REKLAMA
REKLAMA

Oficjalnie: Anthony Gordon piłkarzem Barcelony

Barcelona poinformowała oficjalnie o pozyskaniu Anthony’ego Gordona z Newcastle United. Anglik ma kosztować około 80 milionów euro plus bonusy i być jednym z największych transferów Katalończyków tego lata.

REKLAMA
REKLAMA
Oficjalnie: Anthony Gordon piłkarzem Barcelony
Anthony Gordon w barwach Newcastle United na Camp Nou. (fot. Getty Images)

Barcelona poinformowała oficjalnie o pozyskaniu Anthony’ego Gordona z Newcastle United. 25-letni skrzydłowy trafił do zespołu Hansiego Flicka jako pierwszy duży transfer Katalończyków przed nowym sezonem i jeden z najgłośniejszych ruchów zbliżającego się letniego okna.

REKLAMA
REKLAMA

Według dziennika MARCA i angielskich mediów Gordon ma kosztować Barcelonę około 80 milionów euro kwoty podstawowej. Do tego może dojść jeszcze 10 milionów euro w zmiennych, co oznacza, że cała operacja może ostatecznie zbliżyć się do 90 milionów euro. Newcastle nie otrzyma jednak pełnej kwoty, ponieważ Everton zachował 15% od przyszłego transferu Gordona i dzięki jego przenosinom do Barcelony ma zarobić około 12 milionów euro.

Część zmiennych będzie zależeć od występów Anglika w barwach Barcelony. Newcastle ma otrzymać dodatkowe pieniądze między innymi w przypadku, gdy Gordon rozegra w katalońskim klubie co najmniej 60 meczów. Oba kluby miały też ustalić klauzulę dotyczącą przyszłej sprzedaży, dzięki której Newcastle mogłoby zarobić na ewentualnym kolejnym transferze skrzydłowego.

Na transferze zyska również sam piłkarz. Gordon ma niemal podwoić pensję, którą pobierał w Newcastle, co pokazuje, jak mocno Barcelona postawiła na niego w nowym projekcie sportowym. Anglik podpisze pięcioletni kontrakt, a Katalończycy przyspieszyli finalizację operacji, by zamknąć wszystkie formalności jeszcze przed jego dołączeniem do reprezentacji Anglii przed mundialem.

Gordon przenosi się do La Ligi po trzech i pół roku spędzonych w Newcastle. Angielski klub sprowadził go zimą 2023 roku z Evertonu, a w ostatnim czasie skrzydłowy stał się jedną z najważniejszych postaci drużyny. Łącznie w barwach Newcastle rozegrał 152 spotkania i strzelił 39 goli. W zakończonym sezonie zdobył 17 bramek, z czego aż 10 w Lidze Mistrzów.

REKLAMA
REKLAMA

Barcelona szukała zawodnika do ofensywy, który może grać przede wszystkim na lewym skrzydle, ale w razie potrzeby także bliżej środka ataku. To właśnie wszechstronność Gordona była jednym z elementów, które przekonały dyrekcję sportową i Hansiego Flicka. Anglik daje szybkość, agresję w pressingu i możliwość wielokrotnego powtarzania intensywnych akcji, czyli cechy bardzo ważne w modelu gry niemieckiego trenera. Cadena SER podkreślała, że w klubowych raportach szczególnie ceniono u niego zdolność do pracy na wysokiej intensywności.

Jego przyjście ma też wpływ na planowanie kolejnych ruchów Barcelony. Według El País transfer Gordona utrudnia pozostanie Marcusa Rashforda, który chciał kontynuować grę w klubie po wypożyczeniu z Manchesteru United. Sky Sports również wskazuje, że sprowadzenie młodszego Anglika automatycznie stawia pod znakiem zapytania przyszłość Rashforda w Katalonii.

Mundo Deportivo przypomniało przy okazji wątek związany z José Mourinho, który przygotowuje się do powrotu na ławkę Realu Madryt. Po październikowym meczu Newcastle z Benficą w Lidze Mistrzów Portugalczyk miał podejść do Gordona i powiedzieć mu: „Jesteś za dobry”. Anglik przyznał później, że był to dla niego wyjątkowy komplement, zwłaszcza od trenera z takim dorobkiem. Jeśli Mourinho rzeczywiście wróci do Realu, a Gordon szybko zadomowi się w Barcelonie, ta historia może stać się jednym z dodatkowych smaczków nowych Klasyków.

REKLAMA
REKLAMA

Transfer Gordona natychmiast rodzi też pytanie o finanse Barcelony. Przez ostatnie lata kataloński klub uchodził za mocno ograniczony przez Finansowe Fair Play La Ligi, problemy z rejestracją zawodników i konieczność szukania nadzwyczajnych przychodów. Obecnie sytuacja jest jednak bardziej komfortowa, choć nie oznacza to, że Barcelona może wydawać pieniądze bez żadnych ograniczeń.

