REKLAMA
REKLAMA

Nacho: Razem z Mou nadchodzą dobre rzeczy dla Realu Madryt

Wychowanek i były kapitan Realu Madryt, Nacho, udzielił wywiadu dla dziennika AS. Poniżej przedstawiamy zapis tej rozmowy z obecnym zawodnikiem saudyjskiego Al-Qadisiyah.

REKLAMA
REKLAMA
Nacho: Razem z Mou nadchodzą dobre rzeczy dla Realu Madryt
Nacho z 15. pucharem Ligi Mistrzów. (fot. Getty Images)

Witaj, Nacho. Miło znów cię zobaczyć. Wciąż o tobie słyszymy, ponieważ dzięki takim ludziom jak właśnie ty czy Cristiano śledzimy ligę saudyjską. Jesteś zawodnikiem pierwszego składu i widać, że jesteś szczęśliwy na każdym poziomie.
Tak, Tomás, wszystko się układa. Razem z całą rodziną jesteśmy tutaj szczęśliwi. To zupełnie inne doświadczenie względem tego, co przeżywałem podczas całej mojej kariery, ale jestem w klubie, który się rozwija, rywalizując z najlepszymi i cóż, dużo spokoju dodaje mi również fakt, że moje dzieci są szczęśliwe w brytyjskiej szkole. Życie, które tutaj prowadzimy, jest bardzo spokojne. Naprawdę nie mam żadnego „ale”. Oczywiście tęsknię za Madrytem, za domem, przyjaciółmi, znajomymi. Ale jest dobrze – jestem szczęśliwy i się tym cieszę.

REKLAMA
REKLAMA

To inna kultura. Arabia brzmi jak coś odległego od nas, ale wszyscy, którzy tam jedziecie, mówicie, że jesteście świetnie traktowani i jest wam tam dobrze.
Bez wątpienia. Moja żona prowadzi normalne życie w ramach tego wszystkiego, co należy uszanować, czyli ich zwyczaje. To my jesteśmy tu obcokrajowcami, ale to jak jestem tu traktowany, jak traktowana jest moja rodzina, w każdym miejscu, do którego się udamy… Jeśli sam szanujesz tych wszystkich ludzi, to nie będziesz miał żadnych problemów. Życie jest bardzo dobre, chociaż w lecie jest bardzo gorąco.

I to wszystko w ramach rywalizacji, ponieważ Al-Qadisiyah zagra w azjatyckiej Lidze Mistrzów.
Rywalizujemy z tak zwanymi czterema wielkimi drużynami Arabii. Można powiedzieć, że to one mają tutaj największą władzę. To prawda, że nie byliśmy jeszcze w stanie wygrać ani ligi, ani żadnego innego tytułu, ale jesteśmy na dobrej drodze. W tym roku awansowaliśmy również do azjatyckiej Ligi Mistrzów, z którą wiążę duże nadzieje, chociaż jest inna od tej europejskiej.

Wciąż jesteś dumny ze swoich sześciu Lig Mistrzów z Realem Madryt.
Ta szóstka z Realem Madryt to coś, co już się więcej w historii nie powtórzy. To coś, co zostanie ze mną na całe życie. Byłoby też dla mnie czymś szczególnym wygranie sześciu Lig Mistrzów w Europie i również tej jednej w Azji. Miałbym ich siedem!

REKLAMA
REKLAMA

Porozmawiajmy o twojej przeszłości w Madrycie. Teraz, gdy do Realu Madryt po raz drugi przychodzi Mourinho, trzeba przypomnieć magiczną datę – 23 kwietnia 2011 roku. To twój debiut na Mestalli.
To było niesamowite. Tak, graliśmy w Walencji, a wiemy, że tam Realowi Madryt zawsze jest trudno. I wygraliśmy 6:3. Coś wielkiego.

