Ousmane Dembélé: Kiedy ostatnio dostałeś ataku śmiechu na zgrupowaniu reprezentacji?
[śmiech] Ostatni atak śmiechu miałem właśnie z nim, z tym wariatem! Byliśmy w ośrodku w Clairefontaine i nie mogę wam powiedzieć, dlaczego tak się śmialiśmy. Mogę tylko zdradzić, że znajdowaliśmy się w pokoju Marcusa Thurama i dostaliśmy takiego ataku śmiechu, że aż płakaliśmy. On wie, dlaczego zadał mi to pytanie. Nie mogę podać szczegółów, ale mogę wam powiedzieć, że świetnie się dogadujemy. Zresztą to właśnie z nim zawsze dostaję ataków śmiechu na zgrupowaniach reprezentacji.
Marcus Thuram: Gdybyś musiał dzielić pokój z jednym z kolegów z drużyny, kto byłby najlepszym, a kto najgorszym współlokatorem?
[śmiech] Najgorszy byłby on, Marcus, na sto procent! Z jednej strony dużo byśmy się śmiali, ale z drugiej nie mógłbym spać. Najlepszy? [zastanawia się] Byłby nim Ousmane, chociaż Ousmane byłby również najgorszy. Właściwie obaj są jednocześnie najgorsi i najlepsi. Najlepsi, ponieważ znam ich od niepamiętnych czasów, to z nimi łączą mnie najsilniejsze więzi i doskonale się rozumiemy… Gdybym jednak dzielił z nimi pokój, nie dałoby się spać.
Rayan Cherki: Opowiedz nam swoją najlepszą historię z Ousmane’em.
Ach, Rayan… Niedawno dołączył do reprezentacji, ale znakomicie się zaadaptował. Będzie dla nas bardzo ważnym zawodnikiem. Bardzo go lubię. Z Ousmane’em mamy wiele historii związanych z boiskiem, ponieważ byliśmy kolegami z drużyny, rywalami i znosimy się nawzajem od tylu lat… Najwięcej wydarzyło się jednak poza boiskiem, bo razem wyczynialiśmy najróżniejsze rzeczy. Jeździliśmy wspólnie na wakacje, nasze rodziny bardzo dobrze się znają, dlatego mam z nim mnóstwo wspólnych historii. We dwóch moglibyśmy nawet napisać książkę.
Jean-Yves Vandewalle: Pamiętasz tę sesję „jeden na jednego”, którą wspólnie odbyliśmy?
„Tizote” jest osteopatą drużyny i mam z nim znakomitą relację. Kiedy podczas EURO 2024 miałem kontuzjowany nos, odbyliśmy razem trening bokserski. Ja wkładałem w ciosy całą siłę, a on nie mógł mnie uderzać. [śmiech] To nie było sprawiedliwe, ale świetnie się bawiliśmy. Wiele razem przeżyliśmy, między innymi zdobycie mistrzostwa świata. Zresztą w 2018 roku uratował mi skórę przed półfinałem z Belgią. Dzień przed meczem obudziłem się bez bólu, ale nie mogłem wstać z łóżka! Nie byłem w stanie pójść na śniadanie, nie czułem pleców i nie miałem żadnej swobody ruchów… Zadzwoniłem do trenera, żeby powiedzieć mu, że nie mogę się ruszyć. Przyszedł razem z „Tizotem”, który stwierdził, że mam zablokowanych sporo kręgów. Jak to możliwe, skoro tylko spałem? Trzeba było spróbować to ukryć, szczególnie przed prasą. Starałem się więc trzymać możliwie najbardziej prosto, chociaż nie potrafiłem normalnie chodzić. Dzień przed meczem nie trenowałem, a następnego dnia, mimo że wciąż trochę mnie bolało, mogłem zagrać w półfinale, a później w finale.
Lucas Hernandez: Gdybyś miał zrobić sobie tatuaż, co by to było?
