REKLAMA
REKLAMA

MARCA: Julián Álvarez otwiera drzwi do odejścia z Atlético

Julián Álvarez nie zamierza podpisywać nowego kontraktu z Atlético Madryt, choć na stole ma ofertę, która uczyniłaby go najlepiej opłacanym piłkarzem w kadrze. Jak informują Isaac Suárez i David G. Medina z dziennika MARCA, Argentyńczyk chce trafić do mocniejszego zespołu, a jego marzeniem jest Barcelona. Real Madryt w przeszłości obserwował napastnika, ale dziś nic nie wskazuje na to, by Królewscy zamierzali włączać się do walki o zawodnika, za którego Atlético oczekuje przynajmniej 150 milionów euro.

REKLAMA
REKLAMA
MARCA: Julián Álvarez otwiera drzwi do odejścia z Atlético
Julián Álvarez i Brahim Díaz. (fot. Getty Images)

Kontrakt ważny do 2030 roku i klauzula odstępnego wynosząca 500 milionów euro teoretycznie powinny zamykać jakąkolwiek dyskusję o przyszłości Juliána Álvareza w Atlético. Pożegnanie Argentyńczyka przed wyjazdem na mundial okazało się jednak dla władz klubu wyjątkowo przygnębiające. Napastnik nie ma zamiaru podpisywać przedłużenia umowy, które leży na stole od kilku miesięcy, a o którym MARCA informowała już w marcu. Na jego mocy Álvarez zostałby najlepiej opłacanym zawodnikiem w zespole z pensją na poziomie 10 milionów euro netto za sezon. Piłkarz woli jednak dołączyć do mocniejszego projektu. Konkretnie do Barcelony.

REKLAMA
REKLAMA

Argentyńczyk w przeszłości znajdował się na radarze Realu Madryt, jeszcze zanim trafił do Manchesteru City, a następnie do Atlético. Obecnie jednak jego nazwisko nie pojawia się w kontekście planów transferowych Los Blancos, a z tekstu Marki jasno wynika, że piłkarz patrzy przede wszystkim w stronę Barcelony. Álvarez zdążył już jednak dać się Królewskim mocno we znaki. We wrześniu 2025 roku strzelił dwa gole w derbach Madrytu, w których Atlético pokonało Real 5:2 na Metropolitano.

W ostatnich miesiącach na Metropolitano narastał niepokój, bo otoczenie zawodnika praktycznie od początku sezonu generowało wokół niego sporo szumu, a propozycja Atlético pozostawała bez odpowiedzi. Teraz, po przekazaniu swoich oczekiwań, sprawa oficjalnie zamienia się w transferowy serial. Mateu Alemany, dyrektor do spraw profesjonalnego futbolu w Atlético, już wie, że Julián Álvarez chce projektu lepszego od tego, który jego zdaniem może zaoferować mu obecny klub.

Według Marki stanowisko piłkarza jest dla Atlético bardzo bolesne. Álvarez chce trafić do znacznie ambitniejszego projektu, który bardziej przybliży go do trofeów. Nie przeszkadza mu nawet to, że w Atlético ma status największej gwiazdy, a na Camp Nou byłby raczej uzupełnieniem Lamine’a Yamala, Raphinhi i reszty drużyny. Dziennik porównuje tę sytuację do reprezentacji Argentyny, w której Julián został mistrzem świata, choć wszystkie reflektory były skierowane na Leo Messiego.

REKLAMA
REKLAMA

Autorzy tekstu podkreślają jednocześnie, że sprawa nie ma nic wspólnego z narracją budowaną przez ludzi z otoczenia piłkarza, którzy próbują tłumaczyć jego chęć odejścia rzekomo złymi relacjami z Diego Simeone albo stylem gry Atlético. To właśnie El Cholo dwa lata temu najmocniej naciskał na jego sprowadzenie. Pod jego wodzą Álvarez rozegrał najlepszy sezon w karierze, a dwa najlepsze strzeleckie lata w elicie, z co najmniej 20 golami, zaliczył właśnie u Simeone. Trener okazywał mu zaufanie publicznie i prywatnie, także decyzjami personalnymi w trakcie niemal czteromiesięcznej strzeleckiej posuchy. MARCA przypomina również, że jeśli Atlético nie zdobyło w tym sezonie żadnego trofeum, częściowo wynikało to z rzutu karnego zmarnowanego przez samego napastnika w serii jedenastek, która rozstrzygnęła finał Pucharu Króla.

Pragnienie Álvareza jest ciosem w projekt Simeone, ale stawia też Atlético w trudnym położeniu. Na zewnątrz stanowisko klubu pozostaje niezmienne i stanowcze: zawodnik ma ważny kontrakt oraz bardzo wysoką klauzulę odstępnego, co daje Atlético silną pozycję. W klubie zdają sobie jednak sprawę, że zamiary napastnika, a przede wszystkim działania jego agenta Fernando Hidalgo, mogą zmienić całe lato w długi serial.

REKLAMA
REKLAMA

Na Metropolitano nie zapomniano, że agent był blisko wysadzenia w powietrze transferu Álvareza z Manchesteru City. Gdy wszystko było już dopięte, a zespół przebywał na tournée w Hongkongu i czekał jedynie na ostateczne zielone światło, Hidalgo zażądał prowizji, która niemal doprowadziła Miguela Ángela Gila Marína do zerwania operacji. Dlatego w Atlético nie dziwi też, że odkąd Julián założył koszulkę klubu, szczególnie od początku ostatniego sezonu, jego otoczenie nie przestawało mieszać, przede wszystkim z udziałem Barcelony.

W tym momencie wszystkie scenariusze pozostają otwarte, choć stanowisko Atlético jest jasne: jeśli Julián Álvarez chce odejść, musi przynieść klubowi wielki transfer. Nigdy nie będzie to kwota niższa niż 150 milionów euro. Także na Metropolitano istnieją jednak różne opinie. Jedni opowiadają się za całkowitą nieustępliwością, inni uważają, że sprzedaż mogłaby być dobrą okazją do zarobku i zapewniłaby Mateu Alemany'emu większe możliwości przy budowaniu nowego projektu.

Jedno nie budzi wątpliwości: Atlético nie zamierza ułatwiać Álvarezowi odejścia. Tym bardziej do Barcelony. Choć Joan Laporta marzy o Argentyńczyku, w madryckim klubie nie uważają, by Barcelona była w stanie złożyć ofertę, która ich zadowoli. Część działaczy chce wyłącznie pieniędzy, inni nie patrzyliby źle na włączenie do operacji piłkarzy, na przykład Ferrana Torresa, który bardzo podoba się Mateu Alemanyemu. Dlatego w Atlético nie wykluczają także scenariusza, w którym po zakończeniu lata La Araña nie będzie miał innego wyjścia niż dalsze wypełnianie kontraktu.

Ostatnie aktualności

REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (10)

REKLAMA