Jeśli mnie pamięć nie myli, to zagrałeś na lewej obronie. I myślę, że już wtedy Mou zdał sobie sprawę z tego, jaki masz w sobie gen konkurencyjności. Opowiedz mi o tym doświadczeniu. Teraz Mou wraca.
Cóż, zarówno dla mnie, jak i dla całej mojej rodziny Mourinho jest szczególną postacią. To trener, który naznaczył moją karierę, dał mi zadebiutować, dał mi szansę… Tamtego dnia zadebiutowałem, ale już wcześniej brałem u niego udział w pretemporadach. Od tamtego meczu na Mestalli zaczęło przychodzić wiele kolejnych meczów w pierwszej drużynie. Mou zawsze będzie dla mnie kimś szczególnym. Niezależnie od tego, jak wielkim jest trenerem, to dla mnie i dla mojej rodziny jest tym kimś. Cóż ci więcej mogę powiedzieć? Życzę mu wszystkiego, co najlepsze w tym drugim etapie. Myślę, że przychodzi trener, jakiego Real Madryt właśnie teraz potrzebuje, trochę z twardą ręką. Ja tamte czasy wspominam jako jedne z najlepszych w moim życiu. Byłem również w tamtej Castilli, w której wszystko bardzo dobrze nam szło. To właśnie wtedy zaczęło się dla mnie wszystko, co związane z Realem Madryt. Jestem bardzo szczęśliwy i oczywiście bardzo wdzięczny Mou.

REKLAMA
REKLAMA

Real Madryt nie może mieć dwóch sezonów bez tytułów. Dobrze go znasz, więc powiedz, czy Mou może wykrzesać ten gen konkurencyjności, który ta drużyna wydawała się zatracać?
Nie wiem, czy na koniec zdobędą tytuły, ponieważ to ostatecznie futbol i to nie jest łatwe, ale jestem pewny co do tego, że piłkarze będą nakręceni i gotowi na 100%. Intensywność, jaką narzuca w każdym meczu i na każdym treningu – mogę cię zapewnić, że tam dajesz z siebie 100%. Więc jeśli zawodnicy i Mourinho osiągną w tym jedność, to nie mam wątpliwości, że dla Realu Madryt nadejdą dobre rzeczy. Mou jest za Realem Madryt, to madridista. To ważne, ponieważ on wie, czym jest wygrywanie i przegrywanie w tym klubie. Jeśli zawodnicy będą z nim na śmierć i życie, to dla Realu Madryt nadchodzą dobre rzeczy…

Po twoim odejściu do Arabii Ancelotti przyznał, że strata Nacho jest bardzo odczuwalna. Dobrze wiedziałeś, czym jest presja w Realu Madryt i grałeś równie dobrze na wszystkich czterech pozycjach w obronie. Kibice bardzo za tobą tęsknili.
To prawda, że odczuwam ciepło kibiców, trenerów, wszystkich ludzi z klubu, którzy do mnie piszą. Ja zawsze mówię, że Real Madryt to drużyna, która niezależnie od tego, kto akurat w niej jest, dalej będzie wygrywać. Ale prawdą jest, że to, o czym mi właśnie mówisz, przekazywało mi wiele osób. Tomás, jestem osobą, która musiała walczyć przez całe życie, aby wywalczyć sobie każdą minutę w Realu Madryt. Ludzie mogą sobie pomyśleć, że w pewnym momencie czułem się już pewny swego, ale nic z tych rzeczy. Od pierwszego dnia każdego sezonu musiałem walczyć tak jak każdy. Nikt nie podarował mi ani jednej minuty w tej koszulce. Taki, jaki jestem od dziecka, pozostanę, jak to się mówi w Realu Madryt, do samego końca.

REKLAMA
REKLAMA

Jaki jest twój sekret?
Lubię pracować, dawać z siebie wszystko i zawsze byłem przygotowany, gdy trzeba było zagrać. Jak mówię, mimo że spędziłem wiele lat w Realu Madryt, to nie była łatwa kariera, ponieważ zawsze miałem przed sobą najlepszych zawodników. I mimo to zawsze udawało mi się być jednym z ważniejszych. Myślę, że rekompensatę za to wszystko otrzymałem na koniec mojej kariery w Realu Madryt, gdy byłem kapitanem i wygrałem wszystko.

