REKLAMA
REKLAMA

Enrique Riquelme: Nie można stawać do walki z systemem Realu Madryt ze strachem

Enrique Riquelme udzielił wczoraj wywiadu dla dziennika El País. Przedstawiamy pełne tłumaczenie tej rozmowy z kandydatem na prezesa Realu Madryt.

REKLAMA
REKLAMA
Enrique Riquelme: Nie można stawać do walki z systemem Realu Madryt ze strachem
Enrique Riquelme. (fot. El País)

Po zapowiedzi, że sprowadzi pan Erlinga Haalanda, pojawiło się kilka dementi.
Uważam, że to najlepszy sposób, by chronić zawodnika. Tak jak zachowuję ostrożność w sprawie nazwiska trenera, tak mogę powiedzieć, że jeśli zostanę prezesem, Rodri i Haaland w przyszłym sezonie będą grali w Realu Madryt. Jeśli nie, osobiście zapłacę, nie klub, składki 100 tysięcy socios.

REKLAMA
REKLAMA

Jak Florentino Pérez z Figo w 2000 roku.
Uważam, że wtedy był bardzo sprytny.

Kiedy zaczął pan pracować nad tą operacją?
Kiedy Haaland był w Dortmundzie, próbowaliśmy tego dokonać już przy okazji wyborów w 2021 roku. Pewnego dnia będzie można opowiedzieć, co wydarzyło się wtedy w tych dniach. To zawodnik, który zawsze bardzo mi się podobał i moim zdaniem jest kluczowy dla Realu Madryt. Rozmawialiśmy z Raúlem Gonzálezem Blanco, Fernando Hierro i trenerem; to profil, który pasowałby perfekcyjnie. Od tygodni rozmawiamy z jego otoczeniem, żeby było to możliwe.

Zawodnik się zgadza?
Nie chcę jeszcze bardziej rozdmuchiwać sprawy, ale mogę pana zapewnić, że nie zamierzam palić swojej reputacji ani wizerunku przy czymś, czego nie będę w stanie spełnić.

Czy przyjście Haalanda oznacza odejście któregoś zawodnika? Może grać z Mbappé, Viníciusem i Bellinghamem?
To pytanie trzeba będzie zadać pionowi sportowemu. Ja kandyduję na prezesa, a nie na trenera, napastnika, bramkarza czy menedżera Castilli.

Raúl, Hierro i trener powiedzieli panu, czy mogą grać razem albo czy konieczne będzie jakieś odejście?
Na razie jesteśmy w kampanii i trzeba dawać nadzieję. To dwa nazwiska, które mogliśmy przedstawić jako źródło tej nadziei.

REKLAMA
REKLAMA

Dlaczego zdecydował pan, że Raúl ma być dyrektorem sportowym, a nie trenerem?
Od pierwszej minuty trzeba wygrywać. Trener, którego sobie wyobrażałem, to ktoś z doświadczeniem w rywalizacji na najwyższym poziomie, z wieloma latami pracy w ligach i Lidze Mistrzów. Na koniec poprzedniego sezonu bez wątpienia powierzyłbym Raúlowi prowadzenie drużyny. Dziś muszę jednak szukać modelu średnio- i długoterminowego, który da wyniki od razu.

Haaland to wielka operacja, podobnie jak Rodri i Miasto Socio. Jak to wszystko zbilansować?
Są trzy główne obszary. Bezpośrednie cięcia, czyli 130 albo 140 milionów; poprawa przychodów; i oczywiście pewne odejścia, żeby uwolnić ten kapitał.

W jakich pozycjach budżetu doszłoby do cięć?
Jak to możliwe, że Real Madrid Televisión ma budżet na poziomie 45 milionów i 0,1% udziału w widowni? Być może trzeba zrobić z niej wyłącznie kanał cyfrowy. To powinno generować 40 milionów, a nie pochłaniać 45. Trzeba tworzyć treści, które budzą zainteresowanie i są rentowne. Dalej mamy prawie 80 milionów w pozycjach dotyczących doradztwa finansowego, pośredników i konsultantów. I cóż za przypadek, prawie zawsze trafia to do bardzo bliskiego kręgu osób związanych z obecnymi władzami. Jak to możliwe, że ponad 50 osób niezwiązanych ze sportem zarabia ponad milion? Jak to możliwe, że najwyżsi dyrektorzy zarabiają ponad 10 milionów? Dlaczego sprowadza się określonych zawodników? Dlaczego przy rozwoju cantery pierwszeństwo mają określeni agenci, a nie merytokracja? Jeśli zacznie pan drążyć, zawsze pojawia się powiązany krąg. Jest też jednak problem z przychodami.

