– Czytałem pewne dane i zadałem sobie trud, żeby sprawdzić, czy pokrywają się z rzeczywistością. I rzeczywiście, są to obietnice bez pokrycia. Przeanalizujmy bowiem to, co proponuje, a właściwie to, co zaproponował Riquelme. Zapowiedział wprowadzenie 10 tysięcy nowych karnetów na Santiago Bernabéu. Jeśli obecnie karnety ma 66 tysięcy osób, to wprowadzenie kolejnych 10 tysięcy jest niemożliwe.
– Wystarczy policzyć. W przypadku meczu europejskiego, a dane, o których mówiłem, są prawdziwe, 4 tysiące biletów trafia do drużyny gości, a 2 tysiące przejmuje UEFA do własnej sprzedaży. Do tego dochodzą kolejne 2 tysiące miejsc, które trzeba byłoby wyłączyć: loże VIP czy miejsca przeznaczone dla sponsorów. Innymi słowy, przy 10 tysiącach nowych karnetów brakuje 2 tysięcy miejsc i nie da się tego wszystkiego pogodzić.
– Chyba że odbierze karnety komuś innemu albo zlikwiduje loże VIP i miejsca dla sponsorów. W praktyce pozbawiłoby to Real Madryt przychodów, które według rocznych sprawozdań klubu przekraczają 200 milionów euro. Tego Riquelme nie wyjaśnił. Zapowiada też obniżenie składki członkowskiej o połowę do czasu wygrania kolejnej Ligi Mistrzów.
– Tyle że to nie on za to zapłaci. Bo pojawiały się głosy: „Przecież Florentino obiecywał coś podobnego przy Figo”. Nie. Florentino powiedział: „Sprowadzę Figo do Realu Madryt, a jeśli Figo nie przyjdzie, to ja opłacę składki socios Realu Madryt za kolejny sezon”.
– Riquelme mówi natomiast: „Ja państwa zapraszam”. Problem w tym, że za tę imprezę płaci klub. Do tego zapowiada coś, co stało się jego sztandarową propozycją, czyli swego rodzaju miasteczko dla socios: baseny, padel, tenis, strefy rozrywki, miejsca dla dzieci, coś na kształt klubu country, tylko finansowane przez Real Madryt. Wszystko po to, żeby jedni mogli pograć w padla, a inni zapalić cygaro.
Komentarze (35)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się