Potyczka Anglii z Argentyną miała mnóstwo podtekstów historycznych – zarówno politycznych, jak i sportowych. Pewne było to, że dziś nikt nie będzie odstawiać nogi, ale trudno było się spodziewać, że to spotkanie będzie tak brudne.
W pierwszej połowie oba zespoły oddały łącznie… 3 strzały. Na niecelne uderzenie po rzucie rożnym Johna Stonesa Argentyna odpowiedziała dzięki próbom Messiego (zablokowany) i Enzo Fernándeza (niecelny). Czasem statystyka może być usprawiedliwieniem największego kłamstwa, ale dziś tak nie było. W pierwszej połowie oglądaliśmy aż 19 fauli. Gra co chwilę była przerywana, sędzia Ismail Elfath nie kontrolował tego, co dzieje się na boisku, więc oglądaliśmy przede wszystkim pojedynki, w których sama piłka nożna pozostała w tle.
Już w pierwszych minutach po przerwie jedni i drudzy byli aktywniejsi w ataku. Dwukrotnie próbował Julián Alvarez, ale Anglikom wystarczyła jedna próba. Morgan Rogers posłał mocne podanie w pole karne, a tam z bliska bramkarza Argentyny pokonał Anthony Gordon. Po tym trafieniu Albicelestes byli zdecydowanie groźniejssi. Byli bliscy doprowadzenia do remisu po świetnej wrzutce Messiego do wprowadzonego z ławki Nico Gonzáleza, ale fantastycznie na linii zachował się Jordan Pickford.
Czas mijał, a Argentyna już na dobre przypomniała sobie o grze w piłkę. Co chwilę pod bramką Lwów Albionu było gorąco, przede wszystkim po dośrodkowaniach z prawej strony, gdzie dużo zamieszania robiła sama obecność Gonzalo Montiela. Trafienie przyszło jednak nie po wrzutce, lecz po krótkim rozegraniu rzutu rożnego, po którym Enzo Fernández pokonał Pickforda.
Anglia broniła całym zespołem i robiła to po prostu nieudolnie. Argentyńczycy co chwilę oddawali strzały, a zespół Tuchela postawił na wybijanie piłek i łut szczęścia. Tego jednak w końcu zabrakło, a wraz z golem Enzo Albicelestes złapali wiatr w żagle i w doliczonym czasie gry znów dograł Messi, tym razem Lautaro Martínez był sprytniejszy niż wyżsi obrońcy rywala i pokonał Pickforda. W ciągu kilku minut Argentyna odwróciła losy meczu i wyszła na prowadzenie w pełni zasłużenie. Dominowała, zamykała rywala, tworzyła kolejne sytuacje, była po prostu we wszystkim lepsza.
Jude Bellingham rozegrał całe spotkanie. W pierwszej połowie był jednym z nielicznych graczy swojej drużyny, który próbował zrobić coś więcej na połowie rywala, ale w drugiej był zupełnie schowany, tak jak cała jego drużyna.
SKRÓT MECZU
Anglia – Argentyna 1:2 (0:0)
1:0 Gordon 55' (asysta: Rogers)
1:1 Enzo Fernández 86' (asysta: Messi)
1:2 Lautaro Martínez 90+2' (asysta: Messi)
Wyjściowy skład dostarczony przez Superscore
Komentarze (929)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się