Nigdy nie myślałem o zrobieniu sobie tatuażu. Gdybym jednak miał go zrobić, byłoby to coś symbolicznego i ważnego dla mnie. Każdy ma swój styl. Obecnie podobam się sobie taki, jaki jestem, bez niczego. Kto jednak wie, może za 10–15 lat będę chciał zrobić sobie tatuaż. Na razie w ogóle mnie to nie pociąga.
Maghnes Akliouche: Jak wyglądałby dla ciebie wymarzony dzień z dala od futbolu?
Maghnes… Szkoliliśmy się w tym samym miejscu, czyli w Monaco. Jest nieśmiałą, ale błyskotliwą osobą, która już teraz ma wielki talent. Może być bardzo dobrym zawodnikiem reprezentacji Francji zarówno obecnie, jak i w przyszłości. Dla ludzi takich jak ja wymarzony dzień oznacza powrót do prostoty: żeby nikt ci nie przeszkadzał i żebyś mógł robić to, co chcesz, z kim chcesz i gdzie chcesz. Są to rzeczy, które stały się dla mnie luksusem, mimo że tak naprawdę są niezwykle proste. Nigdy nie można jednak narzekać na miłość, którą otrzymuje się od ludzi. Czasami jest to przytłaczające, ponieważ znalazłem się w kategorii osób obserwowanych w każdej chwili. Wszystko, co jest związane z paparazzi, bywa trochę bardziej męczące. To nas odczłowiecza i robi z nas swego rodzaju cyrkowe atrakcje. Wszyscy chcą jednak wiedzieć, co robię, gdzie i z kim… Nauczyłem się to rozumieć i mniej więcej zaakceptowałem, że zawsze będzie to częścią mojego życia.
Lucas Digne: Jak radzisz sobie ze swoją ogromną popularnością i z tym, że nie możesz wychodzić z domu?
Obok N’Golo, Lucas jest zawodnikiem z największym doświadczeniem w reprezentacji Francji. Ma go dużo więcej ode mnie, ponieważ trafił do niej w 2014 roku, kiedy ja wciąż byłem jeszcze w akademii. Nie znałem go zbyt dobrze, ale bardzo się do siebie zbliżyliśmy podczas EURO 2021. Popularność… Powiedzmy, że dość wcześnie przygotowywano mnie do życia z „normalną” sławą, ponieważ ludzie z mojego otoczenia wiedzieli, że prawdopodobnie zostanę bardzo dobrym piłkarzem. Obecnie jestem jednak kimś więcej niż tylko niezwykle sławną osobą. Moja popularność jest ponadprzeciętna. A do tego nigdy nie można się przygotować. Trzeba to po prostu zaakceptować i się dostosować. Jestem jednak bardzo szczęśliwy w Madrycie. Mogę wychodzić z domu, a czasami nawet poruszać się bez ochrony… Mogę żyć bardziej niż we Francji! Mogę robić rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłem. To jest fajne. Właśnie dlatego tak bardzo podoba mi się również życie w Madrycie, niezależnie od Realu Madryt, który był moim dziecięcym marzeniem. Życie tam jest dla mnie znacznie spokojniejsze. Udaje mi się robić normalne rzeczy, a to luksus dla każdego człowieka. Przede wszystkim sam prowadzę samochód. [śmiech] W Paryżu nie było to możliwe. W Madrycie panuje inna kultura, a ludzie pozwalają ci trochę pożyć.
Eduardo Camavinga: Pomijając anonimowość, co chciałbyś odzyskać ze swojego wcześniejszego życia?
