulator stawia La Ligę za wzór pod względem finansowym

Javier Tebas, prezes La Ligi, oraz Javier Gómez, dyrektor generalny ds. korporacyjnych La Ligi, wzięli udział w konferencji prasowej z prezentacją limitów płacowych La Ligi, na którą zaproszenie otrzymaliśmy również jako portal RealMadryt.pl. Przedstawiamy spisane wypowiedzi obu działaczy na temat sytuacji finansowej La Ligi oraz Realu Madryt.

REKLAMA
REKLAMA
Prezes La Ligi: Angielski regulator stawia La Ligę za wzór pod względem finansowym
Javier Tebas, prezes La Ligi. (fot. Getty Images)

Przedstawione przez La Ligę limity płacowe na pierwszą część sezonu można znaleźć w poniższym artykule.

REKLAMA
REKLAMA

PRZEMÓWIENIE JAVIERA GÓMEZA ZE SLAJDAMI

– Jeśli chodzi o informacje dotyczące rynku transferowego, najważniejsze kwestie staramy się wyjaśnić na czterech slajdach. Tutaj ponownie przedstawiamy historyczne zestawienie wydatków na transfery i wpływów ze sprzedaży, począwszy od sezonu 2016/17. Niebieski słupek oznacza zakupy, a czerwony sprzedaże. Jak widzicie, jeśli porównamy ten rok z poprzednim, wydatki na zakupy są mniej więcej takie same, o około 13 milionów euro wyższe. To prawda, że na zakupy za granicą, w innych ligach, wydano o 122 miliony euro więcej. Natomiast wpływy ze sprzedaży spadły o około 60 milionów euro: 728 milionów wobec 781 milionów euro w poprzednim roku. Wciąż jesteśmy daleko od szczytu, który przypadł na sezon 2019/20. Liczba operacji przeprowadzonych w tym sezonie jest bardzo zbliżona do tej z poprzedniego (615 teraz do 605 w poprzednim sezonie).

Article photo

Wartość operacji La Ligi w sezonach: niebieski wydatki, czerwone sprzedaże, fioletowa linia saldo.

– Ostatni slajd pokazuje wydatki na transfery i wpływy ze sprzedaży w pięciu największych ligach, a także w Arabii Saudyjskiej. Po lewej stronie mamy naszą ligę. We wszystkich ligach te dane obejmują łącznie pierwszy i drugi poziom rozgrywkowy. Po lewej widzicie na szaro liczbę 720. To wydatki klubów La Ligi w poprzednim roku, które wyniosły 720 milionów. W tym roku wzrosły do 733 milionów. Wpływy ze sprzedaży w poprzednim roku wyniosły 781 milionów, a w tym roku 728 milionów.

REKLAMA
REKLAMA

Article photo

Zestawienie wydatków w ligach w poprzednim i obecnym sezonie. Kolumny od lewej (gdzie ciemniejszy kolor kolumny to odsetek krajowy): szare to poprzedni sezon, niebieski tegoroczne zakupy, czerwone tegoroczne sprzedaże. W saldzie ciemniejszy kolor to saldo z obecnego roku. W kółkach różnica między tym a poprzednim sezonem.

– Zanim przejdziemy do Premier League, która znajduje się w następnej kolumnie, przejdźmy do Bundesligi. W poprzednim roku wydała 896 milionów euro, widzicie to na szaro. W tym roku wydała 841 milionów euro, czyli mniej więcej podobną kwotę. W poprzednim roku sprzedała zawodników za 1 miliard 177 milionów, a w tym roku za miliard euro.

– Przejdźmy do Premier League. W poprzednim roku Premier wydała 3,909 miliarda euro, a w tym roku prawie 4,6 miliarda. W poprzednim roku sprzedała zawodników za 2,5 miliarda, a w tym roku za 3,1 miliarda. Bilans jest praktycznie taki sam. Nadal mamy do czynienia z tym, co podkreślamy przy kolejnych oknach transferowych. Budżety klubów pierwszej i drugiej ligi w Anglii nie są w stanie udźwignąć takich wydatków na transfery. Zresztą już kiedyś o tym mówiliśmy. Dodatkowo ta kwota inwestycji przełoży się na amortyzację w tych rozgrywkach w kolejnych latach: w przyszłym roku, następnym i jeszcze następnym.

