REKLAMA
REKLAMA

Cucurella: Mój transfer do Realu załatwiono w półtora dnia

Marc Cucurella udzielił wywiadu dziennikowi El Mundo. To pierwsza rozmowa z bocznym obrońcą po jego transferze do Realu Madryt. Przedstawiamy jej pełne tłumaczenie.

REKLAMA
REKLAMA
Cucurella: Mój transfer do Realu załatwiono w półtora dnia
Marc Cucurella w barwach reprezentacji Hiszpanii. (fot. Getty Images)

Mam przed sobą człowieka chwili. Jak się czujesz?
Dobrze, bardzo dobrze, jestem bardzo szczęśliwy. To w końcu wyjątkowe doświadczenie i jestem bardzo wdzięczny za wszystko, co mnie spotyka. Nie było łatwo, musiałem bardzo ciężko pracować, żeby dojść do tego miejsca.

REKLAMA
REKLAMA

Twój transfer do Realu Madryt wydarzył się błyskawicznie. Naprawdę wszystko potoczyło się tak szybko?
Tak, zdecydowanie. Myślę, że wszystko załatwiono w półtora dnia albo w dwa dni. Dla mnie tym lepiej, znacznie szybciej, bez bólu głowy. Ostatecznie wszystko jest już zamknięte i jestem bardzo szczęśliwy. Szczęśliwy z powodu transferu i przede wszystkim także dlatego, że mogę skupić się na reprezentacji, na mistrzostwach świata, bo to jest coś wyjątkowego i na to zasługuje.

Kiedy dowiedziałeś się, że wszystko jest już gotowe?
Myślę, że mniej więcej w niedzielę po południu. Wtedy powiedzieli mi, że wszystko jest już mniej więcej załatwione, że zostały kwestie dokumentów i podpisów, lecz myślę, że zamknęliśmy to w jeden dzień, półtora dnia. Potem to ogłosili, co przez zmianę czasu też było trochę trudniejsze, bo informacja wyszła kilka godzin przed meczem z Republiką Zielonego Przylądka, lecz tak naprawdę wszystko było już gotowe. Ja myślałem już wtedy o meczu i nie miałem się czym przejmować.

Nie miałeś żadnych wątpliwości przy wyborze Realu, mimo że miałeś dużo więcej ofert.
Były różne opcje, lecz kiedy pojawiła się ta z Realu Madryt, nie zastanawiałem się nad tym. Myślę, że to wyjątkowa szansa. Gra dla Realu Madryt jest zaszczytem i niewielu piłkarzy może to powiedzieć, więc nie miałem żadnych wątpliwości. Myślę, że zarówno ja, jak i moje otoczenie oraz moja rodzina, mieliśmy jasność, że to okazja, której nie mogliśmy odrzucić. Jestem bardzo szczęśliwy z decyzji, którą podjęliśmy.

REKLAMA
REKLAMA

Co powiedział ci Mourinho, kiedy zadzwonił?
Rozmawialiśmy i powiedział mi, że bardzo chce ze mną pracować, że bardzo dobrze się zaadaptuję, że Real Madryt to wielki klub. Potem życzył mi powodzenia na mistrzostwach świata i powiedział, że zobaczymy się w Madrycie.

To prawda, że powiedział ci zdanie: „Albo ty, albo nie sprowadzam żadnego lewego obrońcy”?
Nie wiem, czy dokładnie tak to ujął. Powiedział mi, że chce właśnie mnie i jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego zaufania. Nie mogę się doczekać, aż zacznę z nim pracować.

Co jako zawodowy piłkarz powiedziałbyś kibicowi, który nie rozumie, że zawodnik wychowany w Barcelonie może trafić do Realu Madryt?
Powiedziałbym mu, że życie ma różne etapy. W tym przypadku musiałem podjąć ważną decyzję i nie mam żadnych wątpliwości, że to dla mnie wielki krok. Kiedy jesteś dzieckiem, marzysz o grze w wielkich drużynach i myślę, że Real Madryt jest jedną z nich. To zespół z największą liczbą Pucharów Europy na świecie. Oby udało się zdobywać z nim trofea i przeżyć bardzo piękny etap.

Dlaczego Real Madryt? Co ma w sobie Real Madryt?
Myślę, że wiele razy było to widać przy historycznych remontadach. Ten klub ma pewną mistykę… nie wiem, jak to powiedzieć, jest nieprzewidywalny. Bardzo wiele osób, oglądając mecze, nie potrafi wyjaśnić, jak to możliwe, że Real Madryt odrabia straty albo wygrywa spotkania, gdy wydaje się, że jest pod ścianą. Możliwość bycia częścią tego, przeżywania tego uczucia od środka i doświadczania tych magicznych nocy jest czymś, co jako piłkarz chyba każdemu sprawiłoby radość. Jeżeli dostajesz szansę, żeby to przeżyć, zostaje niewiele wątpliwości.

