W czym jest pan lepszy albo w czym uważa pan, że jest lepszy od Florentino Péreza?
Nie wiem, czy jestem lepszy, czy gorszy. Uważam, że jesteśmy bardzo różni i właśnie to chciałbym móc przedstawić socios: różnice między kandydaturami. Na tamtej zaskakującej dla wszystkich konferencji prasowej on mówił o możliwości przedstawienia projektów. O tym, żebyśmy przedstawili gwarancje i kandydaturę w pięć dni roboczych. Cóż, udało nam się. Następnie on mówił o debacie, więc właśnie tam szukałbym tych różnic - w debacie różnych projektów, bo różnic jest oczywiście wiele.
Nadal proponuje pan debatę. Nie dostał pan żadnej odpowiedzi ze strony drugiej kandydatury? Rozmawiacie ze sobą, żeby powiedzieć: „Hej, jest możliwość debaty?”? Czy tylko wysyłacie sobie komunikaty za pośrednictwem mediów?
Ja nie mam żadnego rodzaju dostępu, żeby napisać do niego bezpośrednio i rozumiem, że on też nie ma ze mną. Wyobrażam sobie, że kampanie i to, co jest w publicznej komunikacji, wystarczy.
Nie ma pan numeru Florentino?
Ani on mojego.
Nigdy nie wysłał mu pan wiadomości?
Nigdy.
Dzisiaj Florentino powiedział w promocyjnym nagraniu swojej kandydatury, że prowadzenia największego klubu świata nie da się zaimprowizować. To wygląda na jasny komunikat, że pan improwizuje bycie prezesem Realu Madryt. Czuje się pan adresatem tych słów?
Nie, pewnie mówi to z jakiegoś innego powodu. Uważam, że akurat improwizacji było kilka w ostatnich tygodniach, a my, jak powiedziałem, zrobiliśmy to z etycznego i moralnego obowiązku. Pracowaliśmy, co jest prawdą, nad kandydaturą na 2028 rok. Nigdy tego nie ukrywałem. Uważam, że ważne jest, by zobaczyć propozycję dla Realu Madryt w długim okresie. Zostaliśmy zmuszeni do zrobienia kroku naprzód. To 20 lat bez wyborów, a stoimy u progu i istnieje ryzyko, że to będą ostatnie wybory dla Realu Madryt, jeśli dojdzie do prywatyzacji. To była czerwona linia, o której faktycznie rozmawiałem bezpośrednio z nim w swoim czasie i z jego zespołem, z bliskimi mu ludźmi. I cóż, uważamy, że tą czerwoną linią jest ten kolejny krok, czyli prywatyzacja i to, że klub przestanie należeć do swoich socios. I to jest główny powód, dla którego zrobiliśmy krok naprzód.
Kiedy ostatni raz rozmawiał pan z Florentino?
W Katarze, przy finale z Pachucą na mundialito w Dosze.
I jak wyglądała ta rozmowa?
Była krótka.
Dlaczego?
Cóż, po prostu rozmawialiśmy o szumie i komentarzach, które pojawiły się wokół prywatyzacji. Powiedziałem mu: „Proszę posłuchać, uważam, że źle interpretuje pan pewne rzeczy. Ja nie jestem przeciwko panu, absolutnie nie. Mam pełen szacunek. Był pan i jest najlepszym prezesem w historii Realu Madryt i dlatego ma pan cały mój szacunek”.
Florentino był zdenerwowany w tej rozmowie?
Nie, nie, nie, absolutnie nie. Bardzo uprzejmy, ja też, wszystko było bardzo formalne.
I od tamtej pory nie rozmawialiście ponownie?
Nie.
Ma pan sondaże? Korzysta pan z sondaży dotyczących zamiaru głosowania?
Tak.
I jak pan wypada w tych sondażach?
Cóż, nastąpiła pewna ewolucja... Trudno robić sondaże, ale oczywiście od momentu, gdy przedstawił tamto ogłoszenie, zaczęliśmy to mierzyć. Oczywiście zaczęliśmy mierzyć, nie tylko poprzez sondaże pod stadionem, które oczywiście wykonywaliśmy, ale też odczucia socios i peñistas w ostatnich tygodniach. Także w tygodniu poprzedzającym decyzję albo w trakcie podejmowania tej decyzji, a w tym tygodniu nadal sprawdzamy temperaturę i puls tego, co uważa socio, co uważa peñista, co naprawdę uważa w różnych tematach. Nie tylko w Madrycie, także w pozostałej części Hiszpanii. I to są dane, które bardzo przyciągają moją uwagę, tak.
W tych sondażach wygrywa Florentino czy wygrywa pan?
Na dzisiaj? Bez przedstawienia jeszcze jakiejkolwiek propozycji, a jutro dokładnie o 12:00 zaczynamy od wielkiej propozycji największej transformacyjnej zmiany dla socio w Realu Madryt, która będzie wyjątkową propozycją, to cóż, na razie pan Florentino Pérez ciągle wygrywa, ale sondaże ewoluują w stronę nadziei.
To jest na poziomie 70 do 30?
Nie, to tak nie działa. Dane, które mamy, są… My prosimy o to, by posłuchano z odwagą. Wiele będzie zależało… My zrobiliśmy krok z odwagą z moralnego obowiązku, jak mówiłem wcześniej, a teraz oczekujemy i jedyne, o co prosimy, to żeby socio wysłuchał. Jeśli socios wysłuchają i oni zdecydują, że powinni zagłosować tak, jak zdecydują, to chciałbym właśnie tego. Ale tak, nie jest to dalekie od tego [stosunku z pytania], idziemy w tę stronę. Jest wielu, wielu niezdecydowanych w sondażach.
Komentarze (7)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się