[Cadena COPE] Chciałem zapytać, jak pod względem osobistym wyglądał dla pana powrót na Bernabéu, a później o to zwycięstwo po dwóch tak różnych połowach. Co wydarzyło się w pierwszej części? Bo właściwie mecz bardziej sprzyjał temu, żebyśmy to, co zobaczyliśmy w pierwszej połowie, zobaczyli w drugiej, a to, co zobaczyliśmy w drugiej, zobaczyli w pierwszej.
Pierwszy mecz na Bernabéu? Spokojnie. Nie jestem już na etapie, na którym przed spotkaniami odczuwam wielkie nerwy czy napięcie. Było ich już tak wiele. Ale oczywiście bardzo mi się podobało. Ostatnim razem, kiedy przyjechałem tutaj z Benficą, oglądałem mecz z garażu. Dzisiaj po raz pierwszy byłem na nowym Bernabéu. Ma pan rację, pierwsza połowa była dla nas trudna. Trudna w tym sensie, że nie potrafiliśmy odpowiednio dopasować się w pressingu, a Real Sociedad, choć nie stwarzał sytuacji bramkowych, był bardzo dobrze ustawiony. Wydaje mi się, że gol był ich jedynym strzałem na bramkę w pierwszej połowie. Mieli bardzo szeroko ustawionych środkowych obrońców i bardzo trudno było nam pressować w taki sposób, w jaki przygotowaliśmy to spotkanie. To był jeden z tych meczów, przy których mówiłem na ławce: „Jak bardzo przydałaby mi się dzisiaj ta przerwa na nawodnienie, byłaby idealna”. Skoro jednak nie było tej przerwy w 22. czy 23. minucie, musieliśmy czekać do przerwy. Poprawiliśmy kilka rzeczy i później w drugiej połowie padły cztery gole, mogło być pięć, mogło być sześć. Byłoby to jednak trochę niesprawiedliwe wobec Realu Sociedad, który, jak pan powiedział, rozegrał bardzo dobrą pierwszą połowę, a w drugiej miał oczywiste problemy z zespołem mającym takich ludzi jak Kylian czy Jude. To ogrom futbolu i jakości. W drugiej połowie było im bardzo trudno.
[Radio MARCA] Trenował pan Cristiano Ronaldo, bestię, jeśli chodzi o strzelanie goli, a teraz trenuje pan Mbappé. Czy pod względem głodu są do siebie podobni?
Nie lubię porównywać zawodników, ale ten gość jest niesamowity. Niesamowity. Bardzo się cieszę, że przeszedł do historii na mundialu, bo mistrzów świata jest 25, ale, moim zdaniem, tylko jeden zapisuje się na zawsze w historii futbolu. Zawodnik z największą liczbą goli na mundialu dokonał czegoś historycznego. Widzę jednak u niego ogromny głód, żeby tworzyć historię również z Realem Madryt. I widziałem dzisiaj zespół, przy którym mimo tego, co zrobili Kylian i Vini, trudno mi mówić o jednostkach, bo zespół przez cały czas był zespołem. Nawet w pierwszej połowie, przy wszystkich naszych trudnościach, pozostawaliśmy drużyną. Potrafiliśmy poczekać, zachować spokój, ustawić się kompaktowo. Nawet kiedy nie mieliśmy dużo piłki, przeciwnik nie stwarzał zagrożenia. A później w drugiej połowie wrzuciliśmy wyższy bieg. Może zainspirowało nas trenowanie przy tym hałasie samochodów tutaj w Madrycie. Jeden bieg wyżej, dwa biegi wyżej i druga połowa bardzo mi się podobała.
[El Mundo] Dużo rozmawiamy o pressingu napastników i o tym, jak muszą pomagać w obronie, ale chciałbym zapytać o pomoc, jaką dają w budowaniu akcji, szczególnie dzisiaj Kylian, ale także Vinícius i Jude. Real Madryt w ostatnich miesiącach miał duże problemy z konstruowaniem gry przeciwko rywalom, którzy mocno się cofają. Kylian dzisiaj często schodził po piłkę. To konkretne polecenie od pana czy coś, co sam rozumie i wie, że powinien robić?