W budżecie na sezon 2025/26 klub zakłada 1,075 miliarda euro przychodów, a stopniowy powrót na Spotify Camp Nou ma dołożyć około 50 milionów euro wpływów stadionowych. Barcelona liczy też na dalszy wzrost przychodów komercyjnych i rekordowy wynik z merchandisingu. Znaczenie ma również odejście Roberta Lewandowskiego, który należał do najlepiej zarabiających piłkarzy w kadrze i zwolnił sporą przestrzeń w budżecie płacowym.

Nie oznacza to, że Barcelona nagle nie ma żadnych ograniczeń. Klub odzyskał większą swobodę, a taki transfer można rozłożyć księgowo na kilka lat kontraktu. Przy pięcioletniej umowie sama kwota stała, jeśli rzeczywiście wyniesie około 80 milionów euro, oznaczałaby amortyzację na poziomie około 16 milionów euro rocznie. Do tego dochodzą pensja zawodnika, zmienne i pozostałe koszty operacji, które również trzeba uwzględnić w wyliczeniach dotyczących Finansowego Fair Play La Ligi.

REKLAMA
REKLAMA

Barcelona nie chce jednak kończyć ofensywy transferowej na Gordonie. Kolejnym wielkim celem Katalończyków pozostaje Julián Álvarez z Atlético. Jak podają dziennikarze The Athletic, klub prowadzi rozmowy w sprawie 26-letniego napastnika i przygotowuje formalną ofertę w okolicach 100 milionów euro. W dopięciu operacji ma pomagać Juanma López, były piłkarz Los Rojiblancos i dziś wpływowy agent, który bardzo dobrze zna realia klubu z Metropolitano. Barcelona kontaktowała się już z otoczeniem zawodnika, a według tych informacji sam Álvarez jest otwarty na przejście do stolicy Katalonii.

Stanowisko Atlético pozostaje jednak bardzo twarde. Jak informuje dziennik MARCA, w piątek na Metropolitano ponownie zaprzeczono, jakoby Barcelona złożyła jakąkolwiek ofertę za Argentyńczyka. „To po prostu kolejne kłamstwo”, przekazują źródła z madryckiego klubu. Atlético podkreśla, że nie otrzymało żadnej propozycji z Camp Nou i nie prowadzi negocjacji w sprawie sprzedaży napastnika.

W klubie z Metropolitano są przekonani, że cały szum wokół Álvareza nie jest przypadkowy. Już w czwartek Atlético mówiło o zmęczeniu przeciekami przypisywanymi Barcelonie i agentom piłkarza, a także o „z góry zaplanowanej kampanii”, której celem ma być destabilizacja sytuacji zawodnika. W Madrycie zaznaczają przy tym, że nie mają żadnych zastrzeżeń do samego Álvareza, który przez cały czas zachowywał się wzorowo, dawał z siebie wszystko na boisku i wykazywał pełen profesjonalizm.

REKLAMA
REKLAMA

Przekaz Atlético jest jednoznaczny: Julián Álvarez nie jest na sprzedaż. Napastnik ma kontrakt ważny do 2030 roku, a klauzula odstępnego wynosi 500 milionów euro, co na Metropolitano traktują jako zabezpieczenie przed ewentualnymi próbami nacisku. W klubie zapewniają, że nawet jeśli oferta rzeczywiście się pojawi, nie zostanie rozpatrzona, choć część osób może uważać, że byłby to dobry moment na duży zarobek. Na dziś pewne jest jednak tylko to, że według Atlético nikt oficjalnie nie zapukał do drzwi.

Hansi Flick i Deco bardzo cenią profil Álvareza. Argentyńczyk pasuje do ich pomysłu ze względu na intensywność w pressingu, mobilność, grę kombinacyjną i pracę dla zespołu. Ewentualna operacja będzie jednak znacznie trudniejsza niż transfer Gordona, bo Atlético robi wszystko, by pokazać, że nie zamierza ułatwiać rywalowi z La Ligi jednego z najgłośniejszych ruchów lata.

Według dziennika Sport Barcelona miałaby też osiągnąć pełne porozumienie z Bernardo Silvą. Portugalczyk od lat był łączony z klubem z Camp Nou, a teraz jego przyjście miałoby być realną opcją ze względu na sytuację kontraktową i gotowość zawodnika do zmiany otoczenia. Taki ruch nie rozwiązywałby problemu typowego snajpera, ale dałby Flickowi doświadczonego i wszechstronnego piłkarza do środka pola oraz ataku.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (32)

REKLAMA