POSTMECZ to cykl, w którym po zakończonych spotkaniach wybieramy jedną sytuację lub temat zasługujący na szerszą ocenę i dyskusję. Po meczu z Málagą sam wynik nie pozostawia właściwie żadnego pola do krytyki. Real wygrał 4:0, po pół godziny gry prowadził już trzema bramkami, odniósł trzecie zwycięstwo w trzeciej kolejce i po raz pierwszy w tym sezonie zachował czyste konto.
Pierwsze 30 minut mogło być wręcz pokazem tego, do czego Mourinho chce doprowadzić ten zespół. Królewscy grali intensywnie, odbierali piłkę wysoko, szybko przenosili akcje pod bramkę rywala i między 19. a 30. minutą trzykrotnie trafili do siatki. Bellingham otworzył wynik, kilka minut później po jego uderzeniu Alfonso Herrero skierował piłkę do własnej bramki, a następnie Mbappé wykorzystał dośrodkowanie Trenta. Mecz był w zasadzie rozstrzygnięty, zanim minęła jego pierwsza tercja.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie. Co powinien zrobić zespół taki jak Real Madryt, gdy prowadzi u siebie 3:0 z Málagą? Dalej pressować, biegać i próbować całkowicie stłamsić przeciwnika czy rozsądnie zarządzać wynikiem, siłami i ryzykiem przed kolejnymi spotkaniami?
Bellingham nie miał większych wątpliwości. Anglik po końcowym gwizdku bardzo chwalił pierwszą połowę, ale jednocześnie stwierdził wprost: „Ostatnie 20 minut było fatalne. Nie wiem dlaczego, ale nie były dobre”. Trudno mówić tu więc jedynie o zewnętrznym szukaniu problemów po zwycięstwie 4:0. Jeden z liderów zespołu sam uznał, że poziom gry w końcówce był zdecydowanie zbyt niski.
Mourinho również dostrzegł ten problem, choć podszedł do niego nieco łagodniej. Portugalczyk zaznaczył, że przy prowadzeniu 3:0 naturalnie może pojawić się tendencja do utraty porządku i lekkiego rozluźnienia. Nie chciał określać tego jako braku głodu, ale przyznał, że jego drużyna straciła organizację, która wcześniej pozwalała jej pressować, „gryźć” rywala i odzyskiwać piłkę wysoko, bez konieczności cofania się pod własną bramkę.
Jednocześnie trener podał ważny kontrargument. Real jest dopiero na początku procesu i zdaniem Mourinho nie ma jeszcze ani odpowiednich zasobów fizycznych, ani wypracowanej mentalności, by utrzymywać taki sposób gry przez pełne 90 minut. Portugalczyk podkreślił, że wysoki pressing i agresywność po stracie stopniowo stają się cechami jego zespołu, ale dojście do momentu, w którym drużyna będzie funkcjonować w ten sposób przez całe spotkanie, musi następować stopniowo.
Można więc spojrzeć na końcówkę z dwóch stron. Real miał mecz pod całkowitą kontrolą, prowadził 3:0 i za kilka dni czekają go kolejne wyzwania. Nie stracił też gola, a ostatecznie w doliczonym czasie sam dołożył czwarte trafienie po kontrataku zakończonym przez Ardę Gülera. Nawet podyktowany dla Málagi w 86. minucie rzut karny został po interwencji VAR-u anulowany.
Z drugiej strony Mourinho wielokrotnie daje do zrozumienia, że chce zbudować Real agresywny, zorganizowany i nieustannie naciskający przeciwnika. Jeśli takie zachowania mają stać się nawykiem, być może właśnie przy 3:0 z Málagą trzeba wymagać ich równie mocno jak przy 0:0 w trudniejszym spotkaniu. Zwłaszcza że sami Bellingham i Mourinho nie byli zadowoleni z tego, co zobaczyli w ostatnich 20 minutach.
Jak Wy to oceniacie? Przy pewnym prowadzeniu Real powinien oszczędzać siły i spokojnie kontrolować mecz czy drużyna Mourinho musi już teraz uczyć się utrzymywania intensywności i organizacji niezależnie od wyniku?
Komentarze (23)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.