Kylian, zaczynamy tę rozmowę, dobrze? Mamy tutaj trzy karty. Tutaj mamy Monaco, reprezentację Francji i supergwiazdę Realu Madryt. Zaczniemy od Monaco. Pierwsze pytanie, które chcę ci zadać: czego najbardziej brakuje ci z tamtego okresu?
Anonimowości. Odkrywania wszystkiego. Też tej rodzinnej atmosfery, która panowała w klubie. To było coś, co charakteryzowało i nadal charakteryzuje Monaco. To może być jednocześnie wielki klub, ale to też klub bardzo rodzinny, więc każdy zawodnik czuje się tam komfortowo. Myślę, że pod względem otoczenia to jeden z najprzyjemniejszych kontekstów i jedno z miejsc, w których najłatwiej się zintegrować.
Wiesz, ja prowadzę takie rozmowy jak ta, ale częściej z raperami, artystami, i lubię zadawać im jedno pytanie: czy był jakiś freestyle, album albo konkretny utwór, przy którym poczuli przełom w karierze, kiedy powiedzieli sobie: „OK, to jest ten moment, w którym czuję, że wchodzę na inny poziom”. Czy u ciebie był jakiś trik techniczny, mecz albo rozmowa z kimś, po których pomyślałeś: „Teraz chyba przechodzę poziom wyżej”?
Myślę, że to było w Monaco, kiedy graliśmy z Manchesterem City na wyjeździe. To był mój pierwszy występ w podstawowym składzie w Lidze Mistrzów, faza pucharowa, 1/8 finału. To są rozgrywki, które oglądają wszyscy, więc to było trochę takie przedstawienie mnie Europie. Myślę, że przed tym meczem i po nim było już inaczej, bo później na stałe zostałem zawodnikiem podstawowego składu w mojej drużynie. Zostałem reprezentantem kraju i potem wszystko potoczyło się szybko.
Kiedy wracasz do domu, co sobie mówisz? Jak to wygląda? Co mówi się sobie po czymś takim? „Zrobiłem coś szalonego, zagrałem wielki mecz”?
Technicznie rzecz biorąc, nie wróciłem do domu, tylko do ośrodka. Nie miałem jeszcze swojego domu. Nie, wtedy się tego nie uświadamia, bo jest w tym beztroska. Pamiętam, że byliśmy z chłopakami z ośrodka i się śmialiśmy. To był dobry moment, było fajnie.
Powiedziałeś słowo „beztroska”. Czy w swojej grze nadal potrafisz powiedzieć, że masz tę beztroskę, tę naiwność? Bo często mówi się tak o młodych zawodnikach, kiedy wchodzą do futbolu, a potem mam wrażenie, że już się tego nie mówi.
Nie, bo im więcej czasu mija, tym pewne rzeczy zyskujesz, a inne tracisz. Myślę, że to działa w piłce i działa też w życiu. Są rzeczy, które zdobywasz, i są rzeczy, które tracisz z czasem. Beztroska moim zdaniem bardzo mocno wiąże się z młodością, początkiem i też z tym, że wszystko jest nowe. Wtedy nie musisz kalkulować ani się przygotowywać, bo tego nie znasz. Kiedy czegoś nie znasz, nie przygotowujesz się aż tak bardzo. Później, wraz z doświadczeniem, lepiej poznajesz mechanikę futbolu i mechanikę całego środowiska. Są rzeczy, które możesz przewidzieć, inne możesz przygotować. To sprawia, że trochę tracisz beztroskę, ale zyskujesz doświadczenie.
To łączy się z kolejnym pytaniem. Jakie są trzy największe różnice między Mbappé z Monaco a Mbappé dzisiejszym? W piłce i w humorze?
Tak. Przede wszystkim jest dużo starszy, więc ma dużo więcej doświadczenia, i w piłce, i w życiu. Przeżył dużo więcej. Zdobyłem, w cudzysłowie, wiedzę piłkarza. To coś, co można zdobyć tylko z czasem, przez powtarzalność meczów, powtarzalność sezonów, meczów o stawkę, meczów na styku. To jest coś zupełnie innego. A poza tym, jak w samochodach, pojawia się przebieg.
