Gdyby mógł pan porozmawiać z Cholo [jego pseudonim] z 2011 roku, co by mu pan powiedział?
Powiedziałbym mu, żeby cieszył się drogą i nie cierpiał. Całego ciężaru, który odczuwam dzisiaj po 15 latach pracy w tym klubie, nie czułem przez pierwsze trzy czy cztery sezony. Byłem wolny, spokojny i cieszyłem się z każdego wygranego meczu. Kiedyś zwycięstwo było szczęściem, dziś jest ulgą.
Dlaczego cierpi pan bardziej niż na początku, kiedy miał pan wszystko do udowodnienia, podczas gdy dziś pańska praca jest już doceniana?
Teraz cierpię, ponieważ zaprowadziliśmy klub do miejsca, w którym jesteśmy bardziej wystawieni na ocenę, a wymagania są tak wysokie, że spoczywa na nas ogromna odpowiedzialność. Dobry sezon już nie wystarcza. W ubiegłym roku dotarliśmy do półfinału Ligi Mistrzów [z Arsenalem 1:1 i 0:1], przegraliśmy finał Pucharu Króla po rzutach karnych [z Realem Sociedad 2:2 oraz w karnych 3:4], a z walki o mistrzostwo Hiszpanii odpadliśmy zbyt wcześnie [czwarte miejsce ze stratą 25 punktów do mistrzowskiej Barcelony]. Poprawienie tych wyników oznaczałoby awans do finału Ligi Mistrzów, zdobycie pucharu i zajęcie jednego z dwóch pierwszych miejsc w lidze, w której występują Real Madryt i Barcelona. Mogę zapewnić, że sprostanie takim wymaganiom nie jest łatwe. Właśnie dlatego mówię, że moim największym wrogiem jestem ja sam.
Z jakimi wartościami klubu utożsamia się pan najbardziej?
Klub reprezentuje wiele wartości, prawda? Praca, pokora, szacunek, regularność, wytrwałość, wytrwałość, wytrwałość… [naciska na ostatnie słowo]. Jesteśmy w klubie, który bez przerwy rywalizuje z dwiema potęgami, Realem Madryt i Barceloną. Im do zwycięstwa wystarczy jedna akcja, ponieważ Mbappé albo Lamine Yamal mogą nagle się pojawić i strzelić gola, czego nie można powiedzieć o nas. Dziś zajmujemy uprzywilejowaną pozycję, a ci, którzy znajdują się za nami, chcą z nami rywalizować. Musimy więc również uważać, żeby nas nie wyprzedzili. W Atleti zawsze trzeba dawać z siebie 110%. Sto procent nie wystarcza nam do wygrywania w Hiszpanii, ponieważ Barcelona i Real Madryt rzadko przeżywają słabszy okres w tym samym czasie. Musisz więc nieustannie przekraczać własne granice i nie możesz stracić pokory, bo wiesz, że zespoły znajdujące się za tobą cały czas się rozwijają. Dla tych drużyn mecz z Atlético Madryt jest dziś jak spotkanie z Realem Madryt albo Barceloną. W ostatnich latach przegraliśmy znacznie więcej meczów z teoretycznie słabszymi zespołami niż z drużynami lepszymi od nas. Bez wątpienia jest to element, nad którym musimy popracować.
W poprzednim sezonie po odpadnięciu z Arsenalem powiedział pan: „W tej chwili jestem pewien, że nie mam już siły, by kontynuować”. Jakie jest dziś pańskie nastawienie?
Nadal ufam klubowi, swojemu sztabowi i piłkarzom, których mamy. Wciąż wierzę też, że możemy zdobyć to, czego pragną wszyscy kibice, czyli trofea. Damy z siebie wszystko, żeby tego dokonać. Kiedy przyszedłem tutaj w 2011 roku, Atlético nie zdobyło mistrzostwa Hiszpanii od 1996 roku, a my wygraliśmy je w 2014 roku. Między tymi tytułami minęło 18 lat. Następnie ponownie zostaliśmy mistrzami w 2021 roku, siedem lat później. Ten okres znacznie się skrócił. Drużyna musi sprawić, by te przerwy były jeszcze krótsze. Problemem byłoby, gdyby Atlético znowu przez 18 lat nie zdobyło mistrzostwa, niezależnie od rywalizacji z Realem Madryt i Barceloną. Wspaniały stadion i dobra infrastruktura są ważne dla kibiców, ale oni chcą przede wszystkim, żebyśmy zostali mistrzami.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się