Enrique Riquelme, co u pana? Bardzo dziękuję, że jest pan tutaj ze mną i z moimi subskrybentami.
Co u ciebie, Ramón? Jak się masz? Przyjemność.
Jak pan znosi zmęczenie? Wszystko jest bardzo intensywne, takie mam wrażenie. Dużo spotkań, dużo wywiadów, dużo zobowiązań. Jak pan sobie z tym radzi mimo młodego wieku?
Szczerze mówiąc, bardzo dobrze, może właśnie z tego powodu. Mam bardzo pozytywne nastawienie i jestem dobrze przygotowany na te ostatnie godziny, na ten dzień z kawałkiem, który praktycznie nam został.
Mamy niewiele czasu, więc postaram się mówić konkretnie. Prowadził pan kampanię w bardzo jasny sposób. Mówił pan o obszarze społecznym, gdzie moim zdaniem rozsądne było zwrócenie się do socios, którzy ostatecznie są właścicielami klubu. Był też obszar ekonomiczny, instytucjonalny i sportowy. W części dotyczącej socios moje pytanie brzmi: „Miasto Socio”, które pan przedstawił i które wydało mi się bardzo ambitne, jak mówiłem na kanale, jaki zakładałoby model biznesowy? To znaczy, czy byłaby to inwestycja klubu bez oczekiwania zwrotu poza zadowoleniem socios i ich większym przywiązaniem? Czy jest sposób, żeby to spieniężyć, żeby na tym zarabiać? Proszę trochę o tym opowiedzieć.
Pierwsza część to około 250 milionów euro inwestycji. Mamy przygotowane znacznie więcej. Przy tym jest jedna część, na przykład bardzo kapitałochłonna, czyli hotel, hotel czterogwiazdkowy superior, zaprojektowany głównie z myślą o socios Realu Madryt, którzy przyjeżdżają spoza Madrytu na mecze. Chodzi o to, żeby mieli wyjątkowo korzystną stawkę i nie musieli płacić 300, 400 czy 500 euro za nocleg w Madrycie w dni meczowe. Hotel działałby w formule koncesji, więc Real Madryt nie musiałby sam wykładać pieniędzy na tę inwestycjęJeśli chodzi o część sportową, wszystkie obiekty sportowe, club house i całą resztę, to mówimy o kwocie trochę poniżej 200 milionów euro, ale istnieją różne formy finansowania. Ostatecznie jest to aktywo infrastrukturalne finansowane długoterminowo. Niezależnie jednak od ostatecznej struktury finansowej, wystarczyłyby mniej niż dwa lata oszczędności w niesportowej strukturze klubu, o których mówiłem w wielu wywiadach. Szybko wymienię pozycje. W części doradców finansowych i niefinansowych, nie mówię tu o odsetkach czy amortyzacji długu, ale o doradcach finansowych i innych doradcach, budżet wynosi prawie 80 milionów euro. To ważna pozycja, której głównym beneficjentem jest Anas Laghrari i jego otoczenie. Tę pozycję można znacząco ograniczyć. Kolejna pozycja to Real Madrid TV, 45 milionów euro budżetu przy udziale w rynku na poziomie 0,1%. Jeśli ma pan telewizję z dostępem do całej klubowej treści, do zawodników, do akademii, do możliwości tworzenia wszelkiego rodzaju treści i produktów, to jak to możliwe, że pochłania ona 45 milionów euro? To model, który musi dawać klubowi gotówkę, a nie spalać taki kapitał. To kolejna fundamentalna pozycja i mamy w tej sprawie bardzo szczegółowy plan. Potem dochodzi część dyrektorska, ogólne wydatki dyrektorów. Jest już ponad 50 dyrektorów niesportowych, którzy zarabiają ponad milion euro, a dyrektor generalny zarabia ponad 10 milionów euro. Gdy zaczyna się patrzeć na duże pozycje, a później wchodzi głębiej, okazuje się, że od pierwszej minuty można bezpośrednio ograniczyć wydatki o co najmniej 120-140 milionów euro. Socios przez 20 lat byli odsunięci na bok. Co socio Realu Madryt dostał przez ostatnie 20 lat? Co mu dano? Co było dla niego pozytywne, czego nie ma zwykły madridista? Nie ma w tym nic złego.