Czy Mbappé jest dziś zawodnikiem z przebiegiem?
Nie, każdy ma przebieg. Każdy.
OK. Monaco miało bardzo piękne pokolenie, bardzo mocną drużynę. Który zawodnik najbardziej zaimponował ci technicznie i od kogo nauczyłeś się najwięcej?
Najbardziej utalentowanym zawodnikiem, jakiego widziałem w Monaco, był chyba Bernardo Silva, bo miał tę jakość techniczną, wizję gry i inteligencję boiskową, które pozwalały mu zawsze być o krok przed innymi. Do tego był młody, więc był jeszcze surowy. Jeszcze bardziej dopracował się po przyjściu do Manchesteru City, ale u nas był jeszcze bardziej surowy. To był niezwykły piłkarz. Niewiele brakowało, żeby został najlepszym zawodnikiem Ligue 1. Odegrał wielką rolę w naszym mistrzostwie. Mieliśmy jednak naprawdę dużo talentu. Wskazanie jednego jest trudne, bo kiedy spojrzy się na kluby, do których później trafili ci zawodnicy, wszyscy poszliśmy do wielkich klubów. To mówi samo za siebie. A jeśli chodzi o tego, od którego nauczyłem się najwięcej, to myślę, że był to Falcao, bo ja byłem napastnikiem. To ktoś, kto zawsze dobrze mnie przyjmował. Robił mi miejsce. W tamtym czasie był dla nas kapitanem, gwiazdą drużyny, punktem odniesienia. To on miał w naszym zespole największe uznanie na poziomie międzynarodowym. Dla napastnika rozpoczęcie kariery przy takim profilu, piłkarskim i ludzkim, to same korzyści, bo on był w takim momencie życia, w którym chciał przekazywać wiedzę, a ja miałem szeroko otwarte uszy. Byłem gotowy się uczyć i wiele się od niego nauczyłem.
OK, rozdział Monaco zamknięty. Przechodzimy do opaski kapitana w reprezentacji Francji. Zanim porozmawiamy o twojej i o momencie, w którym trafia na lewe ramię, zgadzamy się, że to lewe? Niektórzy robią cokolwiek, zakładają ją na prawe.
To przynosi pecha.
Kiedy mówię ci „opaska kapitana reprezentacji Francji”, o czym i o kim od razu myślisz?
To zależy. Jeśli pytasz mnie jako zawodnika, myślę o Hugo Llorisie, bo to jedyny kapitan, jakiego miałem. Jeśli pytasz mnie jako dzieciaka, myślę o Zizou i mundialu 2006. To zależy, z jakiej perspektywy na to patrzysz. W każdym razie noszenie opaski kapitana swojego kraju to zaszczyt.
Co czujesz w momencie, kiedy dowiadujesz się, że zostaniesz kapitanem? I czy to dokłada dodatkową presję?
Myślę, że byłem już na szczycie presji, więc wyżej nie dało się wejść. To była po prostu nowa odpowiedzialność. Myślę, że przyszła w dobrym momencie, bo znałem już prawie wszystko w reprezentacji Francji. To była jedna z niewielu rzeczy, których jeszcze nie doświadczyłem. To było fajne, bo pozwoliło mi się czegoś nauczyć, rozwinąć nowy zakres umiejętności i przejść kolejny etap w kadrze.
Mówisz o presji. Ja jako gość, który ogląda piłkę i w ogóle sport, zawsze zastanawiam się, czy ci ludzie, ci sportowcy, nadal czują presję i stres w przeddzień wielkich wydarzeń, czy raczej traktują to jak zwykły dzień w pracy, coś normalnego.
Nie, myślę, że ja tego potrzebuję. Potrzebuję czuć adrenalinę, napięcie, presję. Myślę, że to też zaleta gry w wielkich klubach, bo ludzie zawsze chcą, żebyś wygrywał, więc zawsze jest przynajmniej ta podstawowa presja zwycięstwa. Kiedy grasz naprawdę w wielkich klubach, nie wystarczy tylko wygrać. Trzeba też zawsze dobrze grać, nie masz prawa do błędu. Myślę, że to dobre, bo to nas pobudza i pozwala zawsze mieć cel. Gdy wychodzisz na boisko bez celu, już na starcie masz 20 albo 30 procent mniej.