REKLAMA
REKLAMA

Co jest największą trudnością przy starcie w wyborach?
Trzeba przyjść z odrobioną pracą domową. Nie można przychodzić ze strachem przed systemem zbudowanym w Realu Madryt. Przychodzę z całkowicie uporządkowaną sytuacją zawodową i finansową. Bardzo zwraca moją uwagę, kiedy pan Florentino Pérez mówi: „Przychodzą, żeby się wzbogacić”. Proszę pana, Florentino Pérez w moim wieku był w polityce. Nie zaczął jeszcze wtedy części biznesowej. Ja jestem w świecie biznesu od 17 lat. Prawdopodobnie powodem, dla którego nadal działam zawodowo, jest posiadanie firmy, która pozwala mi dojść aż tutaj, dla Realu Madryt, bo to było moje marzenie. Musiałem wystartować w wyborach, przedstawiając gwarancję na prawie 200 milionów, którą musiałem zabezpieczyć prywatnym majątkiem o wartości niemal 700 milionów. Florentino Pérez nie musiał tego robić, bo zmienił statut. Publicznie mówi, że od czasu objęcia funkcji prezesa pomnożył majątek swój i swojej firmy 54 razy. Nawet Warren Buffett, najlepszy inwestor świata, tego nie osiągnął.

Skorzystał na byciu prezesem Realu Madryt?
Mogę powiedzieć, że ja nie będę budował autostrad tam, gdzie będę odbywał tournée. Nie mogę wiedzieć, czy skorzystał, czy nie, ale to bardzo dużo przypadków i bardzo wiele lat. Nie zamierzam wchodzić w kampanię dyskredytowania. Zmęczyło mnie już dementowanie różnych rzeczy. Cztery tygodnie temu wyemitowałem dług na 2 miliardy dolarów z głównymi bankami świata. W trzy godziny największe fundusze zaoferowały nam 8 miliardów, a ja utrzymałem, że biorę tylko 2 miliardy, których potrzebowałem, na 7,25%.

REKLAMA
REKLAMA

Florentino odnosił się do kredytu pomostowego na 60 milionów z bardzo wysokim oprocentowaniem, o którym informował Bloomberg.
Bloomberg wysłał nam pismo z informacją: „Przepraszamy, otrzymaliśmy dokumentację od osoby bardzo bezpośrednio związanej z Florentino”. Opublikowali to i gdy my dementowaliśmy, informacja była już w innych mediach, a on mógł o tym mówić. Udowodniliśmy jednak, że to było kłamstwo.

Odnosił się pan do swojej kandydatury jako spadkobierczyni „mrocznych czasów”.
Po pierwsze, byłem wtedy w szkole. Po drugie, mój ojciec, Vicente Boluda, Antonio Medina i kilku innych to ludzie, którzy zmusili Ramóna Calderóna do dymisji po tamtej sprawie, czyli sfałszowanym zgromadzeniu z 2008 roku. Przypomnę jednak, że José Ángel Sánchez, dyrektor generalny w pierwszym etapie Florentino Péreza, pozostał na stanowisku za Ramóna Calderóna i tamto wydarzyło się, gdy José Ángel Sánchez był dyrektorem generalnym. A José Ángel Sánchez jest nim do dziś.

Co nie podoba się panu w propozycji Florentino Pérez dotyczącej tego, co nazywa przekazaniem majątku ekonomicznego klubu socios?
W Hiszpanii albo jest się spółką akcyjną, albo klubem. Nie ma rozwiązania pośredniego. Jeśli jest się spółką akcyjną i otwiera się kapitał, trzeba zmienić statut. Jeśli dziś demokracja praktycznie nie istnieje, proszę sobie wyobrazić, co będzie, gdy otworzymy mu okno do zmiany statutu pod sprzedaż klubu, choćby 5%… Jesteśmy temu całkowicie przeciwni, bo nie ma takiej potrzeby. A jeśli istnieje problem finansowy, niech to powiedzą. Zaskoczyło mnie, że powiedział o sprzedaży akurat w wywiadzie z państwem.

REKLAMA
REKLAMA

Mówił to już na ostatnim zgromadzeniu.
Tak, ale potwierdzenie tego w wywiadzie w trakcie kampanii… To może być obejście prawa. Jeśli przedstawiłby model, w którym nie narusza się struktury klubu, a wszystkie aktywa spółki i prawa przenosi się do innej spółki, do której wpuszcza się kapitał, wtedy mogą zmusić cię do przekształcenia w spółkę akcyjną. Analizujemy, czy nie chodzi o ukrywanie majątku.