Widać, że masz wewnętrzny spokój.
Uwielbiałem walczyć i wojować za Real Madryt, ponieważ to klub mojego życia. Nie żałuję żadnej decyzji, jaką podjąłem. Ani tej, gdy swego czasu postanowiłem zostać, ani tej dotyczącej odejścia, ponieważ uważam, że to był odpowiedni moment. Taką decyzję nawet trudniej jest podjąć wtedy, gdy wszystko idzie dobrze, gdy grasz, gdy jesteś kapitanem i gdy dopiero co podniosłeś puchar Ligi Mistrzów. Wtedy odejść jest trudniej niż wtedy, gdy niewiele się układa, nie? Niczego nie żałuję, Tomás. I jestem bardzo wdzięczny Realowi Madryt, mojemu domowi, który dał mi wszystko. Ale ja również dałem z siebie wszystko dla klubu i to właśnie napełnia mnie spokojem.

W sezonie tej 15. Ligi Mistrzów, którą wzniosłeś jako kapitan, jest wiele wspomnień, które na zawsze pozostaną wśród madridistas. Jak ta seria rzutów karnych na Etihad, gdy na pewniaka podszedłeś do jedenastki. Guardiola patrzył wówczas w kierunku Lillo, aby zastanowić się, kto to podejdzie jako specjalista – czy Camavinga, czy Valverde, czy Brahim. Ale nie, to byli Nacho, Lucas i Rüdiger. Wykonałeś tego karnego perfekcyjnie. Na Etihad, jako kapitan. I później wzniosłeś 15. Ligę Mistrzów.
Tego typu decyzje trzeba umieć właściwie podejmować. Są trudne. Tym bardziej, gdy grasz dla klubu, który jest twoim przez całe twoje życie. Całe życie poświęcasz Realowi Madryt. Jeśli sam miałbym wskazać dwa główne wspomnienia, to mój debiut na Mestalli i mój ostatni mecz – rozegrałem cały finał i jako kapitan podniosłem puchar Ligi Mistrzów. Ale w cieniu tych momentów jest wielkie poświęcenie – zarówno moje, jak i mojej rodziny. Również wiele trudnych dni. Ale jestem niesamowicie spokojny i zadowolony z tego, jak potoczyła się moja kariera.

REKLAMA
REKLAMA

Przy tej 15. Lidze Mistrzów poza wszystkimi gwiazdami w drużynie byliście również ty, Carvajal, Lucas Vázquez, Joselu… Można mieć takie poczucie, że liczba wychowanków ma znaczenie. Teraz ona zdecydowanie spadła. Rok temu odszedł Lucas, a teraz Carva. Odejścia takich ludzi są odczuwalne w szatni?
Oczywiście. Myślę, że nie ma co do tego żadnych wątpliwości, ale to nie dotyczy tylko Realu Madryt. Myślę, że ostatecznie w każdym klubie ważne jest to, aby mieć ludzi z domu i w tym przypadku również Hiszpanów, którzy od dziecka doświadczali tego, czym jest Real Madryt. Oni uczą cię wygrywać, szanować rywala, zawsze dawać z siebie wszystko, walczyć do ostatniej minuty. Myślę, że tego typu rzeczy mają fundamentalne znaczenie, a zwłaszcza w klubie z takimi wymaganiami jak Real Madryt. A jeśli do tego dodasz obcokrajowców jak Modrić czy Kroos, którzy również wydają się wychowankami, ponieważ po tylu latach przesiąkli filozofią klubu, to sprowadza się to właśnie do zdobywania tych wszystkich tytułów.

Teraz nie da się tego powtórzyć?
Myślę, że futbol to również pewne epoki. I to bardzo trudne, aby cały czas dana drużyna to wszystko utrzymywała. Jednak jeśli jako klubu starasz się w tym kierunku pracować, to bez wątpienia będzie nam łatwiej ponownie zdobywać tytuły. Jeśli zaś każdy będzie patrzył w swoim kierunku, to wszystko staje się trudniejsze. Ale słuchaj, Real Madryt to zawsze Real Madryt.

