REKLAMA
REKLAMA

Riquelme dla ABC cz.1: Idziemy po zwycięstwo i wygramy!

Enrique Riquelme udzielił obszernego wywiadu dziennikowi ABC. Przedstawiamy jego pierwszą część tłumaczenia z dwóch.

REKLAMA
REKLAMA
Riquelme dla ABC cz.1: Idziemy po zwycięstwo i wygramy!
Enrique Riquelme. (fot. Getty Images)

W którym momencie uznał pan, że powinien zostać kandydatem na prezesa Realu Madryt?
Jakiś czas temu wykryliśmy problem. Real Madryt musi zbudować projekt na średnią i długą perspektywę, a ja mam etyczny i moralny obowiązek przedstawienia innych propozycji. Real Madryt stoi przed większym ryzykiem niż to, czy wygramy, czy nie wygramy: prywatyzacją. To mogą być jego ostatnie wybory. Dlatego startujemy z kontrpropozycją, aby socios mogli wybrać.

REKLAMA
REKLAMA

Według Florentino udział każdego socio byłby wyceniany na 100 tysięcy euro.
No właśnie, to jest prywatyzacja. Tylko że to tak nie działa. To nie jest 100 tysięcy euro. Istnieje istotna kwestia podatkowa… Ale dobrze, jeśli socio Realu Madryt, który jest właścicielem, chce prywatyzacji, będzie mi się to wydawało w porządku. Zróbmy debatę i zobaczmy oba projekty. To właśnie powiedział Florentino na konferencji prasowej: „Słuchaj, wystartuj”. No więc jesteśmy, startujemy. A teraz podebatujmy. Niech przedstawi swój projekt prywatyzacji, a ja będę mógł debatować nad tym, co o nim myślimy i dlaczego tak albo dlaczego nie. I na tej podstawie socio będzie mógł zdecydować.

Celem jest wygrana czy zaznaczenie swojej pozycji?
Na dzisiaj wszystko, co robiłem w życiu, robiłem po to, by wygrać. Wszystko. Jeśli mam coś zrobić, robię to dobrze i robię to przygotowany. I tym razem jesteśmy przygotowani i wygramy.

Nie pocieszyłby pana sam wynik na poziomie 20% czy 30% głosów?
My idziemy po zwycięstwo. Przygotujemy bardzo dobry projekt i położymy go na stole. A potem niech socio zagłosuje, czy chce projektu Florentino, czy naszego.

Oglądał pan konferencję prasową Florentino?
Byłem w Meksyku w sprawach zawodowych i nie mogłem śledzić jej na żywo. Widziałem tylko kilka „highlightów”, bo byłem skupiony na złożeniu odważnej, poważnej i profesjonalnej kandydatury.

REKLAMA
REKLAMA

Florentino zasugerował, że pan już działał, by odebrać mu prezesurę i okazało się, że rzeczywiście tak było.
Nigdy nie ukrywałem, że chcę pomóc Realowi Madryt. To moje marzenie od wielu, wielu lat. Mówiłem już o tym w 2021 roku, a plan zakładał start w 2028 roku, ale do Florentino musiały dotrzeć stronnicze informacje od zainteresowanych osób z jego otoczenia i dlatego zorganizował tamtą konferencję prasową oraz niespodziewanie rozpisał wybory.

