Zaczęło się już to, co najważniejsze. Lato trochę ci się dłużyło?
Tak, naprawdę już nie mogłem się doczekać. Nasz okres przygotowawczy był dość długi, a do tego przełożono nam rozpoczęcie La Ligi, więc dało się to odczuć. Teraz jednak bardzo chcemy już zacząć to, co najważniejsze.
Piłkarze też cierpią na syndrom powrotu po wakacjach?
Nie. Ja zawsze wracam do treningów z dużą ochotą. Po miesiącu bez kontaktu z piłką na boisku, a przecież uwielbiam grać, bardzo mi tego brakuje. Dlatego zawsze wracam pełen energii.
Nie ma nawet czasu, żeby spokojnie wejść z powrotem w rytm meczowy… Siedem spotkań w miesiąc!
To będzie sezon z wieloma meczami. Gramy w Europie, w tym roku mamy też Superpuchar Hiszpanii, więc myślę, że potrzebowaliśmy przygotować się do sytuacji, w której rozgrywasz dwa mecze w tygodniu, a czasami nawet trzy. W okresie przygotowawczym zdarzało nam się już coś takiego. Wchodzimy w sezon dobrze przygotowani i z dużymi nadziejami.
W Sewilli przyszła porażka, chociaż sprawiedliwy byłby remis. Ważne jest, żeby szybko zacząć punktować. Poprzedni sezon pokazał, jak bardzo słaby początek może później ciążyć w La Lidze.
Uważam, że początek jest bardzo ważny. Za czasów Imanola pamiętam, że często zaczynaliśmy bardzo dobrze i dzięki temu od razu znajdowaliśmy się w sytuacji, w której samo utrzymanie poziomu pozwalało walczyć o miejsca dające grę w Europie i pozostawać wysoko w tabeli. W tym roku start też będzie kluczowy, bo w dużej mierze determinuje to, gdzie znajdziesz się pod koniec sezonu.
Tyle że trudno powiedzieć, żebyście mieli najłatwiejszy początek: Betis, Real Madryt…
Na pewno nie najłatwiejszy, ale jeśli chcesz być wysoko, musisz wygrywać z najlepszymi. To są też chyba najfajniejsze mecze do grania, takie, które motywują najbardziej. Jeśli samo rozpoczęcie La Ligi daje ci dodatkową motywację, to wyobraź sobie jeszcze spotkania z takimi zespołami.
Jakie odczucia pozostały po okresie przygotowawczym?
Dobre. Pod względem odczuć mieliśmy dobry okres przygotowawczy. Wkurza cię nawet porażka w sparingu, ale wtedy nie patrzysz aż tak na sam wynik. Bardziej liczą się odczucia, to, jak się prezentujesz i jak reagujesz na nowe rzeczy, których wymaga od ciebie trener. Myślę, że było dobrze. Mamy kilka dobrych rozwiązań, które dobrze przećwiczyliśmy, a teraz musimy je wykorzystać w trakcie sezonu.
Trenera już znaliście, bo przyszedł zimą, ale to był pierwszy pełny okres przygotowawczy z Matarazzo. Czym różnił się od poprzednich?
Tak naprawdę niewiele się różnił. Trenowaliśmy każdego ranka, czasami po południu zostawałeś jeszcze na dodatkową pracę i tak dalej. Generalnie było bardzo podobnie do wszystkich poprzednich okresów przygotowawczych, które przeżyłem tutaj w pierwszym zespole.
Czy „Rino” szczególnie mocno naciskał na jakiś konkretny element?
Dużo pracowaliśmy nad taktyką, bo trochę zmieniliśmy sposób gry. W tym roku zdecydowanie czuliśmy, że zajęć taktycznych było więcej niż w poprzednich sezonach.
Czy defensywa jest obecnie największym problemem albo najważniejszym elementem do poprawy przed tym sezonem?
Musimy się pod tym względem poprawić, bo byliśmy jednym z zespołów tracących najwięcej goli. Nie w każdym meczu jesteś w stanie strzelić cztery bramki, dlatego trzeba lepiej bronić i zrobić pod tym względem krok do przodu.
