Real Madryt prowadzi trudne negocjacje z Viníciusem Júniorem. Brazylijczyk ma 26 lat, pozostaje jedną z największych gwiazd zespołu, a jego wartość rynkowa jest szacowana przez Transfermarkt na 140 milionów euro. Jednocześnie kontrakt skrzydłowego obowiązuje tylko do 30 czerwca 2027 roku. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy rozmowy, które początkowo wydawały się formalnością, wyraźnie się skomplikowały. Vinícius znajduje się bowiem w idealnym momencie, by przejąć kontrolę nad negocjacjami. Od stycznia 2027 roku będzie mógł legalnie rozmawiać z innymi klubami i podpisać umowę, która zacznie obowiązywać po wygaśnięciu kontraktu z Realem.
Publicznie Brazylijczyk zapewnia, że chce pozostać w klubie, który uważa za swój dom. Oczekuje jednak znaczącej podwyżki oraz premii za przedłużenie umowy. Na Santiago Bernabéu takie żądania są postrzegane jako bardzo kosztowne i mogące stworzyć niebezpieczny precedens. Real ma w praktyce trzy możliwości. Może zaakceptować warunki zawodnika, pozwolić mu odejść bez kwoty odstępnego latem przyszłego roku albo spróbować sprzedać go już teraz. W ostatnim przypadku potencjalna cena byłaby jednak niższa niż przy umowie obowiązującej jeszcze przez kilka sezonów.
„Kluby niewiele mogą w takich sytuacjach zrobić”, stwierdził Toni Roca, dyrektor Sports Law Institute, w rozmowie z El Confidencial.
Ekspert wyjaśnił, że premia za przedłużenie kontraktu staje się dla zawodnika formą nagrody za pozostanie w dotychczasowym klubie. Piłkarz zdaje sobie sprawę, że za kilka miesięcy będzie mógł odejść za darmo i zażądać od nowego pracodawcy dużej premii za podpis albo wyższego wynagrodzenia.
„Nowy klub oszczędza na kwocie odstępnego. Zawodnik może więc powiedzieć: «Normalnie kosztowałbym 30, 40 czy 50 milionów euro. Skoro nie musicie ich płacić, dajcie mi 20 milionów premii»”, tłumaczy Roca.
Real Madryt sam wielokrotnie korzystał z tego mechanizmu, sprowadzając bez kwoty odstępnego między innymi Kyliana Mbappé, Davida Alabę, Antonio Rüdigera czy Ibrahima Konaté. Różnica polega na tym, że teraz podobnej premii domaga się zawodnik, który już znajduje się w klubie. W praktyce przedłużenie umowy może więc przypominać przeprowadzenie kolejnego transferu. Zamiast zapłaty dla poprzedniego pracodawcy pieniądze trafiają bezpośrednio do piłkarza i jego przedstawicieli w formie premii oraz wyższego wynagrodzenia.
Piłkarz zawsze może odmówić
Wśród kibiców często pojawia się proste rozwiązanie: jeżeli zawodnik nie chce przedłużyć kontraktu, należy go sprzedać. Problem polega na tym, że do przeprowadzenia transferu potrzebna jest również zgoda samego piłkarza.
„To nie jest NBA. Zawodnicy nie są towarem. Nikt nie może zmusić ich do podpisania umowy o pracę z klubem, do którego nie chcą przechodzić, ani do zaakceptowania transferu”, podkreślił Roca.
Vinícius może zatem odrzucić każdą propozycję, pozostać w Madrycie do końca kontraktu, a następnie samodzielnie wybrać kolejnego pracodawcę. W ten sposób zachowałby pełną kontrolę nad swoją przyszłością i mógłby wynegocjować jeszcze lepsze warunki finansowe. Zdaniem eksperta w kolejnych latach coraz więcej czołowych zawodników będzie decydować się na wypełnienie kontraktów. Kluby próbują temu przeciwdziałać, podpisując bardzo długie umowy, ale nie zawsze jest to rozwiązanie korzystne dla obu stron.
Automatyczne przedłużenia uzależnione od liczby występów lub osiągnięcia określonych celów są stosowane głównie w przypadku zawodników z niższej półki. Przy największych gwiazdach warunki zostałyby prawdopodobnie spełnione bardzo łatwo, a klub mógłby zostać związany wieloletnim kontraktem z piłkarzem pobierającym ogromne wynagrodzenie, na którego nie liczyłby już trener.
„Można się znaleźć w sytuacji, w której warunki przedłużenia zostaną spełnione, ale zawodnik przestanie pasować trenerowi albo klub nie będzie z niego zadowolony. Wówczas zostajesz z ogromnym kontraktem, który ma wielki wpływ na budżet płacowy. Takie związanie sobie rąk również nie jest dobre”, zaznaczył prawnik.
Trybuny nie rozwiążą problemu
Mało realne wydaje się również odsunięcie Viníciusa od zespołu w ramach kary za brak porozumienia. W przeszłości zdarzały się przypadki zawodników, którzy po odmowie przedłużenia kontraktu tracili miejsce w składzie. Fernando Llorente w ostatnim sezonie w Athleticu rozgrywał znacznie mniej minut, choć oficjalnie nigdy nie został odsunięty od drużyny. W przypadku Viníciusa podobne rozwiązanie byłoby jednak trudne do wyobrażenia.
„Nie jest wiarygodne założenie, że Real Madryt pozostawi Viníciusa na ławce tylko dlatego, że nie przedłużył kontraktu. Można ukarać go na początku, ale gdy zespół zacznie mieć problemy, trener będzie go potrzebował. Niedorzeczne byłoby płacenie ogromnego wynagrodzenia zawodnikowi i jednoczesne rezygnowanie z jego usług”, ocenił Roca.
Real Madryt znalazł się więc na rozdrożu. Najbardziej racjonalnym rozwiązaniem w przypadku braku porozumienia byłaby sprzedaż, dzięki której klub otrzymałby przynajmniej część wartości zawodnika. Nie ma jednak żadnej gwarancji, że Vinícius zgodzi się na odejście.
„Kluby znalazły się w bardzo trudnej sytuacji. Jeżeli zawodnik nie przedłuża kontraktu, najrozsądniej jest spróbować znaleźć mu nowy klub i przynajmniej coś zarobić. Rok później może przecież odejść za darmo”, podsumował dyrektor Sports Law Institute.
Największe gwiazdy coraz lepiej zdają sobie sprawę z pieniędzy, jakie generują. Nie chcą już, aby pełna wartość transferów trafiała wyłącznie do klubów. Przypadek Viníciusa może być zatem dopiero początkiem nowej rzeczywistości, w której zatrzymanie własnego zawodnika kosztuje niemal tyle samo, co sprowadzenie kolejnego.
Komentarze (39)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się