REKLAMA
REKLAMA

Cucurella: Są ludzie, którzy nie pojmują mojej decyzji, kibice są romantykami

Marc Cucurella w języku katalońskim udzielił wywiadu dla Catalunya Ràdio przed półfinałem mundialu z Francją. Obrońca opowiedział między innymi o transferze do Realu Madryt, swojej przeszłości w La Masii, reakcji kolegów z Barcelony oraz obietnicy wytatuowania sobie twarzy Luisa de la Fuente.

REKLAMA
REKLAMA
Cucurella: Są ludzie, którzy nie pojmują mojej decyzji, kibice są romantykami
Marc Cucurella. (fot. Getty Images)

Marc Cucurella, dzień dobry. Jak się masz? Wszystko w porządku?
Tak, wszystko bardzo dobrze.

REKLAMA
REKLAMA

Właśnie pomyślałem, że w zależności od tego, jak przebiegnie ten wywiad, wybaczymy ci albo nie wybaczymy tego, co zrobiłeś tego lata.
Myślę, że takie rzeczy się zdarzają. Dla mnie i mojej rodziny była to bardzo dobra okazja, z której musiałem skorzystać. Jesteśmy bardzo zadowoleni z podjętej decyzji. Droga do miejsca, w którym obecnie się znajduję, nie była łatwa. Pojawiła się szansa, na którą, jak sądzę, zasłużyłem. Dla mnie to było teraz albo nigdy.

Co to jest za lato… Podpisałeś kontrakt z Realem Madryt, a teraz jesteś o krok od finału mundialu. W półfinale zagracie z Francją. Miałeś czas, żeby to wszystko przyswoić? Jak przeżywasz ten okres?
Bardzo dobrze, jestem naprawdę szczęśliwy. Tutaj wszystkie dni wyglądają podobnie, więc żyjemy trochę w bańce i nie do końca zdajemy sobie sprawę ze wszystkiego, co dzieje się na zewnątrz. Jestem jednak bardzo zadowolony. Musiałem ciężko pracować, żeby znaleźć się w tym miejscu, dlatego przede wszystkim cieszę się tym doświadczeniem. Jest ono dla nas bardzo ważne, zasłużyliśmy na nie i wykonujemy świetną pracę.

W drodze do półfinału straciliście tylko jednego gola, ale Francja będzie pod tym względem prawdziwym sprawdzianem.
Mają z przodu wielu znakomitych zawodników, którzy w każdej chwili mogą odmienić przebieg spotkania. My jednak również bardzo dobrze spisujemy się w defensywie i myślę, że czeka nas świetny mecz. Spotkania z Francją zawsze są bardzo wyrównane i rozstrzygają je drobne szczegóły. Mam nadzieję, że dobrze się przygotujemy, przystąpimy do meczu w najlepszej możliwej dyspozycji i rozegramy znakomity półfinał.

REKLAMA
REKLAMA

Teoretycznie po twojej stronie może grać Dembélé. Mierzyłeś się z nim już w spotkaniach Chelsea z Paris Saint-Germain, chociaż we Francji schodzi on chyba częściej do środka niż do linii bocznej. Przygotowujesz się jakoś szczególnie do indywidualnych pojedynków? Mocno skupiasz się na tym, kogo będziesz musiał pilnować?
Nieszczególnie. Na szczęście albo niestety znam już zawodników, z którymi obecnie się mierzymy. Oglądałem ich w telewizji, a z niektórymi grałem już wcześniej, więc mniej więcej wiem, czego można się po nich spodziewać. Kiedy trafiam na piłkarza, przeciwko któremu nigdy nie grałem i którego nie znam zbyt dobrze, lubię obejrzeć kilka nagrań, żeby zobaczyć, co robi i jak zachowuje się na boisku. Na tym poziomie wszyscy jednak dobrze się znamy. Później wiele zależy od przebiegu meczu, własnych odczuć i przede wszystkim od tego, żeby maksymalnie utrudnić rywalowi życie.

Kogo trudniej upilnować, Dembélé czy Lamine’a?
Naprawdę nie wiem. Dembélé potrafi ruszyć w obie strony i gra obiema nogami, co dodatkowo utrudnia zadanie. Lamine ma jednak w sobie coś wyjątkowego. To, co robi w tak młodym wieku, jest niesamowite. Zagrałem przeciwko niemu tylko raz, ale również na treningach widać, jak ustawia ciało i jak dobrze przyjmuje piłkę. Często wydaje się, że można nacisnąć go, kiedy stoi tyłem do bramki, a mimo to bardzo trudno odebrać mu piłkę i go zatrzymać.

REKLAMA
REKLAMA

Francja sprawia dotychczas wrażenie drużyny, która dotarła do półfinału dość spokojnie, a przynajmniej cierpiała mniej niż pozostali. To może onieśmielać?
Trzeba spojrzeć na to z dwóch stron. Z jednej strony wiesz, że musisz rozegrać perfekcyjny albo niemal perfekcyjny mecz, żeby ich pokonać. Są w bardzo dobrej formie, szczególnie w ofensywie, i w każdej chwili, praktycznie z niczego, mogą strzelić gola. Z drugiej strony nikt nie zmusił ich jeszcze do prawdziwego cierpienia. Myślę, że kiedy odbierzemy im piłkę i będziemy grać tak, jak potrafimy, możemy sprawić im problemy. Zobaczymy też wtedy, jak zareagują, ponieważ do tej pory żadna reprezentacja nie zepchnęła ich do głębokiej defensywy i nie miała ich pod ścianą.