OK. Czy w reprezentacji Francji masz trzy mecze, które dla ciebie, niekoniecznie dla opinii publicznej, są kluczowe?
Kluczowe pod jakim względem? Osobistym czy zespołowym?
Osobistym. Osobistym. Bo wiesz, my zawsze patrzymy na statystyki. Czy ten gol był ważny? Czy coś tam? A może ty wracasz do domu i mówisz: „Właściwie ten mecz był dla mnie bardzo ważny”, ale nikt tego nie zauważa.
Zagrałem w dwóch finałach mistrzostw świata, więc już trudno wstawić coś innego. Poza tym zawsze ważny jest pierwszy mecz, pierwszy występ.
Była przy nim presja?
Nie, było w porządku. Wszedłem, kiedy już prowadziliśmy. To było przeciwko Luksemburgowi. Nie, nie było wielkiej presji. Było podekscytowanie, ale tego dnia nie było presji. Myślę też, że mecz z Argentyną w 2018 roku był dobry, ale to nie jest mój ulubiony mecz. Mój ulubiony mecz, który zagrałem w 2018 roku, to chyba ten z Belgią w półfinale. Nie strzeliłem gola, nie miałem asysty, ale myślę, że tego dnia mogłem skończyć z trzema albo czterema asystami. Czasami są takie mecze. To był mój ulubiony mecz tamtego turnieju. Finały jednak wszystko przykrywają.
Kolejne pytanie dotyczy właśnie finału z 2022 roku i może być trochę trudne. Poproszę cię, żebyś postawił się na moim miejscu. Gościa siedzącego przed telewizorem, dobrze? Ja siedziałem sam jak wariat. Trząsłem się tak, cały drżałem. Ja nie postawię się na twoim miejscu, bo myślę, że nie byłbym w stanie strzelić hat-tricka w finale mistrzostw świata, ale poproszę cię, żebyś wyszedł z roli zawodnika reprezentacji Francji, z roli gościa, który strzelił hat-tricka w finale mundialu, i powiedział mi: czy to był najlepszy finał mistrzostw świata w historii? Powiedzmy, że zaczynamy od 1998 roku.
Nie, myślę, że nie było lepszego pod względem widowiska, pod względem zestawienia. Scenariusz meczu też daje wiele zwrotów akcji. Kończy się rzutami karnymi, a to najbardziej fatalna rzecz dla kibica, zawodnika, kogokolwiek. To był finał mistrzostw świata. Chodziło o to, czy Leo w końcu wygra swój mundial, czy my zrobimy drugi tytuł z rzędu. Tak czy inaczej miało być historycznie. 3:3. Gole z każdej strony, akcje z każdej strony, szalone tempo. Myślę, że ludzie mieli przyjemność z oglądania tego meczu. Dla nas skończyło się źle, więc zawsze zostaje gorzki smak, ale myślę, że kibic piłki, który oglądał ten finał, może powiedzieć, że to był najlepszy finał.
Oglądałeś go ponownie?
Nie, nigdy. Nie, nigdy. Myślę, że gdybym obejrzał, mogłoby to obudzić demony. W rzeczywistości trzeba iść dalej. Przegraliśmy i trzeba iść dalej.
OK. Pomyślmy więc o przyszłości, o tym, co nadchodzi. Czy jako zawodnik, przeżywając mundial od środka, można się nim cieszyć?
Tak. Ja zawsze żyłem chwilą podczas dwóch mundiali, na których grałem. Czy łatwiej jest wtedy, gdy wszystko dobrze się układa? Myślę, że tak, ale zawsze cieszyłem się chwilą i zawsze doceniałem znaczenie gry na mistrzostwach świata dla swojego kraju. Myślę, że dla piłkarza nie ma nic mocniejszego. To najważniejsze rozgrywki dla piłkarza. Trzeba się do nich przygotować, ale jednocześnie trzeba też z nich korzystać, bo myślę, że gdyby wszystkim zawodnikom, gdy byli mali, powiedziano, że zagrają na mundialu, byliby zachwyceni.