Zawsze mówię, że w mojej karierze miałem możliwość prowadzić zespoły z niesamowitymi zawodnikami, ale miałem również okresy, kiedy trenowałem dobrych piłkarzy, którzy nie należeli do absolutnego topu. Zawsze mówię, że takich zawodników trzeba nauczyć grać jako zespół. Nie trzeba ich uczyć, albo trzeba ich uczyć bardzo niewiele, pod względem indywidualnym. Kiedy drużyna ma problemy z budowaniem akcji, Kylian ma ogromną jakość. To nie jest wyłącznie zawodnik od strzelania goli. Nie jest typowym napastnikiem, który czeka, aż zespół skonstruuje akcję ofensywną, żeby ją wykończyć. Kiedy schodzi niżej i zaczyna napędzać grę, później wymienia podanie z Jude’em i nagle znajduje się przed bramką. Ma ogromną jakość. Oni wszyscy ją mają. Oczywiście Kylian to Kylian i zrobił to, co zrobił, ale jeśli przejdę po kolei przez zawodników, środkowi obrońcy byli bardzo dominujący, Bernardo i Fede wykonali niesamowitą pracę, Jude kreował i pracował. Jude i Cucu to prawdopodobnie dwaj zawodnicy, którzy mają największe zaległości pod względem formy, bo dołączyli najpóźniej. Druga połowa bardzo mi się podobała, ale bardzo podobał mi się również spokój w obliczu trudności. Będziemy mieli wiele trudnych momentów w wielu meczach i bardzo podobało mi się zachowanie drużyny w takiej sytuacji. Bardzo.
[DAZN] Mówi pan o tym spokoju. Publiczność chyba nie była aż tak spokojna w przerwie, bo słychać było gwizdy. Część z nich była skierowana również bezpośrednio do Viníciusa, ze strony jednego z sektorów. Jak pan to ocenia? I czy uważa pan, że strzelony gol i odzyskiwanie przez niego pewności siebie również w samej grze sprawią, że kibice przestaną chcieć na niego gwizdać?
Bernabéu już znamy. Zawodnicy je znają, ja je znam. Oczywiście dla tych, którzy dopiero tutaj przyszli, było to pierwsze takie doświadczenie, ale my już wiemy, jak jest. I dobrze, że kibice tacy są, bo to konsekwencja historii tego klubu. Wymagania wynikają z historii. Real Madryt zawsze ma wielkich zawodników, wielkie zespoły, a ludzie chcą więcej, więcej i więcej. Oczywiście czym innym jest bycie kibicem, a czym innym zawodnikiem czy trenerem. Oni mogą i płacą za to, żeby przeżywać swoje emocje, szczęście czy frustrację. My jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, dlatego że potrafimy zachować spokój w obliczu trudności. Wiele topowych zespołów tego nie potrafi, a my zaczynamy potrafić. Już przeciwko Espanyolowi mieliśmy inne trudności, ale w 60., 70., 80., 85. minucie ciągle było 1:1, 1:1, 1:1. Drużyna potrafi rozwijać się mentalnie i emocjonalnie jako zespół. Myślę, że ostatecznie osiągnęliśmy to, czego chcieliśmy, czyli zdobyliśmy trzy punkty, a ludzie wychodzą ze stadionu z poczuciem tego, co możemy robić i co będziemy robić wiele razy. Będziemy wygrywać trzema, czterema, pięcioma golami, wiele razy będziemy wysoko wygrywać. Ważne jednak, żeby kibice zaczynali też rozumieć, że będą spotkania takie jak to, w których możesz przegrywać. My nawet nie przegrywaliśmy, na boisku był remis, bez paniki i przy ogromnej kontroli sytuacji. Nie mogliśmy pressować, bo sposób, w jaki przygotowaliśmy spotkanie, różnił się od tego, jak Real Sociedad ustawił się na boisku. Zawodnikom trudno było zrozumieć w trakcie gry, jakie mają mieć punkty odniesienia w pressingu. Kiedy nie możesz pressować, czekasz. I my czekaliśmy, ustawieni kompaktowo. Oni mieli więcej piłki, pojawiły się gwizdy, bo ludzie chcą Realu Madryt, który miażdży, miażdży i jeszcze raz miażdży. Na gwizdy odpowiedzieliśmy spokojem. Przyszła przerwa, poprawiliśmy dwie czy trzy rzeczy i było po meczu. Zawodnicy zamknęli spotkanie.
