Brazylia od 24 lat nie wygrała meczu w fazie pucharowej z europejską reprezentacją. Spodziewa się pan bardzo trudnego spotkania?
Na tym etapie mundialu wszystkie mecze są trudne. W fazie pucharowej w grę wchodzi wiele czynników, nie tylko aspekty techniczne czy strategiczne, ale także mentalne. Norwegia to dobra drużyna, z dobrymi zawodnikami. Haaland jest jednym z najlepszych piłkarzy na świecie. Zawsze jest trudno. Jesteśmy jednak pewni, że rozegramy dobry mecz.
Pan jako trener prowadził już drużyny, które wygrywały i przegrywały z zespołami, w których on grał, prawda?
Tak. Kiedy byłem w Napoli, graliśmy z Salzburgiem. Później doszło do starć z Manchesterem City, kiedy byłem w Realu Madryt. To bardzo mocny zawodnik, bardzo dobrze znany.
Gabriel Magalhães będzie go krył, prawda? Jakie wskazówki mu pan przekazał?
Pod względem taktycznym nie gramy z indywidualnym kryciem. Mamy kolektywną obronę. Oczywiście Gabriel jest ustawiony bliżej niego. Obrona musi być jednak kolektywna, a nie tylko indywidualna. Pracujemy nad tym od roku, Gabriel może liczyć na pomoc innych.
Gabriel mierzył się już z nim w innych meczach, prawda?
Tak, grali przeciwko sobie w Premier League, z Gabrielem w Arsenalu i Haalandem w Manchesterze City. Ale nasze przygotowania do meczu z Norwegią nie skupiają się tylko na Haalandzie. Norweska reprezentacja ma dobrą strategię i doświadczonego trenera.
Jakie inne wyzwania ten mecz stawia przed naszą reprezentacją?
To bardzo dobrze zorganizowany zespół w linii obrony, trener wykonuje w tym aspekcie bardzo dobrą pracę. Jest bardzo mocny na przykład przy stałych fragmentach gry. To zawodnicy dobrze przygotowani fizycznie. Wszystko to są ich pozytywne cechy.
Brazylia miała w tym procesie wielu kontuzjowanych piłkarzy, najnowsze przypadki to urazy Paquety i Raphinhi. Bardzo pokrzyżowało to panu plany?
Wybraliśmy 26 zawodników, by zastąpić tych, którzy doznają kontuzji. Mieliśmy urazy przed powołaniami, mamy je też teraz. Na szczęście Raphinha dochodzi do siebie. Paquetá będzie potrzebował trochę więcej czasu. Ale to część futbolu, bo intensywność gry jest teraz bardzo wysoka. Zawodnikowi dużo łatwiej jest doznać kontuzji.
Kto zastąpi Paquetę w najbliższym meczu?
Tego panu nie powiem.
Proszę [śmiech].
Pomyślę o tym.
Po meczu z Japonią powiedział pan, że oszczędzał pan Neymara na ewentualną dogrywkę. Zrobi pan to samo z Norwegią?
Najważniejsze jest to, że może grać. Ile będzie grał, tego nikt nie wie. Ma doświadczenie, by zarządzać minutami meczu i rytmem. Kiedy uznam, że drużyna go potrzebuje, wpuszczę go.
Może już grać 90 minut?
Tak. Może grać 90 minut.
Neymar pogodził się z siedzeniem na ławce rezerwowych? Jak radzi sobie z tą sytuacją?
Nie pogodził się z tym, ale zachowuje się bardzo dobrze. Trenuje bardzo dobrze. Neymar jest bardzo pełen szacunku, miły i lubiany przez kolegów. To ważna postać w drużynie, bo ma jakość i jest bardzo pokorną osobą. Jestem z niego bardzo zadowolony. I oczywiście chce grać, tak jak zawsze grał.
Prosi pana o to?
Nie mówi: „chcę grać”, ale to jest dość jasne. I pozytywne. Zawodnik nie może być zadowolony z tego, że jest na ławce. Kibice potrzebują gwiazdy. Ale tutaj, w reprezentacji, nie potrzebujemy gwiazdy. Potrzebujemy zawodników na wysokim poziomie, którzy mogą pomóc drużynie.
Neymar byłby gwiazdą tego mundialu, gdyby był na boisku. A gwiazdą reprezentacji ostatecznie został Vini. Zgadza się pan?
Vini jest bardzo ważnym zawodnikiem.
Po odejściu Neymara to on stał się gwiazdą reprezentacji?
Kibice potrzebują gwiazdy. Ale tutaj, w reprezentacji, nie potrzebujemy gwiazdy. Potrzebujemy zawodników na wysokim poziomie, którzy mogą pomóc drużynie.