REKLAMA
REKLAMA

– Jeśli wykonacie proste obliczenie, zakładając, że mają - mają mniej, ale załóżmy - 12 miliardów przychodów, to od 60-65% tych przychodów przeznacza się na koszty kadry sportowej, bo reszta to koszty funkcjonowania klubów. Mówimy więc o 7,2 miliarda euro na kadrę sportową. Jeśli 25% tej kwoty przypada na amortyzację, powinni dokonywać inwestycji rzędu 1,8-2 miliardów euro, a wydają 4,5 miliarda. To nierównowaga, która w kolejnych latach prowadzi i będzie prowadzić do strat. Te rozgrywki nadal będą generować straty.

– Sam fakt, że dana liga decyduje się na określony model, nie jest ani dobry, ani zły. Problem polega na tym, że cała ta inflacja pociąga za sobą pozostałych konkurentów, czyli pozostałe ligi. Jak dobrze wiecie, zwracamy na to uwagę podczas wszystkich naszych publicznych spotkań, ponieważ wpływa to na nas bardzo bezpośrednio. Jak mówię, podnosi to zarówno ceny transferów, jak i koszty wynagrodzeń.

– Inny wskaźnik: załóżmy, że Bundesliga jest idealna; załóżmy, że to ona robi wszystko dobrze. Nie będziemy stawiać samych siebie za przykład. Jeśli Premier League ma dwukrotnie wyższe przychody niż Bundesliga, a Bundesliga inwestuje 900 milionów, to Premier League - czyli w przypadku tej analizy Premier League i Championship - powinna inwestować około 1,8 do 2 miliardów euro, a nie 4,5 miliarda euro.

REKLAMA
REKLAMA

– To kula, która robi się coraz większa. W poprzednim roku 3,9 miliarda, teraz 4,5 miliarda, w następnym roku 5 miliardów. Na końcu będzie to miało konsekwencje. Wiecie, że w Premier wprowadzili kontrolę ekonomiczną i system kontroli ekonomicznej, który wyznacza im limit. Maksymalnie mogą wydać na transfery 85% sumy swoich przychodów i zysków z transferów zawodników. Żeby się w tym zmieścić, można zwiększać zysk ze sprzedaży zawodników i w ten sposób uniknąć sankcji. A do tego trzeba sprzedawać. Tu widzimy, że ceny transferów w Anglii zaczynają tworzyć bańkę.

– Przeprowadziliśmy też porównanie: zestawiliśmy ceny sprzedaży z wartością rynkową według niezależnej publikacji. Według stanu na 20 sierpnia, w przypadku 10 najdroższych zawodników ceny były o niemal 50% wyższe od ich publicznie podawanej wartości rynkowej. Tymczasem w La Lidze różnica nie sięgała nawet 10%. Więc tworzy się bańka i alarmujemy o tym. Zobaczymy, kiedy i jakie skutki przyniesie to w kolejnych latach, ale z pewnością będą one negatywne.

– Następnie mamy Serie A, która przy swoich przychodach na poziomie 3,3-3,5 miliarda powinna dokonywać inwestycji rzędu 500 milionów euro. Tymczasem mocno zaryzykowała i wydała dwukrotnie więcej. Takie coś oznacza straty w niedalekiej przyszłości: niezależnie od tego, czy mówimy o Serie A, Premier League, Bundeslidze, czy Hiszpanii. Następnie wydatki we Francji wyniosły w poprzednim roku 670 milionów, a w tym roku 638 milionów. Mniej więcej ta sama kwota, ale sprzedali zawodników za znacznie więcej. Jak dobrze wiecie, liga francuska znajduje się w trudnej sytuacji i te liczby to pokazują. Na koniec Arabia Saudyjska. W poprzednim roku zainwestowali 632 miliony euro. W tym roku nie osiągnęli 500 milionów. Mniej więcej utrzymują poziom, chociaż wydatki na transfery spadły o 15%. To najważniejsze kwestie, które chcieliśmy wam przedstawić.