REKLAMA
REKLAMA

Utożsamiasz się z tym? Gdy wydaje się, że czegoś nie da się zrobić, ostatecznie jednak się udaje.
Tak, jestem piłkarzem, który bardzo dużo pracuje, walczy, kimś, kto do ostatniego momentu próbuje dawać z siebie wszystko, nie przestaje próbować. Myślę, że to trochę gen Realu Madryt, to, o czym mówią: „do samego końca”… Oby dane mi było przeżyć magiczne noce i walczyć o trofea.

Co za początek mistrzostw świata…
Jasne, że nie był dobry. Wszyscy chcieliśmy wygrać i być może wydawało się to łatwiejsze, niż było w rzeczywistości, bo Republika Zielonego Przylądka może nie jest reprezentacją o wielkiej nazwie, lecz widzimy, że nic nie jest proste, wiele drużyn remisuje… Mistrzostwa świata są trudne, gra się z nietypowymi nerwami. To nie był nasz wymarzony debiut, lecz nie przegraliśmy, mamy jeden punkt więcej, a drugi mecz w grupie też zakończył się remisem, więc myślę, że wszystko pozostaje otwarte. Bardzo czekamy na spotkanie z Arabią Saudyjską, żeby zdobyć te pierwsze trzy punkty.

Wiecie już, co nie zadziałało? Przeanalizowaliście to?
To część procesu. Na mistrzostwach Europy wszystko było bardzo piękne, wszystko szło bardzo płynnie, lecz jasne jest, że przyjazd na wielki turniej i odniesienie siedmiu zwycięstw w siedmiu meczach nie jest niczym łatwym. Myślę, że byliśmy jedynym zespołem albo jednym z nielicznych, które dokonały tego w historii, i jasne było, że teraz nie będzie równie łatwo. Trochę zawiedliśmy, nie byliśmy do końca skuteczni, brakowało nam precyzji, a przeciwko takim drużynom, gdy nie zaczynasz dobrze, wszystko się komplikuje. Brakowało nam trochę świeżości i pomysłów, bo zwykle nie mylimy się tak często. Mamy jednak czas, żeby to poprawić i dobrze przygotować następny mecz.

REKLAMA
REKLAMA

Rozumiecie rozczarowanie ludzi?
Tak, oczywiście, że to rozumiemy. Zapracowaliśmy sobie na taki poziom presji, bo w ostatnich latach robiliśmy wszystko bardzo dobrze, lecz wiemy, jaki mamy poziom, wiemy, że nie byliśmy na naszym najwyższym poziomie. Dobre jest to, że ten sygnał ostrzegawczy przyszedł w pierwszym meczu fazy grupowej, bo jeśli coś takiego zdarzy ci się w innej rundzie, odpadasz. Mamy czas, żeby to skorygować. Lepiej, że to z Republiką Zielonego Przylądka przydarzyło nam się teraz i że z czasem będziemy się poprawiać.

Jak widzisz zespół w porównaniu z mistrzostwami Europy, pod względem fizycznym, mentalnym, nastroju…?
Trzon pozostaje ten sam, chociaż mamy nowe twarze, a Luis chciał dalej podtrzymywać jedność i dobrą grupę poza boiskiem. Myślę, że wszyscy jesteśmy bardzo przekonani do tego, co robimy, mamy dużą pewność siebie i jesteśmy rodziną. Niezależnie od tego, kto gra, zawsze staramy się dawać z siebie to, co najlepsze, i wiemy, że najważniejsza jest drużyna. Na pierwszy mecz mieliśmy kilka ważnych absencji, byli też zawodnicy, którzy nie dotarli tak świeży, jak byśmy chcieli, lecz myślę, że ekscytacja mistrzostwami świata wszystko przykrywa i krok po kroku zaczniemy dochodzić do naszego najwyższego poziomu.

REKLAMA
REKLAMA

Wspomniałeś o rodzinie. Zauważyłeś jakąś zmianę po poniedziałkowym meczu? We wspólnym funkcjonowaniu, w relacjach…
Nie, skąd. To są rzeczy, które się zdarzają. Kiedy wygrywasz, wszystko jest szczęściem, a kiedy remisujesz albo przegrywasz, nie jest tak samo, lecz od momentu zejścia z boiska mieliśmy jasność. Pamiętam, jak weszliśmy do szatni i ludzie już myśleli o następnym meczu, dodawaliśmy sobie otuchy, krzyczeliśmy, że nic się nie stało, że to jest bardzo długi turniej, że nie chodzi o to, jak się zaczyna, tylko jak się kończy. I właśnie to musimy zrobić. Mamy poczucie dużej pewności siebie, wiemy, że mamy świetną grupę i że będziemy się poprawiać.