Cama… Nie miał łatwego roku, do czego dochodzi rozczarowanie związane z tym, że nie pojechał na mistrzostwa świata. Staram się go wspierać i chronić, ponieważ jest dla mnie jak młodszy brat. Zawsze mu powtarzam, że ma talent, osobowość i charakter potrzebne do odwrócenia tej sytuacji. Jeżeli mu się to uda w najlepszym klubie i najlepszej reprezentacji świata, uczyni go to lepszym zawodnikiem i lepszym człowiekiem, ponieważ pokaże, że potrafił znakomicie wyjść z tak trudnego położenia. Jeżeli chodzi o jego pytanie, chodzi przede wszystkim o anonimowość, ponieważ cała reszta jest częścią moich doświadczeń życiowych i mojej historii. Inspirujące jest posiadanie cech i osiągnięć, za które ludzie cię uwielbiają, oraz takich, za które cię nienawidzą. Ostatecznie nigdy nie pozostawiasz nikogo obojętnym. Uważam, że właśnie to jest znakiem rozpoznawczym wielkich ludzi. Ale odzyskanie anonimowości… Doszedłem do poziomu, który wymyka się wszelkiemu pojmowaniu. Dziwnie jest patrzeć na ludzi wykonujących ten sam zawód co ja i grających w tych samych drużynach co ja, którzy jednak nie prowadzą takiego samego życia… Bycie tym, kim jestem, daje mi wiele korzyści, nawet jeżeli wiąże się również z wieloma wadami. Jednocześnie człowiek zawsze chce tego, czego nie ma. Być może gdybym był anonimowy, chciałbym być mną. Niekoniecznie marzę więc o anonimowości, ale o byciu trochę takim jak moi koledzy z drużyny, którzy żyją ze swojej pasji, ale nie są obserwowani w każdej chwili dnia. Teoretycznie mamy taką samą codzienność, ale kiedy wychodzimy z szatni, nasze życia nie są już takie same.
Dayot Upamecano: Którą ze swoich wad nauczyłeś się akceptować?
Cieszę się z powodu Dayota. Jesteśmy z tego samego pokolenia, znajduje się w najlepszym momencie swojej kariery i zasługuje na to, co osiągnął, ponieważ przeszedł przez wiele trudnych doświadczeń. Mam wiele wad: jestem bardzo niecierpliwy, bardzo pamiętliwy, a czasami zbyt instynktowny, czyli impulsywny. Tę wadę zawsze jednak akceptowałem, ponieważ chcę być aktywnym uczestnikiem własnego życia. Bycie aktywnym uczestnikiem oznacza, że czasami robi się coś instynktownie, natychmiastowo i w bardziej bezpośredni sposób, nawet jeżeli nie wszystkim się to podoba. Zawsze jednak wiedziałem, w co się pakuję, kiedy tak postępowałem. Mam również sporo innych wad, ale skoro poprosił mnie tylko o jedną… [śmiech] Bycie impulsywnym oznacza, że czasami podejmujesz złe decyzje, decyzje, których później żałujesz, a niekiedy także decyzje złe, ale konieczne. Oczywiście zdarza się również, że jest to po prostu czysta i zwyczajna głupota. Dobrze jednak pokazywać również taki wizerunek i udowadniać, że ostatecznie jesteś człowiekiem i także możesz robić głupoty. Wszyscy miewamy chwile, w których zachowujemy się głupio. Ja miałem ich wiele. Ale tak już jest.
Michael Olise: Które spotkanie odmieniło twoje życie?
Och, Michael… Uwielbiam go! Miałem okazję go poznać. Nie lubi zbyt dużo mówić, ale jest bardzo sympatyczny i ma naprawdę nietypową osobowość. Jest też wyjątkowym zawodnikiem i mamy ogromne szczęście, że jest z nami. Zawsze chciał reprezentować Francję i wyraźnie to widać. Które spotkanie odmieniło moje życie? Było ich wiele. Skoro zostałem tym, kim jestem, oznacza to, że spotkałem odpowiednich ludzi w odpowiednim momencie. Byli ludzie, którzy otworzyli mi drogę, i tacy, którzy potrafili przyjmować za mnie kule, kiedy trzeba było mnie chronić… W Monaco myślę o trenerach takich jak Frédéric Barilaro czy Souleymane Cissé, którzy zawsze mnie chronili. Później, w Monaco i Paryżu, był Luis Campos. Był również jego asystent Olivier Gagne, który zawsze mnie prowadził. Rozmawiałem z nim naprawdę o wszystkim: o życiu, o moim życiu prywatnym, o futbolu… Jest jedną z niewielu osób ze środowiska