REKLAMA
REKLAMA

SERIA PYTAŃ I ODPOWIEDZI

Pytanie do któregokolwiek z panów. Jedna liczba bardzo przykuła moją uwagę, choć spojrzałem na nią tylko przelotnie: wzrost limitu Realu Madryt o 222 miliony w ramach operacji dodatkowych w trakcie lata. Czy może pan to wyjaśnić?
[GÓMEZ] To bardzo proste. Jest to zresztą normalna sytuacja. Zgodnie z przepisami niektóre kluby, które spełniają określone, akceptowalne wskaźniki, czyli mają zdrową strukturę bilansu i rachunku wyników, mogą wykorzystać oszczędności zgromadzone w poprzednich latach, odzwierciedlone w ich kapitale własnym, do zwiększenia swojego limitu. Możesz więc wystąpić z wnioskiem: „Chcę wykorzystać oszczędności, które zgromadziłem dzięki wypracowanym zyskom, żebyście zwiększyli mi limit”. Inną sprawą jest to, czy później go wykorzystasz. Takie kluby mogą wystąpić o zwiększenie limitu maksymalnie o 25% i korzystają z tej możliwości. Podkreślam jednak: czym innym jest złożenie wniosku, a czym innym późniejsze wykorzystanie tego limitu.

Jak Javier Tebas oceniłby główne zalety i słabości limitu kosztów kadry w porównaniu ze Squad Cost Ratio, czyli nowym systemem kontroli finansowej wprowadzonym przez Premier League?
[TEBAS] Myślę, że Javier [Gómez] wyjaśnił to w swojej prezentacji. Nowy system Premier League, który pozwala wydawać 85% sumy przychodów i zysków z transferów, jeszcze bardziej napędza inflację i prowadzi do jeszcze większego zadłużania się Premier League. Nawet większego niż obecnie. Bo na końcu kiedy Premier League razem z drugą ligą Championship ponosi straty rzędu ponad 2 miliardów euro, to ktoś musi za to zapłacić. Można to pokryć większym zadłużeniem, wydłużeniem okresu spłaty długu, wkładami akcjonariuszy albo zaprzestaniem płacenia zobowiązań. Powstaje problem, który napędza inflację w futbolu, ale który niepokoi również sam rząd, czy państwo brytyjskie. Utworzyło ono niezależny od Premier League organ regulacyjny, żeby kontrolować kwestie ekonomiczne Premier League i pozostałej części angielskiego futbolu. To pokazuje, że samo angielskie państwo jest zaniepokojone liczbami przedstawianymi przez Premier League i resztę angielskiej piłki. My też nie śledzimy codziennie wszystkich kwestii ekonomicznych, ale są kluby, które… Leicester, które niedawno było mistrzem Premier League, a teraz jest na trzecim czy czwartym poziomie angielskiego futbolu. To konsekwencja tego, że dużo zarabiasz i dużo wydajesz, a jeśli spadasz, nie masz już takich przychodów do pokrycia tych kosztów i zaczynasz spadać coraz niżej. Te kluby są całkowicie rozregulowane. Widzimy sytuację niektórych klubów, na przykład Evertonu, który musiał zostać kupiony przez obecnego właściciela Romy, również będąc w niezwykle trudnym położeniu. Chelsea robi wiele rzeczy, ale jej sytuacja też w żadnym razie nie daje powodów do świętowania. Mógłbym wymienić kilka kolejnych klubów, ale nie chcę już nic więcej mówić, bo później do mnie dzwonią i się obrażają [śmiech]