REKLAMA
REKLAMA

Masz 36 lat. Pamiętam, że jak byłem w twoim wieku, to dla piłkarza był to już wiek emerytalny. Albo po prostu po 30. roku życia patrzyło się już na nich jak na dziadków. Teraz widzieliśmy last dance na mundialu w wykonaniu 41-letniego Cristiano, 40-letniego Luki i 39-letniego Messiego. A ty w wieku 36 lat również wyglądasz w pełni sił fizycznych. Jak wy, obecni piłkarze to robicie, aby tak wydłużać swoje kariery? Jak długo widzisz się jeszcze na boisku?
Powiem ci, że czuję się teraz tak samo jak w swoim ostatnim sezonie w Realu Madryt. Czuję się fenomenalnie, jestem nawet szczuplejszy. Mój cel na każdy sezon jest taki, aby móc zagrać we wszystkich meczach i rozegrać wszystkie możliwe minuty – i na razie po tych dwóch latach w Arabii udało mi się to osiągnąć. Nie wiem, myślę, że to, jak obecnie wyglądają piłkarze… Dużo bardziej o siebie dbamy. Myślę, że byłbym w stanie grać tyle lat co Modrić czy Cristiano, ale nie widzę siebie w tym. Ale nie powiem też, że zaraz będę kończył karierę. Ale na pewno będę odchodził z futbolu czując się dobrze, grając wszystko i będąc w pełni sił – tak jak to było w Realu Madryt. Z drugiej strony na pewno nie pozwolę na to, aby to futbol zmusił mnie do zakończenia kariery. Co do tego mam jasność i myślę, że dojdzie do tego szybciej niż później.

REKLAMA
REKLAMA

Spójrz na Cristiano – z Realu Madryt odszedł osiem lat temu, w wieku 33 lat i wciąż gra. To był już jego szósty mundial i w każdym z nim zdobywał bramki. Znasz go i dalej gra w waszej lidze. Dopóki nie zdobędzie tej 1000. bramki, to się nie zatrzyma. Zostały mu już tylko 24 do zdobycia.
Na pewno się nie zatrzyma, dobrze go znamy… Jego życie to bicie rekordów. To jest niesamowite, ponieważ na początku wszyscy mówią, że to niemożliwe, a później on i tak osiąga to, co sobie założył. To godne podziwu, że w wieku 41 lat dalej rywalizuje, że wciąż ma tę ekscytację z pierwszego dnia – przy tylu meczach, tylu podróżach, takim czasie poza domem. To godne podziwu. I utrzymywanie tej samej ekscytacji, jaką miałeś w wieku pięciu lat. Nie zatrzyma się dopóki nie dotrze do granicy 1000 goli. W ostatnich latach mogłem grać przeciwko niemu i to niesamowite – to, że codziennie rano wstaje, aby dalej rywalizować.

Za nami wielki mundial w wykonaniu Hiszpanii.
Tak, śledziłem ich mecze i jako Hiszpan byłem bardzo podekscytowany tą reprezentacją. Wielu z tych zawodników było moimi kolegami. Mogę cię zapewnić, że żadna reprezentacja nie chciała grać przeciwko nam. Z jakiegoś powodu tak było. Jestem z ich powodu niesamowicie szczęśliwy. Naprawdę, mówię to z całego serca. Zwłaszcza z powodu wielu ludzi, którzy tam są i których darzę szczególnym ciepłem. Druga gwiazdka… I jeśli Bóg zechce, niech będzie ich dużo więcej.

REKLAMA
REKLAMA

Niech ludzie nie zapominają, że rozegrałeś w reprezentacji 24 mecze i też wygrywałeś trofea. Pamiętam twoje wejście w końcówce finału EURO z Anglią, gdy zastępowałeś Le Normanda.
Moja kariera w reprezentacji była krótka, ale bardzo intensywna i piękna, ponieważ to nie było wiele meczów, ale były one w ramach faz pucharowych, ćwierćfinałów, 1/8 finałów, samych finałów, do tego z reprezentacją zdobyłem dwa tytuły w postaci EURO i Ligi Narodów. Jak mówię, krótka, ale intensywna i piękna. Cóż mogę prosić więcej? Jedyne, czego by mi zabrakło, to wygrania mundialu, ale to już wielkie słowa. Ale zdobyłem też swoją bramkę na mundialu, to mi zostanie.

