Pérez w zasadzie rzucił panu wyzwanie, żeby pan wystartował.
I wystartowałem. Powiedział też, że będzie debata, ale żadnej debaty nie było.
Powiedziano panu, że debaty nie będzie?
Nikt mnie nie poinformował, czy będzie, czy nie. Powinniście zapytać jego [Péreza].
Pérez odniósł się też do pana w sposób, który zaskoczył niektórych, wspominając o pańskim „meksykańskim albo południowoamerykańskim akcencie”. Uważa pan, że potraktował pana lekceważąco?
[śmiech] Cóż, pokoleniowo dzielą nas całe światy. W moim wieku Florentino nie zaczął jeszcze swojej kariery jako przedsiębiorca, więc być może trudno jest mu w pełni ocenić czy zrozumieć tę stronę mojego profilu. Wtedy, jak sądzę, wciąż zasiadał w radzie miasta Madrytu, zanim później zbudował wybitną karierę biznesową.
Pierwotnie planował pan wystartować dopiero po odejściu Péreza?
Nie planowałem zgłaszać kandydatury w krótkim okresie. Mój horyzont czasowy to był 2028 rok, nie teraz. To było dla mnie zaskoczenie. Ale wydarzenia przyspieszyły. To od razu zmusiło nas do zajęcia pozycji. Florentino otwarcie powiedział, że jeśli ktoś chce wyborów, powinien zgłosić kandydaturę. Doskonale wiedział, że termin wynosił tylko pięć dni roboczych. Nie podjęliśmy ostatecznej decyzji aż do samego końca, ponieważ chcieliśmy mieć pewność, że przedstawiamy poważny i konkurencyjny projekt, zwłaszcza w kwestii gwarancji finansowej. Ale od pierwszego dnia byliśmy przekonani, że mamy wymagane zabezpieczenie. Wiedzieliśmy też, że nie będzie nam łatwo.
Kto albo co nie miało panu tego ułatwić?
Cały system jest tak zaprojektowany. Rzeczywistość jest taka, że przez 20 lat nie było żadnej kandydatury. Czy naprawdę mamy wierzyć, że w tym czasie ani jeden madridista nie chciał zostać prezesem Realu Madryt? To, co czyni tę kandydaturę ekscytującą, to fakt, że Real Madryt nie miał prawdziwych wyborów od 20 lat. Nasza kandydatura jest pełna szacunku i profesjonalna, szanuje DNA klubu i dąży do ponownego połączenia z istotą Realu Madryt, jednocześnie uznając dziedzictwo, które już istnieje. Florentino Pérez wyraźnie uważa, że prywatyzacja jest najlepszą drogą naprzód. Ale moje pytanie brzmi: dlaczego? Dlaczego Real Madryt miałby przestać należeć do swoich socios? Czy klub naprawdę znajduje się w tak złej sytuacji finansowej, że jest to konieczne? Bardzo dobrze rozumiem finansową stronę futbolu i głęboko wierzę, że Real Madryt może pozostać własnością socios, nadal rywalizując na najwyższym poziomie.
Prywatyzacja, jak pan to nazywa, odnosi się do planów zbadania zmian w zasadach własnościowych Realu, które po raz pierwszy pozwoliłyby na zewnętrzne inwestycje. Odmówiłby pan zmiany struktury klubu należącego do socios?
Jestem całkowicie przeciwny prywatyzacji, ponieważ nie uważam, że jest konieczna. Co dokładnie zyskuje socio na prywatyzacji klubu? W rzeczywistości prywatyzacja jest wykorzystywana jako wymówka, by uzasadnić zmianę statutu. Dlaczego prywatyzacją klubu, a także Superligą i wieloma innymi sprawami zajmuje się ktoś bardzo bliski jemu [Pérezowi], ktoś, kto niedawno został socio, omijając każdą możliwą listę oczekujących? Dlaczego u boku prezesa znajduje się ktoś z tak dużą władzą, kto nie pełni żadnej oficjalnej funkcji, a jednocześnie jest zaangażowany w większość operacji klubu? [mowa o Anasie Laghrarim, finansowym doradcy Florentino - dop. red.]