REKLAMA
REKLAMA

Panie Tebasie, widzę limit płacowy Realu Madryt: 800 milionów. Barcelony: 500 milionów. Sevilli: 20 milionów, Málagi: 32 miliony. Widzimy to również na boisku. Czy niepokoi pana to, że liga staje się coraz bardziej nierówna?
[TEBAS] Przede wszystkim, limit może wynosić 800 milionów, ale to nie oznacza, że wydaje się 800 milionów. Każdy wydaje tyle, ile może. Dane Realu Madryt są publiczne, jego rachunek wyników jest publiczny, a przynajmniej klub go udostępnia. Podobnie jest z Barceloną. Obowiązujący ją limit również nie oznacza, że właśnie tyle kosztuje jej kadra, ponieważ podlega kontroli. Jeśli dobrze pamiętam, FC Barcelona miała limit płacowy na poziomie -200 milionów, a nawet niższy i jej kadra nie kosztowała przecież takiej ujemnej kwoty. To nie jest to samo. Czy niepokoi mnie różnica, która powstaje między niektórymi drużynami a resztą? Tak, oczywiście. Mówię o tym jednak od dawna. Nowy format europejskich rozgrywek odbiera część wpływów z praw audiowizualnych rozgrywkom krajowym, w tym lidze hiszpańskiej. Nie chodzi o samą Hiszpanię. Kiedy mówię o odbieraniu wpływów, mam na myśli niektóre rynki na świecie. W pewnych regionach nasze wpływy spadły, a wpływy europejskiej Ligi Mistrzów z praw audiowizualnych wzrosły. Dochodzi do kanibalizacji. Jeżeli to niepokoi was tutaj, wyobraźcie sobie, jak bardzo musi niepokoić Szwajcarów, gdzie klub grający w Lidze Mistrzów ma 35 milionów przychodów, a ten, który w niej nie gra, ma 5. I Young Boys często tam wygrywa. Podobnie w Belgii, Holandii czy innych miejscach. U nas to zjawisko nie osiągnęło jeszcze takiej skali, ale jeśli będziemy dalej zmierzać w tym kierunku, oczywiście będzie mnie to niepokoić. Powstaje bowiem futbol dwóch prędkości: tych, którzy regularnie grają w europejskich pucharach, oraz tych, którzy w nich nie występują. Mówię o tym publicznie. Później zobaczymy, co wydarzy się na boisku. Jak już mówiłem, dla mnie o konkurencyjności nie świadczy to, że mamy dwie, czasami trzy drużyny wygrywające ligę, lecz to, z iloma punktami ją wygrywają. Na to trzeba patrzeć. Zawsze mówiłem, że jeśli przekracza się 90 punktów, trzeba się niepokoić. Ostatnio również było ponad 90, ale stało się to na samym końcu, kiedy mistrzostwo było już wcześniej rozstrzygnięte i trzeba uwzględnić ten szczegół. Wiem natomiast, że kiedy nie przekracza się 90 punktów, a Real Madryt czy Atlético Madryt, jak w poprzednim sezonie, zdobywają mniej punktów w porównaniu z mistrzem, te punkty trafiają do innych zespołów. Rywalizacja o utrzymanie i o udział w europejskich pucharach, poza Ligą Mistrzów, była bardzo zacięta. Ale niepokoi mnie to, ponieważ uważam, że obowiązkiem lig i federacji jest patrzenie w średniej i długiej perspektywie, zastanawianie się, co wydarzy się za 5 lat. Kluby koncentrują się na bieżącym sezonie i niewiele dalej. My musimy patrzeć szerzej. Ten kierunek zmian stawia ligę hiszpańską w trudnej sytuacji. O francuskiej już nawet nie mówię, bo moim zdaniem jest w znacznym stopniu zniszczona. Włoska również jest mocno osłabiona, a to jeszcze bardziej jej zagrozi. Premier League ma większą zdolność przetrwania, bo ma większe przychody, ale w dłuższej perspektywie również może znaleźć się w sytuacji futbolu dwóch prędkości.

REKLAMA
REKLAMA

Dlaczego utrzymujecie bardziej rygorystyczny limit fair play niż sam pułap 70% UEFA, skoro Premier League i kluby saudyjskie nie grają według tych samych zasad?
[TEBAS] To bardzo proste. Możliwość przeznaczenia 70% przychodów na te wydatki zależy od tego, jakie masz zadłużenie i zobowiązania. Jeśli pozwalasz wydać 70% przychodów, a okazuje się, że już 60% tych przychodów musisz przeznaczyć na spłatę długu, to będziesz stale ponosić straty. To problem systemu UEFA, a teraz także Premier League. Uważam, że każdy taki system powinien opierać się na prostej zasadzie: przychody minus kwota potrzebna na pokrycie kosztów funkcjonowania i spłatę zadłużenia. To, co zostaje, możesz przeznaczyć na wynagrodzenia i drużynę. W przeciwnym razie będziesz stale generować straty, tak jak dzieje się to w Premier League.

