– Tęsknię za piłką? Nie, nie za bardzo. Zawsze wiedziałem, że będzie początek i koniec, i zawsze przygotowywałem się na koniec. Nie chciałem grać dalej tylko po to, żeby grać. Miałem swój czas. Żeby dojść do takiego punktu, trzeba po drodze przejść przez wiele rzeczy.
– U mnie, jeśli chodzi o profesjonalne podejście, zaczęło się to od dziewiątego roku życia i to naprawdę potrafi odcisnąć piętno, zwłaszcza przy takiej presji. Dobrze było zrobić krok w tył i się zresetować. Teraz znowu trochę częściej oglądam piłkę, mój syn Axel jest kibicem Realu Madryt i Tottenhamu. Fajnie jest cieszyć się tym razem z nim, bez tej odrobiny niechęci, która może pojawić się pod koniec kariery, kiedy człowiek czuje się już trochę wyczerpany.
– Kontuzje? W karierze zdarzają się momenty, gdy naprawdę mocno się cię dociska, nawet jeśli jesteś kontuzjowany, żebyś grał dalej. Czasami potrzebujesz kogoś, kto zadba o twoje dobro, a wtedy możesz wyjść z tego mocniejszy.
– MLS? Nie ma spadków, nie ma konsekwencji za przegraną. W Realu Madryt przegrywasz mecz i to jest jak koniec świata. Pamiętam pierwszy mecz, który przegraliśmy w LAFC. Spodziewałem się bombardowania presją, może obelgami i artykułami. A porażka jest tam w pewnym sensie akceptowana… Może dlatego, że nie ma aż tak dużych konsekwencji, ale też dlatego, że to inne środowisko. Od razu się podnoszą i zaczynają od nowa. Podobało mi się to. Jest tam trochę bardziej rodzinnie.
– Taktyka? Zwłaszcza w ostatnich pięciu latach trener stał się trochę bardziej dominujący i wszystko jest bardziej taktyczne. Piłka nie jest już tak bardzo grą od jednego pola karnego do drugiego. To bardziej szachy niż koszykówka, a to nie jest aż tak ekscytujące… Nie widzi się już tyle dryblingu i piłkarze go nie wykonują. Może dlatego, że mówią im to trenerzy, ale wciąż jest garstka takich zawodników, którzy potrafią poderwać cię z miejsca, jak Mbappé, Lamine Yamal czy Vinícius Júnior. Może po prostu nie ma ich już tak wielu, bo nie pozwala im się tak grać.
– Szatnia Realu Madryt wydaje się trochę chaotyczna. Dzięki tak doświadczonemu trenerowi, jakim był Carlo Ancelotti, José powinien, miejmy nadzieję, uspokoić grupę i sprawić, że wszyscy pójdą w tym samym kierunku. Carlo był po prostu świetny w zarządzaniu ludźmi. Rozumie psychologię i presję, która się z tym wiąże. Tworzy z tobą taką relację, że czujesz, iż naprawdę mu na tobie zależy. Czasami piłkarze nie grają, ale on wie, jak utrzymać ich przy sobie i zachować ich motywację. W tak wielkim klubie jak Real Madryt tak naprawdę nie musisz za bardzo trenować. Musisz zarządzać ego. Dlatego on odnosił tak duże sukcesy w największych klubach.
– Mourinho? On też ma to doświadczenie. Naciska tylko po to, żeby wydobyć z ciebie to, co najlepsze. Będzie próbował rozgryźć każdego piłkarza i znaleźć to, co sprawia, że dany zawodnik działa. Czasami może chodzić o zaczepienie kogoś w mediach, a czasami po prostu o objęcie go ramieniem. José był już w Realu Madryt, rozumie tę dynamikę i wie, jak to wszystko funkcjonuje. Będzie układał plan, żeby to zadziałało.
Komentarze (4)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się