OK, pięknie. Rozdział reprezentacji Francji zakończony. Jesteśmy zwróceni w stronę mistrzostw świata. W międzyczasie sezon jeszcze się nie skończył, przynajmniej w chwili, w której rozmawiamy. Supergwiazda Realu Madryt. Przychodzisz z zupełnie innym statusem. Czy w Realu Madryt jest tak, jak sobie wyobrażałeś i co najbardziej zaskoczyło cię po przyjeździe do Madrytu i po wejściu do klubu?
Myślę, że jest tak, jak sobie wyobrażasz, bo dla wielu ludzi, może poza kibicami Barcelony, każdy przyznaje, że to największy klub na świecie.
Łamiesz mi serce, barcelońskie serce.
Nie, myślę, że dla wszystkich to jasne.
Wszyscy jesteśmy stronniczy, wiesz.
Kiedy jest się kibicem klubu, jest się stronniczym, to normalne, ale nic nie kosztuje przyznać, że to klub o największej wielkości.
Dokładnie.
To klub, który reprezentuje i uosabia wielkość. Barcelona wpłynęła na historię futbolu w inny sposób, ale Real to klub odniesienia na poziomie światowym. To nie tyle zaskakujące, ile po prostu cieszę się i jestem dumny, że mogę grać dla tego klubu i dla tej drużyny. Mam też wielką ochotę zapisać się w historii Realu Madryt, bo myślę, że jeśli zapisujesz się w historii największego klubu świata, masz osobne miejsce w historii futbolu.
OK. To pytanie, które sam sobie cały czas zadaję. Czego brakuje ci dziś, żeby, jak lubimy mówić, ukończyć grę?
Najłatwiej byłoby powiedzieć, że wygrać wszystkie tytuły, ale są ludzie, którzy zrobili więcej niż tylko wygranie wszystkich tytułów. Ostatecznie w piłce zawsze jest coś do zrobienia. Nie wiem, jak jest w innych dziedzinach, bo to nie jest coś, na czym się znam, ale w piłce ludzie mają bardzo krótką pamięć. Możesz wygrać wszystko, a następnego dnia już zapomnieli. A jeśli mówimy o czymś sprzed kilku lat, to nawet nie wspominam. Zawsze jest więc coś do zrobienia. Jeśli ty tego nie zrobisz, ktoś przyjdzie i zajmie twoje miejsce. Oczywiście w pewnym momencie to się wydarzy, bo taki jest cykl życia i sportu. Na razie jednak walczymy o utrzymanie swojego miejsca i robienie rzeczy dobrze.
Czy ta świadomość zapomnienia trochę cię przeraża? W piłce nazywa się to małą śmiercią. Są zawodnicy, którzy przez dziesięć lat znali, w cudzysłowie, chwałę, a potem przychodzi życie po karierze. To życie jednak trwa dalej, bo technicznie, w przeciwieństwie do wielu ludzi, możecie przejść na emeryturę bardzo młodo. Życie trwa i wielu zawodnikom naprawdę trudno się odbić.
Myślę, że za tą codziennością nie będę tęsknił.
Podróże, codzienne treningi?
Nie, tego nie będzie brakować. Tego nie brakuje zawodnikom. Ten, kto tak mówi, kłamie. Meczów jednak będzie mi brakować, to pewne. Rywalizacja zawsze cię pociąga.
Mówisz o emeryturze. Czy masz w głowie wiek, przy którym mówisz: „Nie przekroczę tej granicy”, czy raczej pozwalasz ciału zdecydować za ciebie?
