Real Madryt José Mourinho rozpoczął oficjalną część przedsezonowych sparingów. Wcześniej na terenie swojego miasteczka sportowego ograł drużyny spod Madrytu (1:0 z Alcorcón i 4:1 z Leganés), ale dopiero dziś po raz pierwszy mogliśmy obejrzeć pełny mecz, który choć troszeczkę mógł przypominać starcia na serio.
Oczywiście nowy-stary trener Królewskich nie mógł liczyć na wszystkich swoich podopiecznych, ale i tak udało mu się skompletować jedenastkę, w której nie brakowało graczy, którzy mogą stanowić o trzonie drużyny w przyszłym sezonie. Takich graczy można było znaleźć na prawej stronie (Trent i Dumfries), ale też w środku pola (Valverde i Arda Güler). Ponownie mogliśmy zobaczyć, jak przy nieco poważniejszych rywalach wyglądają młodzi stoperzy czy Endrick. I to właśnie od mocnego – dosłownie i w przenośni – uderzenia Brazylijczyka zaczęły się dzisiejsze zawody w Klagenfurcie. Arda Güler przyspieszył grę, dogrywając do Álvaro Carrerasa, ten od razu podał do Endricka, który po przyjęciu piłki uderzył tak, że David de Gea nie miał żadnych szans.
Mimo korzystnego rezultatu, który dziś i tak był na dalszym planie, nie wszystko w Realu mogło się podobać. Sporo było chaosu i niewymuszonych strat, ale ten, który się w tym lubuje z natury, czyli Eduardo Camavinga, przeprowadził akcję, która dała bramkę na 2:0. Nie jest do końca jasny jego zamysł przy podaniu, ale faktem jest, że zaliczył asystę przy trafieniu Alexisa Cirii, który popisał się dobrym wykończeniem. Tempo meczu nie było szalone, ale z pewnością oglądało się go przyjemniej niż treningowe potyczki w Valdebebas.
Nie udało się jednak zachować koncentracji w defensywie do końca pierwszej połowy. W 41. minucie Álex Jiménez przy dość biernej postawie drugiej linii dograł do Roberto Piccolego, a 25-latek pokonał Andrija Łunina. Bramkarz Realu nie był tu bez szans i mimo kiepskiej postawy jego kolegów z pola powinien był zrobić nieco więcej.
W przerwie Mourinho nie przeprowadził ani jednej zmiany i trudno się dziwić – na ławce nie miał żadnego gracza pierwszej drużyny poza pozyskanym przedwczoraj Carlosem Espím. Królewscy słabo weszli w drugą połowę, dali się zepchnąć Fiorentinie, która z łatwością dochodziła w okolice pola karnego Łunina. Wreszcie bramkarz skapitulował po raz drugi, gdy Nicolò Fagioli dośrodkował, a Moise Kean zdobył bramkę głową. Obaj pojawili się na boisku minutę wcześniej.
Po trafieniu na 2:2 dominacja znów była po stronie Realu, ale brakowało dobrych sytuacji. Obie drużyny być może zaczęły to spotkanie traktować jeszcze bardziej treningowo. Do końca meczu nie wydarzyło się już nic godnego uwagi i obie drużyny wytrwały do ostatniego gwizdka sędziego bez konkretów w ataku.
Real Madryt – ACF Fiorentina 2:2 (2:1)
1:0 Endrick 12' (asysta: Carreras)
2:0 Ciria 24' (asysta: Camavinga)
2:1 Piccoli 41' (asysta: Álex Jiménez)
2:2 Kean 58' (asysta: Fagioli)
Real Madryt: Łunin; Trent, Martínez, Rivas, Carreras; Camavinga, Valverde (84' Lacosta); Dumfries (75' Daniel Yáñez), Arda Güler (87' Lamini Fati), Ciria (64' Cestero); Endrick (75' Espí)
Pozostali na ławce: Mestre, Javi Navarro, Fortea, Aimar García i Jacobo
Fiorentina: De Gea (46' Christensen); Álex Jiménez (56' Dodô), Drăgușin, Viery, Ranieri (76' Valdepeñas); Mandragora (85' Lapo Deli), Oulaï (57' Fagioli), Ndour (76' Fortini); Atta (85' Croci); Guðmundsson (70' Giovanni Fabbian), Piccoli (56' Kean)
Pozostali na ławce: Lezzerini, Braschi, Košpo, Brando Mazzeo i Perotti
Wyjściowy skład dostarczony przez Superscore
Komentarze (277)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się