piłkarskiego, z którymi rozmawiałem aż tak dużo. W Paryżu byli oczywiście trenerzy. Także prezes Nasser! Wszyscy pamiętają tylko zakończenie, co jest normalne, ponieważ odejście z PSG jest praktycznie niemożliwe. Wiedziałem, że odchodząc, znajdę się w takiej sytuacji. Przed tym wszystkim zrobił jednak wiele dla mnie i mojej rodziny. Nie mogę kłamać. Kiedy jestem z kimś w konflikcie i uważam, że zasługuję na zwycięstwo, nie mam żadnego problemu ani skrupułów, by walczyć do samego końca. Nie można jednak wszystkiego ze sobą mieszać. Nasser jest człowiekiem, którego cenię. Jeżeli jestem obecnie w Realu Madryt i pełnię funkcję kapitana reprezentacji Francji, to Paris Saint-Germain i Nasser Al-Khelaïfi odegrali w tym kluczową rolę. To klub, w którym spędziłem najwięcej czasu, od 2017 do 2024 roku. Nie mogę zachowywać się tak, jakby ten okres nie istniał. To niemożliwe i nie byłbym wtedy sobą. Później, w Madrycie, pojawił się prezes Florentino Pérez. Zawsze był wobec mnie bardzo serdeczny, zawsze starał się zapewniać mi najlepsze warunki i chciał dla mnie tego, co najlepsze. W reprezentacji jest natomiast trener Didier Deschamps. Jest jedynym selekcjonerem, którego miałem w reprezentacji Francji, i obecnie znam go już na wylot. Z biegiem lat wypracowaliśmy relację znacznie silniejszą niż zwykła relacja zawodnika z trenerem. On wie, jak wielkim darzę go szacunkiem i jak bardzo jestem mu wdzięczny. Na mojej drodze pojawiło się również wiele innych osób, o których nie zapominam, ale wymieniam tutaj tylko ludzi, których może znać opinia publiczna.
Wilfrid Mbappé: Co dziesięcioletni Kylian pomyślałby o dorosłym Kylianie, którym jesteś obecnie?
To mój ojciec. Łączy mnie z nim niezwykle silna relacja. To on przekazał mi pasję do futbolu. Zacząłem grać w piłkę, żeby być taki jak mój ojciec i mój starszy brat Jirès Kembo oraz żeby byli ze mnie dumni. Mówiłem sobie: „Jeżeli będę dobry, będą ze mnie dumni”. Mój ojciec jest być może najważniejszą osobą, dla której gram, ponieważ wiem, jak wiele futbol dla niego znaczy. Często rozmawiamy i to o wszystkim. Nie zmieniliśmy swoich zwyczajów. Kiedy przyjeżdża do Madrytu, zawsze oglądamy razem siedem albo osiem meczów z rzędu. W naszej relacji wszystko kręci się wokół futbolu. Przekazał mi miłość do gry i wiedzę na jej temat. To prawda, że kiedy robię coś dobrze lub gorzej, zawsze mi mówi: „Pomyśl, co pomyślałby o tym mały Kylian”. Uważam, że obecnie byłby dumny, widząc, kim się stałem, jaką drogę przeszedłem i jaki ślad pozostawiłem już w historii światowego futbolu oraz mojego kraju. Mały Kylian miał jednak ogromny apetyt, dlatego wciąż czeka, aż dokonam kolejnych rzeczy. (Śmiech) Nie byłby jeszcze nasycony, ale już byłby dumny.
Aurélien Tchouaméni: Kiedy ostatnio płakałeś?
Aurélien, wicekapitan. Trochę znałem go z reprezentacji, ale tak naprawdę odkryłem go dopiero w Madrycie. Świetny człowiek! Wcześniej mieliśmy poprawną relację. W Madrycie poznałem jednak świetnego faceta, bardzo inteligentnego, z którym można rozmawiać i wymieniać poglądy. Jest również zabawny. Ma też w sobie tę żołnierską stronę, która jest ważna w drużynie. Ostatni raz płakałem z powodu śmierci bliskiej mi osoby, która wiele dla mnie znaczyła. Nie mam jednak problemu z płaczem. Ludzie myślą, że nigdy nie płaczę. Często pytają mnie, dlaczego nie płakałem w 2022 roku. Po prostu łzy nie chciały płynąć, byłem oszołomiony. Gdybym mógł płakać, nie powstrzymywałbym łez. Po prostu byłem znokautowany! Jeżeli jutro wygramy mistrzostwa świata i będę musiał płakać, to będę płakał. Rzadko można jednak zobaczyć, jak płaczę ze szczęścia. Dla mnie radość oznacza uśmiech sięgający aż dotąd [pokazuje na policzki]. Najważniejsze jest, żeby nie działać wbrew własnym uczuciom i wyrażać je tak, jak się je odczuwa.