Florentino też podejrzewa, że zdradzono go od środka. Ma pan jakiegoś człowieka wewnątrz?
Absolutnie nie. My pracowaliśmy nad projektem na 2028 rok. Powiedziałem mu to bezpośrednio osobiście, a także jego otoczeniu w Katarze przy okazji finału Pucharu Interkontynentalnego z Pachucą w grudniu 2024 roku. Powiedziałem mu też, że wszyscy jesteśmy zjednoczeni wokół tego samego, czyli dlatego, że jesteśmy madridistas, ale że też nie potrzebujemy prywatyzacji. On ma swój projekt i my go szanujemy, ale prawdą jest też, że istnieje czerwona linia. Komu pomaga prywatyzacja? Realowi Madryt nie. Jaką mamy potrzebę? Jeśli otworzymy drzwi prywatyzacji, to nie jest tylko 1%, 10% czy 100%, a to jest zmiana statutu. To całkowicie zmienia zarządzanie klubem. Powtarzam: to mogą być ostatnie wybory. Jeśli po nich dojdzie do referendum w sprawie zmiany statutu i dopuszczenia prywatyzacji, znaczenie ma nie procent [oddany inwestorowi], ale zmiana tego statutu. To jeden z wielkich powodów, dla których zrobiliśmy krok do przodu, aby być legalnym głosem przeciwko prywatyzacji. A poza tym wygramy. Jak mówiłem, czekaliśmy do ostatnich 24 godzin, bo byliśmy w trakcie domykania pewnych transferów, pewnych projektów i pewnej części socjalnej. Gdy zobaczyliśmy, że mamy zwycięski projekt, powiedzieliśmy, że ruszamy.

REKLAMA
REKLAMA

Dlaczego gwarancji nie udzielił panu hiszpański bank?
Gwarancji udzielił mi hiszpański bank. Każdy międzynarodowy bank z oddziałem i licencją w Hiszpanii jest hiszpańskim bankiem. Hiszpańskie banki z kolei mają banki w Meksyku, Brazylii czy Stanach Zjednoczonych i gdy coś ci tam dają, robi to bank kraju pochodzenia z licencją na działalność. Tak więc gwarancji w rzeczywistości udzielił mi hiszpański bank.

Czyli banki hiszpańskiego pochodzenia nie odmówiły panu jej udzielenia?
Zobaczmy, publicznie wiadomo, że siedem największych banków świata, w tym banki hiszpańskie, właśnie sfinansowało mi zakup za 1,5 miliarda dolarów w operacji w Meksyku. Jako grupa biznesowa jesteśmy grupą, która budzi największe zaufanie banków. Dwa tygodnie temu osiągnęliśmy rekord zaufania w Stanach Zjednoczonych, które są głównym rynkiem finansowym świata, jeśli chodzi o zarządzanie i to, co robimy w Ameryce Łacińskiej. Mamy 8 miliardów z jednej strony, ponad 4 miliardy z drugiej i inne operacje, jak wejście na giełdę, notowania na siedmiu rynkach, obligacje na innych… Nasze instytucjonalne wsparcie finansowe jest globalne, więc nie ma nic więcej do dodania. Od dnia, w którym zaczęliśmy pracować nad tą kandydaturą, mieliśmy już gwarancje i dlatego tak mówiłem. Gwarancja finansowa nie jest problemem. Moim problemem było stworzenie niesamowicie ekscytującego projektu sportowego.

REKLAMA
REKLAMA

madridistas, którzy chcą wiedzieć, czy za pańską kandydaturą stoi Sánchez Galán [prezes koncernu energetycznego Iberdrola i publiczny biznesowy wróg Florentino].
Po pierwsze, chcę powiedzieć, że Sánchez Galán wydaje mi się, podobnie jak Florentino, wielkim przedsiębiorcą z tego kraju, którego szanuję. Pokoleniowo nie konkurujemy ze sobą, a robiliśmy interesy i znam Iberdrolę, bo jakiś czas temu przejęliśmy Iberdrolę México. Teraz jest całkowicie poza zasięgiem tej kandydatury. Myślę wręcz, że on nawet nie lubi piłki nożnej.