[Cadena SER] Chciałem zapytać o publiczność. Wczoraj mówił pan o niej przed meczem, dzisiaj również. Doskonale zna pan kibiców na Bernabéu. Czy jest w tym trochę prośby z pana strony, żeby byli bliżej drużyny? Żeby wiedzieli, że nadejdą trudności i kiedy zrobi się ciężko, zamienili te gwizdy na oklaski?
Nie. Ostatecznie zarówno w gwizdach, jak i w oklaskach zawsze jest trochę sprawiedliwości. Ludzie byli sfrustrowani, a kiedy są sfrustrowani, kilka gwizdów nikomu nie zaszkodzi. One również pomagają ci się rozwijać. Będą jednak mecze, które wygramy z trudnościami. Hiszpańskie zespoły dobrze grają w piłkę, mają dobrych trenerów i dobrych zawodników. Bardzo lubią mieć piłkę i nie boją się grać przeciwko wielkim drużynom. W innych ligach przeciwko wielkim zespołom się nie gra, tylko się broni. Zarówno Espanyol, jak i Real Sociedad próbowały rozegrać swój mecz i próbowały go wygrać. To także trzeba docenić.
[Onda Cero] Chciałem zapytać, czy dzisiaj musiał pan trochę zdenerwować się na zawodników w przerwie, czy, jak przed chwilą pan powiedział, wystarczyło poprawić jedną, dwie, trzy rzeczy? I gdyby miał pan ocenić, jak bardzo jest pan zadowolony z tego, co zobaczył w Realu Madryt od swojego przyjścia, jak wysoko by pan to ocenił?
Mnie? To nie ja powinienem publicznie siebie oceniać. Zawsze daję maksimum, a kiedy dajesz maksimum, nie masz obowiązku dawać więcej. Później to, czy to wystarcza, czy nie, będziecie oceniać wy, wyniki i kibice. Zawsze kierowałem się zasadą, że kiedy dajesz wszystko, nie masz już nic więcej do dania. Nie masz obowiązku dawać czegoś, czego nie masz. Jestem zadowolony z tego, co robimy, przy tak trudnym okresie przygotowawczym. Mamy zawodników, którzy odbyli 39 treningów, i takich, którzy mają ich sześć czy siedem. Jude i Cucurella mają sześć czy siedem. Mówiłem już o tym. Inni mają 15, inni 10. To bardzo nietypowy okres przygotowawczy i nie jest łatwo sprawić, żeby zespół rozwijał się szybciej, niż robimy to obecnie. Wczoraj pytaliście mnie o to, że teraz gramy mecz za meczem. Powtarzam, dziękuję La Lidze za inteligencję i zdrowy rozsądek, dzięki którym dostaliśmy dodatkowy tydzień. Proszę spojrzeć na Oyarzabala. Po pięciu minutach drugiej połowy wyglądał tak, jakby mówił trenerowi: „Mam jeszcze pięć minut, więcej nie dam rady”. Jude mógłby znaleźć się w podobnej sytuacji, ale być może ma inne warunki fizyczne. Ten początek sezonu jest trudny, ale nie radzimy sobie źle. Ostatecznie żyjemy z punktów, a na razie mamy sześć na sześć.
[ABC] W pana trzech sezonach w Realu Madryt Cristiano nigdy nie schodził poniżej 50 goli. Jeśli pamięć mnie nie myli, w jednym sezonie doszedł nawet do 60. Czy uważa pan, że pod pana wodzą Kylian Mbappé również może strzelać po 60 goli w sezonie?
Kylian jest niesamowitym zawodnikiem. Absolutnie niesamowitym. Czy będzie to 60, 50 czy 40 goli, tego już nie potrafię powiedzieć. Wolę 40 goli z trofeami niż 60 bez trofeów. Wolę 40 goli przy ogromnej pracy dla zespołu niż 60, kiedy patrzysz wyłącznie na siebie, co często zdarza się napastnikom. Jestem z niego bardzo zadowolony. Pod względem technicznym oczywiście nie ma o czym mówić, ale również jeśli chodzi o jego funkcjonowanie w grupie, pomaganie grupie w rozwoju, branie odpowiedzialności i pracę. To jeden z tych zawodników, którzy wrócili jeszcze przed końcem swoich wakacji. Przyjechał dwa dni wcześniej, a dwa dodatkowe dni w takim okresie przygotowawczym mogą oznaczać coś pozytywnego. Zostawiłem go dzisiaj na boisku przez 90 minut z nadzieją, że może strzeli czwartego gola. Jeśli chodzi o Vini, kiedy zdobył bramkę, natychmiast zdecydowałem, że zejdzie.
