– Ja zawsze chcę wygrać kolejny mecz. Ambicja się odnawia nie z sezonu na sezon, lecz z meczu na mecz. Jeśli wygrałem wczoraj, chcę wygrać ponownie. Jeśli wczoraj przegrałem, nie chcę znów przegrać i chcę wygrać. Funkcjonuję w takim cyklu nieustannie odnawiającej się ambicji. Taka jest po prostu moja natura. Myślę, że wszedłem w ten cykl ponad 20 lat temu i wyjdę z niego dopiero wtedy, gdy odejdę na dobre. To cykl pod hasłem: „Chcę wygrać następny mecz”. Jest to pytanie: „Które rozgrywki są najważniejsze?”. Nigdy nie mam na takie pytania jednej właściwej odpowiedzi, bo jeśli jutro mamy mecz w Pucharze Króla, to Puchar Króla staje się najważniejszymi rozgrywkami. A jeśli później kolejne spotkanie gramy w lidze, to liga staje się najważniejsza.
– Jako pierwszy podkreślam, że rzeczywiście mamy piłkarzy na niezwykle wysokim poziomie. Ale kiedy przyjrzymy się kandydatom do wygrania tych rozgrywek, to który z głównych faworytów nie ma w swojej drużynie wielkich zawodników? Tak naprawdę nie da się ich wygrać bez piłkarzy tej klasy. Tu nie ma o czym dyskutować.
– Nie jest to żadna niespodzianka, że moi piłkarze zawsze są najlepsi. Moi piłkarze zawsze są tymi, których muszę bronić. Jeśli kiedykolwiek w jakimś momencie frustracji wypowiedziałem jakieś słowo lub dokonałem jakiejś oceny, która mogła sugerować coś przeciwnego, to były to chwile utraty panowania nad emocjami, które zdarzają się każdemu trenerowi, nawet tak doświadczonemu jak ja. Ale sposobem na to, żeby dawali z siebie wszystko dla ciebie, jest dawanie z siebie wszystkiego dla nich. To działa w obie strony.
– Tegoroczne losowanie? Arsenal od ponad 20 lat stara się wygrać Ligę Mistrzów, a w ostatnim sezonie dzielił go od tego jeden mecz. Ma ku temu potencjał i będzie chciał zaatakować z całą mocą. Inter od wielu lat nie wygrał Ligi Mistrzów i ma fantastyczną drużynę. Powiedziałbym, że z każdym rokiem staje się ona coraz lepsza, ponieważ od wielu lat pracuje z trenerami grającymi w tym samym systemie z pięcioma obrońcami. Odchodzi jeden zawodnik, przychodzi kolejny, lepszy. Są w takim cyklu, w którym oczywiście będą z ogromną determinacją walczyć o wygranie swojej Ligi Mistrzów. Powiedziałbym, że te dwie drużyny są oczywistymi kandydatami do triumfu. Przy tym, jak pan powiedział, również mistrzowie innych krajów będą chcieli awansować. Roma jest w tym sezonie naprawdę wyjątkowa. Są też takie drużyny jak Lipsk, PSV czy AEK, zespoły z tradycjami w europejskich pucharach. Nie chcę, żeby poniosła mnie arogancja i żebym powiedział, że na pewno awansujemy. Myślę, że awansujemy, ale uważam, że będziemy musieli się namęczyć i podchodzić do tego mecz po meczu, starając się zdobywać punkty.
– Myślę, że to całkowicie niemożliwe, by kontrolować każdy aspekt w takich rozgrywkach. Trener nigdy nie ma kontroli nad wszystkim. Nigdy. A w rozgrywkach takich jak Liga Mistrzów tym bardziej. Poziom jest wysoki, a w miarę trwania rywalizacji oczywiście staje się jeszcze wyższy. Później zdarzają się drobne rzeczy, które wymykają się spod kontroli. Wszystkie te szczegóły mają znaczenie. My na przykład w pierwszej kolejce tych rozgrywek mamy trzech zawieszonych zawodników. Trzech piłkarzy, których kary przechodzą z poprzedniego sezonu. To trudne, gdy spotyka cię to w pierwszym meczu, ale proszę sobie wyobrazić, że dzieje się to w półfinale czy ćwierćfinale. To wszystko rzeczy, które trochę wymykają się spod naszej kontroli. Jednak im lepiej przygotujemy drużynę, tym lepiej będziemy jako zespół przygotowani do tego, by próbować przezwyciężyć te nieprzewidywalne sytuacje w grze.
– Pierwszymi, którzy muszą być optymistami, jesteśmy ja i zawodnicy. To my musimy być naprawdę optymistycznie nastawieni. Z optymizmem, ale i realizmem. Z optymizmem i spokojem. Z optymizmem, ale też ze świadomością, że nadejdzie trudny moment. Musimy wiedzieć, że zbudowanie silnej, zjednoczonej i optymistycznie nastawionej grupy, jak pan powiedział, jest najlepszym sposobem na przezwyciężenie trudnego momentu, kiedy już nadejdzie. Bo, jak czasami mówię, sezon nie jest autostradą. W sezonie są też podjazdy, zjazdy i zakręty, z którymi trzeba umieć sobie poradzić. Rozpoczęliśmy sezon od zwycięstw, gramy dobrą piłkę i sprawiamy inne wrażenie niż w poprzednim sezonie.
– To drugi raz, kiedy wracam do klubu. Wcześniej wróciłem do Chelsea. Odszedłem stamtąd mniej więcej w 2008 roku, a wróciłem w 2013. Kiedy przychodziłem do Realu Madryt w 2010 roku, miałem za sobą zdobycie potrójnej korony. Wygrałem z Interem Ligę Mistrzów i wszystko inne, a do tego otrzymałem pierwszą nagrodę FIFA dla najlepszego trenera, przyznawaną w ramach Złotej Piłki. Przychodziłem po sezonie, w którym wygrałem wszystko. Tym razem przed przyjściem tutaj niczego nie wygrałem. Podstawą mojego powrotu było to, co klub o mnie wiedział. Biorąc pod uwagę sytuację, przez którą przechodził, klub uznał, że to ja jestem odpowiedzią, że to właśnie ja mogę mu pomóc. To wzbudziło we mnie dumę. W poprzednim sezonie w Portugalii nie ukrywałem, co znaczy dla mnie Benfica, a przez niemal całą karierę udawało mi się to ukrywać. Czułem się w Benfice dobrze, podobało mi się tam i byłem przekonany, że budujemy coś, co w krótkim czasie przyniesie wyniki, ale Real Madryt to Real Madryt. I tyle.
– Real Madryt ma niebotyczną wielkość, więc wiemy, że odpowiedzialność jest gigantyczna. Oczekiwania również są gigantyczne, ale czuję się z tym komfortowo. Wciąż jestem w centrum uwagi, przy każdym meczu. Mój sztab, moi analitycy wiedzą, że gdy tylko kończy się spotkanie i wsiadamy do autokaru lub samolotu, muszą już przekazać mi materiały do pracy nad kolejnym meczem. Nie mam nawet następnego dnia, żeby powiedzieć sobie: „Nie będę myślał o piłce. Nie będę myślał o kolejnym meczu. Mam na to czas”. To nieustanny cykl, który powtarza się z meczu na mecz.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.