Jak można poprawić grę w defensywie? Wiadomo, że nad tym pracujecie, ale jest to problem, który ciągnie się już od jakiegoś czasu.
Myślę, że pewne rzeczy po prostu masz albo ich nie masz. Możesz być świetnie ustawiony jako zespół, ale jeśli później nie wygrasz pojedynku z napastnikiem, skrzydłowym czy bocznym obrońcą, to nie wybijesz piłki z własnego pola karnego. Każdy z nas musi więc poprawiać się indywidualnie, żeby później dawać więcej całej drużynie.
A jeśli chodzi o ciebie, trener poprosił cię o coś innego? Pamiętam, że pod koniec poprzedniego sezonu mówił na konferencjach, że próbuje z „Barrene” nowych rzeczy…
Nie, niczego zupełnie innego. To prawda, że przez cały okres przygotowawczy grałem na prawym skrzydle, ale dla mnie praktycznie nie ma różnicy. Nie obchodzi mnie, gdzie gram. Zawsze mówiłem, że mogę występować na obu skrzydłach, w środku, a nawet jako boczny obrońca. Gdziekolwiek. Tam też czuję się dobrze, więc jestem otwarty na wszystko.
Latem mówiłeś, że przed każdym sezonem chcesz, żeby to był twój rok. Kiedy ten sezon się skończy, co musiałoby się wydarzyć, żebyś powiedział: „To był mój najlepszy rok”?
To dobre pytanie. Tak naprawdę nigdy nie wyznaczam sobie konkretnych celów, bardziej kieruję się odczuciami. Nie przeszkadza mi, jeśli nie strzelę gola albo nie zaliczę asysty, o ile wiem, że rozegrałem dobry mecz i pomogłem drużynie. Wydaje mi się jednak, że w futbolu, szczególnie dzisiaj, bardzo patrzy się na liczby. To jest coś, co muszę poprawić i na czym powinienem znacznie bardziej skupić się w tym sezonie.
Początek poprzedniego sezonu był bardzo trudny dla zespołu, nic nie wychodziło, a ty akurat grałeś wtedy znakomicie. Utrzymanie tamtego Andera przez cały sezon oznaczałoby twój najlepszy rok?
Tak. Jeśli przez cały sezon utrzymałbym poziom, który prezentowałem na początku poprzednich rozgrywek, to bez żadnych wątpliwości byłby mój najlepszy rok. Tyle że nigdy nie jesteś cały czas na takim samym poziomie, zawsze pojawiają się wzloty i upadki. Najważniejsze jest to, żeby w tych gorszych momentach, kiedy masz słabsze odczucia, potrafić wykręcać te liczby, o których mówiłem. Kiedy czuję się dobrze, nie zwracam na nie aż takiej uwagi. Kiedy czuję się gorzej, muszę być przede wszystkim skuteczniejszy. Nie tyle grać dobrze, ile być bardziej efektywnym.
Czy tamten początek sezonu był indywidualnie twoim najlepszym okresem w Realu Sociedad?
Nie wiem. Miałem też bardzo dobre momenty w Lidze Mistrzów. Wydaje mi się, że zawsze byłem zawodnikiem, który miał swoje okresy. Nie byłem na tyle regularny, żeby przez cały sezon utrzymywać sto procent możliwości. Nie wiem więc, czy to był mój najlepszy moment, ale na pewno był to jeden z tych okresów, kiedy czułem ogromną pewność siebie i wydawało mi się, że wychodzi mi wszystko.
To będzie twój dziewiąty sezon w Realu Sociedad. Niewiarygodne. Z młodego talentu stałeś się jednym z kapitanów. Jak przeżyłeś tę zmianę?
