– Real Madryt jest dla mnie, z zawodowego punktu widzenia, szczytem kariery trenerskiej. I z pewnością dla każdego piłkarza również. To jest ta strona profesjonalna. A potem jest strona emocjonalna, uczuciowa i w tym kontekście to dla mnie powrót do domu. Emocjonalnie jest to piękniejsze niż za pierwszym razem, kiedy tu przyszedłem, bo wtedy dominowało poczucie, że docieram na sam szczyt kariery trenera. Teraz dochodzi do tego strona bardziej emocjonalna, uczuciowa, teraz jest to jeszcze piękniejsze.
– Postrzegam to jako misję, bo, jak mówiłem wcześniej, jest tu ten aspekt uczuciowy, emocjonalny. Za pierwszym razem, w 2010 roku, przyjechałem myśląc o sobie, o tym, że trafiam do największego klubu świata i oczywiście chcę wykonać dobrą pracę dla siebie. Teraz jest inaczej. Teraz chcę to zrobić dla Realu Madryt, a nie dla siebie. Oczywiście te dwie rzeczy są ze sobą powiązane. Ale emocjonalnie myślę o Madrycie, nie o sobie.
– Chcę dać klubowi teraźniejszość i przyszłość. Oczywiście chcę wygrywać. Chcę, żeby Real Madryt znów wygrywał, bo to jego naturalny stan. Ale tak jak za pierwszym razem, nie chcę zmieniać przekonania, że praca trenera nie dotyczy tylko chwili, lecz także przygotowania przyszłości. Ludzie myślą, że przychodzę z nastawieniem, jak to się mówi… „Dyscyplinowania”. To nie tak. Przychodzę z poczuciem zdrowego rozsądku. To, czego wymagam od zawodników od pierwszego dnia, to wszystko to jest zdrowy rozsądek. Godzina przyjścia, godzina wyjścia, praca, którą wykonujemy na siłowni, praca na boisku, praca indywidualna przy analizie statycznej. Wszystko, czego od nich oczekuję na poziomie profesjonalizmu, szacunku do zawodu i przede wszystkim do klubu, dla mnie jest zdrowym rozsądkiem. I myślę, że oni też to przyjmują ze zdrowym rozsądkiem. Nie wiem, jak to się mówi po hiszpańsku, ale po portugalsku jest takie zdanie, taka maksyma, bardzo dla mnie ważna: „Nie powinniśmy pracować w Realu Madryt, powinniśmy pracować dla Realu Madryt”. To maksyma, którą wszyscy musimy przyswoić, zrozumieć i nosić ze sobą każdego dnia. I właśnie to chcę robić: pracować dla Realu Madryt.
– Spójrz, futbol jest fantastyczny, bo zazwyczaj daje przestrzeń na wiele różnych interpretacji. Jeśli zapytasz o najpiękniejszego gola w historii, będzie tysiąc różnych odpowiedzi. Najlepszy trener, to samo. Najlepszy piłkarz, to samo. Ale kiedy trafiasz do najlepszego klubu w historii futbolu, a co za tym idzie – do najlepszego prezesa w historii futbolu, nie ma już wątpliwości. Możesz wymienić nazwę innego klubu z pasji, bo to klub, który kochasz, ale w sposób pragmatyczny, obiektywny to Real Madryt. Kto stworzył historię Realu? Mamy dwóch prezesów, którzy są fundamentalni w historii. Ten obecny, w naszej współczesnej historii, jest najlepszym prezesem.
– To kadra, która ma piłkarzy dobrych, piłkarzy bardzo dobrych i piłkarzy bardzo, bardzo dobrych. Nie mamy słabych punktów. To bardzo zrównoważona kadra, zbudowana dzięki ogromnej analizie, komunikacji, nie kierując się sercem, bez emocji, bez presji z zewnątrz, która tak często wpływa na decyzje. Nie byliśmy polityczni. Z jednej strony ja i mój sztab zajęliśmy się analizą techniczną; z drugiej prezes, José Ángel i Juni mieli wizję inną, ale komplementarną. Wykonaliśmy, moim zdaniem, pracę, która kończy się stworzeniem bardzo kompletnej kadry, z idealnie zrównoważonymi liczbami. Liczbami, które sprawiają, że zawodnik siedzący dziś na ławce wie, że jutro może grać. To nie jest przesadzona kadra, jest praktycznie idealnie zrównoważona, dwóch zawodników na każdą pozycję, w modelu gry, który uważamy za najlepszy. I bardzo mi się podoba. Podoba mi się też sposób, w jaki pracują, bo czasem jesteś zachwycony potencjałem jakości, ale nie masz dobrego feelingu z codzienną pracą. Ja po sześciu tygodniach mam tylko bardzo, bardzo pozytywne odczucia wobec chłopaków.
– Symaptia madridismo? Dla mnie najważniejsze było to, co wydarzyło się od 2013 roku do teraz, nie od 2010 do 2013. Okres od 2010 do 2013 był niesamowity dla hiszpańskiego futbolu, ale bardzo trudny do zarządzania. Kiedy jesteś w środku, poświęcony pracy, czujesz mniej tę więź. Od 2013 roku do teraz, jest niewiarygodna. Bo madridistas spotykasz wszędzie. Dokądkolwiek jedziesz, tam są madridistas. I ten kontakt, ten szacunek, ta przyjaźń, czułem to od 2013 roku do dziś. A kiedy był finał na Wembley, komentowałem go dla jednej z angielskich telewizji, nie pamiętam której, i musiałem zejść na murawę. I to, co tam poczułem, było niesamowite. Jak mówiłem, nie byłem trenerem Realu Madryt. Nie byłem trenerem, który wygrał z nimi Ligę Mistrzów i mógłby mieć naturalną więź z tym dniem. Ale sposób, w jaki zareagowali na mój widok, został ze mną, naznaczył mnie.
– Pierwszy mecz z Espanyolem? Mają trzy punkty więcej niż my. Zaczęli bardzo dobrze. Grali dobrze, wygrywali spokojnie. I zawsze powtarzam: my, Real Madryt, musimy pamiętać, co oznacza dla innych gra przeciwko Realowi Madryt. Jeśli o tym nie pamiętamy, jeśli nie bierzemy tego pod uwagę, mamy problem od pierwszej minuty. Musimy tam pojechać z tą świadomością, wiedząc, że każdy punkt się liczy. Ale nie boję się. Nie boję się, bo zawodnicy dają mi sygnały, że chcą robić wszystko dobrze, poważnie, z ambicją. Oni czekają na nas, ale my też jedziemy tam po swoje punkty.
– Przesłanie do kibiców? Jest bardzo proste: jestem jednym z was. Zawsze byłem, odkąd odszedłem, a teraz, kiedy wróciłem z tą odpowiedzialnością, możecie sobie wyobrazić, co dla mnie znaczy pracować dla Realu Madryt. I to jest najważniejsze, co chcę, żeby wszyscy w Valdebebas czuli: pracować dla Realu Madryt. A co to znaczy? Pracować dla was.
Komentarze (12)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się