REKLAMA
REKLAMA

Riquelme: Jak to możliwe, że dyrektor generalny zarabia ponad 10 milionów euro?

Enrique Riquelme pojawił się na kanale youtubowym dziennikarza Latigo Serrano. Przedstawiamy najważniejsze wypowiedzi kandydata na prezesa Realu Madryt z tej rozmowy.

REKLAMA
REKLAMA
Riquelme: Jak to możliwe, że dyrektor generalny zarabia ponad 10 milionów euro?
Enrique Riquelme. (fot. Getty Images)

W przypadku tego projektu ośrodka dla socios w Valdebebas finansowałby go bezpośrednio Real Madryt? Bo oczywiście będzie jakiś koszt i trzeba będzie spróbować sprawić, by był też rentowny, prawda?
Proszę posłuchać, zawodowo od 17 lat zajmuję się rozwojem infrastruktury w 37 krajach w obszarze wody i energii. Dokładnie tym się zajmuję: realizowaniem tego typu projektów, finansowaniem ich i sprawianiem, by były opłacalne. Ja zajmuję się wyłącznie tym, wodą i energią. Ostatni projekt był wart 4 miliardy dolarów. Proszę pana, jeśli zaczynałem od obciążenia hipoteką mojego apartamentu w Torrevieja za 115 tysięcy euro, a dziś ostatnia akwizycja, jakiej dokonaliśmy, była warta ponad 4 miliardy dolarów i została sfinansowana przez największe fundusze świata, to akurat na rentowności projektów trochę się znamy, prawda? A ten projekt jest kwestią woli. Pierwsza faza kosztuje ponad 200 milionów i trzeba do tego doliczyć jeszcze 80–90 milionów za drugą i trzecią fazę. Mówimy więc o około 300 milionach euro. Prawdą jest, że duża część nie byłaby bezpośrednią inwestycją Realu Madryt, więc realny kapitał ze strony Realu Madryt wyniósłby około 250 milionów euro. 250 milionów, żeby mieć klub należący do socios – dom socios, do którego można pójść z rodziną, oglądać mecze wyjazdowe, spędzać razem czas, żeby dzieciaki mogły chodzić do części sportowej, na letnie obozy, żeby była ta wspólnota Realu Madryt, żeby socios czuli się częścią klubu. To 250 milionów. Proszę pana, co pan wie o klubowym budżecie opiewającym na 1,2 miliarda euro? Ile dzisiaj idzie na wydatki pozasportowe? Około 55%.

REKLAMA
REKLAMA

Wydawało mi się, że zrozumiałem, iż pana zdaniem są określone pozycje wydatków, które przeznacza się na rzeczy albo mało efektywne, albo mało potrzebne, prawda?
Jak to możliwe, że ponad 40 osób z kadry kierowniczej, i to nie piłkarzy, zarabia ponad milion euro? Jak to możliwe, że dyrektor generalny zarabia ponad 10 milionów euro? Jak to możliwe, że Real Madrid Televisión działa przy takim budżecie przy oglądalności 0,1%? Z całym szacunkiem, pan ma nieskończenie większą oglądalność niż Real Madrid Televisión. Proszę sobie wyobrazić, że dają panu budżet 45 milionów euro, a do tego dostęp do wszystkich treści i możliwości Realu Madryt, całego klubu i jego piłkarzy przez rok. Myślę, że stworzyłby pan dobry content i sprawiłby, że byłby rentowny.

W przypadku finansów Real Madryt jest teraz klubem z największymi przychodami na świecie. Uważa pan, że można nadal rosnąć? To znaczy potrzebujemy, by klub nadal rósł, aby rywalizować z klubami-państwami i transatlantykami z Premier League. Jeśli nie będziemy dalej rosnąć, wyrzucą nas z rynku, prawda?
Absolutnie tak. Ale chodzi o to, że trzeba nadal dokładać kolejne przychody i też przy tym usuwać absurdalne wydatki. Jest 120–140 milionów euro bezpośrednich oszczędności, które Real Madryt może osiągnąć od razu, w pierwszym roku, zaraz po wejściu.