Są też madridistas, którzy uważają, że pańska kandydatura jest socjalistyczna i że stoi za nią [premier Hiszpanii] Pedro Sánchez.
To jest całkowita nieprawda. Nie wiem, skąd to się bierze. Nie jesteśmy powiązani absolutnie z nikim. To projekt sportowy. Rachunek wyników mojej grupy nie ma żadnych zysków w Hiszpanii, a wszystkie moje aktywa są za granicą. Nie mam żadnych relacji z żadną partią polityczną w tym kraju. Tutaj tematem jest prawdopodobnie to, kto rzeczywiście ma interesy w tym kraju, kto zasiada w loży podczas meczów i kto jest łącznikiem z obecną władzą. Być może wszystko to bierze się stąd, że lepsze jest to: „Zanim cię zaatakują, sam zaatakuj”. Gwarancję wyłożyłem sam, nie mam za sobą grubych ryb, nie jesteśmy powiązani absolutnie z nikim i nie mam relacji z żadną partią polityczną. I zrobiłem to dokładnie dlatego, żeby nikt nie mógł być wewnątrz zarządu i mówić mi: „Wyłożyłem ci jakąś część”. Każdy, kto mnie zna albo był blisko mnie w tym procesie, wie, że zrobiłem to w 100% sam, aby móc podejmować właściwe decyzje bez jakiejkolwiek presji absolutnie z niczyjej strony. Nie mam żadnej potrzeby czegoś takiego.

REKLAMA
REKLAMA

Zna pan Carlosa Ocañę [obecnego zastępcę dyrektora generalnego Realu Madryt z doświadczeniem politycznym i w spółkach państwowych]?
Nie. Wiem, że jest w Realu Madryt, ale niewiele więcej.

Będzie w pańskim zespole, jeśli wygra pan wybory?
Nie znam tego pana, a on jest częścią zespołu Florentino, prawda? Nie rozumiem więc, dlaczego tak się myśli albo mówi. Wracamy do tego, co powiedziałem wcześniej: „Zanim cię zaatakują, sam zaatakuj”. Zaczynam słyszeć i czytać surrealistyczne rzeczy.

Porozmawiajmy więc o liczbach. Co sądzi pan o finansach klubu?
Nigdy nie podważam finansów Realu Madryt. Odmawiam myślenia, że prezes Pérez, którego bardzo szanuję, zrobił coś przy finansach. Prawdą jest jednak, że rozrachunki mówią wiele. Real Madryt traci 80 milionów euro rocznie, ale pokrywa tę część nadzwyczajnymi wpływami ze sprzedaży miejsc VIP. Prawdą jest też, że ponad 100 osób zarabia w nim więcej niż 1 milion euro. Że Real Madrid Televisión ma budżet w wysokości 45 milionów euro przy udziale w widowni na poziomie 0,1 czy 0,2 w trakcie westernów, co jest jej rekordem. Mogę kontynuować, jeśli chcecie… Zatem zobaczyłem, że przy tych finansach istnieją możliwości znacznego poprawienia kosztów i bycia niesamowicie efektywnym. Po 20 latach pod tym samym parasolem jest wiele kosztów do poprawy. Można być dużo bardziej efektywnym i generować dużo większe przychody.

REKLAMA
REKLAMA

Można mieć dobre relacje z [prezesem La Ligi] Tebasem czy to niemożliwe?
Nie znam go na tyle dobrze, by móc to zgłębić. Będziemy musieli z nim usiąść w przyszłości, jeśli wygramy wybory, aby zobaczyć, jak poprawić warunki klubu, który generuje i zarabia najwięcej. Od tego momentu uważam, że właściwe jest utrzymywanie serdecznych, formalnych i konstruktywnych relacji ze wszystkimi instytucjami oraz rozpoczęcie tworzenia wartości między stronami. Nie chodzi już o to, kto ma rację, ale o osiągnięcie tego, czego chcesz. Gdy problemy instytucjonalne przechodzą na poziom osobisty, wszystkie strony tracą rację. Dlatego musimy być stanowczy. Nie mają się nas bać, a mają nas szanować, ale my też musimy szanować ich.

Skoro mowa o szacunku. Szatnia Realu Madryt jest rozpieszczona?
Nie wiem, bo nie jestem w szatni. Powiedziano, że „normalne jest, że się biją, a nienormalne jest to, że to wycieka”. Nie wydaje mi się, żeby poważnym problemem było to, że to wycieka. Poważne jest to, że dochodzą do tego punktu i postrzegają to jako coś normalnego w szatni. Coś zawodzi w tym łańcuchu. Dlatego trzeba sprofesjonalizować wszystkie obszary: sportowy i ekonomiczny. Przy profesjonalnym klubie i odpowiednich ludziach w każdym miejscu, z hierarchią i szacunkiem dla pewnych hierarchii, to nie powinno się zdarzyć.

