REKLAMA
REKLAMA

Manolo González: Jeśli powiem, gdzie można zranić Real, jutro nie będzie trzeba przychodzić na mecz

Manolo González pojawił się na konferencji prasowej przed sobotnim spotkaniem Espanyolu z Realem Madryt. Trener gospodarzy mówił między innymi o sposobie na zatrzymanie Viníciusa i Mbappé, największych atutach zespołu José Mourinho oraz o tym, gdzie jego drużyna może poszukać swoich szans.

REKLAMA
REKLAMA
Manolo González: Jeśli powiem, gdzie można zranić Real, jutro nie będzie trzeba przychodzić na mecz
Manolo González. (fot. Getty Images)

Czego najbardziej trzeba się obawiać, co trzeba najbardziej szanować czy brać pod uwagę w tym Realu Madryt?
Strachu nie ma żadnego, wręcz przeciwnie. Szacunek jest zawsze, ale nie tylko do Realu Madryt, lecz do wszystkich drużyn w tych rozgrywkach. Wszyscy znamy potencjał tego zespołu. Mają nowego trenera, jednego z najlepszych na świecie i jednego z najlepszych w historii, o czym świadczy jego dorobek. To będzie bardzo wymagający mecz, ale jednocześnie bardzo motywujący i taki, który musi sprawić, że damy z siebie maksimum.

REKLAMA
REKLAMA

Vinícius, Mbappé… Czy jest jakiś plan, żeby ich zatrzymać?
Musimy próbować bronić razem, zachowywać porządek i bronić najlepiej, jak tylko potrafimy. Wiemy, że przeciwko rywalom tej klasy nie wystarczy dobrze bronić przez 90 minut, tylko trzeba robić to przez 97 czy 98 minut, przez cały czas trwania spotkania. Później musimy też próbować atakować z głową, bez strachu, wiedząc, że również temu zespołowi można zrobić krzywdę, tak jak każdemu innemu.

Czy w jakiś sposób analizował pan ostatnie mecze Realu Mourinho, czy może bardziej myśli pan o tamtym klasycznym Realu Mourinho, który przede wszystkim bardzo mocno karał drużyny zostawiające mu przestrzeń? Czy jednym z kluczy będzie właśnie to, żeby tej przestrzeni im nie dawać?
Tak, jest kilka kluczowych aspektów, nad którymi pracowaliśmy w tym tygodniu. Zawsze mówię to samo: przez cały tydzień dużo pracujesz i szukasz meczu idealnego, ale później rzeczywistość zaczyna się jutro o 21:30. To bardzo trudny rywal. Potrafią znaleźć cię w środku pola, potrafią tworzyć sytuacje jeden na jednego, a kiedy mogą biec, są jedną z najlepszych drużyn w lidze. Doskonale opanowali kontratak, mają zawodników o świetnych warunkach fizycznych i każdą pozostawioną przestrzenią mogą cię zranić. Dlatego mówiłem wcześniej, że bardzo ważne będzie także dobre atakowanie. Wszyscy skupiają się na defensywie, która oczywiście jest niezwykle istotna, ale równie ważne jest to, żeby atakować w uporządkowany sposób i być bardzo dobrze przygotowanym na moment straty piłki. Musimy wymagać od wszystkich zawodników, żeby byli do tego zdolni, bo inaczej nie będziemy gotowi do rywalizacji. Nieważne, kto zagra – każdy musi być w stanie utrzymać taką intensywność. Zawsze im mówię: jeśli jesteś w stanie wytrzymać 70 minut, to przez te 70 minut graj na maksimum. Nie próbuj oszczędzać sił i kalkulować, żeby dotrwać do 90. minuty, bo wtedy nie dajesz z siebie wszystkiego. Zawodnicy, którzy jutro wyjdą na boisko, muszą dać z siebie więcej niż 100 procent, żebyśmy mogli wyrównać poziom rywalizacji z Realem Madryt. Jeśli to zrobimy, jestem przekonany, że mecz będzie wyrównany i będziemy dobrze konkurować.

REKLAMA
REKLAMA

Czy są jakieś nieobecności poza tymi, o których wiedzieliśmy? W poprzednim tygodniu w ostatniej chwili wypadł jeszcze Lele.
Nie. Mamy znane już absencje: Lele z powodu zawieszenia oraz Javi Puado i Quique z powodu urazów. Nie ma kolejnych nieobecnych.