Warren Zaïre-Emery: Który moment ze swojej kariery chciałbyś przeżyć po raz drugi?
Och, jest ich wiele. Przede wszystkim porażki, ponieważ gdybyś przeżył je ponownie, być może mógłbyś zmienić bieg losu. Na przykład zmieniłbym finał z Argentyną w 2022 roku, finał z Bayernem w barwach Paris Saint-Germain i półfinał z Dortmundem. Szwajcarię na EURO? Nie, tego bym nie zmienił. Nie marnowałbym swoich jokerów na jedną ósmą finału. Później wciąż mielibyśmy przed sobą tak długą drogę. Zresztą, biorąc pod uwagę atmosferę, jaka wtedy panowała, nie sądzę, żebyśmy mogli wygrać. A przecież była to być może najbardziej utalentowana drużyna, jaką mieliśmy od dłuższego czasu, oczywiście poza obecną. Uważam jednak, że pod względem atmosfery był to najgorszy moment, jakiego doświadczyłem w reprezentacji Francji. Było to odczuwalne w grupie. Często rozmawiamy o tym między sobą. Być może z zewnątrz nie było tego widać, ale był to moment, w którym reprezentacja Francji była najmniej zjednoczona, odkąd w niej występuję.
Manu Koné: Czego futbol nigdy nie będzie mógł ci dać?
Manu Koné należy do tych młodych talentów, które chcą wszystko pożreć i które zwiększyły rywalizację w zespole. Jest bardzo dobrym zawodnikiem i ma również bardzo dobre nastawienie. Czego futbol nigdy mi nie da? Spokoju. [śmiech] W futbolu nie jest to jednak coś, czego szukam. Mamy tylko jedną karierę, dlatego równie dobrze możemy przeżyć ją na całego i doświadczać silnych emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Warto żyć tak, żeby później mieć co opowiadać, mieć co wspominać i pozostawić po sobie ślad. Spokój w życiu – tak, ale w futbolu – nie! Futbol dał mi wszystko. Odmienił moje życie, uczynił mnie szczęśliwym i spełnionym człowiekiem. Niezależnie od tego, co wydarzyło się i co jeszcze wydarzy się w mojej karierze, nic nigdy nie zmieni miłości, którą darzę futbol.
Lekarz Franck Le Gall: Czy z perspektywy czasu zmieniłbyś coś w związku z epizodem ze złamanym nosem podczas ostatniego EURO?
[zastanawia się] Gdybym mógł cofnąć czas, uważam, że nie grałbym dalej. Wyjechałbym! Kiedy złamałem nos, był to zresztą jeden z rozważanych przez nas scenariuszy. Trener był przeciwny mojemu wyjazdowi. Rozmawialiśmy jednak z lekarzami i ze wszystkimi innymi, ponieważ miałem całkowicie złamany nos. Miałem za sobą bardzo trudny sezon, byłem niezwykle zmęczony, a w futbolu wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. To złamanie było konsekwencją wielu rzeczy. Uważam, że w tamtym momencie chciałem po prostu odpocząć. Szczególnie że późniejsza gra w masce była koszmarem. Cały czas mnie bolało i faszerowano mnie lekami przeciwbólowymi. Kiedy ręcznie nastawiają ci nos… Wow, to potworny ból. [śmiech] Słyszysz takie „klik, klik”. Później patrzę na swój nos, a on jest całkowicie przesunięty w lewo. Myślę sobie: „K***a, co ja teraz zrobię?”. Nie mogę oddychać, więc oddycham wyłącznie ustami i mówię sobie: „No dobrze, jesteśmy w d*pie!”. Później w szpitalu powiedzieli mi, że albo przejdę operację, albo potrzebne będzie pięć czy sześć tygodni. W ogóle nie mówili jednak o powrocie na boisko. [śmiech] Opuszczenie grupy było dla mnie wtedy nie do pomyślenia, ale gdyby jutro znowu mi się to przydarzyło, wróciłbym do domu.