Czekają nas spektakularne półfinały. Gdybyś mógł wybrać rywala w finale, na kogo byś postawił?
Wybrałbym Argentynę. To ostatni mistrz świata, a poza tym możliwość zagrania w finale mundialu przeciwko Argentynie Messiego byłaby czymś niesamowitym. Jest również kwestia Finalissimy, do której ostatecznie nie doszło. Finał mundialu byłby dobrym momentem, żeby rozstrzygnąć ten pojedynek. Niech wygra lepszy.

Wcześniej rozmawialiśmy o twoim transferze do Realu Madryt. Zapewne zdajesz sobie sprawę, że wielu kibiców Barcelony nie zrozumiało tej decyzji. Odejście z Premier League, gdzie stałeś się właściwie gwiazdą, i powrót do La Ligi były decyzją czysto sportową czy ważne były również sprawy osobiste?
Najważniejsze były kwestie sportowe. W Chelsea byłem bardzo szczęśliwy. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się takiej możliwości i wcześniej nawet o niej nie myślałem. Kiedy jednak zgłasza się po ciebie taki klub jak Real Madryt, stawia na ciebie i okazuje ci zaufanie, musisz to rozważyć. Znaczenie miał również powrót do Hiszpanii, ponieważ bardzo długo mieszkaliśmy za granicą. Nawet jeżeli różnica w odległości nie jest ogromna, będziemy bliżej rodziny i wrócimy do naszego kraju. To także miało pewien wpływ, ale powiedziałbym, że w 90% była to decyzja sportowa.

REKLAMA
REKLAMA

Barcelona nigdy do ciebie nie zadzwoniła?
Nie, nigdy. Rozumiem, że są ludzie, którzy nie pojmują mojej decyzji. Kibice są romantykami, ale my żyjemy tym wszystkim na co dzień i wiemy, jak wygląda rzeczywistość. Jest wiele spraw, o których nie mówi się publicznie. Uważam, że podjąłem właściwą decyzję. To była wyjątkowa szansa, z której musiałem skorzystać. Jestem bardzo zadowolony z tego wyboru.

Podobało mi się, że kiedy po raz pierwszy wypowiadałeś się po transferze, wspomniałeś o swoim szkoleniu w La Masii. To, że obecnie grasz w Realu Madryt, nie oznacza przecież, że odcinasz się od wszystkiego, co wydarzyło się wcześniej.
Nie, dla mnie jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Moja piłkarska kariera składa się z różnych etapów. Zawsze powtarzałem, że znaczną część tego, co obecnie potrafię, zawdzięczam temu, czego nauczyłem się w La Masii. Jestem bardzo szczęśliwy i dumny ze wszystkiego, co mi tam przekazano. Później musiałem jednak podejmować inne decyzje, radzić sobie samemu i szukać możliwości dalszego rozwoju. Teraz, na kolejnym etapie życia, musiałem podjąć następną ważną decyzję. Podchodzę do niej z wielką ochotą i przekonaniem, że dokonałem dobrego wyboru.

REKLAMA
REKLAMA

Najgorsze jest chyba to, że podpisałeś kontrakt z Realem Madryt, a później przez półtora miesiąca musiałeś siedzieć zamknięty z ośmioma zawodnikami Barcelony. Mocno ci dokuczali?
Nie, prawda jest taka, że bardzo dobrze się dogadujemy. Oczywiście mówią mi, że niedługo będziemy rywalami i został nam już tylko miesiąc, podczas którego możemy ze sobą rozmawiać. Mamy jednak świetne relacje i naprawdę to widać. Bardzo się cieszę, że mogę teraz dzielić z nimi szatnię. Kiedy rozpocznie się La Liga, zacznie się inna wojna. Od czasu do czasu będziemy się później spotykać na zgrupowaniach reprezentacji i wtedy zawrzemy rozejm.

Na koniec najtrudniejsze pytanie, ponieważ wiem, że się z tego nie wycofasz. W Cadena COPE obiecałeś, że jeżeli wygracie mundial, wytatuujesz sobie twarz Luisa de la Fuente. To pytanie składa się z trzech części: co wtedy miałeś w głowie, ile razy zdążyłeś już tego pożałować w miarę zbliżania się do finału i czy nie wolałbyś zamienić selekcjonera na Mikela Merino?
Nie miałem tego do końca przemyślanego… Chociaż trochę jednak miałem. Wiedziałem, że ludzie będą chcieli zobaczyć mnie z ogoloną głową, a na to nie chciałem się zgodzić. Pomyślałem więc, że muszę zaproponować w zamian coś na podobnym poziomie. Powiedziałem sobie: trudno, niech będzie. Mój brat już mówi mi, że na pewno tego nie zrobię. Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się jeszcze nad samym tatuażem. Ale skoro już to powiedziałem, to trudno. Niech tak będzie.

REKLAMA
REKLAMA

Czyli dotrzymasz słowa, jeżeli rzeczywiście wygracie?
Tak, trzeba będzie spełnić obietnicę. Później wszyscy będą na mnie naciskać i będę musiał jeszcze ten tatuaż pokazać. Postaram się przynajmniej zrobić go w miarę dyskretnie.

Ja już widzę igłę i tusz. Na twoim prawym ramieniu jest jeszcze sporo wolnego miejsca.
Tak, ale bez przesady. Później nie mógłbym chodzić w koszulce z krótkim rękawem. Wolałbym chyba umieścić go w nieco bardziej prywatnym miejscu.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (4)

REKLAMA