To bardzo przemyślane podejście, rzeczywiście nastawione na uprzywilejowanie socio, właściciela klubu, i na zaznaczenie różnicy wobec pozostałych kibiców. Był pan na przykład dość krytyczny wobec końcowego efektu przebudowy Bernabéu. Mówił pan o pewnych niedogodnościach. Czy ma pan w głowie coś, co by pan zmienił, a co da się jeszcze zmienić? Rozumiem, że trzeba wychodzić od obecnej rzeczywistości. Ma pan jakąś alternatywę? Czy jeśli od niedzieli zostałby pan prezesem, to logicznie broniłby pan Bernabéu jako fundamentalnego aktywa klubu? Jak pan widzi model biznesowy Bernabéu?
Bronię w tej sprawie tego, że po 1,7 miliarda euro inwestycji w stadion, gdzie ogromna część została przeznaczona na organizację koncertów, koncertów nie ma. Po pierwsze, wydaje mi się niewiarygodne, że pozwolono na inwestycję takiego rozmiaru bez jasnych licencji na organizację koncertów. Jeśli model biznesowy zakłada, że spłacisz ten dług przychodami nie tylko z biletów na futbol, ale także z koncertów, a potem nie pozwalają ci ich organizować, to moim zdaniem jest to całkowite szaleństwo. Wiem, że jest pan prawnikiem, prawda? Myślę, że to jest na granicy, bardzo blisko kwestii prawnych. Trzeba byłoby zobaczyć, jak i kto dopuścił do tego rodzaju inwestycji w taki sposób, bez odpowiednich licencji. Poza tym doświadczenie socio poza strefą VIP czy lożą honorową… Nie wiem, czy miał pan okazję być w strefie dla posiadaczy karnetów i zwykłej publiczności.
Jestem posiadaczem karnetu. To prawda, siedzenia są wąskie, były takie także przed przebudową. Każdy ma jednak swoją mentalność. Ja postrzegam Bernabéu jako miejsce, w którym oczywiście musi tworzyć się atmosfera. Real Madryt przeżył w ostatnich latach wielkie wieczory, ale widzę ten stadion także jako motor napędowy klubu na poziomie ekonomicznym, a wyniki finansowe pokazują wzrost przychodów, to też jest oczywiste. To prawda, że ważna część jest związana ze strefą VIP, ale jak pan widzi Bernabéu? Postrzega pan je jako niezbędny motor do zwiększania przychodów? Jaka jest pana idea?
Bez wątpienia. Oczywiście, że to niezbędny motor, przede wszystkim dlatego, że trzeba spłacić 1,7 miliarda długu. Trzeba więc tworzyć nowe przychody.
Z odsetkami, prawda? Te 1,7 miliarda to kwota z odsetkami?
Nie, nie, nie. Proszę zobaczyć. Klub ma różne transze. To prawda, że trzy pierwsze transze są finansowane inaczej, nie mam ostatecznego projektu związanego ze stadionem. Potem są kolejne, związane z Sixth Street, w których pośredniczyła osoba, o której w tych dniach sporo się mówi. Chodzi o określony typ gwarancji i przede wszystkim o przepływy pieniężne. Nie pamiętam dokładnie, bo nie mam tych umów. Bardzo chciałbym je zobaczyć i o nich debatować, są dość nieprzejrzyste. Dokumenty mówią jednak o 30% z tego, co stadion wyprodukuje poza częścią biletową, czyli z lóż VIP, koncertów i wszystkiego innego. Szczerze mówiąc, Ramón, to jest na 20 czy 30 lat, ale z gwarantowaną rentownością.
30% przez 30 lat z całego stadionu?
Nie, przepraszam, 20 lat i 30%. Ma pan rację. Teraz nie pamiętam dokładnie, po wielu godzinach pracy przy tym temacie. W każdym razie widać, że tam też istnieje gwarancja, minimalna rentowność. I uprzedzę pana, że według ostatnich sprawozdań, które mogliśmy zobaczyć, klub jako całość nie amortyzuje już długu. Jeśli dziś przepływy pieniężne klubu są skomplikowane i każdego roku trzeba sprzedawać około 300 miejsc VIP, nie lóż, tylko miejsc dla socios bez karnetu albo dla każdego, kto chce zapłacić 250 tysięcy euro za fotel, a potem dodatkowo co roku za 20-letnią koncesję, to trzeba sprzedawać co najmniej 300 takich miejsc rocznie, żeby spiąć rachunki. A jeszcze nie zaczęliśmy amortyzować. I to przy założeniu, że przynajmniej przechodzimy ćwierćfinał.
Zakładałem, że jedna rata z dwóch pierwszych została już spłacona, ale nie sprawdzałem tego w ostatnich godzinach. Mogę się mylić. Wydaje mi się jednak, że trzecia jeszcze czeka na amortyzację, a dwie pierwsze chyba już są amortyzowane.