Jeśli Florentino Pérez wygra wybory i będzie kontynuował ten plan, będzie pan działał jako opozycja czy zniknie z życia Realu Madryt?
Socios często mnie o to pytali. Jeśli socio Realu Madryt 7 czerwca będzie przy urnach tak jednoznaczny i uzna, że klub trzeba sprzedać, rozważę to, bo socio decyduje. Zawsze będę gotowy pomagać Realowi Madryt przy referendum, żeby zatrzymać sprzedaż klubu. A dalej zobaczymy.

Mówił pan o głosowaniu korespondencyjnym. Co budzi pana wątpliwości?
Uważam, że to nie jest demokratyczne, nie ma jasności w procesie, od wysyłki po moment dotarcia głosu i jego przeliczenia. Dostęp do tego głosu nie jest równy dla obu kandydatur. Nasza karta nie dotarła do wszystkich socios. Karta Florentino Pérez tak, i to z albumem. A gdy idzie pan do obu lokali kampanii, u nas dajemy wybór między dwiema opcjami, a u niego jest tylko jego karta. To wstyd, to nie jest demokratyczne. Do wszystkiego, co dotyczy głosowania korespondencyjnego, trzeba podchodzić z ogromną ostrożnością.

REKLAMA
REKLAMA

W czwartek zwrócił się pan do pracowników i powiedział im, że ufa pan ich profesjonalizmowi. Dlaczego?
Drugi kandydat wykorzystuje klub do swojej kandydatury. Jest wiele rzeczy, które nie są w porządku, których nie zrobiono demokratycznie i transparentnie. Pracownikom mówię, żeby się nie bali i żeby nie byli częścią niczego. Oni pracują dla Realu Madryt, a nie dla konkretnej osoby. My przyjdziemy i będziemy wiedzieć, co trzeba obciąć oraz kto robił te rzeczy.

Jakie rzeczy ma pan na myśli?
Jest wiele procesów, które nie są transparentne. Na podstawie jakich list przyznawano członkostwa i abonamenty? Dlaczego określone kontrakty przyznawano grupom przynoszącym korzyści ekonomiczne osobom bliskim grupie zarządzającej Realem Madryt? Jak wybiera się trenera? Kto korzysta finansowo na niektórych transferach?

Jakie zmiany zaproponowałby pan w statucie w odniesieniu do procesów wyborczych?
Real Madryt musi się sprofesjonalizować i stać się transparentny. Nie możemy pozostawać wielkim klubem, jeśli to jest feudalna monarchia, coś najbardziej zbliżonego do dyktatury. Nie może też być tak, że w trakcie wyborów prezes nadal pozostaje prezesem. Nie może być tak, że przez 20 lat nie głosowaliśmy. Nie może być tak, że kandydat i prezes nie musi spełniać wymogu gwarancji, bo zmienił to na zgromadzeniu delegatów, którym kieruje. Jeśli mówi się o demokracji, trzeba dać czas na przygotowanie kandydatur. Komisja wyborcza powinna być niezależna i powinny odbyć się co najmniej trzy debaty. To nie znaczy, że do klubu może wejść każdy.

REKLAMA
REKLAMA

Jest pan za zmianami w gwarancji?
To kwestia, nad którą pracujemy od strony prawnej. Na pewno wprowadziłbym odpowiedni termin i transparentność. Coś jest nie tak, jeśli przez 20 lat nie było wyborów. To nie dlatego, że nie ma socios spełniających wymagania. A do tego dochodzą peñas… „Słuchaj, wiem, że masz u siebie 300 socios z prawem głosu. Wysyłam notariusza, a ty stawiasz mi ich tutaj wszystkich, bo inaczej potem nie dam ci biletów”. To nie jest demokracja. My wprowadzimy 10 tysięcy nowych abonamentów. Mówią, że się nie da, ale to nieprawda. Dziś nie ma nawet 50 tysięcy. I należałoby przeprowadzić audyt, które z nich są w prawidłowym stanie.

Co ma pan na myśli?
Wolę o tym nie mówić. Po 20 latach, gdy nikt nie żąda od niego wyjaśnień, klub nie jest jego własnością. Miasto Socio wydaje mi się najbardziej ekscytującym projektem. To inwestycja na 250 milionów na terenie, który mamy w Valdebebas, na mniej niż połowie wolnej przestrzeni. Opłaci się ją z oszczędności z pierwszych pozycji budżetu klubu. W dwa i pół roku będzie spłacona.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (12)

REKLAMA