Co poprawiłby pan dla socios?
Jutro [w środę] w południe przedstawimy pełny pakiet propozycji skupionych na poprawie doświadczeń socios. Jest wiele rzeczy, które naszym zdaniem mogą i powinny się zmienić. W tej chwili Real Madryt traci około 80 milionów euro rocznie, a ten deficyt jest wyrównywany poprzez nadzwyczajne źródła przychodów, takie jak sprzedaż miejsc VIP. Jednorazowe sprzedaże, nadzwyczajne transakcje – co sezon pojawia się coś takiego. Krytykujemy Barcelonę za używanie „dźwigni finansowych”, ale to też są dźwignie. Oczywiście sytuacje są różne i Real Madryt znajduje się w znacznie silniejszej pozycji niż Barcelona, bez żadnych wątpliwości, ale ryzyko nadal istnieje. Jeśli Real Madryt przestanie co sezon dochodzić do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów, efekt finansowy stanie się dużo poważniejszy. Jedno mogę obiecać z absolutną pewnością: nigdy nie zastosowałbym pomysłu prywatyzacji klubu, ponieważ jest on po prostu niepotrzebny. Real Madryt mógłby bez żadnego problemu bezpośrednio obniżyć koszty o 130–140 milionów euro. Weźmy na przykład Real Madrid TV. Jej koszty operacyjne są zdecydowanie wyższe niż to, co można by uznać za normalne przy udziale w widowni, jaki generuje, mimo że klub ma już wewnętrzne możliwości, by produkować własne treści znacznie efektywniej. Są też niezwykle wysokie wynagrodzenia kadry kierowniczej i koszty płacowe niezwiązane ze sportem. Mówimy o dziesiątkach pracowników niesportowych zarabiających ponad milion euro rocznie. Istnieje niezliczona liczba obszarów, w których można obniżyć koszty bez dotykania sportowej strony klubu. A poza redukcją kosztów istnieje też wiele możliwości poprawy przychodów w zdrowszy i bardziej zrównoważony sposób.
Jakie dokładnie ma pan plany dotyczące strony sportowej?
Pracujemy nad bardzo jasnym projektem. Zaczniemy publicznie mówić o stronie sportowej, gdy w pełni przedstawimy socjalną i zorientowaną na socios część kandydatury.
Ale z pewnością pierwszą rzeczą, o którą socios chcą pana zapytać, jest to, jakich piłkarzy czy trenerów zamierza pan sprowadzić?
Szczerze mówiąc, to nie jest coś, o co socios pytają mnie najczęściej. Spędzam dni na rozmowach z socios i peñiami, siedzę z nimi, słucham ich obaw i staram się zrozumieć, czego naprawdę chcą od klubu. Powiedziałbym, że 80 czy 90 procent tych rozmów kręci się wokół kwestii związanych z socios, ponieważ czują się porzuceni po 20 latach bez poświęcenia im większej uwagi. Sprawa Negreiry jest najlepszym przykładem spirali spadkowej, w której klub znalazł się w ostatnim czasie. Przez dwa długie lata klub był świadomy tej sprawy i nic nie zrobił, podczas gdy powinien przewodzić działaniom na rzecz jej ujawnienia.
Czy José Mourinho byłby opcją na pańskiego trenera?
Nie mogę komentować kogoś, kiedy nawet nie wiem, czy rzeczywiście jest zaangażowany czy nie [w kandydaturę Péreza]. Mój projekt jest zupełnie inny, więc te pytania należy kierować do tego, kto z nim rozmawia.
Czy może pan podać jakiekolwiek szczegóły dotyczące strony sportowej?