Powiedział pan już kiedyś, gdy Vini mierzył się z problemami poza boiskiem, że nie jest pan jego ojcem ani bratem. Ale patrząc na czuły sposób, w jaki pan traktuje jego i innych zawodników, pytam: czy trener może uniknąć takiego ojcowskiego uczucia, zwłaszcza wobec młodszych piłkarzy?
Istnieje relacja między trenerem a zawodnikiem i relacja między ludźmi. To różne rzeczy, które mogą iść ze sobą w parze. Mogę mieć z nim relację osobistą i mam ją. Lubię go, lubię jego charakter. Kluczem do sukcesu Viníciusa jest to, że przy wyjątkowym, niezwykłym talencie pozostaje pokorny.
Kiedy doświadczał rasizmu w Europie, był częścią drużyny, którą prowadził pan w Realu Madryt. Pana też to bolało?
Sposobem na wsparcie go i pomoc było bycie blisko we wszystkim, czego potrzebował. Kampania Realu Madryt, by pomóc Viniemu w przezwyciężeniu tego problemu, była bardzo pozytywna. Wszyscy byli blisko niego.
Brazylijscy kibice prawie umarli z ekscytacji przy drugim golu w meczu z Japonią, a pana był tam tak spokojny. Jak naprawdę wygląda to w środku?
Nie mogę biegać, jak robią to inni, bo rozwalę sobie kolano. Mam 67 lat. Dla mnie mecz nigdy się nie kończy. Kiedy Martinelli strzelił gola, do końca zostało jeszcze kilka minut. Nie mogę więc świętować. Bo wiele razy zdarzyło mi się, że mecz, o którym myślałem, że już się skończył, kończył się źle. Mógłbym świętować, kiedy mecz naprawdę się skończył. Ale kiedy kończy się taki mecz jak ten z Japonią, czuję bardziej ulgę niż szczęście.
Kiedy presja jest bardzo duża, modli się pan?
Jestem katolikiem, ale myślę, że Bóg ma inne problemy, o których musi myśleć [śmiech].
Denerwuje się pan na zawodnika, który marnuje gola, tak jak denerwuje się kibic?
Nie. Byłem piłkarzem i rozumiem, że można się pomylić. Denerwuję się, kiedy zawodnik nie walczy. Ale gdy walczy i się myli, to nie ma znaczenia. Błąd jest elementem gry.
Ile gum do żucia żuje pan podczas meczu?
Nie wiem. Przeciwko Japonii nie było ich wiele, bo zapomniałem ich w szatni. Nie żułem gumy w trakcie meczu.
Endrick rozdawał pana gumy zawodnikom, jak pokazuje nagranie, które stało się viralem?
To nie były moje gumy [śmiech].
Kiedy mecz jest pod presją, trener zmienia zawodników, ale poza tym musi też zmienić nastawienie drużyny na boisku. Co powiedział pan im w szatni w przerwie meczu z Japonią?
Powiedziałem, żeby byli pewni siebie i nie spieszyli się ze strzelaniem goli, bo gol przyjdzie. Powiedziałem też, żeby byli odporni i przygotowani na wszystko, co może się wydarzyć. Duża praca wykonana przez drużynę w tym okresie polegała na zmianie nastawienia. Teraz wygląda na zespół bardziej pewny siebie, z mniejszym niepokojem w trakcie meczu. To była dobra praca. Jesteśmy przygotowani na wszystko, co może się wydarzyć. Możemy stracić gola, ale jesteśmy przygotowani, by zareagować.
Jaki wpływ ma na piłkarzy ogromna presja ze strony brazylijskich kibiców? Casemiro na przykład był bardzo krytykowany w mediach społecznościowych w trakcie meczu z Japonią, a po strzeleniu gola stał się Bogiem.
Brazylia jest pod tym względem wyjątkowym krajem. Presja, którą może odczuwać zawodnik w koszulce Brazylii, jest inna niż ta, którą odczuwa w innej reprezentacji. Ale zawodnik taki jak Casemiro, który rozegrał tysiąc meczów, ma charakter, by wytrzymać cały ten rodzaj presji. +-Nie martwi mnie, że Casemiro popełni błąd. On doskonale wie, co zrobić, żeby z tego [wyjść].
Po zwycięstwie z Japonią pojawiło się wiele żartów kibiców, którzy pisali rzeczy w rodzaju: „Muszę się pogodzić z tym, że Ancelotti zna się na piłce bardziej niż ja”. Brazylijski kibic jest bardzo zarozumiały i fanatyczny, uważając, że wie więcej od trenera? W porównaniu z kibicami z innych krajów jesteśmy bardziej upierdliwi?
