José Mourinho nie mógł wystawić wielu graczy w śrokdu pola z różnych powodów, dlatego musiał kombinować. Ostatecznie jego pomysłem na dzisiejszy mecz było wystawienie Trenta Alexandra-Arnolda obok Fede Valverde. Pierwsze minuty nie wskazywały na to, że był to strzał w dziesiątkę i – abstrahując od wydarzeń pod bramką Interu – w kolejnych trudno było się przekonać do tego pomysłu. Inter coraz mocniej naciskał, a Real Madryt bronił słabo. Nie chodzi o to, że była dziura w środku pola, ale podziurawione były przeróżne strefy, gdy Inter atakował.
Parę razy potrzebny był Thibaut Courtois. Interowi brakowało zimnej krwi, a Real miał jej pod dostatkiem. W 14. minucie, gdy nic nie wskazywało na zagrożenie gospdodarzy, Królewscy przechwycili piłkę na połowie rywala i po chwili Mbappé strzelił gola na 1:0. Kilka sekund wystarczyło, by Real wyszedł na prowadzenie. Był to dowód na to, że wcale nie trzeba realnie posiadać piłki przez długi czas, by strzelić gola, ale jeszcze mocniej było to widać po kilku kolejnych minutach. Fatalny błąd popełnił Josep Martínez, bramkarz Interu, a naciskający go Fede Valverde, naciskając na niego, skierował piłkę do siatki.
Inter był groźny, oddawał więcej strzałów, zdominował całkowicie grę pozycyjną, a schodził do szatni z wynikiem 0:2. A Real w ostatniej akcji pierwszej połowy mógł nawet strzelić jeszcze jednego gola, ale Mbappé, Bellinghamowi i Brahimowi zabrakło precyzji lub szczęścia. Gdyby po 46 minutach był remis, kibice nie byliby zadowoleni z szeroko pojętej gry gospodarzy, ale po błyskawicznych akcjach Królewscy znaleźli się w bardzo komfortowym położeniu. Inter mógł narzekać na to, że zasłużył na więcej, ale ile to znaczy w piłce nożnej, mogliśmy przekonać się w piątek. A Inter – mimo przewagi – nie stworzył przed przerwą ani jednej naprawdę wyśmienitej sytuacji.
Wydawało się, że jeszcze większy przymus Interu do atakowania będzie idealnym scenariuszem dla Realu, który z natury lubi kontratakować i ma doskonałe narzędzia, by tak grać. W drugiej połowie obrona była jednak mocno dziurawa i parę razy potrzebny był Courtois. Real też miał swoje świetne okazje, ale marnowali je Brahim, Bellingham, Mbappé czy Dumfries.
W 77. minucie na Bernabéu zrobiło się bardzo nerwowo. Inter strzelił gola kontaktowego, a ataki Realu ustały. I znów się powtórzymy: gdyby wynik nie był korzystny (choć mógł być zdecydowanie lepszy dla Realu), zawodników znów żegnałyby gwizdy, i to wcale nie przez brak chęci, lecz przez mizerną grę w defensywie i kolejny katastrofalny występ atakujących, choć w tym pierwsze skrzypce odegrali dziś Bellingham i Brahim.
Real Madryt – Inter Mediolan 2:1 (2:0)
1:0 Mbappé 14' (asysta: Brahim)
2:0 Valverde 23'
2:1 Augusto 77' (asysta: Lautaro)
Real Madryt: Courtois; Dumfries, Konaté, Huijsen, Cucurella; Valverde, Trent (79' Tchouaméni); Brahim (79' Diomandé), Bellingham, Vinícius (87' Carreras); Mbappé (90+3' Espí)
Pozostali na łace: Łunin, Mestre, Rüdiger, Rivas, Pitarch, Cestero i Endrick
Inter: Josep Martínez; Bisseck, Pavard (46' Stones), Bastoni; Diouf, Barella (60' Sučić), Çalhanoğlu (60' Zieliński), Jones, Augusto (83' Mychitarian); Thuram (60' Bonny), Lautaro
Pozostali na ławce: Di Gennaro, Prvedel, Akanji, Henrique, Stanković i Esposito
Komentarze (1764)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.