Jeśli chodzi o rynek transferowy, Monchi mówił ostatnio, że priorytetem jest obecnie skrzydłowy. Wolałby pan lewego skrzydłowego grającego na prawą nogę i schodzącego do środka czy zawodnika o odwrotnym profilu?
Przyglądamy się różnym zawodnikom na rynku. Staramy się pozyskać najlepszego piłkarza, na jakiego możemy sobie pozwolić. Zawsze o tym mówimy. Chodzi o znalezienie zawodnika o jak najwyższym poziomie, który jednocześnie będzie umieć grać na obu skrzydłach, bo właśnie tego chcemy. Żeby mógł występować zarówno po lewej, jak i po prawej stronie i dawał nam możliwie najwyższy poziom. Niewiele nam daje zawodnik, który może grać wyłącznie po prawej stronie, a nie jest w stanie występować po lewej, bo to ogranicza cały zespół. Chcemy, żeby zawodnicy, których już mamy, mogli grać po obu stronach, a jeśli ktoś przyjdzie, to również powinien być w stanie występować na obu skrzydłach i dawać nam najwyższy możliwy poziom.

REKLAMA
REKLAMA

Jak ważne było zwycięstwo z Levante przed meczem z Realem Madryt? W tym tygodniu pytaliśmy pana zawodników, czy to najlepszy możliwy moment, żeby trafić na Real, i odpowiadali, że tak. Jak pan na to patrzy?
Myślę, że w przypadku takich drużyn właściwie nie ma znaczenia, kiedy na nie trafiasz. To zespoły mające wyjątkowy talent. Powiem to w taki sposób: to trochę tak, jakbyś wszedł do szkoły i powiedział, że chcesz zabrać pięciu uczniów z najlepszymi ocenami, żeby zbudować z nimi jakiś projekt. Tutaj jest podobnie. To zawodnicy wyselekcjonowani pod względem fizycznym, technicznym i mentalnym, także pod kątem radzenia sobie z presją związaną z grą w Realu Madryt. Mają ogromny potencjał. Dlatego zamiast zastanawiać się, czy to dobry, czy zły moment na Real, bardziej martwi mnie to, w jaki sposób sami podejdziemy do tego meczu. W takich spotkaniach kluczowa jest osobowość. Kiedy Real będzie miał dobre momenty, nie możemy pozwolić, żeby wpłynęły one na nas przez pozostałą część meczu, bo praktycznie niemożliwe jest, żeby Real przez całe spotkanie nie stworzył sobie sytuacji bramkowej. Kiedy przyjdzie trudniejszy moment, trzeba umieć przecierpieć go i potem dalej grać swoje. Jeśli będziemy do tego zdolni, tak jak dwa sezony temu, kiedy – jeśli dobrze pamiętam – pozostawaliśmy w meczu do samego końca, wtedy będziemy mieli jutro szansę pokonać Real Madryt.

REKLAMA
REKLAMA

Co oznacza dla pana ta stabilizacja i świadomość, że pański projekt może się rozwijać?
Przede wszystkim jestem wdzięczny klubowi, dyrekcji sportowej i prezesowi za to, że chcieli, abym pozostał tutaj na kolejny rok. Uważam, że to już samo w sobie jest pewnym osiągnięciem, bo zawsze mówię to samo: równie dobrze mogłoby być odwrotnie i to Espanyol mógłby w tym czasie mieć czterech różnych trenerów, tak jak zdarzało się wcześniej. Ciągłość daje ci przewagę w pewnych aspektach, bo wiele rzeczy mamy już wypracowanych i dobrze się rozumiemy. Każdy dzień, który spędzam tutaj, traktuję jako kolejne zwycięstwo. To dla mnie ogromna duma móc być w tym miejscu i uważam, że trzeba to doceniać, kiedy jeszcze tutaj jesteś, a nie dopiero wtedy, gdy cię już nie ma.

Jak ocenia pan Vanję Drkušicia po tych tygodniach treningów? Czy jest już gotowy, żeby zagrać od pierwszej minuty?
Był gotowy już wtedy, kiedy do nas przyszedł, bo wcześniej trenował i rywalizował w Zenicie. Wszyscy zawodnicy, którzy jutro znajdą się w kadrze, są przygotowani do tego, żeby rozpocząć mecz w podstawowym składzie. Później trzeba już dokonać wyboru z głową i znaleźć najlepsze rozwiązanie na jutrzejsze spotkanie. Ale powtarzam: każdy zawodnik powołany na ten mecz jest gotowy również do gry od pierwszej minuty.

