Agencja Morningstar DBRS utrzymała rating kredytowy Barcelony na poziomie BBB, ale zmieniła jego perspektywę z pozytywnej na stabilną. W komunikacie agencja tłumaczy to między innymi tym, że klub będzie potrzebował kolejnego zadłużenia przy projekcie Espai Barça, czyli przebudowie Camp Nou i otaczającej stadion infrastruktury. Sama Barcelona odczytuje utrzymanie ratingu jako potwierdzenie zaufania do swojego modelu biznesowego i strategii finansowej związanej z przebudową stadionu.
Najważniejsza informacja dotyczy jednak nowej operacji finansowej. Morningstar DBRS wskazuje, że Barcelona przygotowuje emisję obligacji opartych na wpływach z praw telewizyjnych. Łączna kwota ma wynieść 210 milionów euro i zostać podzielona na dwie równe transze. Pierwsze 105 milionów euro ma trafić do klubu w lipcu, a kolejne 105 milionów w listopadzie. Agencja zaznacza, że pieniądze mają zostać przeznaczone przede wszystkim na ogólne potrzeby klubu, w tym utrzymanie płynności i bieżące zobowiązania w końcowej fazie przebudowy stadionu.
Hiszpańskie media łączą tę operację również z rynkiem transferowym. Luis F. Rojo z dziennika MARCA informuje, że Barcelona chce wykorzystać poprawę płynności między innymi do przeprowadzenia letnich wzmocnień. Cadena SER i Mundo Deportivo podkreślają natomiast, że środki mają pomóc klubowi zarówno w transferach, jak i w bieżących płatnościach.
Wejście w zasadę 1:1 ma dać Barcelonie większą swobodę przy rejestrowaniu zawodników i pozwolić na pełne wykorzystanie pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży piłkarzy. To jednak nie rozwiązuje wszystkich problemów. Cadena SER podkreśla, że klub zakłada, iż w następnym sezonie ponownie przekroczy limity finansowego fair play i znów będzie miał ograniczenia przy rejestracjach. Z tego powodu obecna operacja ma nie tylko pomóc w najbliższych transferach, ale też dać klubowi większy margines na kolejne miesiące.
Fernando Polo z Mundo Deportivo precyzuje, że w Barcelonie przedstawiają tę operację jako zastrzyk gotówki potrzebny głównie do transferów i wypłat. Nie ma to być klasyczna dźwignia finansowa, ponieważ klub nie tworzy nowego źródła przychodu, tylko wcześniej pobiera pieniądze z praw telewizyjnych, które są już podpisane i gwarantowane. Taka konstrukcja oznacza jednak koszty i odsetki, bo Barcelona dostaje środki wcześniej dzięki kredytowi.
Według Cadena SER i Mundo Deportivo potrzeba dodatkowej płynności wiąże się również z opóźnieniami przy Espai Barça. Prace na Camp Nou sprawiły, że stadion nie może być wykorzystywany tak, jak klub zakładał na tym etapie 2026 roku. Przykładem są loże VIP, które nie zaczęły jeszcze funkcjonować i nie przynoszą zakładanych przychodów. Barcelona nie zarabia więc tyle, ile planowała, ale jednocześnie spłaca już zobowiązania związane z projektem. Pierwsza faza lóż VIP ma zacząć działać pod koniec roku.
Cadena SER zaznacza, że pożyczka ma pomóc w operacjach na najbliższe miesiące, ale nie obejmuje już transferu Anthony’ego Gordona. Anglik trafił do Barcelony z Newcastle United wcześniej i został już oficjalnie potwierdzony przez klub. Angielskie media utrzymują, że piłkarz kosztował około 80 milionów euro kwoty podstawowej, a bonusy mogą podnieść łączną wartość operacji w okolice 90 milionów euro.
Morningstar DBRS zakłada też, że Barcelona będzie potrzebowała kolejnego finansowania na dokończenie prac przy Espai Barça. Agencja szacuje, że chodzi o około 300 milionów euro kredytu, który klub miałby przedstawić na Nadzwyczajnym Zgromadzeniu Socios. To właśnie spodziewane zwiększenie zadłużenia przy stadionie jest jednym z powodów zmiany perspektywy ratingu z pozytywnej na stabilną.
Teraz Barcelona pracuje nad kolejnymi trzema ruchami. Najbliżej finalizacji ma być Karim Adeyemi. Według Cadena SER klub osiągnął już porozumienie z zawodnikiem i musi dogadać się z Borussią Dortmund. Niemcy mieliby pozytywnie spojrzeć na ofertę w okolicach 30 milionów euro, chociaż Mundo Deportivo podaje, że pierwsza propozycja Barcelony wynosi około 20 milionów, przy oczekiwaniach Borussii sięgających 40 milionów euro.
Druga sprawa to João Cancelo. Cadena SER informuje, że Barcelona ma ustne porozumienie z Al-Hilal, a operacja ma kosztować około 10 milionów euro, licząc kwotę stałą i zmienne. Portugalczyk miałby podpisać kontrakt na dwa sezony, ale do oficjalnego zamknięcia transferu potrzebne jest jeszcze podpisanie dokumentów.
Najtrudniejsza pozostaje operacja związana z Juliánem Álvarezem. Napastnik Atlético Madryt jest głównym celem Barcelony do ataku, ale to zdecydowanie najdroższy temat. Cadena SER informowała pod koniec maja, że w Katalonii zakładają wydatek w okolicach 100 milionów euro. AS pisał jednak w ostatnich dniach, że Atlético nie chce ułatwiać sprawy i próbuje wyciągnąć za Argentyńczyka nawet 150 milionów euro.
Na tle Barcelony działania Realu Madryt wyglądają inaczej, choć Królewscy również mocno przebudowują kadrę. Tego lata do pierwszego zespołu dołączyło czterech nowych piłkarzy: Marc Cucurella, Ibrahima Konaté, Denzel Dumfries i Bernardo Silva. W drugą stronę poszli Dani Carvajal, David Alaba, Dani Ceballos i Fran García.
Real nie uznaje jednak kadry za ostatecznie zamkniętą. W klubie wciąż myśli się o sprowadzeniu jeszcze jednego pomocnika i jeszcze jednego środkowego obrońcy, ale takie ruchy są uzależnione od kolejnych odejść. Chodzi przede wszystkim o zrobienie miejsca w zespole, uporządkowanie liczby zawodników na poszczególnych pozycjach i zachowanie równowagi kadrowej.
Barcelona łączy swoje plany transferowe z operacją opartą na przyszłych wpływach z praw telewizyjnych, a równolegle mierzy się z opóźnieniami przy Espai Barça, czyli przebudowie Camp Nou i otaczającej stadion infrastruktury. Real także wydał pieniądze i także zmienia zespół, ale w jego przypadku najważniejszym tematem na dalszą część okna są ewentualne sprzedaże, decyzje trenera i reakcja na okazje, które mogą pojawić się na rynku.
Komentarze (26)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się