Nie tylko ciału. Myślę, że zanim zdecyduje ciało, tutaj wszystko się rozstrzygnie [Mbappé wskazuje na głowę]. Dla zawodnika odejście jest ważne. Widzę to poprzez nowe pokolenie. Ja miałem na przykład szczęście mieć młodszego brata i oglądać z nim piłkę. Zawodników, których ja oglądałem, kiedy byłem mały, on oglądał, gdy byli pod koniec kariery. Dla niego wielu z nich było, w cudzysłowie, skończonych, podczas gdy dla mnie byli topowymi piłkarzami. Tylko dlatego, że nie skończyli w odpowiednim momencie, dla niego byli słabi. Mówiłem mu: „Czy ty jesteś chory? Przestań okazywać brak szacunku”. To są starcia pokoleniowe. To jest skomplikowane, trzeba skończyć w odpowiednim momencie. Jak często mówię mojemu bratu, w 2006 roku nie widział Cristiano Ronaldo w Manchesterze United podczas pierwszego pobytu. Nie zna tego, rozumiesz? To są właśnie te starcia pokoleniowe, które sprawiają, że dla zawodnika to jest skomplikowane, bo mamy ogromną publiczność w każdym wieku. Naprawdę wtedy, kiedy tutaj nie masz już pełnej motywacji, żeby należeć do ścisłego szczytu, trzeba skończyć.
OK. Robimy tę rozmowę z Sorare. Wiesz, że po meczach w Sorare jest system ocen od 0 do 100. Kiedy masz 100, to znaczy, że zagrałeś topowy mecz. Czy jest jakiś mecz w Realu Madryt, po którym mówisz: „Tak, tutaj mam 100”?
Kiedy strzeliłem hat-tricka przeciwko Manchesterowi. Gramy z Manchesterem City, Liga Mistrzów, mecz fazy pucharowej. Strzelasz hat-tricka na Bernabéu. To musi być 100.
Tak, to jest 100. Olympiakos?
Tak, to prawda.
A jeśli powiem ci Athletic w Bilbao w tym roku?
Tak.
Kiedy robisz to przyspieszenie trochę z połowy boiska?
Tak, tak. Strzelam dwa gole, mam asystę, wygrywamy 3:0. Tak, to jest 100.
A to trudny mecz, San Mamés.
San Mamés jest trudne. To trudny teren i wszystko. 3:0.
OK. A przeciwko twojemu byłemu klubowi, z Monaco, nie można dać 100, trzeba mieć wdzięczność. Dajemy ile? 99?
Nie, tam było w porządku, bo wygraliśmy 6:1. To był mecz, który jednak kontrolowaliśmy. 90.
Czy taki mecz, na przykład przeciwko Monaco, trochę boli w serce, kiedy jest taki wynik? Nawet jeśli jest szacunek, bo grasz do końca, nikogo nie oszczędzasz.
Nie, nie ma… Oczywiście jest szacunek. Szacunek zawsze. Mogę mieć tylko wdzięczność, ale na boisku to jest boisko.
Jaki jest najładniejszy gol w twojej karierze?
Uff. Zwykle, żeby szybko odpowiedzieć, mówię, że ostatni.
Nie, teraz proszę cię, żebyś trochę głębiej poszukał. Zrobiłem trasę Paryż–Madryt, a ty będziesz mi sprzedawał ostatniego gola?
Najładniejszy…
Mogę ci pomóc, jeśli chcesz.
Dobrze, według ciebie.
Według mnie powiedziałbym, że wolej z Argentyną. To najbardziej ikoniczny gol.
Ale on jest trudny do strzelenia. Nie wiem jednak, czy najładniejszy. Strzeliłem ładne gole. Nie wiem, nie wiem. Ten, który lubię, ale to było dawno, strzeliłem Lyonowi w Pucharze Francji. Odebrałem piłkę na swojej połowie, minąłem jednego zawodnika, ruszyłem do przodu, minąłem drugiego i strzeliłem z czuba. Nie wiem dlaczego, ale bardzo podobał mi się ten czub. To był gest, który trzeba było wykonać. Piłka nie była ani po prawej, ani po lewej. Trzeba było strzelić z czuba i tyle. Poleciała prosto. Bardzo lubiłem tego gola. Oglądałem go wiele razy.