Zamierzamy zatrudnić trenera, który pasuje do długoterminowego projektu. Socios będą bardzo dumni z profilu, który sprowadzimy do Realu Madryt. To projekt stworzony po to, by od pierwszego dnia wzbudzać ekscytację, ale także po to, by stworzyć naprawdę profesjonalną strukturę z hierarchią, organizacją i rzeczywistą zdolnością zarządzania.
Czy ta osoba pracowała wcześniej w Realu Madryt?
Nie. Real Madryt nie może dalej działać w oparciu o krótkoterminowe myślenie. To moment na prawdziwą zmianę cyklu. Oczywiście wszystko, co osiągnięto do tej pory, zasługuje na uznanie, ale nasza propozycja polega na budowie projektu na krótki, średni i długi termin w ramach innego modelu profesjonalizacji i modernizacji.
Czy Jürgen Klopp jest realną możliwością? [W filmie promocyjnym reklamującym kampanię Riquelme mówi do współpracownika poza kamerą: „Jeśli dzwoni Klopp albo [Erling] Haaland, odbierasz telefon”. - dodaje poza rozmową The Athletic]
Przyglądamy się profilom wśród najlepszych trenerów światowego futbolu – ludziom z poziomem doświadczenia i przywództwa wymaganym do zarządzania klubem takim jak Real Madryt. Naturalnie chciałbym, żeby profile tego kalibru i inne podobne prowadziły ten klub.
Ale konkretnie: czy Klopp jest opcją?
Na tym etapie nie mogę powiedzieć, czy jest, czy nie jest. Profesjonaliści od strony sportowej, którzy obecnie pracują przy projekcie, prowadzą te rozmowy i teraz nie mogę ujawnić nic więcej. Zobaczymy w najbliższych dniach.
Czyli jest już zaangażowany dyrektor sportowy?
Prace nad strukturą sportową i szerszą profesjonalizacją klubu już trwają. Ale nie mogę jeszcze ujawnić nazwisk.
Wspomniał pan we wcześniejszym wywiadzie dla ABC, że dwa transfery są już dopięte…
Dwa transfery są już sfinalizowane, a nad kilkoma innymi pracuje się w ramach tego samego kierownictwa sportowego i tej samej profesjonalnej struktury.
Czy to nie jest nietypowe, by mieć dwa sfinalizowane transfery bez oficjalnego wskazania dyrektora sportowego czy trenera?
Nie mówię, że tych ludzi nie ma. Po prostu wybieram, by jeszcze ich nie ogłaszać, ponieważ na razie chcę, żeby uwaga pozostawała na społecznej i instytucjonalnej stronie projektu. Strona sportowa przyjdzie później.
Jeśli pan nie wygra, czy planowałby pan wystartować ponownie, opierając się na tym procesie?
W tej chwili myślimy tylko o tym projekcie. To nie jest projekt oparty na jednej osobie podejmującej wszystkie decyzje. Wręcz przeciwnie – chodzi o profesjonalizację wielu różnych obszarów klubu. Dlatego w tym momencie nie myślę o niczym innym niż o zwycięstwie. Ten proces wiąże się z ogromnym kosztem osobistym i zawodowym, a my jesteśmy tu po to, by wygrać teraz. Nie wszedłem do tego wyścigu, nie zaangażowałem prawie 200 milionów euro własnego majątku i nie wystawiłem się w taki sposób tylko po to, by wziąć udział. Jaki byłby w tym sens? Myślę, że moja kariera zawodowa mówi sama za siebie. Mam 37 lat i kieruję globalną firmą z 5000 pracowników działającą w 37 krajach i generującą 4 miliardy euro przychodów, w której pełnię funkcję założyciela i prezesa wykonawczego. Jeśli ludzie powinni zrozumieć o mnie jedną rzecz, to taką, że nie wchodzę w projekty tylko po to, by uczestniczyć.
Komentarze (24)
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.
Zaloguj się