W publicznych sprawozdaniach jest to, o czym mówię. To są informacje, które mam. Jeśli coś wydarzyło się w zeszłym tygodniu, nie wiem, bo nie mam takiej informacji. Mam natomiast to, co jest publiczne. Przy tym wszystkim uważam, że istnieje kwestia woli poprawy warunków doświadczenia socio na stadionie. Nie może być tak, że po 700 milionach euro wciąż mamy siatki wewnątrz stadionu na wypadek, gdyby coś spadło. Nie może być tak, że jakakolwiek wygoda socio została zepchnięta na drugi plan. Mówię o podstawach, naprawdę podstawowych rzeczach. Nie wiem, czy miałem okazji być na meczu NFL. To był ten sam stadion, ale zupełnie inny stadion.
To było coś niesamowitego. Byłem w strefie prasowej, ale tak, to było świetne. Wyglądało jak stadion na Super Bowl.
Stadion wyglądał jak inne miejsce. Myślę więc, że to bardziej kwestia woli niż możliwości. Są konkretne rzeczy, które można zrobić, są też formuły pozwalające zwiększyć przychody. Istnieją sposoby, żeby stadion znów wyglądał jak stadion, na którym naprawdę są socios i madridistas, żeby była tam inna intensywność i inna energia. Trzeba na przykład skończyć ze światem odsprzedaży biletów i sprofesjonalizować to przez klub. Miejsce posiadacza karnetu, co jest częścią naszego projektu, należy do posiadacza karnetu. Jeśli chce odsprzedać bilet, powinno się to odbywać przez klub. Tylko kto to zrobi, jeśli faktycznie ktoś dostaje 30% tego, co oni chcą, i wypłacają mu to w ramach karnetu na kolejny rok? To jest dokładnie odwrotne podejście. My proponujemy: oddaj miejsce klubowi, klub je sprzeda, 70% kwoty trafi do pana, a pieniądze zostaną przelane na konto w ciągu siedmiu dni, bo to pana miejsce. 30% dla klubu za zarządzanie. To drobne sprawy, ale ważne. Lista socios powinna być przejrzysta i publiczna, żeby wszyscy mogli ją zobaczyć. Jeśli chodzi o nowe karnety, mówiło się, że nie wiadomo, ile ich będzie. Skoro dochodzimy do 50 tysięcy posiadaczy karnetów, trzeba stworzyć 10 tysięcy nowych karnetów w sposób publiczny i przejrzysty. Zróbmy listę oczekujących całkowicie publiczną dla socios, z informacją, kto wchodzi. W przypadku biletów na pojedyncze mecze pierwszeństwo mają socios bez karnetu. Zróbmy publiczną listę zgłoszeń z numerem socio, nie z nazwiskiem, ze względu na ochronę danych, ale z numerem socio. Niech będzie widać pierwszeństwo dla tych, którzy już byli na liście, a na kolejny mecz dla tych, którzy nie mieli pierwszeństwa. Zróbmy to w pełni przejrzyście i publicznie. Mógłbym dalej wymieniać propozycje, ale jeśli ktoś chce, może wejść na stronę naszej kampanii.
Udostępniłem pana propozycję społeczną i mówiłem, że wydała mi się ambitna. Nie chcę jednak zbyt długo zatrzymywać się przy tej części, bo mamy mało czasu i chcę przejść do obszaru sportowego. Wszystko będzie oczywiście musiało być skoordynowane z dalszym zwiększaniem przychodów i także z cięciem kosztów, jak pan wyjaśnił. Enrique, czy czeka pan na możliwość ogłoszenia trenera? Nie chcę wyciągać od pana nazwiska, którego nie chce pan podawać, ale pytam: czy ludzie z pana zespołu spotykają się z tym trenerem albo z klubem, w którym ten trener pracuje? Czy to dzieje się teraz, w czasie rzeczywistym? Jak wygląda to zarządzanie sprawą, która, jak rozumiem, jest trudna do wyjaśnienia?