Ibrahima Konaté: Zagrałeś w dwóch finałach mistrzostw świata – jeden wygrałeś, a drugi przegrałeś. Który częściej do ciebie wraca?
Ten, który przegrałem. W przypadku finału, który wygrałem, nie muszę zmieniać historii. Wygraliśmy, było wspaniale i wróciliśmy z pucharem. Natomiast finał, który przegrałeś… Przegranie finału mistrzostw świata jest niezwykle trudne. Przede wszystkim dlatego, że turniej odbywa się raz na cztery lata. Nie wiesz, kim i gdzie będziesz za cztery lata. Obecnie z drużyny z 2022 roku zostało na przykład tylko dziesięciu czy jedenastu zawodników. Z 2018 roku pozostało zaledwie czterech. Chodzi mi o to, że możesz z całych sił trzymać się wagonu, ale futbolowy pociąg pozostawia po drodze wielu ludzi. Na tym polega okrucieństwo tej sytuacji: zrobiliśmy to wszystko, żeby ostatecznie przegrać w rzutach karnych. Nie wierzę w szczęście. Rzuty karne nie są loterią. To zagranie techniczne, ale pozostają najbardziej okrutnym sposobem przegrania finału mistrzostw świata.
Olivier Giroud: Wiesz, ilu bramek brakuje ci do pobicia rekordu Miroslava Klosego na mistrzostwach świata?
Olive jest człowiekiem, od którego wiele nauczyłem się w kwestii odporności, pasji i niepoddawania się bez względu na okoliczności… Tego gościa mieszali z błotem, a on zawsze potrafił się z niego obmyć. Grał zarówno ze starszym bratem, czyli mną, jak i z młodszym bratem, Ethanem w Lille. Pokazuje to jego długowieczność i budzi szacunek. Jest najlepszym strzelcem w historii reprezentacji Francji. Dopóki ma ten rekord, ten status należy do niego. Kiedy pomyślisz o zawodnikach, którzy występowali w tej reprezentacji i uświadomisz sobie, że to właśnie on jest obecnie jej najlepszym strzelcem, możesz tylko powiedzieć: szacunek i czapki z głów! Jeżeli chodzi o rekord Klosego, wszyscy mi o nim mówią, z trenerem Guyem Stéphanem na czele. [śmiech] Po raz pierwszy w życiu jakiś rekord wydaje mi się jednak nierealny. Wydaje mi się wręcz niewyobrażalne, że w wieku 27 lat i po dwóch występach na mistrzostwach świata znajduję się w sytuacji, w której mogę zostać najlepszym strzelcem w historii tej imprezy, w której występowały wszystkie największe legendy. Jednocześnie wiem, że nie istnieje silniejsze uczucie niż wygranie mistrzostw świata, dlatego moim priorytetem naprawdę jest zdobycie trzeciej gwiazdki, powrót z pucharem na Pola Elizejskie i zapewnienie wszystkim niezapomnianego lata. Oczywiście zostanie najlepszym strzelcem w historii mistrzostw świata oznaczałoby, że na zawsze pozostałbym w historii.
[Dziennikarz przypomina mu, że przed nim znajduje się jeszcze jeden aktywny zawodnik, Messi]
Tak, do tego to nie byle jaki zawodnik. Dlatego zachowuję ogromną ostrożność. Ile mam bramek? Dwanaście? On ma trzynaście, a Klose szesnaście. Jesteśmy tutaj z Leo i zaraz dobierzemy się Klosemu do karku. [śmiech]
Didier Deschamps: Rozważasz zostanie trenerem po zakończeniu kariery zawodniczej?