REKLAMA
REKLAMA

[...]

Przejdę do spraw sportowych, chociaż wiem, że wielu rzeczy nie może pan powiedzieć. Moim obowiązkiem jest jednak spróbować czegoś się dowiedzieć. Dyrektor sportowy. Pan i ja wiemy, że Real Madryt wygrał wszystkie swoje Puchary Europy bez dyrektora sportowego. Czy w obecnym futbolu uważa pan tę postać za niezbędną. Czy można nadal wygrywać bez typowego dyrektora sportowego, jakiego ma większość klubów?
Zanim na to odpowiem, dokończę odpowiedź na pytanie, jak będzie finansowana część klubu społecznego, a potem proszę się nie martwić, nie ucieknę też od tego pytania. To nie jest drybling, bo drybling zostawiamy profesjonalistom. Ta część byłaby finansowana po prostu z oszczędności. Bez zadłużania klubu, bez dokładania klubowi kolejnego długu.

Boi się pan długu? Zadłużanie się jest czymś, co wszyscy robimy codziennie. Nie mógłbym kupić żadnego domu, gdybym się nie zadłużył. Nie trzeba bać się długu, trzeba bać się tego, że nie generuje się przychodów, by ten dług spłacić. Ludzie czasami boją się długu, a moje odczucie - może dlatego, że jestem osobą o bardzo liberalnym profilu - jest takie, że ja nie boję się długu. Boję się braku generowania wypłacalności.
Oczywiście. Kiedy ktoś ma dług, to dlatego, że po drugiej stronie ma przychody. Jeśli chodzi o mnie i dług, trzy tygodnie temu wyemitowałem w Stanach Zjednoczonych obligacje na 2 miliardy dolarów i dostaliśmy popyt na 8 miliardów przy 7,25%. Historyczny rekord w Ameryce Łacińskiej w infrastrukturze. Zrobiłem to w Nowym Jorku, w finansowej siedzibie świata, przy największych funduszach świata. Dlatego mówię, że bardzo dobrze znamy tę część, bo to element naszych projektów. Kiedy dają ci dług na temat infrastrukturalny, taki jak stadion albo ośrodek dla socios, robią to w ramach projektu typu project finance, który na końcu jest zasadniczo jak hipoteka na dom, mówiąc prosto. Ktoś daje panu hipotekę na dom, ale trzeba sprawdzić: proszę pana, chcę kupić rezydencję za 5 milionów euro. Dobrze, ale ile pan zarabia? Tyle. To proszę pana, nie może pan tego spłacić i koniec. Bank pyta pana, jakie ma pan przychody, żeby móc spłacać dług. W infrastrukturze, w przypadku stadionu czy ośrodka socios, jest dokładnie tak samo. Jakie przychody będzie generowało to aktywo? Problem stadionu polega na tym, że wydaliśmy pieniądze, bo zakładaliśmy, że będziemy mieć określone przychody, których już nie mamy. Nie chodzi o to, że to 1%. Dobrze, to było 1% w zeszłym roku, a w tym roku jest 0%, bo nie ma koncertów w budżecie, ale liczyliśmy na te przychody, żeby móc spłacać hipotekę na 30 lat. To po prostu coś takiego. Dług oczywiście nie przeraża, o ile są z nim powiązane odpowiednie przychody, żeby go spłacać. Problem stadionu polega na tym, że stadion nie jest skończony. Dobrze, skończona jest loża VIP, najlepsza loża VIP na świecie. Perfekcyjnie. Ale dla socio doświadczenie jest takie, jakie jest. I jest to ukończone. Jako karnetowicz i jako socio pan to wie. Stadion musi przede wszystkim generować przychody. Jeśli ich nie ma, trzeba będzie dołożyć. Proszę wybaczyć, ale jeszcze nie zaczęliśmy amortyzować stadionu. Nadal spłacamy dług i odsetki, ale jeszcze nie zaczęliśmy amortyzować stadionu z jego działalności. Stadion jest jako taki spółką w ramach klubu i musi zacząć spłacać własny dług. Albo to, albo będziemy musieli wyciągnąć kapitał z innej części klubu, żeby go tam włożyć. Więc jeśli Florentino Pérez chce prywatyzacji, bo popełniono błąd w strukturze finansowej klubu, to niech to powie. Niech powie: musimy sprywatyzować, bo nie mamy innego wyjścia. A wtedy ja przyjdę z inną propozycją i powiem: nie, to nie jest prawda, można obniżyć wydatki. Istnieje 120 milionów euro rocznych bezpośrednich oszczędności. Wracając do drugiego projektu, te około 250 milionów kapitału, które klub musiałby wyłożyć w mniej niż dwa lata albo w dwa lata, przyszłyby dzięki bezpośrednim oszczędnościom. Dzięki nim pokrywa pan pierwszy projekt: klub społeczny dla prawdziwego socio, na całe życie, dla jego rodziny na całe życie. Potem utrzymuje się on autonomicznie dzięki prawo do nazwy tego miejsca, dzięki innym przychodom i tak dalej. Utrzymuje się autonomicznie. Są pieniądze na to, by wydać 250 milionów na piłkarzy, którzy będą siedzieć na ławce, ale nie ma 250 milionów na projekt, który można finansować przez 20 albo 30 lat i nie płacić gotówką? O tym właśnie mówimy. Oczywiście, że można to stworzyć w projekcie z długiem. Ale nawet jeśli nie chce pan długu na to i chce pan zapłacić z oszczędności, to w dwa lata ma pan to opłacone. I to zostaje dla socio na całe życie. Zostaje to na zawsze, czy będę ja, czy będzie ktokolwiek inny, czy wróci ktokolwiek inny, to nie ma znaczenia. To jest coś dla socio na całe życie.