Kylian, zanim zakończymy tę rozmowę, zadam serię krótkich pytań, na które możesz odpowiadać bez rozwijania. OK? Szybkie pytanie, szybka odpowiedź. Zaczynamy. Zawodnik, z którym najbardziej lubisz się mierzyć?
Trzy, cztery lata temu lubiłem grać przeciwko Van Dijkowi, bo uchodził za najlepszego na swojej pozycji i naprawdę był bestią. Lubiłem się z nim mierzyć, wchodzić z nim w pojedynki.
Twój klasyk francuskiego rapu?
Lubię Ninho.
Masz konkretny kawałek albo album?
Wszyscy wiedzą, który album.
Destin?
Tak. Normalnie powinno to brzmieć jak oczywistość.
Messi czy Ronaldo?
Grałem z Messim, grałem przeciwko Cristiano. Cristiano to mój idol, ale grałem też z Leo. Po grze przeciwko obu widzisz, że oni naprawdę są różni. Nie są tacy sami. Mierzyliśmy się z nimi. Myślę, że ich rywalizacja była piękna, bo naprawdę wszystko ich różni. Prawonożny, lewonożny, wysoki, niski, jeden bardziej subtelny, drugi bardziej fizyczny i dynamiczny, jeden bardziej przebojowy, drugi bardziej oparty na wizji.
Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem: jeden to praca, drugi to talent? Bez mówienia, że Messi nie pracował, żeby dojść do tego miejsca, rozumiesz. Bez protekcjonalności.
To jest gadanie ludzi, którzy nie grają w piłkę. W każdej mojej dyskusji tak mówię. To jest gadanie ludzi, którzy nie grają w piłkę. Bo jeśli jesteś w stanie powiedzieć, że Ronaldo nie ma talentu albo że Messi nie pracował, to znaczy, że nigdy w życiu nie założyłeś korków, żeby codziennie trenować. Nie rozumiem, jak można założyć korki, codziennie trenować i mieć taką refleksję.
Twoje najlepsze wspomnienie z reprezentacji?
Mistrzostwo świata.
Gdybyś nie nosił numeru 10 ani numeru 7, jaki numer byś wybrał?
29.
Najzabawniejszy zawodnik, z jakim grałeś?
Ousmane Dembélé. Bez żadnych wątpliwości.
To zawsze on.
Bez żadnych wątpliwości.
Zawodnik, z którym marzysz zmierzyć się na mundialu?
Grałem przeciwko wielu zawodnikom. Cristiano. Bo myślę, że to będzie jego ostatni mundial. Albo Ney, bo to też byłby jego ostatni. Jeden z nich, bo potem nie będą mogli już na nim zagrać.
OK. Jak skończy się mundial 2026 dla Francuzów?
To przynosi pecha, żeby odpowiadać. Nie odpowiadamy.
Twój najlepszy mecz w karierze?
Barcelona. Hat-trick na wyjeździe z Barceloną.
Myślę, że dzisiaj chcesz mnie zniszczyć. Z PSG 4:1.
Tak, myślę, że tak.
Trofeum, które ma dla ciebie największe znaczenie?
Mistrzostwo świata.
Krótki rękaw czy długi rękaw?
Gdy jest zimno, długi rękaw. Gdy jest ciepło, krótki rękaw.
OK. Kolekcjonerska koszulka, z której jesteś dumny w swojej kolekcji?
Dużo, dużo. To coś, co zacząłem robić bardzo wcześnie. Na początku trochę mnie to nie obchodziło. To mama mówiła mi: „Zachowuj je, zachowuj”. I miała rację, bo mam naprawdę niesamowite koszulki. Mam koszulki wszystkich wielkich zawodników, których znasz. Mam nawet koszulki wielkich sportowców z innych dyscyplin.
Kiedy ostatnio rodzice cię skarcili za jakąś błahostkę?
Ostatnio? Codziennie.
Codziennie ktoś cię ustawia?
Tak, codziennie. To część rytuału. Mbappé czy nie Mbappé, codziennie. Codziennie, codziennie.
Komentarze (2)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się