Daniel Peinado z dziennika AS przypomina, że Real zakończył sezon bez dużego trofeum, podobnie jak poprzedni, choć zmieniono trenera. Najpierw przybył Xabi Alonso, który odnosił wcześniej sukcesy w Bayerze Leverkusen. Bask rozbudził nadzieje kibiców aż do wygranego Klasyku, po którym Królewscy mieli już pięć punktów przewagi nad Barceloną. Potem wszystko poszło w złą stronę, po przegranym finale Superpucharu Hiszpanii Florentino Pérez zdecydował się zwolnić Alonso.
Na jego miejsce wybrano innego hiszpańskiego trenera, Álvaro Arbeloę. Dotychczasowy szkoleniowiec rezerw objął pierwszą drużynę, która walczyła na trzech frontach. Szybko pożegnała się jednak z Pucharem Króla, w lidze odjechała jej Barcelona, a w 1/4 finału Ligi Mistrzów lepszy okazał się Bayern Monachium. Arbeloa nie pozostanie na ławce trenerskiej Realu, zanotował gorsze wyniki niż jego poprzednik.
AS zauważa, że dwóch hiszpańskich szkoleniowców nie zdołało poprowadzić Realu Madryt do sukcesów. Od odejścia Vicente del Bosque w 2003 roku, żaden hiszpański trener nie triumfował z zespołem Los Blancos. Pomimo licznych prób, żaden nie zagrzał na dłużej miejsca na Bernabéu.
Pierwszym, który spróbował, był Camacho w 2004 roku. Hiszpan wytrzymał zaledwie sześć meczów: trzy w La Liga, dwa w eliminacjach Ligi Mistrzów i jeden w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Trener zdecydował się odejść, ponieważ nie czuł się na siłach, by zarządzać szatnią Galácticos: „Uważałem, że Real Madryt potrzebuje zmiany i myślałem, że sprowadzili mnie, abym ją wprowadził. Wiedziałem, że zmiana będzie bardzo trudna”.
Na miejsce Camacho wybrano innego hiszpańskiego trenera, Mariano Garcíę Remóna. Prowadził on drużynę do grudnia, zaliczając 20 meczów, w tym 12 wygranych, 4 remisy i 4 porażki. W grudniu klub zdecydował się z nim rozstać i podpisał kontrakt z Luxemburgo.
Następny był Juan Ramón López Caro. Objął stanowisko menedżera Realu Madryt po Luxemburgo. Konkretnie w grudniu 2005 roku i pozostał na tym stanowisku do końca sezonu. Nie udało mu się jednak odmienić drużyny, która kolejny sezon zakończyła bez tytułu.
AS wylicza, że trzeba cofnąć się do 2008 roku, aby znaleźć kolejnego hiszpańskiego szkoleniowca Realu Madryt. Juande Ramos został wybrany na następcę Schustera w 2008 roku, po tym jak Niemiec stwierdził, że drużyna nie jest w stanie wygrać na Camp Nou. Hiszpan pozostał w klubie do końca sezonu, ale nie zdołał pokonać Barcelony Guardioli, więc Real Madryt zdecydował się rozstać z nim po zakończeniu rozgrywek.
Dopiero w 2015 roku zatrudniono kolejnego Hiszpana, Rafę Beníteza. Po sezonie bez trofeów pod wodzą Ancelottiego, Rafa przybył, by spełnić swoje marzenie, ale marzenie to trwało zaledwie kilka miesięcy. Benítez nie potrafił rozmawiać z szatnią, a Florentino Pérez zwolnił go tuż przed Bożym Narodzeniem, robiąc miejsce Zidane'owi. Francuz wygrał Ligę Mistrzów w tym samym sezonie.
Ostatnim hiszpańskim trenerem przed Alonso i Arbeloą był Lopetegui. Real zapewnił sobie usługi selekcjonera tuż przed Mistrzostwami Świata 2018 w Rosji, Lopetegui wytrzymał jednak w Realu Madryt tylko kilka miesięcy. Spodziewano się, że sezon po odejściu Cristiano będzie trudny. Trzy miesiące później, pod koniec października, został zwolniony po upokarzającej porażce z Barceloną na Camp Nou.
AS zauważa, iż chociaż hiszpańscy trenerzy nie odnieśli sukcesu w Realu Madryt, wygrywają za granicą. Guardiola i Luis Enrique odnoszą największe sukcesy, ale nie oni jedyni. Hiszpanie ostatnio rządzą w Premier League: Arteta w Arsenalu, Unai Emery w Aston Villi i Iraola w Bournemouth.
Z kolei Cesc Fàbregas świetnie radzi sobie w Como, Roberto Martínez w reprezentacji Portugalii, a Mendilibar w Olympiakosie. Hiszpańska szkoła trenerska jest w fazie wzrostu, ale stoi przed nią jeszcze jedno wyzwanie: odniesienie sukcesu w Realu Madryt.
Komentarze (5)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się