Ostatecznie wszystko, co się tu dzieje, dotyczy kandydatury na prezesa Realu Madryt. Jest dwóch kandydatów, jeden może wygrać, drugi może przegrać i to zawsze jest delikatne. W wielu przypadkach trzeba chronić zawodników, a w tym przypadku także trenera. W sprawie zawodników mówiłem bardzo jasno, że jeśli zostanę prezesem Realu Madryt, oni będą w klubie. Jeśli nie, to też powiedziałem to bardzo jasno. Mogę zapewnić, że będą. W sprawie trenera muszę być ostrożny. Nadal pracujemy nad tym projektem, a prowadzą go Raúl i zespół dyrekcji sportowej. Mogę powiedzieć, że sam nie siadałem z tym trenerem do rozmów. To jasny profil, nad którym pracuje Raúl wraz z resztą zespołu. Spróbujemy podać konkretne nazwisko. Jako prezes kandydatury chciałbym móc podać konkretne nazwisko, żeby socio w niedzielę, co jest bardzo ważne, poszedł zagłosować. Niech zagłosuje, jak uzna, ale niech pójdzie zagłosować z jak największą ilością informacji o tym, dokąd zmierzamy. Uważam jednak, że nasza kandydatura jasno pokazuje kierunek. Czterech wielkich kapitanów z historii Realu Madryt prowadzi część sportową wewnątrz klubu. Widzieliśmy zawodników, widzieliśmy mój plan społeczny, który też był bardzo jasny, plan finansowy i sportowy. Brakuje kluczowego elementu, czyli trenera. Chciałbym przynajmniej zostawić jasno powiedziane, jaka jest nasza wizja trenera, którego chcemy. Mogę powiedzieć tylko tyle, że w tym momencie jest tylko jeden trener, którego chcemy na ławce Realu Madryt.
Mogę już sobie wyobrazić, o kogo chodzi. Czy równolegle, już z pomocą Raúla, Fernando Hierro i ludzi, którzy dołączyli do pana zespołu, szukacie trzeciego zawodnika, którego można byłoby ogłosić przed niedzielą? Czy to mało realistyczne? Jak wygląda ta sprawa?
Nadal pracujemy, przede wszystkim zespół sportowy, nad poprawą kadry w różnych obszarach, które wymagają wzmocnień. W tym momencie trwają nad tym prace. Jaka jest rzeczywistość? Rozmawia się z innymi zawodnikami, ale uważam, że nie ma potrzeby ogłaszać ich w trakcie kampanii. Można na to spojrzeć spokojniej. Zobaczymy w najbliższych godzinach. Wolę skoncentrować wszystkie wysiłki na tym, żeby dać jasność w sprawie trenera, którego chcemy na ławce Realu Madryt.
Enrique, rozumiem, że trudno będzie panu o tym opowiedzieć, ale jeśli przyjdzie Haaland… Rodri jest dużo bardziej kompatybilny, wydaje się łatwiejszy do wkomponowania, to oczywiste. Haaland jest jednak napastnikiem, miałby ważną pensję i ważną rolę w drużynie. Prawdopodobnie musiałby odejść jakiś wielki zawodnik. Oczywiście nie powie mi pan kto, ale czy to jest omówione z dyrekcją sportową? Czy istnieje w tej sprawie jakiś plan? Bo wszystko musi się zgadzać, płace, sens sportowy, harmonia sportowa i ekonomiczna.
Całkowicie to rozumiem. Nie kandyduję jednak na trenera Realu Madryt ani na dyrektora sportowego. Kandyduję na prezesa Realu Madryt i częścią mojej kandydatury jest profesjonalizacja oraz hierarchia. Co to oznacza? Że to zależy już od zespołu sportowego, który pracuje nad tym, jakie elementy do siebie pasują. Z dobrej strony, jako kibic bardzo chciałbym, żeby wszyscy mogli grać w Realu Madryt, zarówno ci, którzy są teraz, jak i nazwiska, o których mówimy. To najlepsi na świecie na swoich pozycjach, bardzo bym tego chciał i nie ma konieczności, wszyscy mogliby grać i być w drużynie. Powtarzam jednak, że to najpierw decyzja sportowa. Moim zadaniem jest część finansowa, struktura, hierarchia i umieszczenie odpowiednich ludzi w odpowiednich miejscach, a także dopilnowanie, żeby przestrzegano określonych zasad. Z mojej strony chodzi też o spełnienie obietnic w obszarze społecznym, finansowym, instytucjonalnym i sportowym. To część decyzji, nad którą pracuje zespół sportowy.
Czy usłyszymy Raúla przed niedzielnymi wyborami?
Jest bardzo zajęty pracą i nie wiem, czy go usłyszymy. To jego decyzja. Teraz koncentruje się na tym, żebyśmy mogli powiedzieć, na jakiego trenera chcemy się ukierunkować. Wyobrażam sobie, że później powiem mu, że pan go zaprosił, jeśli pan chce, na wypadek gdyby miał ochotę.