Lamine nam dorósł? Jest już dojrzalszym gościem czy jeszcze nie?
Zauważyłem, że bardzo się zmienił od mistrzostw Europy. Myślę, że jest dużo bardziej ukształtowany. Od wielu lat gra już w zawodowym futbolu i wie, co ma robić. Bardzo się cieszę, że możemy się nim cieszyć, że mamy go w naszej reprezentacji i oby dobrze wrócił po kontuzji oraz bardzo nam pomógł.

Widzisz, że jest trochę pod presją? Ostatnio był główną twarzą ogromnego hotelu w Atlancie, jest na Times Square…
To niesamowite. Byłem na wakacjach w Dubaju i też natknąłem się na billboard z Lamine’em. On jednak znosi to bardzo dobrze, bardzo naturalnie, wciąż jest tym samym chłopakiem. Bardziej dojrzałym, lecz tym samym chłopakiem co wtedy, gdy nie był aż taką gwiazdą czy tak znany. To jest w nim najlepsze, sposób, w jaki w tym wieku podchodzi do takich rzeczy z taką naturalnością. I to w tym wieku, mając 18 lat. Nie sądzę, żeby każdy był w stanie tak tym zarządzać.

REKLAMA
REKLAMA

Jak ty i cała grupa radzicie sobie z krytyką prasy po takim meczu jak ten poniedziałkowy?
To część naszej pracy, część naszego biznesu. Poruszamy wiele rzeczy i tak jak wtedy, gdy wygrywamy, wszystko jest piękne i wszyscy nas chwalą, tak myślę, że kiedy nie jesteśmy na odpowiednim poziomie, normalne jest, że się o tym mówi. W Hiszpanii reprezentacja jest dziś jedynym tematem informacyjnym, w piłce nie ma niczego innego do oglądania i jasne jest, że stoi za nami cały kraj. Rozumiemy krytykę, traktujemy ją jako konstruktywną krytykę dotyczącą tego, co możemy poprawić, bo wiemy, że mamy bardzo wysoki poziom, a w tamtym meczu być może nie byliśmy na naszym najwyższym poziomie. Mamy jednak ochotę odwrócić tę sytuację i odnieść pierwsze zwycięstwo.

Czyli ci z nas, którzy są poza tym hotelem, powinni być optymistami?
Myślę, że tak. Na mistrzostwach świata są najlepsze reprezentacje świata i krok po kroku, jak mówiłem wcześniej, najlepsze, co nam się przytrafiło, to ten sygnał ostrzegawczy już na początku. Gdybyśmy wygrali ten mecz, może byśmy o tym zapomnieli i powiedzieli: „wygraliśmy, nic się nie stało”, lecz po tym ostrzeżeniu zdaliśmy sobie sprawę, że w każdym meczu musimy być na naszym najwyższym poziomie, że nic nie będzie łatwe, że będziemy musieli przetrwać trudne chwile, a najważniejsze to trzymać się razem i w każdym spotkaniu pokazywać charakter.

REKLAMA
REKLAMA

Ostatnio wiesz, że stałeś się viralem, chodzi o twoją maskę i szampon na boisku treningowym. Zrobiłeś to celowo?
Nie, nie, nie. W żadnym razie. Wręcz przeciwnie. Zrobiłem im darmową reklamę. To był przypadek, bo zawsze mam maskę, która jeździ w kufrze z butami na mecze. Ponieważ jest większa, nie przepuszczają mi jej przez kontrole, dlatego była właśnie tam.

Zdajesz sobie sprawę ze znaczenia twoich wypowiedzi o autyzmie? [Jego siedmioletni syn Mateo jest autystyczny].
Szczerze mówiąc, tak naprawdę nie zdaję sobie z tego sprawy, bo dla mnie to coś normalnego, coś z codzienności, lecz prawdą jest, że dostajemy wiele wiadomości z podziękowaniami za naszą pracę. Nie robię tego z żadną intencją, lecz to pomaga zobaczyć, że w pozornie perfekcyjnym świecie piłkarzy też istnieją problemy. Bardzo się cieszę, że dzięki naszej możliwości docierania do mediów możemy pomagać większej liczbie rodzin i apelować o otwieranie większej liczby szkół, ośrodków pomocy i wsparcia…

Czego nauczyła cię ta sytuacja?
Wielu rzeczy. Przede wszystkim myślę, że nadawania wartości albo priorytetu temu, co naprawdę jest ważne. Świadomości, że są dni, kiedy wydaje się, że wszystko jest szare albo że nie masz najlepszego dnia w życiu, lecz wiesz, jak mówię, że ważne rzeczy są tymi, które naprawdę są ważne, a nie tymi, które często za takie uważamy.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (12)

REKLAMA