To było w Soczi w meczu z Portugalią na mundialu w Rosji w 2018 roku. Byłem tam na trybunach. Oniemiałem, ponieważ to było golazo sprzed pola karnego.
To był bardzo trudny mecz. W 3. minucie sprokurowałem rzut karny na Cristiano i zaczęli od prowadzenia. Zareagowaliśmy i doprowadziliśmy do 2:2. Później strzeliłem gola, który mógł być na wagę zwycięstwa, ale na koniec udało im się zremisować. Cóż, moja kariera w reprezentacji była trochę nieprawdopodobna. Świętowanie na Placu Kolumba i oglądanie tych wszystkich ludzi w koszulkach Hiszpanii – gęsia skórka.

REKLAMA
REKLAMA

Byłem z tych, których bolało to, że przestałeś otrzymywać powołania po wyjeździe do Arabii. Pod względem poziomu widziałem, że nie obniżyłeś lotów i pozostawałeś tym samym piłkarzem.
Cóż, myślę, że to była kumulacja kilku rzeczy. Ja podjąłem decyzję o odejściu z Realu Madryt, aby dalej rywalizować na tym samym poziomie. Ale miałem też 34 lata i możliwe, że selekcjoner chciał też odmłodzić reprezentację. Prawda jest taka, że po wygraniu EURO nie rozmawiałem z Luisem na ten temat, ale też nie mam z tym problemu. Wobec Luisa mam tylko słowa wdzięczności, ponieważ nawet podczas EURO pomagał mi w tym, aby domknąć transfer do mojego nowego klubu. Z Luisem wygrałem dwa trofea z reprezentacją. Żadnego „ale”. Każdy mecz z Hiszpanią był dla mnie szczególny.

Co sądzisz o transferze Cucurelli do Realu Madryt?
Użyłbym tutaj słowa „transferazo”. Intensywność, 100%, zawsze pełna walka dla drużyny… Ma w sobie wszystkie cechy, aby grać w Realu Madryt. I ponadto myślę, że to zawodnik, który pod kątem intensywności bardzo się w tym momencie przyda tej drużynie. Znam Cucurellę i życzę mu wszystkiego, co najlepsze. Jestem przekonany, że dalej będzie spełniał swoje marzenia i cele razem z Realem Madryt.

REKLAMA
REKLAMA

Jest coś, co chciałbym tutaj przypomnieć, ponieważ może służyć jako przykład pokonywania przeciwności losu. Za dziecka zdiagnozowano u ciebie cukrzycę. To miało warunkować twoją możliwą karierę w zawodowym futbolu. Ale myślę, że było na odwrót, ponieważ przez to byłeś jeszcze bardziej zdyscyplinowany. Jak doprowadziłeś do tego, że to nigdy nie miało wpływu na twoją karierę?
Na początku trudno było się z tym pogodzić. Ponadto kiedyś wszystko było trudniejsze, mieliśmy mniejszą wiedzę w pewnych sprawach… Pamiętam ten pierwszy dzień, kiedy usłyszałem, że będę musiał rzucić futbol.

Jak to wyglądało?
Wyobraź sobie – będąc dzieckiem jesteś dumny z gry w Realu Madryt, a piątek jedziesz do szpitala i dowiadujesz się, że z powodu cukrzycy musisz rzucić futbol. Przez cały weekend byłem załamany aż w poniedziałek mój endokrynolog mówi mi, że wcale nie, nic z tych rzeczy. Kto ci to powiedział? Wyobraź sobie tamten weekend spędzony w szpitalu. Nie myślałem o cukrzycy, było mi wszystko jedno. Myślałem tylko o tym, że futbol się dla mnie skończył. To było bardzo trudne. To jest coś, co na zawsze we mnie zostanie. Ale cóż, ostatecznie życie potoczyło się inaczej. I możliwe, że właśnie za sprawą tej choroby człowiek staje się bardziej odpowiedzialny, bardziej o siebie dba. A teraz największą radość sprawia mi to, gdy piszą do mnie dzieci i ich rodzice, że zmagając się z taką samą chorobą patrzą w moim kierunku, że wciąż mogą spełniać swoje marzenia.