Właściwie nawet nie zauważasz, kiedy to się dzieje. Na początku jesteś 16-letnim dzieciakiem, który przychodzi na trening, a teraz patrzę na wszystkich wchodzących do zespołu i każdy jest ode mnie młodszy. Zaczynasz więc odgrywać inną rolę i zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś już tym dzieciakiem co kiedyś. Dobrze się z tym czuję. To coś wspaniałego. Młodzi, którzy do nas przychodzą, są bardzo skromni i łatwo się z nimi pracuje. Czuję się dobrze w tej roli.
Masz dopiero 24 lata, a o innych mówisz jak o „dzieciakach”…
No właśnie, to jest szalone. Nawet „Gorrotxa”, który jest tylko rok młodszy ode mnie i z którym trenowałem jako dziecko, jest dla mnie trochę takim dzieciakiem. Przez sześć lat nie trenowaliśmy razem, a teraz nagle przychodzi do pierwszego zespołu. To są trochę moje dzieciaki.
Co oznacza dla ciebie bycie jednym z kapitanów jako chłopak z San Sebastián i wychowanek klubu?
To ogromna duma. Kiedy jesteś tutaj, zawsze marzysz o tym, żeby zostać kapitanem Realu Sociedad. Już w poprzednim sezonie zdobycie Pucharu jako jeden z kapitanów sprawiło, że czujesz się jeszcze ważniejszą częścią tego wszystkiego. To szaleństwo. Nigdy nie wyobrażałem sobie siebie jako kapitana. Myślę też, że żeby nim zostać, trzeba mieć pewne cechy przywódcze w szatni, a ja z czasem mam ich coraz więcej. Jestem bardzo szczęśliwy.
Bycie wychowankiem musi też wiązać się z większą odpowiedzialnością. Mikel Oyarzabal mówił mi w poprzednim sezonie, że z dumą nosi ten „plecak” odpowiedzialności, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, ile on waży.
Rozumiem, dlaczego Mikel tak powiedział, bo cała odpowiedzialność spoczywa właśnie na nim. Ja nie mam żadnej, bo mam Mikela! W tym okresie przygotowawczym zdałem sobie sprawę, ile on robi. Igor i ja próbowaliśmy we dwóch trochę pomagać i zajmowaliśmy się wszystkimi codziennymi sprawami, którymi normalnie zajmuje się Mikel. Dla niego to wszystko jest czymś naturalnym, a my byliśmy na zasadzie: „Dobra, teraz robimy to, potem musimy powiedzieć im tamto…”. To on bierze na siebie główną odpowiedzialność. Kiedy zakładam opaskę, odpowiadam za zespół w danym momencie, ale mamy Mikela i jego obecność bardzo wszystko ułatwia.
Posiadanie kogoś takiego jak Oyarzabal w szatni musi bardzo pomagać.
Oczywiście. Poza boiskiem, na boisku… we wszystkim.
Ci, którzy od dawna śledzą Real Sociedad, mają wrażenie, że widzieli już wszystko w wykonaniu Mikela, a on z czasem i tak wciąż potrafi zaskoczyć. W szatni jest podobnie? Nadal was czymś zaskakuje?
Nie, już nas nie zaskakuje, bo widzimy go codziennie na treningach. Jest jak małe dziecko: dajesz mu piłkę i… Po prostu wiemy też, jak dobrym jest zawodnikiem. Nie osiągnąłby tego wszystkiego wyłącznie dzięki swojej głowie czy mentalności, chociaż już one są czymś niesamowitym. Ma też ogromną łatwość zdobywania bramek i jest bardzo inteligentnym piłkarzem. Nikogo więc nie dziwi to, co robi. Pamiętam, że podczas mundialu mówiliśmy: „Dobra, dzisiaj kapitan strzeli dwie brameczki i wracamy do domu”. Zawsze mieliśmy do niego ogromne zaufanie.
Mikel niezbyt lubi wywiady. Nabijaliście się z niego, że podczas mundialu udzielił ich tego lata całe mnóstwo? Tym bardziej że ciągle pytali go o przyszłość.
Tak. Za każdym razem, kiedy jakiś wywiad pojawiał się na YouTubie, pisałem do niego. Mamy grupę na WhatsAppie i żartowałem: „Kurde, Oyar, ale ty jesteś nudny! Nic nie mówisz!”.