We Włoszech mówi się, że wszyscy mężczyźni chcą być trenerami, a wszystkie kobiety chcą być architektkami. Nie wiem, czy znam się na piłce, czy nie. Ale nikt nie może też mnie oceniać, czy się znam, czy nie. Jedyną pewną rzeczą jest to, że przygotowałem już ponad 1400 meczów. To może nie wystarczać, żeby rozumieć futbol, ale to dobre doświadczenie. I nikt, nikt... Tylko jedna osoba przygotowała więcej meczów ode mnie: Alex Ferguson, który przygotował ponad 2000 spotkań. Oczywiście przyjmuję więc rady od wszystkich, ale jedynym, który byłby najodpowiedniejszy do dawania mi rad, byłby Alex Ferguson.
Może pan chodzić po ulicy w Brazylii?
Brazylijczycy są bardzo pełni szacunku. Chodzę do restauracji, na plażę. Proszą o zdjęcia, ale z dużym szacunkiem.
Był pan asystentem trenera reprezentacji Włoch w 1994 roku, kiedy przegrała mundial z Brazylią. Porównując to z tym, co zastał pan teraz: brazylijski futbol został w tyle? Wciąż mamy zdolność do bycia potęgą w piłce nożnej?
Brazylia jest krajem, który kształci wielu zawodników. Kształci Endricka, Estêvão, bardzo młodych piłkarzy z niezwykłym talentem. Talent kształtuje się przez genetykę, strukturę, kulturę i tradycję kraju. Talent 30 lat temu wystarczał, by wygrywać. Dziś sam talent nie wystarczy. Trzeba go wspierać i pomagać mu profesjonalizmem, wiedzą, aspektem fizycznym, powagą, charakterem, aby talent mógł robić różnicę.
Nie może pan mówić o składzie na najbliższy mecz, ale może pan wymienić nazwiska zawodników, którzy będą na następnym mundialu, na który ma pan już kontrakt. Rayan, Endrick, Estêvão?
Endrick, Vinícius, Estêvão, Militão, Rodrygo, to wszystko bardzo młodzi zawodnicy, którzy będą także na następnym mundialu.
Poza talentem jest jeszcze jedna wielka różnica w futbolu. Dawniej wielka gwiazda zarabiała 30-40 tysięcy dolarów miesięcznie. Dziś wielcy piłkarze, tacy jak Messi i Cristiano Ronaldo, których pan trenował, są jednymi z największych milionerów na świecie. Czy to zmienia relację trenera z zawodnikami?
Relacja trener–zawodnik się nie zmienia. Trener nie patrzy na zawodnika przez pryzmat jego pensji. Zawodnik musi przekazywać swoje informacje, a trener musi przekazywać informacje zawodnikowi. Zmienia się relacja osobista. Muszę dostosować się do tej nowej generacji, do jej wymagań. To samo dotyczy moich dzieci. Są z innego pokolenia. To całkiem normalne. To jedna z najważniejszych cech trenera: umieć się dostosować.
Powiedział pan kiedyś, że trener jest delikatną, ale potrzebną postacią w futbolu. Dlaczego delikatną?
Jest delikatny, bo sukces należy do zawodników, a wina do trenera. Dlatego to najsłabsza strona. Co mówiono by, gdybyśmy nie wygrali z Japonią? Co mogłoby się wydarzyć przy braku zmiany Casemiro czy braku wejścia Martinelliego? Czyja byłaby wina, pana zdaniem? Moja, prawda? Ja doskonale to rozumiem i dlatego chcę zachować dużą równowagę. Na 100% pewne jest, że nie jestem geniuszem. Ale na 100% pewne jest też, że nie jestem głupkiem.
Jaki ciężar wiąże się z prowadzeniem reprezentacji, która jest pięciokrotnym mistrzem świata, ale od 24 lat nie zdobyła tytułu?
To wszystko prawda. Istnieje ta presja, to są już 24 lata. Ale ostatecznie dla mnie to zaszczyt być tutaj i trenować reprezentację Brazylii. A ponieważ to zaszczyt, przyjmuję całą krytykę. Dla mnie to nie robi różnicy, bo jestem zaszczycony, że tu jestem.
Co najbardziej zwraca pana uwagę u Brazylijczyków?
Po raz pierwszy byłem na karnawale i on bardzo dobrze wyjaśnia, jacy są Brazylijczycy: radośni, bardzo radośni, zjednoczeni, bardzo dobrze zorganizowani i pokorni, bardzo pokorni. Do tej pory nigdy nie spotkałem aroganckiego Brazylijczyka. A to dość rzadkie. Pracuję z wieloma Brazylijczykami w sztabie szkoleniowym, jak lekarze czy fizjoterapeuci. Nikt tutaj nie jest arogancki.
Nawet wielkie gwiazdy?
Nawet wielkie gwiazdy. Nie spotkałem takiej. Cóż, ja mogę wybierać sobie wielkie gwiazdy [śmiech]. Jeśli ktoś jest arogancki, to go po prostu nie powołam.
Komentarze (3)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się