REKLAMA
REKLAMA

Powiedział pan wcześniej, że każdej drużynie można zrobić krzywdę. W którym dokładnie miejscu można jutro zranić Real Madryt?
Jeśli pani to powiem, to jutro nie będzie już trzeba przychodzić na mecz, prawda? Nie powiem pani tego. Nie zdradzę tego, nad czym pracowaliśmy. To drużyna, która ma mnóstwo bardzo mocnych stron, ale ostatecznie każdy zespół na świecie, nawet najlepszy, ma jakiś słabszy punkt. Oczywiście w przypadku Realu Madryt i drużyn na jego poziomie tych słabości jest znacznie mniej niż u innych. Zobaczymy, czy dopisze nam szczęście i czy będziemy potrafili dobrze wykonać swoją pracę, żeby wygrać.

Chciałem zapytać o Rogera Hinojo. Wygląda na to, że będzie miał miejsce w pierwszej drużynie, a do tego numer 21. Czy uważa pan, że jest gotowy zastąpić tak ważnego zawodnika, jakim był Carlos Romero?
Przede wszystkim uważam, że Roger Hinojo nikogo nie zastępuje. Roger Hinojo czy Hartman to zawodnicy mający poziom i jakość potrzebne do gry w Espanyolu. Nie patrzymy na to w taki sposób, że ktoś kogoś zastępuje. Romero to zawodnik, który będzie prezentował fantastyczny poziom. Zawsze mówię też o jego ogromnym zaangażowaniu. Był u nas na wypożyczeniu, a mimo tego, nawet kiedy jechał na mecz do Sewilli czy grał tutaj w trudnych okolicznościach, zawsze chciał być z zespołem do samego końca. To zawodnik, do którego tutaj zawsze trzeba mieć szczególny sentyment. Ale każdy piłkarz ma wykonywać swoją pracę. Nie sprowadzamy nikogo po to, żeby „zastąpił” konkretną osobę.

REKLAMA
REKLAMA

Hinojo był jednym z zawodników, którzy rozpoczęli poprzedni mecz w podstawowym składzie, i rozegrał bardzo dobre spotkanie z Levante. Zamierza pan zachować ciągłość w jedenastce czy ze względu na to, że teraz rywalem jest Real Madryt, pojawią się jakieś szczególne zmiany?
Zobaczymy jutro po południu, co się wydarzy. Nigdy na konferencji przed meczem nie powiem, czy zagra jeden czy drugi zawodnik. Bardzo mi przykro, że nie mogę odpowiedzieć na takie pytania, ale nie zamierzam zdradzać rywalowi, kto jutro wystąpi.

Na ile tak przekonujące zwycięstwo jak to z Levante zmienia nastroje w drużynie? Jak wyglądał ten tydzień? Mówił pan już o skali trudności meczu z Realem, ale czy taki zastrzyk pewności siebie sprawia, że Real wydaje się choć trochę mniej groźny?
Przede wszystkim nie ma u nas żadnej euforii. W okresie przygotowawczym również nie mieliśmy żadnego wewnętrznego kryzysu, bo sparingi są tym, czym są. Tak samo teraz po zwycięstwie z Levante nie uważamy, że nagle wszystko jest wspaniale. Jesteśmy w środku spokojni. Poprzedni sezon bardzo nam pomógł poukładać sobie wszystko w głowach: zarówno to, jak wyglądała pierwsza runda, jak i druga. Wiemy, że nie ma takiego zła, które trwa wiecznie, ale dobre chwile również nie trwają zawsze. Musimy mieć głowę na karku i wiedzieć, jak stawiać czoła trudnym sytuacjom, kiedy się pojawią. Trzeba rozumieć, że okres przygotowawczy to jedno, a liga to drugie. Mecz z Levante jest już historią. Liczy się to, co przed nami.

