Trenerze, rozegraliśmy pierwszy mecz towarzyski w tym sezonie, dzisiaj tutaj przeciwko Fiorentinie. Co najbardziej spodobało się panu w pańskim Realu Madryt?
Wszystko. Kiedy wszedłem do szatni, zobaczyłem na telefonie hasło, że to był Real Madryt o dwóch twarzach. A to był nawet Real o trzech twarzach: świeży, zmęczony i superzmęczony [uśmiech]. Świeży grał bardzo dobrze. Wynik 2:1 do przerwy był niziutki. To była pierwsza połowa o ogromnej jakości na miarę spokojnie 3:0 czy 4:0. W drugiej połowie mecz stał się bardziej fizyczny przeciwko typowo włoskiej drużynie, bardzo silnej fizycznie, która wywarła na nas sporą presję. Zaczęło się wtedy pojawiać to drugie oblicze. A potem Moise Kean grał w naszym polu karnym przeciwko dwóm dzieciom, 18-letnim chłopakom, którzy rozegrali kapitalny mecz. Naprawdę kapitalny mecz. To jednak część rozwoju dzieci, że fizycznie nie są jeszcze gotowi, by grać na poziomie z taką bestią jak Moise, który jest fantastycznym zawodnikiem. A potem trzecia twarz, która też bardzo mi się podobała. To była twarz superzmęczenia, ale z nią drużyna potrafiła być drużyną. Potrafiła kontrolować grę. Potrafiła znowu dominować w grze. Dumfries i Endrick trenowali 3 dni! Trzy dni! A rozegrali ponad 70 minut. To był fantastyczny wysiłek, który był dla mnie dowodem na to, że chcieli dać z siebie wszystko i wręcz dojść do granic swoich możliwości. Więc podobało mi się wszystko. Podziękowałem już [trenerowi Fiorentiny] Grosso za trening, jaki nam zapewnili. To był bardzo dobry trening.
Czego szukał pan dzisiaj poprzez wyjściowe ustawienie? Czy właśnie taki Real Madryt, taki system, będziemy oglądać w przyszłości, czy jest jeszcze za wcześnie?
Nie, nie będziemy. To jest Real Madryt z zawodnikami, których obecnie mamy do dyspozycji. Oczywiście jak powiedziałem chłopakom przed spotkaniem: Real Madryt jest Realem Madryt. Jeśli to sparing, nadal jesteśmy Realem Madryt. Jeśli to mecz treningowy, nadal jesteśmy Realem Madryt. Oczywiście zawsze trzeba szukać rozwoju, ale również wyniku i godności wynikającej z naszej historii. Musiałem też wystawić w cudzysłowie „ludzi”, których miałem do dyspozycji. Musiałem wystawić razem do gry Trenta i Dumfriesa oraz spróbować znaleźć dynamikę, która pozwoliłaby nam tak grać. Pracowaliśmy nad tym tylko wczoraj, to jest oczywiste. Bo naszym celem nie jest trenowanie pod kątem jednego spotkania, ale wczoraj wykonaliśmy trochę pracy nad organizacją, aby drużyna wychodząca na boisko wiedziała, co ma robić. Dwaj chłopcy, którzy zagrali, Joan [Martínez] i Mario [Rivas], mają przed sobą fantastyczną przyszłość. Dopóki spotkanie nie weszło w fazę bardziej fizycznej gry, prezentowali ogromną klasę. Byłem zachwycony jakością tych chłopców. Oczywiście wciąż mają przed sobą pewną drogę do przebycia. Stworzyliśmy mieszankę z zawodników, których mieliśmy do dyspozycji. A przypomnę, że spośród siedmiu dostępnych graczy pierwszego zespołu, dwóch trenowało z nami dopiero od trzech dni. Później wpuściliśmy biednego Carlosa Espíego [śmiech], który wciąż budzi się ze snu. Wczoraj trenował z nami przez zaledwie godzinkę, a dzisiaj wszedł na boisko, żeby nam pomóc i przekonać się, czym jest Real Madryt. [gest wąchania czegoś] Więc jestem zadowolony, bardzo zadowolony z pracy chłopaków. Nie tylko dzisiaj, ale od pierwszego dnia naszej pracy. Oczywiście martwi mnie brak pozostałych zawodników. Martwi w tym sensie, że chciałbym przepracować trzy tygodnie także z nimi, ale nie jest to możliwe. W poniedziałek przyjadą Vini, Brahim i Bernardo. Ci będący już tutaj, czyli Dumfries, Carlos i Endrick, będą mieli już za sobą kilka dni więcej pracy. I tak to wygląda, krok po kroku, będziemy czekać na zawodników, którzy wystąpili w półfinałach i finale mistrzostw świata, którym był tylko Cucu.
Trenerze, na koniec: ponownie poprowadził pan mecz jako szkoleniowiec Realu Madryt. Co pan czuł?
Jeszcze nic. Ciągle przed nami te najlepsze [śmiech]. Ciągle przed nami te najlepsze.
Komentarze (12)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się