Transfer Endricka z racji na jego wiek, niewielkie doświadczenie i zapłacone za niego pieniądze musiał odbić się w piłkarskim świecie szerokim echem. Trudno było jednak mówić o wielkim zaskoczeniu, znając strategię Realu Madryt z poprzednich lat i historie Viníciusa czy Rodrygo. Były gracz Palmeiras już na starcie znajdował się jednak kilka kroków przed swoimi rodakami. Do Europy przyjechał jako reprezentant Brazylii, który zdążył strzelić gole między innymi Anglii na Wembley i Hiszpanii na Santiago Bernabéu.
Po młodym atakującym od początku było widać, że ma w sobie coś wyjątkowego. Jest szybki, silny, dobrze utrzymuje się na nogach, dysponuje mocnym uderzeniem i nie boi się podejmować ryzyka. Kolejne porównania z Pelé bardziej mu jednak ciążyły, niż pomagały. Z czasem początkowa euforia ustąpiła miejsca pytaniom o to, jak Real Madryt zamierza przeprowadzić go przez najtrudniejszy etap rozwoju.
Pierwszy sezon Endricka w Hiszpanii pozostawił mieszane odczucia. Brazylijczyk wystąpił w 37 spotkaniach i strzelił siedem goli, z których pięć zdobył w Pucharze Króla. Problemem była liczba minut. Choć potrafił wykorzystywać krótkie występy i kilkukrotnie pokazał swój olbrzymi potencjał, w hierarchii znajdował się daleko za podstawowymi zawodnikami.
Kolejna kampania rozpoczęła się dla niego jeszcze gorzej. Problemy zdrowotne, ogromna konkurencja oraz zaledwie trzy występy w pierwszej części sezonu sprawiły, że w styczniu zdecydował się opuścić Madryt i przenieść na wypożyczenie do Lyonu. Decyzja, przed którą wcześniej długo się bronił, okazała się przełomowa.
We Francji Endrick wreszcie zaczął grać regularnie. Często występował również na prawym skrzydle, odzyskał pewność siebie, a półroczne wypożyczenie zakończył z ośmioma golami i ośmioma asystami. Sam przyznał później, że wyjazd do Lyonu był jedną z najlepszych decyzji w jego życiu. Dobre występy pozwoliły mu także wrócić do reprezentacji Brazylii i znaleźć się w kadrze na mundial.
Na turnieju nie odegrał pierwszoplanowej roli. Wchodził na boisko z ławki, nie strzelił gola, a Brazylia pożegnała się z rozgrywkami już w 1/8 finału. Dla Endricka sam powrót do kadry i pierwszy występ na mistrzostwach świata stanowiły jednak potwierdzenie, że trudne miesiące nie zahamowały jego kariery.
Teraz wraca do Realu Madryt jako piłkarz bardziej doświadczony i świadomy swoich możliwości, ale przed nim kolejne wyzwanie. O miejsce w ataku nadal będzie rywalizował między innymi z Kylianem Mbappé i Gonzalo, a jego przydatność dla zespołu oceni José Mourinho. Wypożyczenie pokazało, że Endrick potrzebuje przede wszystkim zaufania i regularnej gry. Najbliższe miesiące odpowiedzą na pytanie, czy będzie mógł na nie liczyć również w białej koszulce.
W dniu 20. urodzin życzymy mu przede wszystkim zdrowia, wytrwałości i dalszego rozwoju. Talentu z pewnością mu nie brakuje. Teraz czas, by coraz częściej mógł prezentować go na boisku.
Feliz aniversário, Endrick!
Komentarze (8)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się