A przecież bardzo mocno naciskali go pytaniami o odejście do innych klubów!
Tak, za to też mu się dostało.
Jakim typem kapitana jesteś? Dużo rozmawiasz, doradzasz?
Staram się jak najbardziej pomagać kolegom we wszystkim, w czym tylko mogę. Nie mówię zbyt dużo, ale jeśli mogę komuś w czymś pomóc, zawsze będę dostępny. Myślę, że koledzy też wiedzą, że jeśli mają jakiekolwiek pytanie albo potrzebują nawet jakiejś drobnostki, mogą do mnie przyjść. Zawsze jestem gotowy pomóc.
Doradzasz młodym zawodnikom, którzy wchodzą do pierwszego zespołu?
Tak, kiedy mogę. Podpowiadam im pewne drobiazgi, które mogą zrobić, żeby się poprawić.
Czytałem kiedyś twoje słowa, że futbol na najwyższym poziomie „nie jest tak piękny, jak go przedstawiają”, że ma „wiele złych stron” i czasami jest przesadnie taktyczny. Brakuje ci większej swobody na boisku?
Myślę, że futbol się zmienia. Jest w nim znacznie więcej fizyczności. Silny fizycznie zawodnik będzie lepiej bronił, wszystko jest coraz bardziej dopracowane. Nie możesz więc grać swobodniej, bo rywal ci na to nie pozwoli. Oczywiście, że za tym tęsknię, ale to coś nieuniknionego i było jasne, że futbol będzie zmierzał właśnie w tę stronę. Jest mniej przestrzeni, mniej swobody. Jest trudniej.
Czyli brakuje ci trochę takiego bardziej szalonego futbolu?
Tak, oczywiście.
Kto jest obecnie najlepszym skrzydłowym na świecie?
Lamine. Byłem z nim też w reprezentacji. Jest niesamowity.
Zapytam cię o dwóch młodych skrzydłowych z akademii: Marchala i Ochienga. Co możesz o nich powiedzieć?
Marchal bardzo mi się podoba. Jest bardzo inteligentny, dobrze gra obiema nogami, praktycznie nie traci piłki. Naprawdę bardzo go cenię. Jeśli chodzi o Joba, to już w poprzednim sezonie w Sanse zobaczyliśmy, na co go stać. Jest piekielnie szybki, zdobywa mnóstwo bramek, dobrze uderza obiema nogami i potrafi posyłać świetne podania. To bardzo kompletny zawodnik. Obaj są naprawdę bardzo dobrzy i bardzo mi się podobają. Mam nadzieję, że w tym sezonie dostaną szansę na minuty, bo podczas okresu przygotowawczego sobie na to zapracowali i prezentowali bardzo wysoki poziom.
Porozmawiajmy o najbliższym rywalu. Patrzysz na Real Madryt i Barcelonę, które już wcześniej miały niesamowite kadry, a jeszcze bardziej się wzmocniły. Co sądzisz o zawodnikach, którzy trafiają do La Ligi?
Podoba mi się to. Chcę, żeby w Realu Madryt, Barcelonie czy Atlético grali najlepsi zawodnicy, bo kiedy się z nimi mierzysz, możesz też zobaczyć, na jakim poziomie sam jesteś. Dowiadujesz się, gdzie tak naprawdę się znajdujesz. Trochę sprowadzają cię na ziemię i mnie się to podoba. Myślę, że wszyscy jako dzieci marzyliśmy o grze przeciwko najlepszym: Messiemu, Cristiano… Teraz tacy zawodnicy znowu trafiają do ligi hiszpańskiej, więc bardzo mnie to cieszy. Rodri w Barcelonie też jest czymś szalonym.
Którego z dwóch głównych kandydatów do tytułu uważasz za mocniejszego?
Barcelona wydaje mi się mocniejsza, ale teraz Real Madryt z Mourinho może wszystko zmienić. Trudno powiedzieć, ale na ten moment wskazałbym Barcelonę.