Nie wiem… Daję sobie możliwość wyboru spośród wielu opcji po zakończeniu kariery. Mam dobrze rozwinięty biznes. Jeżeli będę chciał zostać biznesmenem, zostanę biznesmenem. Jeżeli będę miał większe ambicje, będę miał większe ambicje.
[Wybucha śmiechem, kiedy zostaje zapytany, czy myśli o prezydenturze].
Nie, spokojnie, nie mówię o zostaniu prezydentem Republiki. Sporo osób mi o tym mówi, ale nie znajduje się to w moich planach. Już teraz wystarczająco wielu ludzi mnie nienawidzi. [śmiech] Mogę zaplanować życie w większej anonimowości i zająć się fundacją… Pewne jest jednak, że futbol zawsze będzie zajmował wyjątkowe miejsce. Żeby zostać trenerem, najpierw trzeba jednak pogodzić się z zakończeniem kariery zawodniczej. Trener nie może już myśleć jak zawodnik, bez względu na to, jak wielkim piłkarzem był. Po prostu dlatego, że jako trener masz tylko jedno zadanie: przekazywać wiedzę! Widziałem wielu wielkich zawodników, którzy stawali się przeciętnymi trenerami. Nie dlatego, że nie znali się na futbolu, ale dlatego, że nie pogodzili się z zakończeniem kariery piłkarskiej i nie mieli odpowiedniego podejścia. Żeby mieć taką możliwość, oczywiście zdobędę odpowiednie licencje. Nic mnie to nie kosztuje. To kolejna okazja do nauki, która poszerzy moje kompetencje na płaszczyźnie ludzkiej i zawodowej. Zostanę jednak trenerem tylko wtedy, gdy będę już miał za sobą ten etap.
Ethan Mbappé: Mam nadzieję, że rozegrasz bardzo dobre mistrzostwa świata. Wcześniej mam jednak małe pytanie: zamierzasz kiedyś bronić albo pressować?
[śmiech] Wszyscy wiedzą, ile on dla mnie znaczy. Mam tylko jednego młodszego brata, w przeciwieństwie do Jirèsa, który ma dwóch: Ethana i mnie. Zawsze chciałem, żeby Ethan był dumny z posiadania takiego brata jak ja, zarówno w futbolu, jak i w życiu. Trochę mnie to kosztowało, ponieważ czasami za bardzo go rozpieszczałem. Często o tym rozmawiamy, ponieważ on broni znacznie, znacznie więcej ode mnie. Dobrze jednak, że ludzie zwracają uwagę na ten aspekt. Zawsze byłem wobec siebie wymagający i uważam, że pod tym względem muszę zrobić kolejny krok. Jest to ważne dla drużyn i sądzę, że muszę to robić. Wszystko powinno zacząć się już podczas tych mistrzostw świata, ponieważ chcemy je wygrać. Jestem gotowy robić wszystko właściwie, ponieważ za wszelką cenę chcę zdobyć ten puchar. To jednak prawda, że on bardzo dużo broni. Kiedy oglądam jego mecze, to teraz, gdy występuje jako prawy skrzydłowy, pytam go: „Dlaczego nie wchodzisz w pole karne?”. Odpowiada mi: „Stary, przed chwilą goniłem za swoim bocznym obrońcą aż do linii i byłem zmęczony”. [śmiech] W moim rozumieniu niemożliwe jest jednak, żeby być zbyt zmęczonym, by pobiec po bramkę. Zmęczonym powinno się być raczej w drugą stronę. Nic nie powinno jednak wpadać jednym uchem i wypadać drugim, szczególnie kiedy krytyka jest konstruktywna. W przeciwnym razie oznaczałoby to, że jesteś zawodnikiem, którego nic nie obchodzi. Wszystkie konstruktywne uwagi powinny wejść do twojej głowy i już z niej nie wychodzić. Później trzeba oczywiście dokonywać selekcji, ponieważ w moim przypadku ludzie bardzo szybko popadają również w karykaturę.
Komentarze (22)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się