REKLAMA
REKLAMA

Niezależnie od jutrzejszego wyniku, co chciałby pan zobaczyć na boisku, żeby poczuć, że drużyna zrobiła kolejny krok naprzód względem poprzedniego tygodnia?
Chcę, żebyśmy rywalizowali na maksimum. W futbolu wszystko jest oczywiście oceniane przede wszystkim przez wynik, bo to sport na najwyższym poziomie i ostatecznie właśnie wynik jest najważniejszy. Ale chciałbym zobaczyć drużynę, która jest w stanie dotrzymać kroku Realowi, cały czas pozostawać w meczu i być mocna mentalnie. Jeśli dostaniemy jakiś cios, chcę, żebyśmy potrafili go przyjąć i odpowiedzieć. Właśnie to sprawia, że zespół rośnie. Kiedy widzisz drużynę, która niezależnie od tego, ile ciosów otrzymuje, potrafi stać twardo i walczyć do samego końca, to właśnie wtedy dojrzewa i dalej się rozwija.

Mówił pan wcześniej o wielkiej karierze José Mourinho, ale patrząc na ten Real Madryt, na wszystkie nazwiska, przeprowadzony rynek transferowy i nowego trenera: to jest drużyna, która chce zdominować rywala i zamknąć go pod jego bramką, czy raczej próbuje go zwabić, żeby zostawił przestrzeń i umożliwił Realowi przejście do tych szybkich ataków, o których pan mówił?
Myślę, że będzie tam trochę jednego i drugiego. Będą momenty, w których, nawet jeśli nie będą tego celowo szukać, zepchną przeciwnika do niskiego bloku, bo po prostu mają taką jakość. Ale uważam również, że będą mieli momenty, w których przygotują sobie możliwość do szybkiego ataku. To jest właśnie inteligencja w grze. Czasami wydaje nam się, że najlepszy atak to wyłącznie ten oparty na posiadaniu piłki, bo dzisiaj posiadanie jest bardzo mocno gloryfikowane i każdy chciałby mieć piłkę przez cały mecz. Prawda jest jednak taka, że niektóre zespoły lepiej atakują w fazach przejściowych niż w ataku pozycyjnym. Sądzę, że Real będzie próbował wykorzystywać oba warianty. Myślę, że transfer Carlosa Espíego został przeprowadzony właśnie także z myślą o tym, bo w poprzednim sezonie mieli większe problemy, kiedy musieli atakować przeciwko nisko ustawionym zespołom. Teraz mają obie możliwości: mogą atakować niski blok z klasycznym napastnikiem będącym punktem odniesienia, ale mogą też biec, a przecież mają zawodników, którzy w fazach przejściowych należą do najlepszych na świecie.

REKLAMA
REKLAMA

A kiedy rywal całkowicie pana zespół dominuje, spycha go do tyłu i trzeba niemal bronić pod własną poprzeczką, jak drużyna powinna reagować na taką presję? Jak można wyjść z takiej sytuacji cało?
Dla mnie najtrudniejsza w takich sytuacjach jest zmiana sposobu myślenia. Czasem ludzie oglądają mecz, widzą zawodnika, który przez długi czas bronił, a potem po odzyskaniu piłki po prostu ją wybija, i mówią: „Cholera, przecież byłeś sam”. Tylko że to bardzo trudne, bo musisz dokonać ogromnej zmiany mentalnej: przez dłuższy czas bronisz, biegasz z jednej strony na drugą, a nagle masz piłkę i być może trzy łatwe możliwości podania. W takim momencie bardzo trudno je dostrzec. Ten moment uspokojenia gry jest dla mnie najtrudniejszy. Jutro musimy więc umieć doceniać zarówno dobrze wybronioną akcję, jak i moment, w którym odzyskamy piłkę. Wtedy trzeba wiedzieć, gdzie ją zagrać. Mamy pewne wypracowane schematy i wiemy, że w określonych sytuacjach kolega powinien znajdować się w konkretnym sektorze boiska. To pomaga, bo nawet kiedy jesteś pod dużą presją, wiesz, że możesz zagrać piłkę w dane miejsce i powinien tam czekać twój partner.

Czytaj kolejne newsy bez przeklikiwania

Jako Socio korzystasz z widoku Aktualności+, w którym kolejne artykuły wyświetlają się w całości, jeden pod drugim. Wystarczy przewijać.

  • Aktualności+
  • Bez reklam
  • Priorytetowy support
Zobacz Aktualności+ od 12,50 zł /mies.przy płatności rocznej

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

REKLAMA