REKLAMA
REKLAMA

Utrzymujesz kontakty ze swoimi kolegami z tamtej zwycięskiej Castilli, która awansowała do Segunda. Często jeździsz na wakacje razem z Lucasem, Carvą, Joselu. Macie wiele wspólnych tematów.
Bez wątpienia. Ja zawsze mówię, że ten czas z Castilli mógł być jednym z najlepszych etapów, jakie mnie spotkały w życiu. Wraz z tym awansem stworzyła się między nami pewna jedność, która utrzymywała się w pierwszej drużynie, z którą wygrywaliśmy razem tyle rzeczy i przeżyliśmy tyle szczęśliwych lat. To nieuniknione, że to połączenie wciąż istnieje. Wciąż wyjeżdżamy razem na wakacje, widujemy się ze sobą, co tydzień rozmawiamy przez telefon. Myślę, że niektórzy ludzie nie są z twojej krwi, ale uważasz ich za rodzinę. I wszyscy oni, Lucas, Joselu czy Carva, są częścią mojej rodziny. To coś, co zostanie na całe życie.

Czy jak już któregoś dnia nadejdzie moment zakończenia kariery, będziesz chciał wrócić w jakiejś roli do struktur Realu Madryt?
Słuchaj, Tomás, wiele lat temu zacząłem pracę z moją psycholog. Lubię żyć z dnia na dzień, naprawdę. Może się wydawać, że uciekam trochę od twojego pytania, ale ja teraz cieszę się futbolem. Ta ekscytacja, z jaką codziennie wstaję, aby rozegrać kolejny mecz – chcę ją dalej utrzymywać. A gdy już zostawię futbol, to logiczne, że wtedy przyjdą mi do głowy pewne rzeczy. Wtedy o tym pomyślę.

REKLAMA
REKLAMA

Ja widzę cię z powrotem w domu.
Real Madryt jest moim domem, to jasne. Nie mogę ci powiedzieć, w jakim charakterze, ale jeśli kiedykolwiek by mnie potrzebowali, to bez wątpienia tam będę. Nie planowałem tego, co będę robił po zakończeniu futbolu. Real Madryt to mój dom i jestem na ich każde wezwanie.

Jest coś, czego mi zabrakło. Chciałbym, żebyś mógł mieć takie pożegnanie jak Carvajal czy Modrić.
Słuchaj, będę szczery – Real Madryt zachował się wobec mnie tak dobrze, że nie potrzebowałem niczego więcej. Ponieważ doszło do tego niedługo przed finałem na Wembley. Klub już się domyślał, że raczej odejdę, ale i prezes, i José Ángel, i wszyscy powtarzali, że dopóki nie mam niczego podpisanego, to oni będą czekać na mnie do samego końca. Dlatego też nikt nie proponował pożegnania na zakończenie ligi, ponieważ jeśli potem nie znalazłbym ostatecznie niczego, co by mi się spodobało… I mówię ci to szczerze, Tomás. Czy pożegnanie byłoby czymś pięknym? Tak, na pewno tak. Czy go potrzebowałem? Nie. Ponieważ to ciepło ludzi, to wszystko, co przeżyłem z naszymi kibicami na Bernabéu – ja to już mam. Oni wiedzą, że dla Realu Madryt oddałem całe swoje życie i nie potrzebuję dodatkowych braw 80 000 kibiców.

REKLAMA
REKLAMA

Nie mam nic więcej do dodania.
A gdy już podpisałem kontrakt z Al-Qadisiyah, to prezes był pierwszym, który chciał mi przygotować pożegnanie. Ja o Realu Madryt i o Florentino mogę mówić same dobre rzeczy. Troszczyli się o mnie aż do ostatniego dnia. I można powiedzieć, że dalej to robią.

Możesz być spokojny, ponieważ kibice cię uwielbiają. Zostawiłeś po sobie wielką spuściznę. Ludzie tacy jak ty, Dani czy Lucas – sprawiliście, że byliśmy szczęśliwi.
Niech zapamiętają nas jako ludzi z domu, którzy wylali z siebie ostatnią kroplę potu dla naszego Realu Madryt.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (2)

REKLAMA