Jest jakiś zawodnik, który tego lata trafił do La Ligi i z którym szczególnie chciałbyś się zmierzyć?
Powiedziałbym, że Rodri. Z nim też byłem w reprezentacji. Barcelona ma niesamowity zespół.
Klasyczne pytanie: kiedy jest najlepszy moment na grę z Realem Madryt? Na początku sezonu, w jego środku czy pod koniec?
Nigdy. Najlepiej nigdy na nich nie trafiać. Ale jeśli już, to myślę, że na początku sezonu są najsłabiej przygotowani fizycznie i wtedy można wyrządzić im najwięcej szkody.
Do tego będzie to pierwszy domowy mecz Realu Madryt w tym sezonie. Tobie osobiście jednak całkiem dobrze gra się przeciwko Królewskim.
Tak, zgadza się. Dobrze mi się z nimi gra. Wydaje mi się nawet, że Real Madryt jest zespołem, któremu strzeliłem najwięcej goli.
Gol na Santiago Bernabéu smakuje tak samo jak bramka na każdym innym stadionie?
Nie. Przeciwko takim zespołom zawsze trochę bardziej lubisz strzelać gole. Zakładam, że każdy tak ma. Ja oczywiście też.
Tym razem przy linii bocznej będzie Mourinho. Spodziewasz się jakiegoś spięcia?
Nie, nie. Nie ma szans. Mam do niego ogromny szacunek.
Pozostanie poza mundialem z powodu kontuzji musiało być bardzo bolesne.
Najgorsza była sama kontuzja i to, że nie mogłem dokończyć sezonu. Wydaje mi się, że po powrocie z reprezentacji i wyleczeniu wcześniejszego urazu znowu grałem bardzo dobrze. Wracałem do poziomu z początku sezonu. Czułem się świetnie i chciałem dalej grać. Nie myślałem wtedy aż tak dużo o mundialu i być może trochę za to zapłaciłem, bo praktycznie do samego końca grałem wszystko i rozgrywałem niemal wszystkie możliwe minuty. Szkoda, ale jednocześnie bardzo się cieszę z ich sukcesu. Może gdybym pojechał, to by nie wygrali…
W poprzednim sezonie strzeliłeś za to bardzo, bardzo ważnego gola, który otworzył drogę do kolejnego triumfu w Pucharze.
Tak, oczywiście. Futbol czasami coś ci daje, a czasami coś odbiera. W finale Pucharu mi dał, a później odebrał mi marzenie o mundialu. Tak już jest.
Mówiliśmy, że to będzie długi sezon i cztery rozgrywki. Na które czekasz najbardziej?
Liga Europy zawsze ma w sobie coś szczególnego, a La Liga to nasza codzienność. W tym sezonie dochodzi jeszcze Superpuchar Hiszpanii. Wyjazd tam i możliwość walki o trofeum w dwóch meczach z najlepszymi zespołami to fantastyczna szansa. Bardzo chcielibyśmy przywieźć do domu kolejne trofeum.
Nie wydaje wam się dziwne, że La Liga już ruszyła, a do zespołu nie przyszedł żaden nowy zawodnik? Rozmawiacie o tym w szatni?
Rozmawia się o tym, ale ja też nie śledzę szczególnie tego, co pojawia się w mediach.
A spośród nazwisk, które pojawiają się w mediach, jest ktoś, kogo przyjście szczególnie by cię ucieszyło?
To normalne, że pojawiają się nazwiska. Zawsze będą się pojawiać. Już się do tego przyzwyczaiłem. Jestem tutaj od wielu lat i wygląda to ciągle tak samo: „O, teraz ten, za chwilę ktoś inny, później jeszcze ktoś, a ten ma odejść, po czym jednak zostaje…”.
Jedno jest pewne: nie pomaga fakt, że liga już się rozpoczęła, a okno transferowe wciąż trwa. To coś, na co zwracają uwagę właściwie wszyscy trenerzy.