[GÓMEZ] W rzeczywistości UEFA, ponieważ nie może prowadzić takiej indywidualnej kontroli jak my, wprowadza ogólną zasadę. My natomiast dopasowujemy rozwiązanie do każdego klubu. Wyznaczamy odpowiadający mu procent. W jednym klubie może to być 73%, a w innym 62%. My szyjemy rozwiązanie na miarę, a oni stosują ogólną normę, ponieważ nie mają rozwiniętego systemu kontroli pozwalającego badać i analizować sytuację każdego klubu, a następnie na tej podstawie przyznawać mu odpowiedni limit kosztów kadry sportowej. Byłoby to znacznie bardziej skomplikowane, choć możliwe do wykonania.

REKLAMA
REKLAMA

[TEBAS] Trzeba jednak wyjaśnić, że to limit na miarę jest uregulowany przepisami i zatwierdzonymi przez kluby. Nie jest tak, że La Liga arbitralnie decyduje, ile dany klub może wydać. Określają to przepisy, co podkreślam, zatwierdzone przez kluby. Podstawa jest mniej więcej taka, jak powiedział Javier: przychody minus koszty funkcjonowania, minus spłata długu. To, co zostaje, możesz przeznaczyć na zatrudnianie zawodników.

Chcę zadać pytanie dotyczące wspomnianych wcześniej różnic w finansowym fair play. Rozumiem, że kluby również je odczuwają. Czy mimo doceniania kontroli ekonomicznej La Ligi, wprowadzonej już 14 lat temu, nie zaczynają mieć zastrzeżeń do utrzymywania tak rygorystycznego nadzoru? Może także panu zgłaszają pretensje, że nie mogą rywalizować lub wykorzystywać wszystkich środków, z których ich zdaniem mogłyby skorzystać, żeby próbować dorównać czołowej trójce, która coraz bardziej im odjeżdża?
[TEBAS] Nie, nie ma takich zastrzeżeń [śmiech]. Naprawdę ich nie ma. Kluby i ich właściciele chcą przede wszystkim przestrzegania regulaminu kontroli ekonomicznej. A obowiązuje on od 14 lat, ale każdego roku jest dostosowywany, ponieważ można go zmieniać za zgodą naszej Komisji Delegowanej, w której zasiada po 6 klubów i po jednym wiceprezesie z każdej kategorii, czyli razem z prezesem jest w niej 15 osób. Co roku dostosowujemy przepisy, więc jest to żywy system. Nie ma żadnych powszechnych skarg domagających się większej swobody. Wręcz przeciwnie: właściciele, również ci reprezentujący fundusze, dobrze czują się z obowiązującymi zasadami. Wszyscy mają bardzo duże doświadczenie w futbolu i doskonale wiedzą, że jeśli poluzujesz zasady bez zachowania kryterium stabilności ekonomicznej i pozwolisz klubowi rok po roku wydawać znacznie więcej niż zarabia, to wywołasz inflację. A ona uderzy w tych, którzy nie chcą uczestniczyć w tym procesie. Może to zaszkodzić również temu, kto początkowo popierał takie rozwiązanie i mówił: „W tym roku chcę zainwestować tyle”. Ale on wie, że później musi odrobić straty, a następnie mówi: „Straciłem tyle, jestem mniej konkurencyjny przez to, co zrobiłem”. Ja naprawdę nie widziałem postulatów idących w tym kierunku. A gdybym je zobaczył, to powiem wam jedno: gdyby chodziło o jakieś nieumiarkowane rozwiązania i kluby by je zatwierdziły, to Javier i ja bylibyśmy tu zbędni [śmiech]. Bo my nie jesteśmy tutaj po to, żeby tworzyć ligę niestabilną ekonomicznie. Wręcz przeciwnie. Jeśli jesteśmy tu od 12 lat, to po to, żeby przejść od ligi niestabilnej ekonomicznie do tej, którą obecnie, wraz z Bundesligą, stawia się za przykład w całej Europie. Nawet angielski regulator wskazuje nas jako wzór. Do tego uważam też, że nasze kluby nadal są konkurencyjne. Przypominam sobie, że w poprzednim sezonie po pierwszej kolejce Ligi Mistrzów, w której nie wygraliśmy żadnego meczu, od razu ogłoszono katastrofę i wszyscy pytali, co o tym sądzę w tym kontekście finansowym [śmiech]. A teraz, kiedy wygraliśmy kilka spotkań, nikt już nie pyta, co o tym sądzę. Uważam, że sytuacja jest właściwa, jesteśmy konkurencyjni. Powinniśmy natomiast zastanowić się, co zrobić, żeby w pozostałej części Europy, przede wszystkim w Premier League, podjęto działania zapobiegające inflacji. Żeby to, co złe, nie rozprzestrzeniało się na innych. Nad tym stale pracujemy razem z Bundesligą: walczymy w UEFA, alarmujemy o tym w samej Wielkiej Brytanii, ja sam mówię o tym podczas wystąpień poświęconych ekonomii futbolu. Bo uważam, że trzeba się tym zająć i sądzę, że rząd brytyjski sam zorientował się, że tak dalej być nie może. Rozwiązaniem nie jest samo luzowanie zasad, choć w wielu okolicznościach już je luzujemy. W tym roku zsumowany limit płacowy jest o 15% większy niż w poprzednim sezonie. Coś się więc wydarzyło, skoro można wydać o 15% więcej. W przypadku niektórych przepisów widzimy, że można je poluzować. Innym razem, jak wtedy, gdy przyszedł COVID, trzeba je zaostrzyć, żeby kluby się nie zadłużały. Podkreślam: to żywy system, ale nie ma ani żądań wielkich zmian, ani skarg.