REKLAMA
REKLAMA

Wydawało mi się, że zrozumiałem coś o prawach do nazwy. Ja powiem, że ja jestem zwolennikiem, ale czy pan jest zwolennikiem nadania nazwy sponsora Bernabéu? To znaczy dodania nazwy, wszystko mi jedno, Apple Bernabéu, Nvidia Bernabéu? Byłby pan za czy nie? Czy uważa pan, że nie należy tego ruszać? To źródło przychodów, z którego korzystają Allianz Arena, Etihad, Emirates, Signal Iduna Park... Nie wspominając już o wszystkich stadionach futbolu amerykańskiego i wielkich halach koszykarskich. Nie uważa pan, że to źródło przychodów, z którego rezygnujemy przez, nie wiem, romantyzm?
Na pewno tak, ale mnie bardzo bolałoby i bardzo dużo kosztowałoby mnie usunięcie nazwy Santiago Bernabéu. To znaczy Bernabéu musi pozostać. Dobrze, jeśli zapłacą coś, co zmienia rzeczywistość Realu Madryt, to trzeba będzie to ocenić. I powiem panu jedną rzecz: to byłaby decyzja, którą jako prezesowi trudno byłoby mi podjąć samemu. Nawet z zarządem. To jest coś, co zaproponowałbym w referendum, by zdecydowali socios. To coś tak ikonicznego dla Realu Madryt, że w takim przypadku, zanim bym to zrobił, zaproponowałbym referendum, żeby zdecydowali socios. Nie zrobiłbym tego samodzielnie, to mogę panu zapewnić.

REKLAMA
REKLAMA

Dobry pomysł. Teraz proszę mi nie uciekać od dyrektora sportowego. Mówiłem: Real Madryt ma 15 Pucharów Europy bez dyrektora sportowego. I wydaje mi się, że słyszałem albo czytałem w którymś wywiadzie, że uważa pan tę figurę za niezbędną, chociaż Realowi szło całkiem dobrze bez dyrektora sportowego.
Jedzie pan samochodem albo motocyklem 250 km/h przez cały czas po autostradzie i pierwszego dnia nic panu się nie dzieje. Czy to, że pierwszego dnia nic panu się nie stało, oznacza, że jazda 250 kilometrów na godzinę jest właściwa?