Oczywiście, z przyjemnością. Na koniec poruszę ostatni temat. Są wybory, socios muszą podjąć decyzję. Ja też zachęcam stąd, żeby wszyscy, którzy mogą, pojechali do Valdebebas. Nawet jeśli ktoś głosował korespondencyjnie, ostateczny głos to ten oddany do urny. Uważam, że po 20 latach wszyscy, jak najwięcej socios, mamy odpowiedzialność, żeby zagłosować. Wyobraźmy sobie, że pan nie wygra. Nie chcę pana stawiać w tym scenariuszu, bo rozumiem, że jest pan przekonany, że może wygrać, ale wyobraźmy sobie, że nie wygrywa pan wyborów. Czy pozostanie pan obecny w świecie Realu Madryt w najbliższym czasie? Czy będzie pan obecny na nadzwyczajnym zgromadzeniu? Chyba nie jest pan delegatem, ale czy będzie pan obecny w publicznej debacie o modelu własności klubu? Czy Enrique Riquelme zostałby w sferze Realu Madryt? To prawda, że jednym z problemów, które mógł pan mieć przy tak małej ilości czasu, jest to, że wiele osób poznaje pana dopiero teraz, wcześniej pana nie znało. Gdyby pan nie wygrał, czy Enrique Riquelme nadal będzie obecny w codziennym życiu Realu Madryt?
Koncentruję się na niedzieli. Skupiam się na tym, żeby poświęcić każdą minutę mojego czasu, ja i mój zespół, na zrobienie wszystkiego, podjęcie każdego wysiłku, aby wygrać w niedzielę. Później zastanowimy się nad przyszłością, to będzie zależało od socio. Mówię bardzo jasno i proszę socios, żeby poszli głosować. Niech zagłosują tak, jak uznają, ale musimy legitymizować każdą kandydaturę. Sprawa głosowania korespondencyjnego jest złożona i zobaczymy, co się wydarzy. W przypadku głosowania osobistego też zobaczymy.
Rozważałby pan zakwestionowanie czegoś?
Nie wchodźmy teraz w tego typu sprawy. Powiedziałem już to, co miałem do powiedzenia i będziecie mnie poznawać. Nie jestem osobą konfliktową, jak widać, nie wszedłem w błoto w tej kampanii. Prowadziliśmy kampanię dużo bardziej elegancką i z większym szacunkiem. Nadal jestem wdzięczny panu Florentino Pérezowi za pewne lata chwały, które nam dał. Uważam, że przez większość czasu był wielkim prezesem. Są rzeczy, z którymi się nie zgadzamy. Ostatnie lata nie były takie jak poprzednie i są sprawy, które nie działają dla całego Realu Madryt. To moja opinia i to właśnie kładę na stole, przede wszystkim w części społecznej oraz w kwestii profesjonalizacji klubu. Przy tym wszystkim, Ramón, powtórzę i przepraszam, że naciskam, chciałbym, żeby socio poszedł zagłosować, niezależnie od tego, na kogo zagłosuje. Potrzebujemy jak największej liczby głosów w tych wyborach po 20 latach. Potem określimy dalsze kroki. Ja zawsze będę przeciwko sprzedaży klubu, w tej sprawie zawsze będziecie mnie mieć po swojej stronie. W innych kwestiach nie mogę zmienić swoich ideałów i tego, co myślę o środkach potrzebnych klubowi. Bronię tego, w co wierzę, z pełnym przekonaniem. Bardzo chciałbym odbyć debatę z panem Florentino Pérezem. Nie było to możliwe, a przynajmniej na razie nie jest możliwe. Może dziś zmieni zdanie i zaprosi mnie jutro na tę debatę, choć widzę to jako trudne. Chciałbym, żeby socios mogli zrozumieć różnice zdań i różne pomysły dotyczące każdego z tematów, a potem zagłosować z większą jasnością. Nie było to możliwe, ale mimo wszystko proszę socio, żeby poszedł głosować. Wiem, że to trudne, ale w miarę możliwości niech zrobi wszystko, by w najbliższą niedzielę pojechać do Valdebebas i oddać głos.
Enrique, przyłączam się do tego apelu, jak mówiłem wcześniej. Bardzo dziękuję, że przyszedł pan na kanał i znalazł czas w tym szaleństwie wyborów. Oczywiście będziemy w kontakcie, bo Real Madryt zawsze będzie zajmował nam dużo czasu. Uściski.
Dziękuję, Ramón. Pozdrawiam wszystkich.
Komentarze (12)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się