[AS] Co najmniej podobało się panu w tym meczu? W 35. minucie była sytuacja, po której Sergio Gómez uderzył z woleja daleko od bramki. Wyszedł pan wtedy z ławki i natychmiast wysłał pięciu zawodników na rozgrzewkę. Co najmniej się panu podobało? Co było wtedy nie tak?
Rozgrzewka? Nie lubię, kiedy zawodnicy rozgrzewają się w przerwie. W przerwie chcę mieć wszystkich w szatni, bo informacje są zarówno dla tych, którzy grają, jak i dla tych, którzy mogą wejść później. Dlatego moi trenerzy przygotowania fizycznego wiedzą, że około 35. minuty zawodnicy mają rozpocząć rozgrzewkę. Zdecydowałem już również, że zmienię Carrerasa ze względu na żółtą kartkę. Dla bocznego obrońcy granie przez 90 minut z żółtą kartką jest ryzykowne, szczególnie przeciwko Kubo, który jest zawodnikiem bardzo dobrym w pojedynkach jeden na jednego. Sama rozgrzewka nie miała więc nic wspólnego z tamtą akcją. Podobało mi się wszystko. Może pan powiedzieć: „Dobrze, druga połowa była bardzo dobra, a pierwsza nie”. Ale mnie podobał się zespół również w tym momencie, kiedy nie grał dobrze. Podobało mi się zobaczyć drużynę w trudnościach, bo byliśmy przygotowani na coś innego. Ich ustawienie sprawiło nam problemy, odległości między środkowymi obrońcami, Oyarzabal schodzący bardzo głęboko. Na boisku mieliśmy trochę wątpliwości. Ale kiedy masz wątpliwości, nie wpadasz w panikę. Spokojnie, jeszcze wygramy ten mecz. Dlatego mówię, że nawet kiedy coś mi się nie podobało, to mi się podobało. Czyli podobało mi się wszystko.
[El Chiringuito] Przy zmianie Viníciusa przyjął go pan przy linii bocznej z szerokim uśmiechem, przyłożył pan palec do ucha i coś mu powiedział. Nie wiem, czy chodziło właśnie o tę małą owację. Czy to część indywidualnej pracy, którą pan z nim wykonuje, i relacji, jaką ma pan z zawodnikiem?
Mówimy tym samym językiem, więc jest łatwiej. Nawet żartować jest łatwiej. Nigdy nie zdjąłbym Viníciusa, gdyby nie strzelił gola i gdyby nie miał pozytywnych odczuć po dobrej grze w drugiej połowie. Nigdy bym go wtedy nie zmienił. Zdjąłem go, bo uznałem, że w porządku, potrzebuje też trochę odpoczynku. Za trzy dni mamy kolejny mecz. Pomyślałem również, że będzie to dla niego dobre odczucie. Skoro w poprzednim sezonie zdarzało mu się usłyszeć trochę gwizdów, dobrze było, żeby tym razem schodząc z boiska, poczuł sympatię kibiców.
[El Desmarque] Chciałem zapytać o pana i pańskie odczucia. Jak wyglądał powrót na ławkę trenerską na Santiago Bernabéu i słuchanie, jak trybuny skandują pana nazwisko? Z jakimi uczuciami kończy pan ten wieczór?
Spokojnie. Jestem wdzięczny, ale nie jest czymś, co szczególnie mi się podoba, kiedy skandują moje nazwisko. Jak mówiłem przed meczem, najważniejszy jest zespół. Najważniejsze jest dla mnie to, żeby drużyna czuła wsparcie. Jak powiedziałem przed przyjściem tutaj, oczywiście niech ludzie o mnie myślą, oczywiście trener żyje ze swoich wyników, ale ja jestem tutaj bardziej dla nich niż dla siebie. Bardzo się cieszę z końcowych odczuć zawodników, z pierwszego meczu u siebie, ze zwycięstwa, z dobrego zwycięstwa i z tego, że kibice wracają do domu z uśmiechem. A jutro trening, bo w niedzielę przyjeżdża Málaga.
Komentarze (19)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.