REKLAMA
REKLAMA

Patrząc w przyszłość, jakiej największej zmiany spodziewa się pan w perspektywie 5-letniej? Jakie jest największe wyzwanie na przyszłość w sprawie kontroli finansowej? Co najbardziej chciałby pan poprawić?
[TEBAS] W perspektywie 5 lat chodzi o to, żebyśmy nadal utrzymywali stabilność ekonomiczną hiszpańskiego futbolu i żeby nie pojawiały się wymysły w postaci zmian, przez które system finansowego fair play stałby się niestabilny. Podkreślam: to kluby zatwierdzają reformy finansowego fair play, które możemy proponować każdego roku. Wyzwaniem jest utrzymanie tego sposobu pracy, ponieważ zawsze pojawiają się demagogiczne wypowiedzi wynikające z niewiedzy. Wiele pytań, które czasami słyszę, jest takich samych jak 8 lat temu: „Czy nie sądzicie, że nie jesteście konkurencyjni?”. Tymczasem zdobywaliśmy Puchary Europy, wygrywaliśmy wiele rzeczy, a mimo to mówi się, że nie jesteśmy konkurencyjni [śmiech]. Trzeba umieć patrzeć w średniej i długiej perspektywie. Jeśli chodzi o to, co należałoby teraz zmienić, to myślę, że wśród istotnych zmian z ostatnich lat jest zwiększenie możliwości wykorzystywania wkładów akcjonariuszy do podnoszenia limitu płacowego. Chcę jednak przypomnieć jedną rzecz: możesz zwiększyć wkłady właścicieli, co podniesie ci limit płacowy, ale jeśli poniesiesz straty, później musisz to wszystko odrobić. A jeśli twoje zwyczajne przychody nie rosną, nadal musisz te straty odrobić. Dlatego moim zdaniem wkłady właścicieli nie powinny być ukierunkowane przede wszystkim na zwiększanie limitu płacowego, lecz raczej na to, jaką infrastrukturę trzeba stworzyć, żeby zwiększyć zwyczajne przychody. Tak, żeby później nieosiągnięcie celów sportowych nie obróciło się przeciwko klubowi i nie oznaczało niższego limitu płacowego. Myślę więc, że niczego bym teraz nie zmieniał. Uważam, że obecne możliwości związane z podwyższeniami kapitału czy wkładami udziałowców są już wystarczająco atrakcyjne, żeby ten, kto chce podjąć pewne ryzyko, mógł to zrobić, przy tym ze świadomością, że później musi odrobić straty.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

REKLAMA