REKLAMA
REKLAMA

Czyli chce pan powiedzieć, że hierarchie są pomijane?
Jako madridista uważam, że w tym klubie brakuje teraz hierarchii, profesjonalistów, wartości i uczuć związanych z tym, czym jest Real Madryt. Tego wszystkiego trochę brakuje.

Jak rozwiązałby pan bójkę między Valverde a Tchouaménim?
Nie znam szczegółów tej bójki. Wiem tylko o przeciekach w prasie i nie wiem, czy wszystkie są prawdziwe. Bez znajomości wszystkich szczegółów i kulis brakuje mi informacji, by wyrazić opinię.

Czy pan jako kibic kiedykolwiek wygwizdał zawodników?
Nigdy nikogo nie wygwizdałem. Mogłem się wściec i zirytować jak każdy kibic, ale nigdy nikogo nie wygwizdałem.

Zwykle chodzi pan na stadion w koszulce czy przyjście w koszulce Carvajala na ostatni mecz było pokazówką?
Są moje zdjęcia. Zawsze chodzę w koszulce. To nie jest kwestia ostatniego meczu. Po prostu w przypadku takiej legendy jak Carvajal wydawało mi się to gestem szacunku. I miała to być moja normalna koszulka na ten dzień, bo mam swoją, ale podarowano mi inną i poszedłem w niej. Carvajal jest legendą i ma szczęście, że odszedł z Realu Madryt w tak dobry sposób, bo brakuje mi możliwości znalezienia legend Realu Madryt, które miałyby okazję odejść tak, jak odszedł on.

REKLAMA
REKLAMA

Czy w pańskiej kandydaturze jest jakaś legenda madridismo?
Rozmawiamy ze wszystkimi i patrzymy, co jest odpowiednie na poziomie zawodowym. Tu nie chodzi o kolesiostwo ani o to, że jeśli mnie wspierasz, to masz miejsce. Nie o to chodzi. Na dzisiaj nie mam absolutnie wobec nikogo żadnego zobowiązania. Najpierw analizujemy część socjalną, która zostanie ogłoszona w środę, a potem zaczynamy od sportowej, nad którą pracowaliśmy już od pewnego czasu, oceniając, kto ma najlepsze profile. Rozmawiamy z bardzo wieloma osobami wszelkiego rodzaju, aby sprofesjonalizować klub.

Rozmawialiście z Figo?
Oceniamy różne profile i Figo jest bardzo dobrym profilem, wielką legendą i teraz, już poza piłką, wielkim profesjonalistą. Będziemy liczyć na ludzi, którzy mogą coś wnieść.

Profil Casillasa wniósłby coś do klubu?
Powtarzam, że na razie mówimy o profilach, a nie nazwiskach. Gdy będziemy mieli odpowiednie profile dla każdego ze stanowisk, to zobaczymy, jakie są na zewnątrz opcje, aby obsadzić te profile w Realu Madryt, ale podkreślam, że tu nie chodzi o kolesiostwo. Jeśli zaczynam kandydaturę, to pierwsze, czego chcę, to profile. Nie można dopasowywać osoby do stanowiska, tak jak w firmie. Najpierw opisujesz stanowisko, patrzysz, czego potrzeba i co będziemy robić, tworzysz ten profil, a potem patrzysz na rynku, kto ma takie cechy albo najbardziej się do nich zbliża. Na przykład, mówię o szkółce. Tam szukamy profilu, który mógłby przekazywać młodszym ludziom, czym jest Real Madryt. I uważam, że w tym obszarze potrzebna jest jakaś zmiana. Tam potrzeba kogoś bardzo profesjonalnego, kto kocha klub i jest dobrym menedżerem, a ponadto może przekazywać tę siłę i te wartości, by wyjaśniać, czym jest Real Madryt, dlaczego w 7. minucie śpiewa się o Juanito...

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (10)

REKLAMA