Tak jest. Nadal są zawodnicy, którzy nie wiedzą, co się z nimi stanie. W takiej sytuacji trudno w pełni się skoncentrować i dawać z siebie wszystko, skoro tak naprawdę nie wiesz, jaka będzie twoja przyszłość.
Andera Barrenetxei też nie ominęły plotki. Od maja czytałem już o zainteresowaniu Chelsea, Tottenhamu, Manchesteru United, Arsenalu… W zasadzie pół Premier League. Jak do tego podchodzisz?
Jest mi to obojętne. Jeśli jakaś informacja nie dociera do mnie wcześniej inną drogą niż przez prasę, to znaczy, że jest nieprawdziwa.
Jak bardzo pomaga ci to, że jesteś w swoim mieście, grasz w klubie ze swojego miasta i masz blisko rodzinę oraz przyjaciół? To przekłada się też na boisko?
Oczywiście. Cała moja rodzina jest tutaj, wszyscy moi przyjaciele też. W każdej chwili mogę się z nimi spotkać. Widzę też wielu kolegów, którzy nie są stąd i właściwie nikogo tutaj nie mają. Są z żoną i dziećmi, ale ich przyjaciółmi są głównie ci sami ludzie, z którymi dzielą szatnię. Możliwość posiadania wielu bliskich także poza klubem często pomaga mi odciąć się od futbolu. Pod tym względem mam łatwiej niż koledzy, którzy nie pochodzą stąd.
Jak przekazujecie DNA Realu Sociedad zawodnikom, którzy przychodzą z zewnątrz?
Myślę, że nawet nie trzeba tego specjalnie robić. Kiedy ludzie tutaj przychodzą, szybko nasiąkają tym, jacy jesteśmy. Przyjeżdżają też bardzo otwarci, zazwyczaj już trochę znają kulturę San Sebastián i Kraju Basków. Bardzo łatwo się tutaj odnaleźć. Do tej szatni łatwo wejść.
Gdybyś miał powiedzieć: „To jest Real Sociedad”, to co chciałbyś, żeby nowy zawodnik, który przyjdzie jutro, pomyślał albo poczuł na temat tego klubu?
Trudno powiedzieć. Jedno słowo nie wystarczy, żeby zdefiniować Real Sociedad. Przede wszystkim powiedziałbym, że Real Sociedad to rodzina. Ludźmi, z którymi spędzasz najwięcej czasu, są twoi koledzy z drużyny. Z czasem bardzo się do nich przywiązujesz. Przechodzicie też wspólnie przez trudne sytuacje, a takie rzeczy bardzo zbliżają.
Wspomniałeś o trofeach, a przy nich Anoeta i kibice zawsze odgrywają fundamentalną rolę. Co chciałbyś im powiedzieć przed rozpoczęciem tego sezonu?
Żeby dalej naciskali tak jak do tej pory. Na boisku bardzo mocno czujemy momenty, kiedy Anoeta ryczy i całkowicie żyje razem z drużyną. Ostatecznie wszystko, co robimy, robimy dla kibiców. Prosimy więc, żeby nam ufali i wspierali nas zarówno w dobrych, jak i złych chwilach, bo razem jesteśmy dużo silniejsi. Niech będą gotowi, bo damy z siebie wszystko dla tego herbu i jestem pewien, że przed całą biało-niebieską rodziną bardzo piękny rok.
Na koniec: gdybyś mógł poprosić o jedno życzenie na rozpoczynający się sezon, co by to było?
Przede wszystkim chciałbym, żeby kontuzje omijały nas wszystkich i żebyśmy mogli być w stu procentach zdrowi. A drużynowo chciałbym sprawić kibicom wielką radość pod koniec sezonu, zdobywając jakieś trofeum albo ponownie kwalifikując się do europejskich pucharów.
Komentarze (0)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj sięSocio RealMadryt.pl
Zanim odpowiesz, sprawdź wcześniejsze komentarze
Jako Socio możesz przeglądać publiczną historię komentarzy użytkowników i lepiej wiedzieć, z kim oraz o czym dyskutujesz.