Nie, oczywiście, że nie.
Właśnie. W tym przypadku uważam, że są etapy i etapy, a jeśli chcemy nadal być pierwszym klubem sportowym świata, musimy się profesjonalizować. Prawdopodobnie wiele z tych problemów, które wydarzyły się w tym roku, nie miałyby miejsca, gdyby był dyrektor sportowy i każdy wiedział, jaka jest jego hierarchia. Tu nie chodzi o twardą rękę. To profesjonaliści. To są chłopcy, którzy grają i są jednymi z najlepszych na świecie w tym, co robią. Wiedzą, jak grać w piłkę. Trzeba jednak dać porządek, hierarchię i wiedzę, kto jest kim. Nie może być tak, że prezes jest w szatni. Że do niego dzwonią. Do tego potrzebny jest dyrektor sportowy i hierarchia. Trener ma jasną rolę. A jeśli jest konflikt, jest dyrektor sportowy i jest profesjonalista na tym stanowisku. Nie może być tak, że prezes chce być prezesem, dyrektorem sportowym, piłkarzem, trenerem i jeszcze podnosić Ligę Mistrzów. Proszę pana, co to ma być? Muszą być profesjonaliści. Uważam, że z profesjonalistami, z porządkiem i hierarchią, można się dalej rozwijać.

REKLAMA
REKLAMA

Jeśli powiem panu, że pańskim trenerem jest Arteta, może pan to potwierdzić, zdementować albo się uśmiechnąć. Niech pan wybierze, co chce zrobić.
[śmiech] Możemy podawać wszystkie nazwiska, jakie chcecie. To część futbolu, część uroku, pasji futbolu i wyobraźni. Ja mówię, trener, który będzie prowadził Real Madryt, gdy ja będę prezesem, to trener, który nie przychodzi eksperymentować, który doskonale wie, co ma robić, jest wielkim profesjonalistą i doskonale wie, co ma robić. Wycieknie kilka nazwisk. Do tego, do czego się zobowiązuję, to do tego, że w trakcie kampanii nie będę prosił o entuzjazm w ciemno i o to, by mi zaufano. Od jutra będę podawał konkretne nazwiska, zarówno piłkarzy, jak i części sportowej różnych sekcji. Teraz zaczyna się część sportowa, na którą tak bardzo czekano.

To ta, na którą zacieramy ręce. A pan mówił o dwóch międzynarodowych gwiazdach. Czy chciałby pan, żeby jedną z nich był na przykład Rodri? Wydaje mi się, że czytałem, iż pana zdaniem pasowałby do profilu tego, czego szukałby pan dla Realu Madryt.
Zobaczmy, jak to możliwe, że w Realu Madryt nie ma żadnego z 25 najlepszych hiszpańskich piłkarzy? Proszę was. Mnie jako madridistę i Hiszpana to boli i uważam, że trzeba podjąć decyzję, że to nie może się powtórzyć. Jeśli zostanę prezesem Realu Madryt, jak panu powiedziałem, niezależnie od nazwisk, oszczędzimy sobie przechodzenia przez ten wstyd albo ten ból, niech każdy określi to, jak chce. Wtedy będzie piłkarz Realu Madryt w reprezentacji Hiszpanii. Rodri albo wielu innych, których ma reprezentacja Hiszpanii, to profile, które bez problemu mogą grać w Realu Madryt i bardzo chciałbym, żeby w Realu Madryt był więcej niż jeden taki zawodnik.

REKLAMA
REKLAMA

I ostatnie, już pana puszczam. Czy jeśli zostanie pan prezesem, przedłuży pan kontrakt z Viníciusem?
Vinícius jest wielkim piłkarzem, który nadal ma kontrakt z Realem Madryt, tak samo jak wszyscy oni są wielkimi piłkarzami. Uważam, że dyrekcja sportowa będzie musiała to ocenić i przedstawić propozycję. Oby mógł przedłużyć umowę. Oczywiście, że tak.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (9)

REKLAMA